Cyryl i Metody. Misjonarze Słowian, patroni Europy

Byli braćmi nie tylko zakonnymi, ale przede wszystkim rodzonymi. Razem udali się na misje, by rozwiązywać spory religijne. Dzięki nim Pismo Święte oraz księgi liturgiczne przetłumaczono na język słowiański.

Polub nas na Facebooku!

Pierwsi misjonarze Słowian

Św. Cyryl i Metodego, Jan Matejko

Bracia Sołuńscy

Urodzili się w Tesalonikach – mieście, które po słowiańsku nazywa się Sołuń, dlatego często mówi się o nich Bracia Sołuńscy. Na chrzcie otrzymali imiona Konstanty i Michał. Ich ojciec, Leon, był wyższym oficerem miejscowego garnizonu. Zostali bardzo dobrze wykształceni w akademii cesarskiej w Konstantynopolu. Konstanty – późniejszy Cyryl – studiował klasyków starożytnych oraz teologię patrystyczną. Michał zaś (zakonne imię Metody) posiadał uzdolnienia wybitnie prawnicze i w młodości robił karierę urzędniczą jako achront czyli zarządca w jednej z prowincji cesarstwa. Jednak w 840 roku porzucił urząd i wstąpił do klasztoru na górze Olimp, gdzie wkrótce został przełożonym. Jego młodszy brat po skończonych studiach został bibliotekarzem przy świątyni Hagia Sophia, ale szybko porzucił życie dworskie i usunął się do klasztoru. Pod wpływem nalegań zgodził się prowadzić wykłady z filozofii w szkole cesarskiej i tam, dzięki wybitnej mądrości, otrzymał przydomek „Filozofa”. Wkrótce i tę posadę porzucił, udał się na górę Olimp, gdzie dołączył do swojego starszego brata.

 

Misjonarze Słowian

Na zlecenie cesarza Michała III Bracia Sołuńscy wyruszyli do kraju Chazarów na Krymie, gdzie zajęli się rozwiązywaniem sporu religijnego między chrześcijanami, Żydami i Saracenami (jak nazywano wszystkich Arabów, a później ogół Muzułmanów). Później udali się do Bułgarii i na Morawy, aby ewangelizować tamtejszą ludność. I robili to z dużym powodzeniem, gdyż posługiwali się tym samym, co tubylcy, językiem. Tam też stworzyli własne znaki graficzne, tzw. głagolicę czyli najstarsze pismo staro-cerkiewno-słowiańskie. Później na jej podstawie jeden z uczniów świętych Cyryla i Metodego utworzył cyrylicę. Cyryl przetłumaczył żywoty ojców Kościoła, a jego zespół tłumaczy dokonał przekładu niemal całego Pisma Świętego oraz ksiąg liturgicznych na język słowiański. Działalność Braci Sołuńskich budziła jednak często wrogość duchowieństwa zachodniego. Byli nawet prześladowani i oskarżani o herezję.

 

Pierwsi misjonarze Słowian

Św. Cyryl i Metody, witraż autorstwa Alfonsa Muchy, Katedra św. Wita w Pradze

Błogosławieństwo papieża

Na wezwanie papieża Mikołaja I Cyryl i Metody udali się do Rzymu, ale zostali przyjęci już przez jego następcę Hadriana II. Pobłogosławił on misję braci, a także stosowanie przez nich w liturgii języka słowiańskiego. Bracia pozostali w Rzymie z powodu choroby Cyryla, który przeczuwając śmierć wstąpił do greckiego klasztoru i dopiero tam przyjął imię zakonne. Zmarł 14 lutego 869 r. Po śmierci Cyryla papież Hadrian II udzielił Metodemu święceń biskupich i ustanowił go arcybiskupem Panonii (Węgry) i Moraw. Jako biskup kontynuował ewangelizację Słowian. Z powodu wprowadzania obrządku słowiańskiego był jednak atakowany, a nawet więziony przez abp. Salzburga. Po interwencji papieża i kolejnej wizycie w Rzymie udał się do Konstantynopola, gdzie zdał sprawę ze swojej działalności patriarsze Focjuszowi. Zmarł w Welehradzie 6 kwietnia 885 r. Wśród dokumentów znalezionych po śmierci Metodego odkryto jego list do księcia Wiślan z napomnieniem, by nie utrudniał pracy misjonarzom. Kiedy w 1977 r. w Wiślicy odkryto chrzcielnicę z IX w. niektórzy historycy wysunęli tezę, że misjonarze Metodego dotarli aż do ziem polskich.

31 grudnia 1980 r. Jan Paweł II ogłosił świętych Cyryla i Metodego współpatronami Europy, obok św. Benedykta, którego za patrona naszego kontynentu obrał Paweł VI. W wydanej w czerwcu 1985 roku encyklice „Slavorum Apostoli” Jan Paweł II ukazał ogromny wkład Braci Sołuńskich dla kultury i ekumenizmu oraz podkreślił ich „katolicki zmysł Kościoła”. Byli oni bowiem wysłani na misje przez patriarchę Konstantynopola, ale działali w ścisłym porozumieniu z Rzymem. „Realizując własny charyzmat Cyryl i Metody wnieśli decydujący wkład w budowę Europy nie tylko jako wspólnoty wiary chrześcijańskiej – pisze Jan Paweł II – ale także jako organizmu państwowego i kulturowego. Dzisiaj również nie ma innej drogi do przezwyciężenia napięć i naprawienia rozłamów czy usunięcia zarówno w Europie, jak i w świecie antagonizmów, które zagrażają wywołaniem straszliwego zniszczenia życia i wartości. Być chrześcijaninem w naszych czasach oznacza być twórcą komunii w Kościele i w społeczeństwie”.

 

KAI, Magdalena Wyżga/Stacja7

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

ŚWIĘCI

Józefina Bakhita – święta niewolnica

Jan Paweł II wyniósł ją do grona świętych i nazwał „siostrą uniwersalną”. Benedykt XVI pisał o niej w swojej encyklice „Spe salvi”, a papież Franciszek jej liturgiczne wspomnienie ogłosił Międzynarodowym Dniem Modlitwy i Refleksji nt. Walki z Handlem Ludźmi. Kim jest św. Józefina Bakhita?

Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bakhita czyli szczęściara

Przez całe swoje życie przebywała w niewoli. Najpierw tej, którą zgotowali jej ludzie. Później – już jako kobieta wolna – oddała się w niewolę swojemu Stwórcy. Urodziła się około roku 1868 w Sudanie. W dzieciństwie została porwana z rodzinnego domu i sprzedana w niewolę. Nie miała jeszcze wtedy dziesięciu lat. Dokładna data tego wydarzenia nie jest znana, bowiem dziewczynka po tym traumatycznym przeżyciu, straciła częściowo pamięć. Nie wiedziała nawet jak się nazywa. Dlatego jeden z porywaczy nazwał ją Bakhita, co po arabsku tłumaczy się jako „szczęściara” albo „szczęśliwa”.

 

Życie w niewoli

Od najmłodszych lat doznawała okrucieństwa niewoli. Kilkakrotnie zmieniała swoich właścicieli, a każdy z nich okazywał się być gorszym tyranem. Bakhitę karano za najdrobniejsze „przewinienia” albo tylko dlatego, żeby pokazać jej kto ma nad nią władzę. Była chłostana i poniżana. Okrutną pamiątką z tego okresu pozostał tatuaż, który na jej ciele kazał wyżłobić oficer tureckiej armii. Dla „wzmocnienia” efektu rany zasypano solą i mąką. Niewolnicy, którym robiono takie tatuaże mdleli z bólu.  

 

Iskra nadziei

W 1882 roku Bakhitę kupił włoski konsul Callisto Legnani. To był punkt zwrotny w jej życiu. Mimo iż nadal była niewolnicą, nowy pan był zupełnie inny od poprzednich. Traktował ją z ogromną troską, szacunkiem, a nawet okazywał wdzięczność za wykonywaną przez nią pracę. Kiedy konsul został odwołany z urzędu, zabrał Bakhitę ze sobą do Włoch, gdzie pełniła służbę w jego domu rodzinnym. Tam też spotkała się z ogromną serdecznością ze strony innych domowników. Po pewnym czasie, kiedy Legnani musiał udać się w dłuższą podróż służbową, Bakhita wraz z jego córką została oddana pod opiekę sióstr od świętej Magdaleny z Canossy, które prowadziły szkołę, jak również okresową opiekę nad dziećmi. U sióstr kanosjanek Bakhita po raz pierwszy usłyszała o Bogu. Zapragnęła Go bliżej poznać, gdyż w głębi serca od zawsze czuła, że jest Ktoś, dla kogo jest ważna i kto troszczy się o jej życie  W wieku 21 lat przyjęła chrzest, bierzmowanie i komunię świętą, a także nowe imię Józefina. I już nie chciała wrócić do rodziny konsula, ale zapragnęła oddać się w niewole swojemu Stwórcy wstępując do Zgromadzenia sióstr od świętej Magdaleny z Canossy.

 

Matka Czarnuszka

Józefina złożyła śluby wieczyste 10 sierpnia 1927 roku. Przez niespełna pięćdziesiąt lat swojego życia w klasztorze wykonywała najprostsze prace, którym oddawała się z niezwykłą pokorą i radością. Była kucharką, praczką, szwaczką, zakrystianką i furtianką. Dzięki tej ostatniej posłudze miała okazję widywać się z dziećmi przychodzącymi codziennie do szkoły, ale również z ubogimi, chorymi i wszystkimi, którzy w jakimkolwiek celu pukali do furty klasztornej. Każdego obdarowywała ciepłym słowem, czułym gestem, czy choćby serdecznym spojrzeniem. Nikt nie odchodził z klasztoru z poczuciem odrzucenia. Powtarzała często: „Bądźcie dobrzy, kochajcie Pana, módlcie się za tych, którzy Go nie znają. Bądźcie świadomi szczęścia, polegającego na tym, że wy Go znacie!”. Włosi nazywali ją „Matką Czarnuszką”.

Wraz ze starością przyszła ciężka choroba, którą Józefina również znosiła z wielką pokorą. Umierając w agonii jeszcze raz przeżywała okrucieństwa niewoli, wołając „Poluzujcie mi kajdany. Ciążą”, a odeszła powtarzając kilkakrotnie „Maryjo”. Zmarła w 1947 roku. Jej proces kanonizacyjny zakończył się w roku 2000, kiedy Jan Paweł II wyniósł ją na ołtarze. Benedykt XVI w swojej encyklice o chrześcijańskiej nadziei napisał o Józefinie: „Teraz miała nadzieję – już nie nikłą nadzieję na znalezienie panów mniej okrutnych, ale wielką nadzieję: jestem do końca kochana i cokolwiek się zdarzy, jestem oczekiwana przez tę Miłość. A zatem moje życie jest dobre. Przez poznanie tej nadziei została odkupiona, nie czuła się już niewolnicą, ale wolną córką Boga”. Papież Franciszek jej wspomnienie 8 lutego ogłosił  Międzynarodowym Dniem Modlitwy i Refleksji nt. Walki z Handlem Ludźmi.

 

Magdalena Wyżga

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap