Nasze projekty
fot. Steven Zucker, Smarthistory co-founder / Flickr

Stygmaty św. Franciszka. Jezus ukazał mu się jako anioł z sześcioma skrzydłami

Święty Franciszek otrzymał te szczególne ślady męki Chrystusa w 1224 roku w czasie modlitwy na górze La Verna.

Reklama

Widzenie Franciszka

W życiu św. Franciszka z Asyżu (1182-1226) szczególne miejsce zajmowała kontemplacja wcielenia Chrystusa, dlatego w 1223 roku w Greccio zorganizował inscenizację biblijną narodzenia Dzieciątka Jezus. Była to – jak już dziś wiemy – pierwsza „szopka” w historii Kościoła. Niespełna rok po tym wydarzeniu święty podjął długą modlitwę i czterdziestodniowy post ku czci Michała Archanioła.

W 1224 roku, najprawdopodobniej 14 września rano, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, św. Franciszek modlił się na górze La Verna (popularnie zwanej w Polsce Alwernią. Kiedy kontemplował mękę Chrystusa, otrzymał na swoim ciele dar stygmatów.

Św. Franciszek miał także widzenie. Chrystus ukazał się mu jako serafin, nadprzyrodzona istota, okryta sześcioma skrzydłami i przybita do krzyża. Z ciała serafina wychodziły promienie, które przeszyły stopy, dłonie i bok św. Franciszka.

Reklama
Reklama

Na pamiątkę tego wydarzenia od 1337 r. w zakonie franciszkańskim obchodzi się 17 września specjalne święto – święto stygmatów św. Franciszka. Zatwierdził je papież bł. Benedykt XI.

Giotto, „Franciszek otrzymuje stygmaty”
fot. Bradley Weber / Wikimedia commons

Stygmaty od ukrzyżowanego

Opis tego wydarzenia przekazał Tomasz z Celano, franciszkanin żyjący w XIII wieku, historyk i pierwszy biograf Franciszka.

„Franciszek ujrzał w widzeniu rozciągniętego nad sobą Serafina, wiszącego na krzyżu, mającego sześć skrzydeł, za ręce i nogi przybitego do krzyża. Dwa skrzydła unosiły się mu nad głową, dwa wyciągały do lotu, a dwa okrywały całe ciało. Widząc to, Franciszek zdumiał się gwałtownie, a gdy nie umiał wytłumaczyć, co by znaczyło to widzenie, wtargnęła mu w serce radość pomieszana z żałością. Cieszył się z łaskawego wejrzenia, jakim Serafin patrzył na niego, ale przybicie do krzyża przeraziło go. Natężył umysł, by pojąć, co mogłaby znaczyć ta wróżba, i duch jego silił się trwożnie nad jakimś jej zrozumieniem. Otóż, podczas gdy szukając wyjaśnienia na zewnątrz, poza sobą, nie znalazł rozwiązania, nagle objawiło mu je w nim samym odczucie bólu.

Reklama
Reklama

Natychmiast bowiem na jego rękach i nogach zaczęły jawić się znaki gwoździ, jak to na krótko przedtem widział u Męża ukrzyżowanego, ponad sobą w powietrzu. Jego ręce i nogi wyglądały przebite gwoździami w samym środku; główki gwoździ były widoczne na wewnętrznej stronie rąk i na wierzchniej stronie nóg, a ich ostre końce były na stronie odwrotnej… Zaś prawy bok, jakby przebity lancą, miał na sobie czerwoną bliznę, która często broczyła i spryskiwała tunikę oraz spodnie świętą krwią”.

Płonął ogniem miłości

Święty Bonawentura napisał w biografii, że od momentu stygmatyzacji św. Franciszek wręcz płonął wewnętrznym ogniem miłości. Jego dłonie były tak gorące, że dotknięciem rozgrzał jednego z braci tak, iż mógł on spać pośród kamieni i śniegu nie czując zimna. Ogień miłości często poprzedza stygmatyzację i pogłębia się po tym wydarzeniu.

Święty Biedaczyna starał się ukrywać ten dar czując się niegodnym noszenia śladów męki Chrystusa na swoim ciele. Tomasz Celano podaje, że od tego momentu nosił skarpety a rękawy habitu zsuwał tak, że widoczne były jedynie końce palców. Napisał także, że ranę na boku za życia Franciszka widział tylko jeden z jego współbraci, kiedy pomagał mu zdjąć do wyprania habit.

Reklama

Biografowie zgodnie podają, że Franciszek niechętnie i bez wdawania się w szczegóły opowiadał o tym wydarzeniu. Pytał ich też o radę, jak ma dalej postępować. Jeden z braci powiedział mu: „tajemnice Boże są ci niekiedy objawione nie tylko ze względu na ciebie, ale także ze względu na innych. Wydaje się więc, że dlatego słusznie należy się obawiać, abyś nie ukrył tego, co otrzymałeś dla pożytku innych i za ukrycie tego talentu nie był zganiony podczas sądu”. Święty przekazał swoim zaufanym towarzyszom treść widzeń i swoje przeżycia. Żył jeszcze dwa lata po tym wydarzeniu.

Czym są stygmaty?

Jak wyjaśnia o. Cecylian Niezgoda OFMConv, „stygmatami określamy rzeczywiste uszkodzenia tkanki miękkiej, nie pochodzące z obrażeń zewnętrznych ani choroby, które występują na określonych miejscach ciała w sposób nagły i nieprzewidziany”.

Znamiona u stygmatyków oznaczają osobliwy udział w męce Chrystusa, ale nie odtwarzają dokładnie ran Zbawiciela. Dowodzą tego fakty różnego umiejscowienia znamion u różnych stygmatyków, np. rany boku bądź po prawej, bądź po lewej stronie; rany rąk na dłoniach lub w nadgarstkach. Ponadto same znamiona miały różny wygląd u poszczególnych stygmatyków, np. znamiona w postaci tkwiących gwoździ, albo w postaci krwawiących ran. Ten fakt różnego umiejscowienia znamion i różnego ich wyglądu świadczy o wpływie życia wewnętrznego stygmatyków na ich powstanie, np. wyobrażeń o przebiegu męki Chrystusa, a także o wpływie ikonografii pasyjnej – wyjaśnia o. Niezgoda.

Święci mistycy, którzy otrzymali stygmaty, w tym również św. o. Pio z Pietrelciny (1887-1968), piszą w swoich dziełach, że znamiona te zawstydzały ich, sprawiały ból fizyczny i cierpienia moralne. Jednocześnie byli dumni, że mogą w tak niezwykły sposób jeszcze bardziej upodobnić się do Chrystusa. Byli szczęśliwi z tego powodu, że mogli cierpieć podobnie jak Chrystus, który przez mękę i ofiarowanie swojego życia stał się zbawicielem świata. Podobnie było ze św. Franciszkiem z Asyżu.

Święto stygmatów św. Franciszka z Asyżu jest obchodzone 17 września przez franciszkanów na całym świecie.

os, KAI, brewiarz.pl, oczamiduszy.pl / Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę