Miłosierdzie w mediach

Nowa duchowość XXI wieku, która jest w stanie postawić granicę złu, ma na imię „miłosierdzie”

Co ma wspólnego miłosierdzie z dziennikarstwem? Czy jesteśmy uprawnienie do mówienia o duchowości w mediach? Na te pytanie odpowiadał o. Witold Kawecki, redemptorysta, w wykładzie dla dziennikarzy 18 stycznia 2016 r. w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

 

Fantastyczna jest profesja dziennikarska. Można ją porównać poniekąd z misją Koscioła, a ta bazuje na miłosierdziu. Dlatego tylu młodych ludzi, pomimo widocznych trudności, wybiera ten rodzaj pracy. Dziennikarze w swym najgłębszym powołaniu będąc ciekawymi świata i wydarzeń, interesując się człowiekiem i jego losem na tym świecie mają go przybliżać innym, opisywać, tłumaczyć, uczyć rozumieć, przeżywać, dzielić się pewnymi wartościami z odbiorcą. Temu właśnie mają służyć media, jak sama nazwa wskazuje: mają mediować, pośredniczyć w rozumieniu problemów współczesności.

  • Media mają być pośrednikiem (mediatorem), czyli kimś kto przekazuje racje jednego i drugiego, kto potrafi wejść w rolę jednego i drugiego, tak aby zrozumieć sens ich wypowiedzi.
  • Media tłumaczą, a więc nie są ani zwykłym megafonem, ani też prostymi przetwarzaczami każdego słowa z jednego kodu na drugi. Jak przystało na „tłumacza”, mają zmierzać do sedna sprawy, szukać sensu wydarzenia samego w sobie i zarazem w kontekście spraw, i jednocześnie przedstawiać to żywym, zrozumiałym językiem.

Ryszard Kapuściński, który na kilka dni przed śmiercią napisał do mnie list ze szpitala umawiając się na długą rozmowę, do której nie doszło, bo nie zdążył, ale mam nadzieję że porozmawiamy kiedyś w wieczności. Definiując misję dziennikarza pisał tak: „To coś takiego, czego owoce wychodzą poza nas samych. Nie robimy tego tylko po to, by kupić samochód lub zbudować willę. Robimy to dla innych, wierząc że istnieje dobro wspólne”. Z tego powodu, dodawał dalej: „Żeby uprawiać dziennikarstwo, przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. Źli ludzie nie mogą być dobrymi dziennikarzami. Jedynie dobry człowiek usiłuje zrozumieć innych, ich intencje, ich wiarę, ich zainteresowania, ich trudności, ich tragedie. I natychmiast, od pierwszej chwili stać się częścią ich losu” (Autoportret reportera).

 

Reporter's notebook

fot. Roger H. Goun/flickr

 

Misją dziennikarza jest przemawiać głosem i w imieniu tych, którzy tego głosu z różnych powodów nie mają. To jest jego etyczna powinność.

To, o czym i jak ma mówić zależy od intuicji, talentu i zasad moralnych. Z tego względu dziennikarz w sposób naturalny powinien mieć oczy i uszy szeroko otwarte i charakteryzować się szczególną wrażliwością, a nawet empatią, co nazwałem właśnie miłosierdziem. Ma prawdziwie informować i opisywać rzeczywistość, ale broń Boże jej nie kreować po swojemu. Informacja w jego ręku nie może być towarem do sprzedania, ale nośnikiem prawdy.

Gdybym miał w wielkim skrócie opisać współczesną cywilizację, to powiedziałbym, że charakteryzują ją trzy rzeczywistości: masa, osoba i komunikacja.

Masa jest anonimowa, nikt się w niej nie wyróżnia, ani nikt nie odsłania swojego oblicza czy swych pragnień, to bierni użytkownicy środków nazywanych także „masowymi”. Jednakże z masy z czasem zaczyna się wyłaniać osoba, która świadoma jest swojej podmiotowości, jest w stanie przeżywać proces swojej personalizacji i wchodzić w kontakt z innymi. I tu zaczyna się komunikacja jako przejście od anonimowych odbiorców przekazów i obrazów do relacji osobowych – jako odbiorcy dialogujący, aktywni i czujni.

 

Warsztaty dziennikarskie przed ŚDM 2016

 

Kardynał Carlo Maria Martini w znakomitym liście pasterskim Skraj płaszcza czyli o spotkaniu Kościoła i mediów obrazuje dzisiejsze społeczeństwo, które potrzebuje uzdrowienia z własnych blokad komunikacyjnych, porównując je do ewangelicznego spotkania Jezusa z tłumem napierającym i nieznaną kobietą z tłumu, która ukradkiem dotyka Jego płaszcza. Jezus pyta: „Kto się mnie dotknął?” Piotr Mu odpowiada: „Mistrzu, tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął”. Ale Jezus nalega: „Ktoś się Mnie dotknął, bo poznałem, że moc wyszła ode Mnie!”. Wtedy staje przed Nim kobieta, chora od wielu lat i wyznaje, że ukradkiem dotknęła się Jego płaszcza, wierząc, że będzie uzdrowiona, że dozna miłosierdzia (Mk 5, 25-34).

Tę biblijną scenę Martini interpretuje jako wyłanianie się osoby z masy dzięki komunikacji – przekazaniu uzdrawiającej mocy Jezusa potrzebującej kobiecie. Wystarczyła krawędź płaszcza, żeby się dokonało spotkanie. I konkluduje – również dzięki mediom możliwa jest humanizacja a nawet zbawcza komunikacja. Warunek jest jeden – trzeba wynurzyć się z masy zglobalizowanego świata i doprowadzić do prawdziwego dialogu, relacji, spotkania, porozumienia, współpracy, współodczuwania. To także jest miłosierdzie. Wielkie wyzwania stoją w tym względzie przed ludźmi mediów.

 

phone-869669_1920

 

Jest jeszcze jeden mocny wymiar miłosierdzia w mediach to jest moc słowa pisanego, mówionego, ukazywanego. Może ono wiele – może zabijać i leczyć, może zakłamywać i odkrywać horyzonty, może dzielić i jednoczyć, może zaogniać i łagodzić, może straszyć i pocieszać, może frustrować i przynosić nadzieję, może niszczyć i budować. Pamiętajmy jednak – język w mediach ma być miłosierny, bo z każdego bezużytecznego słowa będziemy rozliczeni i nie możemy zapomnieć, że „z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo”.

Wobec tych rozlicznych wyzwań współczesności musimy zdać sobie sprawę, że bez Absolutu nie istnieje żadna instancja, do której możemy się odwołać i nie ma też żadnej prawdziwej nadziei na ostateczny sens i sprawiedliwość. Nowa duchowość XXI wieku, która jest w stanie postawić granicę złu, ma na imię „miłosierdzie”. Jezus Chrystus jest uosobieniem miłosierdzia Bożego. Z tego względu spotkać Chrystusa oznacza spotkać Boże miłosierdzie, nawet nie tyle przez sprawiedliwość co poprzez miłość, która wypływa z historycznej ofiary samego Boga. Choć Bóg sprzeciwia się cierpieniu i stara mu się zaradzić, to jednocześnie należy zauważyć, że Bóg cierpi też z człowiekiem. Bóg stał się człowiekiem, aby go zrozumieć i wczuć się w jego ludzką psychikę i życiowe uwarunkowania.

(…)

Bóg widzi ukrytą głębię każdej ludzkiej duszy dlatego nie tyle pragnie go osądzać ile ofiarować mu swą miłość łaskawą. Bezinteresowna łaska Boga poszukująca człowieka jest w stanie przerosnąć wszelkie ludzkie oczekiwania i nadzieje. W tym widzę inspirację do dalszej Państwa pracy. Chciałbym zakończyć słowami Psalmu, które niech będę też życzeniami pod państwa adresem: „Powierz Panu swą drogę, i zaufaj Mu. On sam będzie działał” (Ps 37,5).

 

o. prof. Witold Kawecki CSsR


Fragment wykładu wygłoszonego 18 stycznia 2016 r. w Domu Arcybiskupów Warszawskich podczas spotkania opłatkowego z dziennikarzami i ludźmi mediów.

Całość dostępna na stronie Archidiecezji Warszawskiej >>http://archidiecezja.warszawa.pl/milosierdzie-w-mediach/

 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy książkę “Miłosierdzie to imię Boga” – wywiad z papieżem Franciszkiem!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

 

Show comments

Życie jest za krótkie, żeby tracić czas na nienawiść

Dzieci nie widziały się z ojcem od dziesięciu lat. Trudno im się dziwić. Nie rozmawiały z nim od czterech lat. Nie miały mu już nic do powiedzenia. Ich ojciec nigdy nie przestał pić.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Fragment książki “Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na najtrudniejsze chwile w życiu” Reginy Brett.


Jak wielu alkoholików, wielokrotnie rzucał nałóg, ale zawsze do niego wracał. Potrafił wytrzeźwieć. Nie potrafił tylko wytrwać w trzeźwości. Moja przyjaciółka Jane próbowała ratować swoje małżeństwo, mimo niedotrzymywanych obietnic i pustego konta w banku. Ona zajmowała się dziećmi; jej mąż zajmował się piciem.

Trwała przy nim przez dwadzieścia lat. Kiedy nie pił, był wspaniałym człowiekiem. Miał dobre serce i wszystkich rozśmieszał. Nie znęcał się nad rodziną, tylko ją zaniedbywał. Nie potrafił utrzymać żadnej pracy. Nie płacił rachunków. Nie można było na nim polegać w żadnej sprawie. W końcu stracili dom.

Pewnego dnia Jane zakończyła wreszcie ich małżeństwo, a właściwie to, co z niego zostało. W 1979 roku, kiedy się rozwiedli, dzieci były już nastolatkami. Starsza córka miała 17 lat, syn – 15, a najmłodsza córka – 13. Mijały lata. Ojciec z rzadka pojawiał się w ich życiu. Dzwonił do dzieci co kilka lat. Próbował odwyku. Za każdym razem wracał do nałogu.

W końcu niemal zniknął z ich życia: minęło dziesięć lat od ostatnich odwiedzin, a cztery od ostatniej rozmowy telefonicznej. Któregoś wiosennego dnia zadzwonił telefon. Ktoś ze szpitala w Parmie skontaktował się z synem, szukając najbliższej rodziny jego ojca.

Syn zadzwonił do mamy. Jane powiedziała mi, że kiedy usłyszała: „Tata umiera na raka”, poczuła się, jakby ktoś uderzył ją w brzuch. Stało się z nią coś dziwnego. Wszystkie lata cierpień i gniewu nagle przestały się liczyć.

Jej były mąż nie miał pieniędzy ani rodziny. Nie ożenił się powtórnie. Nigdy nie widział sześciorga swoich wnucząt. Był w ciężkim stanie. Od tygodnia leżał w szpitalu. Wcześniej przeszedł operację raka jelita grubego, o czym nic nie wiedzieli. Zostało mu niewiele czasu.

Jane zawiozła dzieci do szpitala, żeby odwiedziły ojca. Sama nie weszła do pokoju. Po rozwodzie wyszła ponownie za mąż i zaczęła nowe życie. Nie widziała pierwszego męża od dwudziestu lat. Nie chciała go stresować swoją obecnością, sama też nie chciała się denerwować. Musiała być silna dla dzieci.

Siedząc przed pokojem szpitalnym, przemyślała, co musi zrobić. W drodze powrotnej powiedziała dzieciom, że pokryje wszystkie koszty leczenia. Potem pomogła umieścić ich ojca w hospicjum. Codziennie jeździła do niego z dziećmi, żeby je wspierać, ale nigdy nie weszła do jego pokoju. To byłoby nie na miejscu.

W tych ostatnich dniach ojciec i dzieci znów stali się rodziną. Dawne urazy zbledły. Kiedy rozmawiali o przeszłości, przywoływali same dobre wspomnienia. Dzieci mówiły ojcu, że go kochają – i uświadomiły sobie, że to prawda.

 

bog_nigdy_nie_mruga_IMAGE1_270567_6Polecamy książkę “Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na najtrudniejsze chwile w życiu” autorstwa Reginy Brett.

Pięćdziesiąt felietonów Reginy Brett przeczytali i pokochali czytelnicy na całym świecie. Snując opowieść o własnych przeżyciach, autorka przeplata je z doświadczeniami osób, jakie miała okazję spotkać na swojej drodze.

Z opowieści wyłaniają się wskazówki i inspiracje, w jaki sposób uczynić swoje życie bardziej wartościowym. Zbiór felietonów to kilkadziesiąt lekcji pogody ducha, tak bardzo potrzebnych wszystkim, znajdującym się akurat na życiowych zakrętach.

>>> Kup teraz <<<

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >