video-jav.net

Mission impossible: pielgrzymka rodzinna

Ilekroć rzucamy się w jakieś przedsięwzięcie z założeniem „jakoś to będzie” – okazuje się, że jest zdecydowanie lepiej niż „jakoś”. Błogosławieństwa sypią się obficie i z niespodziewanej strony.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Uważny czytelnik poprzednich tekstów może się bez trudu zorientować, że jako rodzice bardzo wierzymy w dobroczynny wpływ ruchu, przyrody i przygody na wszechstronny rozwój naszych dzieci. Poza tym jesteśmy nieuleczalnymi (albo bezmyślnymi, zdaniem niektórych) optymistami: ktoś rzuca pomysł, druga strona podchwytuje, biedne (zdaniem niektórych) dziatki pakują plecaczki i ruszamy na rozpoznanie bojem.

Na przykład wybieramy się na pielgrzymkę, co prawda jednodniową, ale po górzystym terenie i z całkiem długą trasą do pokonania.

Z pięciorgiem dzieci w wieku od roku do 11 lat.

Bo niby czemu nie.

W zeszłym roku poszliśmy z Korbielowa na Jasną Górkę z parafialną pielgrzymką dominikańską. Ojcowie i bracia bardzo dbali o równowagę między powagą, modlitwą a rozrywką. Czy odśpiewano parę hitów z cyklu „dżdżownica i ślimak nas mija”? Ależ oczywiście. Czy opowiedziano parę sucharów o odciskach? No raczej. Ale były też Godzinki, były piękne staromodne pieśni maryjne, postój na konferencję (uroczo speszeni młodziutcy neoprofesi opowiadali z zaangażowaniem i szczerością o Panu Bogu) i Różaniec. Na miejscu Msza Święta z porządnym kazaniem i wręczenie pamiątek dla najstarszych, najmłodszych, najdłużej pielgrzymujących itd. Dobry, wesoły, Boży dzień.

A gdzie te dzieci, pytacie? Najmłodsza, półtoraroczna, w nosidle. Najstarszy z przodu, rozwijał się towarzysko. Dzielna i sprawna ośmiolatka sunęła przed siebie jak czołg, nastawiona jak zwykle na wycisk, docisk i osiąg (czasem się jej trochę boję).

Newralgicznym punktem naszego planu (jakiego planu?) była środkowa dwójka, sześciolatek i czterolatka. Przy czym młoda cierpi na przypadłość wdzięcznie zwaną „bolinóżką”, inaczej luźny mięsień. Ujmując rzecz delikatnie – nie jest tytanem sportu. Umie za to bardzo elokwentnie opowiedzieć, dlaczego nie jest w stanie uczynić już ani kroku.

Właściwie nie wiem, na co liczyliśmy, zabierając ją.

Okazało się jednak, nie po raz pierwszy w naszej karierze, że Pan Bóg kocha wariatów i nasyła jednych na drugich, żeby im ułatwiać. Na początku było z górki i młoda szła niesiona entuzjazmem. Potem był postój na herbatę i coś słodkiego. A kiedy zaczęło się robić trudniej – obok nas pojawiła się, jak niebieski, pięknie pomarszczony anioł, mała siostra Barbara. Maleńka, szczuplutka, żwawa, odziana w solidne górskie buty. Najpierw wybuchnęła entuzjazmem na widok naszego wdzięcznego stadła, a potem ujęła Pannę Bolinóżkę i jej starszego brata za rączki i ruszyła z nami. Trochę rozmawiała z dorosłymi, ale większość uwagi skupiła na dzieciach, wypytując o różne sprawy i słuchając z zaangażowaniem. Kiedy było bardzo pod górkę, sypała opowieściami o szczelinach na Mont Blanc, które pokonywała za młodu.

Mali, oczarowani i zasłuchani, niepostrzeżenie dotarli do celu. Na samym końcu pielgrzymiego węża, właściwie to kwadrans za peletonem, ale nieistotne: na swoich krótkich nóżkach pokonali ponad 25 kilometrów bez płaczu i awantur – wręcz przeciwnie, ubawieni i w wybornych nastrojach.

Po Mszy siostra Barbara odebrała nagrodę dla najstarszego pielgrzyma. Okazało się, że ma lat 86.

Takie rzeczy spotykają nas często, i z tego względu nasz bezmyślny optymizm nijak nie chce nas opuścić, bo ilekroć rzucamy się w jakieś przedsięwzięcie z założeniem „jakoś to będzie” – okazuje się, że jest zdecydowanie lepiej niż „jakoś”. Błogosławieństwa sypią się obficie i z niespodziewanej strony.

Dlatego, jeśli zastanawiacie się czy iść na pielgrzymkę, z dziećmi czy bez – idźcie! Jakoś to będzie!

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >
PIELGRZYMKI

Warszawiacy od św. Anny

Pielgrzymowanie piechotą na Jasną Górę było wśród warszawskich studentów w pewnym momencie tak popularne, że nie mieścili się w przeznaczonej dla nich grupie 17. Pielgrzymki Warszawskiej. Tak powstała Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wszystko zaczęło się pod koniec lat 70. XX w. wraz z intensywnym wzrostem popularności ruchu pielgrzymkowego. O powstaniu drugiej w Warszawie pielgrzymki pieszej na Jasną Górę zdecydowały dwa zbieżne pragnienia: pomieszczenia wszystkich chętnych i pragnienie Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego, aby stworzyć pielgrzymkę szlakiem sanktuariów maryjnych Mazowsza.  

 

Szlakiem zapomnianych sanktuariów

Nazwę dla nowej, dedykowanej studentom, Pielgrzymki ruszającej z Warszawy na Jasną Górę wymyślił ówczesny rektor akademickiego kościoła św. Anny ks. Tadeusz Uszyński. Ponieważ Warszawa była wtedy jedną diecezją nowa pielgrzymka nazywała się Warszawska Akademicka Pielgrzymka Diecezjalna i pod tą nazwą wyruszyła na szlak po raz pierwszy 5 sierpnia 1981 r. Szło w niej wówczas ok. 1400 osób, a szlak – zgodnie z życzeniem zmarłego kilka miesięcy wcześniej Prymasa Wyszyńskiego wiódł od początku przez zapomniane sanktuaria maryjne Mazowsza: Niepokalanów, Miedniewice, Boguszyce, Krzemienicę, Inowłódz, Smardzewice, Sulejów, Przerąb, Gidle, Mstów. Zanim więc pątnicy dotarli przed tron Madonny z Jasnej Góry odwiedzili też Matkę Bożą Wszechpośredniczkę Łask (Niepokalanów), Świętorodzinną (Miedniewice), Gidelską, Mstowską Matkę Miłosierdzia a nawet św. Annę w Smardzewicach i sanktuarium św. O. Pio na Przeprośnej Górce. Do dziś szlak ten się nie zmienił.

 

Wszystkie kolory pielgrzymki

W 1992 r., gdy Jan Paweł II podzielił Warszawę na dwie diecezje, pielgrzymka akademicka zmieniła nazwę z „diecezjalnej” na „metropolitalną”, ponieważ dołączali do niej studenci mieszkający w stolicy na obu brzegach Wisły.

Od początku podstawową strukturę pielgrzymki stanowiły grupy, dla odróżnienia od tzw. paulińskiej Pielgrzymki nazywane kolorami, m.in. błękitnym, biało-złotym, fioletowym, białym, amarantowym, zielonym, złotym. Za niektóre od początku odpowiadały różne zakony, np. czarno-białą do dziś prowadzą dominikanie, brązową – franciszkanie, szarą – jezuici, zieloną – salwatorianie, białą – lazaryści. Wyjątkiem od oznaczenia kolorystycznego jest grupa podlegająca pod Ordynariat Polowy (tzw. Grupa Wojskowa) oraz prowadzona obecnie przez ks. Konrada Dmochowskiego Grupa Rowerowa. Ta ostatnia wyrusza kilka dni później od zwykłej pieszej WAPM.

 

W porywach do 12 tysięcy

Grup z początku było jedynie 8, dziś jest aż 19, każda po 80 do nawet 350 osób. Łącznie spod kościoła św. Anny wyrusza w co roku wraz z WAPM około 3800 pątników.

Wyjątkiem od tej liczebności był rok 1991, kiedy do pielgrzymów dołączyła również olbrzymia grupa chętnych do spotkania z Janem Pawłem II – wszak na Jasnej Górze zaczynały się w sierpniu pierwsze w Polsce Światowe Dni Młodzieży. Właśnie wtedy w WAPM uczestniczyło rekordowych 12 tysięcy osób. – Był to niezwykły czas – piszą we wspomnieniach organizatorzy Pielgrzymki.

Trasa Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej liczy niemal 300 kilometrów i wymaga przejścia każdego dnia około 35 km w 5-6 etapach poprzez różne drogi. Rusza zwykle 5 sierpnia by na Jasną Górę dotrzeć 14 sierpnia, tuż przed Wniebowzięciem Najświętszej Maryi Panny.

 

Dzień Pielgrzyma

Dzień pielgrzyma, podobnie jak w przypadku innych pieszych pielgrzymek, zaczyna się  przeważnie ok. 5:30 rano,ale bywa że i wcześniej. Kończy się wieczornym apelem o 21:00. Każdego dnia pielgrzymom towarzyszy modlitwa poranna, modlitwa różańcowa, konferencje, wspólny śpiew. Codziennie na jednym z postojów odprawiana jest wspólna Msza Św. dla wszystkich grup pielgrzymki. Po każdym etapie organizowany jest półgodzinny odpoczynek i jeden godzinny na obiad. Wieczorny apel rozpoczyna się o godzinie 21:00 organizowany w grupach lub dla całej pielgrzymki. Po dotarciu na nocleg zostaje czas na umycie się, kolację i przygotowanie się na kolejny dzień. Cisza nocna rozpoczyna się o godz. 22:00

 

Pielgrzymi duchowi

Wszyscy, którzy sympatyzują z WAPM, ale z różnych względów – najczęściej zdrowotnych – nie mogą w niej uczestniczyć fizycznie, zaproszeni są do zapisywania się do grupy tzw. pielgrzymów duchowych. Po zapisaniu otrzymują gadżety pielgrzymkowe oraz Przewodnik Duchowego Pielgrzyma, w którym zawarte są modlitwy, rozważania oraz konferencje na każdy dzień drogi.

Dodatkowo od wielu lat w kościele św. Anny funkcjonuje też tradycja, że ci pielgrzymi duchowi, którzy są w stanie gromadzą się o godzinie 15:00 każdego dnia WAPM, by wspierać pątników i łączyć się z nimi w modlitwie Koronki do Miłosierdzia Bożego.

Do pielgrzymki można się zapisać również w dniu wyjścia w krużgankach kościoła św. Anny. Od kilku lat funkcjonują również zapisy internetowe.

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >