Fot. Rita Laura/Cathopic

Cuda stygmatów św. Franciszka

Święty Franciszek niechętnie i bez wdawania się w szczegóły opowiadał o wydarzeniu, podczas którego otrzymał stygmaty. Dlaczego słowa, które wtedy skierował do niego Chrystus, św. Franciszek zdradził swojemu współbratu w widzeniu po śmierci? Dlaczego w obecność stygmatów wątpił sam papież?

Reklama

W roku 1224 dokonała się najdziwniejsza tajemnica życia św. Franciszka. W czasie
postu na górze Alwerno otrzymuje stygmaty. Święty przekazał swoim zaufanym towarzyszom treść widzeń i swoje przeżycia. Żył jeszcze dwa lata po tym wydarzeniu. W tym czasie jak i po jego śmierci dokonywały się niezwykłe cuda!

Co usłyszał św. Franciszek w czasie otrzymywania stygmatów?

Święty Franciszek w czasie otrzymywania stygmatów usłyszał słowa, których miał nie zdradzać do końca życia. Jednak pewien brat swoją wytrwałością poprosił św. Franciszka, by ten zdradził co powiedział mu Chrystus. Tak opisuje to fragment „Kwiatków św. Franciszka”:

Brat pewien pobożny i święty, czytając w legendzie Świętego Franciszka rozdział o stygmatach przenajświętszych, zaczął z niepokojem wielkim ducha rozmyślać, jakie to mogły być owe słowa tak tajemne, o których Święty Franciszek powiedział, że nie wyjawi ich nikomu za życia swego, a które rzekł mu serafin, gdy mu się zjawił. I mówił brat ten w sercu swoim: Słów owych nie chciał Święty Franciszek rzec nikomu za życia swego. Jednak teraz, po śmierci swojej, rzekłby je może, gdyby go o to poprosić pobożnie. I odtąd zaczął brat pobożny modlić się do Boga i Świętego
Franciszka, by mu raczyli słowa te objawić.

Reklama
Reklama

Kiedy ów brat osiem lat nieustannie modlił się o to, roku ósmego zasłużył, by był wysłuchany w ten sposób: Pewnego dnia po jedzeniu, gdy złożywszy dzięki, modlił się gdzieś w kościele, prosząc o to Boga i Świętego Franciszka pobożniej niż zwykle i wśród łez mnogich, zawołał go inny brat i rozkazał w imieniu gwardiana, by towarzyszył mu na wieś w sprawie potrzeb klasztoru. Przeto ten, nie wątpiąc, że posłuszeństwo jest zasługą większą niż modlitwa, usłyszawszy rozkaz przełożonego, natychmiast przerywa modlitwę pokornie i idzie z bratem, który go wołał. I jako że tak podobało się Bogu, tym czynem gotowego posłuszeństwa zasłużył na to, czego nie zasłużył długim czasem modlitwy. Skoro więc tylko znaleźli się poza bramą klasztoru, spotkali dwóch braci obcych, którzy zdawali się przybywać z krajów dalekich. Jeden zdawał się młody, drugi stary i chudy, a z powodu niepogody byli obłoceni i przemoknięci.

Tedy ów brat posłuszny, współczując z nimi bardzo, rzekł do towarzysza, z którym szedł: O bracie najdroższy, gdybyż sprawę, w której idziemy, można odwlec nieco, należy bowiem braci tych obcych przyjąć z miłością wielką. Proszę cię, byś mi pozwolił wprzódy pójść, obmyć im nogi, zwłaszcza temu bratu staremu, który bardziej tego potrzebuje, a wy możecie obmyć je młodszemu. A potem pójdziemy za sprawą klasztoru.

Wówczas brat ów ustąpił miłości towarzysza swego i wrócili do klasztoru. I przyjąwszy braci onych obcych z miłością wielką, zawiedli ich do kuchni ku ognisku, by się ogrzali i oschli. A przy tym ogniu grzało się ośmiu braci klasztornych. Pobywszy nieco przy ogniu, odwiedli owych na stronę, by obmyć im nogi wedle tego, jak obaj ułożyli. I kiedy ów brat posłuszny i pobożny mył nogi onemu bratu staremu i usunął z nich błoto, gdyż były wielce obłocone, ujrzał, patrząc, że nogi jego naznaczone były stygmatami przenajświętszymi. I nagle z radości i zdumienia, ściskając je silnie, zaczął wołać: Alboś ty Chrystus, albo Święty Franciszek!

Reklama
Reklama

„Dałem ci znaki męki Mojej, abyś był Moim chorążym”

Na ten głos i na te słowa powstali bracia siedzący przy ognisku i tłoczyli się tam z drżeniem wielkim i czcią, by ujrzeć owe stygmaty chwalebne. Wówczas ów brat stary, na prośby ich, pozwolił zobaczyć je dokładnie, tykać i całować. I kiedy z radości dziwili się jeszcze więcej, rzekł im:

Nie wątpcie i nie bójcie się bracia, najdrożsi synowie. Jestem ojciec wasz, Święty Franciszek, który wedle woli Bożej założył trzy zakony. A ponieważ od ośmiu już lat prosił mnie brat ten, który mi nogi myje, a dzisiaj żarliwiej niż kiedy indziej, bym mu objawił te słowa tajemne, które mi rzekł serafin, kiedy mi udzielał stygmatów, a których to słów nie chciałem nigdy wyjawić za życia mego, więc dziś z rozkazu Boga, gwoli wytrwałości jego i gotowego posłuszeństwa, dla którego porzucił słodycz rozpamiętywania, posłany jestem od Boga, bym wyjawił wobec Niego i was to, o co on prosi.

I zwracając się do brata owego, rzekł Święty Franciszek tak: Wiedz, synu najdroższy, że kiedym bawił na górze Alwerno, cały zatopiony w rozpamiętywaniu Chrystusa podczas tego zjawienia serafickiego, Chrystus naznaczył mnie stygmatami na ciele moim i rzekł do mnie: „Wieszli, coć uczyniłem? Dałem ci znaki męki Mojej, abyś był Moim chorążym. I jako Ja dnia śmierci Mojej zstąpiłem do piekieł i wszystkie dusze, które tam znalazłem, wydobyłem mocą stygmatów Moich i zawiodłem je do raju, tak też tobie w tej chwili pozwalam zstępować, kiedy rozstaniesz się z tym życiem, corocznie dnia śmierci twojej, do czyśćca i wszystkie dusze twoich trzech zakonów, to jest braci mniejszych, klarysek i tercjarzy, a nadto tych, którzy nabożeństwo mieli do ciebie, jeśli je tam znajdziesz, wydobywać mocą stygmatów twoich, które ci dałem, i wieść je do raju, byś był podobien Mi w śmierci, jako nim byłeś za życia”. A słów tych nie rzekłem nigdy, dopóki żyłem na świecie.

Reklama

I po tych słowach Święty Franciszek i towarzysz jego znikli nagle. Wielu braci słyszało to potem od tych ośmiu braci, którzy byli obecni temu widzeniu i słowom Świętego Franciszka.

CZYTAJ: Stygmaty św. Franciszka. Jezus ukazał mu się jako anioł z sześcioma skrzydłami

Wątpił w nie nawet papież

Pomijając wszystkie cuda stygmatów przenajświętszych Świętego Franciszka, o których się czyta w legendzie o nim, należy wiedzieć, że papieżowi Grzegorzowi IX, który wątpił nieco o ranie w boku Świętego Franciszka, jak to sam potem opowiadał, zjawił się nocy pewnej Święty Franciszek i – podnosząc nieco w górę prawe ramię – odkrył ranę w boku i zażądał łagwi. Kiedy ów polecił ją przynieść, kazał Święty Franciszek umieścić ją pod raną w boku. I zdało się papieżowi istotnie, że napełniła się aż do góry krwią zmieszaną z wodą, która płynęła z rzeczonej rany, i odtąd odeszło go wszelkie zwątpienie.

I potem, po naradzie ze wszystkimi kardynałami, potwierdził stygmaty przenajświętsze Świętego Franciszka i dał w tej sprawie braciom przywilej osobny wraz z bullą. A uczynił to w Witerbo, jedenastego roku swego papiestwa, a potem roku dwunastego dał wtóry, szerszy. Także papież Mikołaj IV i papież Aleksander dali w tym względzie szerokie przywileje, wedle których z każdym, który by przeczył stygmatom przenajświętszym Świętego Franciszka, postąpić można jak z kacerzem.

Fragmenty książki „Kwiatki św. Franciszka” w tłumaczeniu Leopolda Staffa

Ponadczasowy zbiór legend i opowieści o życiu Biedaczyny z Asyżu i jego uczniów. Od stuleci znajduje się w światowym kanonie literatury pięknej. Książka powstała w języku łacińskim w XIII wieku. Tradycja przypisuje większość tekstów franciszkańskiemu bratu Ugolino z Montegiorgio. Dopiero pod koniec wieku XIV dokonano przekładu książki na język włoski. Od tego momentu rozpoczęła się lawina tłumaczeń na inne języki. Opowieści o św. Franciszku oczarowały czytelników na wszystkich kontynentach. Łagodność, prostota, oraz niepowtarzalna atmosfera cudów Świętego żyjącego w zgodzie z Ewangelią i dostrzegającego Boga w każdym stworzeniu, stały się inspiracją dla wielu pokoleń ludzi żywej wiary.
KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę