video-jav.net

Dlaczego Anglicy mówią „God bless you” gdy ktoś kichnie?

Podczas gdy Polacy, Włosi czy Niemcy życzą kichającemu zdrowia, mieszkańcy USA czy Wielkiej Brytanii - wierzący lub nie - błogosławieństwa Bożego. Geneza tego zwyczaju jest związana z postacią papieża Grzegorza Wielkiego.

Polub nas na Facebooku!

Pierwsza teoria nawiązuje do czasów, gdy w Rzymie panowała epidemia dżumy. Jednym z objawów tej choroby był kaszel i kichanie. Papież Grzegorz Wielki miał ponoć wtedy zasugerować mówienie „niech Cię Bóg błogosławi” po tym jak ktoś kichnął, aby uchronić tę osobę od śmierci.

U początków tego powiedzenia mogły też leżeć dawne przesądy. W starożytności sporo osób wierzyło, że dusza ludzka przyjmuje formę powietrza i znajduje się w głowie. Podczas kichania istniało więc duże niebezpieczeństwo, że „ucieknie” ona przez nos. Uniemożliwić to mogło jedynie Boże błogosławieństwo. Z tego też powodu Hiszpanie przywoływali kiedyś przy kichaniu imienia Jezusa (Jesús y un Credo!), co do dziś zostało w zwyczaju niektórych.

Według innego zabobonu, kichanie wyrzucało z człowieka złe duchy, które mogły wstąpić w ciała innych osób. Błogosławieństwo miało uchronić przed działaniem złego zarówno kichającego jak i osoby wokół.

mr/Stacja7

Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić

Niby czujemy powołanie, a jednak zwlekamy. Jesteśmy mistrzami racjonalizowania, znajdowanie pozornie zasadnych argumentów za zachowaniem stanu rzeczy to nasza specjalność. Ślub? Owszem, ale jeszcze nie teraz. Jest kilka powodów, dla których odkładamy decyzję.

Andrzej Mitek
andrzej
mitek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Nie wymawiam Słowa, Którego Nie Wolno Wymawiać

Czyli „odpowiedzialność”. W młodości obrzydzana nam skutecznie na wiele różnych sposobów. Odpowiedzialność jako koniec dobrej zabawy. Odpowiedzialność domeną nudnych dorosłych. Odpowiedzialność jako sytuacja, w której na pewno coś pójdzie nie tak i wszyscy wiedzą, że to ty jesteś winny. Że to ty ponosisz… odpowiedzialność.

Tymczasem w decyzji o małżeństwie odpowiedzialności jest wiele. Jak pięknie mówią słowa przysięgi małżeńskiej: „Biorę ciebie za żonę”. Biorę. Ciebie. Od tej chwili biorę za Ciebie, Ukochana Żono, pełną odpowiedzialność, a także za nasz związek, nasze życie i nasze (jak Bóg da) dzieci. Decyduję się na to. Jestem zdeterminowany. Pokonam wszelkie przeciwności, aby to osiągnąć.

Jeśli włos Ci się na głowie jeży, to chcę Ci powiedzieć: odpowiedzialność to najlepsza rzecz, jaka może cię w życiu spotkać. To istota męskości, lekarstwo na wewnętrzną pustkę, brak sensu, prosty przepis na wzięcie życia we własne ręce. Odpowiedzialność daje wolność, a potem radość i satysfakcję ze zrealizowanych marzeń.

Odpowiedzialność to podpisywanie się pod tym, co robisz. Piłkarze mają na plecach wypisane swoje nazwisko. Jednoznacznie podpisują pod tym, co prezentują na boisku. I ta odpowiedzialność daje im siły do działania. Skoro już się pod czymś podpisałeś, to chcesz, aby to się udało. Po prostu. Nie rozglądaj się, tej decyzji nie może podjąć za ciebie ktoś inny. Bierz sprawy w swoje ręce i nie bój się porażek.


2. Litania „najpierw”

Najpierw mieszkanie. Najpierw koniec studiów. Najpierw awans w pracy. Najpierw przeprowadzka. Najpierw uzbieranie zawrotnej sumy na wesele. Najpierw życie na próbę. Najpierw dziecko (tak, to też można usłyszeć). Litania rzeczy, które zaczynają się od Najpierw, jest długa.

Naprawdę? Na ile są to wymówki i twoja wygoda, a na ile racjonalne wymagania rzeczywistości? Jeżeli już potrzebujesz zrobić coś „najpierw”, to niech będą to rzeczy najważniejsze. A najważniejsza jest miłość, Twoja Ukochana. Nie ma nic złego w tym, że starasz się zadbać o materialne aspekty waszej wspólnej przyszłości, ale nie rób tego kosztem odkładania ślubu na później. Dlaczego? Ponieważ to „później” może nigdy nie nadejść. Nie znasz dnia ani godziny, żyjesz tu i teraz, nikt nie obieca ci kolejnego dnia.

Uważasz, że brakuje pieniędzy na wesele? Pomyśl o skromniejszym. Nie masz pieniędzy w ogóle? To zrezygnuj z wesela albo odłóż je na czas, kiedy sytuacja materialna będzie bardziej sprzyjająca. Najważniejszy jest ślub. Moment, w którym mocą sakramentu złączysz się z twoją drugą połową tak ściśle, że od tej pory będziecie stanowić jedno, a Bóg się pod tym podpisze, i to na zawsze. Ten moment powinien być dla Ciebie najważniejszy. Martwisz się, co rodzina powie na skromniejsze wesele? Połóż na szali dwie rzeczy: opinię cioci i swoją miłość małżeńską, a potem sprawdź, co jest dla ciebie ważniejsze. Jeśli to pierwsze, to jak najszybciej zmień priorytety.

 

 

3. Decyzyjny pat

Dręczy nas niepewność. Czy to na pewno „ta jedyna”, czy to jest kobieta, z którą pragnę spędzić resztę życia? Dzisiejsza technologia ani trochę w tych rozterkach nie pomaga. Mamy wiele sposobów na błyskawiczne nawiązanie relacji. Są aplikacje, w których jednym ruchem palca wyrażamy zainteresowanie drugą osobą, a jeżeli ona uczyni do samo, następuje dopasowanie. Match. Nie trzeba się trudzić, pisać listów, stać pod drzwiami, czasem zrobić z siebie głupka, ale w taki sposób, który kobieta przy odrobinie szczęścia uzna za romantyczny. A skoro nawiązywanie relacji kosztuje tak niewiele wysiłku, to łatwo może zrodzić się w nas pokusa, aby w tych relacjach przebierać lub poddawać je w wątpliwość, zanim podejmiemy prawdziwy wysiłek ich zbudowania.

Nic straconego, jeżeli trapią cię wątpliwości wobec decyzji o ślubie. Zacznij od małych kroków. Zastanów się, czy potrafisz sobie wyobrazić was jako nierozerwalne jedno. Dowiedz się, czy podobną wizję ma Twoja ukochana – upewnij się, że życiowo spoglądacie w tę samą stronę.

Jeśli kierunek pragnień macie podobny, to włóż całe swoje serce w zbudowanie relacji. Otwórz się i oczekuj otwarcia. Poznaj swoją drugą połowę i zbuduj z nią więź. Rozmawiajcie, poznawajcie się, aż dojdziecie do rzeczy najważniejszych: wartości, wiary, pomysłu na życie, powołania. Jeśli czujesz się powołany do bycia mężem i ojcem, podziel się tym.

Przed ślubem jest jeszcze narzeczeństwo. To czas intensywnych przygotowań, ale też czas na udzielenie sobie jednoznacznej odpowiedzi, czy to właśnie z Nią chcesz spędzić resztę życia. To właśnie wtedy budowanie relacji powinno wejść w najgłębszą fazę i rozwiać wątpliwości. Okoliczności są wyborne – patrzycie na siebie w kluczu męża i żony, choć jeszcze nimi nie jesteście. Moja rada: wybierzcie dobrze kurs przedmałżeński. Najlepiej poszukajcie takiego, który jest cyklem kilkunastu spotkań. Jeżeli jesteście sobie pisani, będzie to nic innego, jak kilkanaście wspaniałych randek.


4. Trudne dzieciństwo

Twój ojciec być może nie był wzorem do naśladowania. A może nawet doświadczyłeś od niego bardzo dobitnie, jak nie należy postępować w życiu wobec swoich bliskich, wobec ukochanej żony. Widziałeś na własne oczy rzeczy, których żadne dziecko nie powinno oglądać. Mężczyzna, który miał być dla ciebie największym bohaterem, przewodnikiem na drodze do dorosłości, nie nauczył cię niczego. Zamiast miłości widziałeś przemoc, zamiast bezpieczeństwa domowego – kłótnię i smutek. Ogarnia cię strach, aby nie powtórzyć tych błędów? I nie chcesz się żenić, aby na wszelki wypadek nie zafundować swoim bliskim przykrego życia? Mam dla ciebie dobre wieści.

Nic nie jest przesądzone. Jesteś podobny do swojego ojca? Owszem, jesteś, może trochę z wyglądu, może z ilości włosów na głowie, a może z rysów twarzy. Absolutnie nie jesteś jednak skazany na bycie „złym”. Przyjmij prawdę, że jest nas więcej. Chłopaków, którym rany w sercu nie ułatwiają stanie się mężczyzną. Wiedz także, że masz wielką szansę zostać wspaniałym mężem i ojcem. Jak? Tu będzie do zrobienia dużo pracy. Musisz nadrobić to, co niektórzy szczęśliwcy dostają w pakiecie wraz z piękną ojcowską miłością. Na początku stań przed sobą w prawdzie i nazwij to, z czym sobie nie radzisz, czego nienawidzisz, czego się boisz. Poszukaj autorytetów. Mężczyzn, których warto podpatrywać i naśladować. Postaraj się o mocną relację z Bogiem Ojcem, który Cię stworzył, kocha nade wszystko i ma władzę dać Ci prawdziwe, wolne od zranień, męskie serce.

Co zrobić z bagażem przeszłości? Bóg nie daje niczego bez powodu. Już wiesz, jak nie postępować. Potrafisz zrozumieć innych poranionych, bo sam przez swoje przeszedłeś. Możesz im realnie współczuć. Współ-czuć. Pamiętasz, czego brakowało tobie, mamie, może także twojemu rodzeństwu. Korzystaj z tego – możesz z wielkiego zła wyprowadzić jeszcze większe dobro.

 

 

5. Game over

Jeszcze jeden szczyt do zdobycia. Jeszcze tylko jedna szalona wyprawa z chłopakami. Jeszcze tylko jeden leniwy rok. A potem to wszystko się skończy. Game over, meta na ślubnym kobiercu. Koniec życia. Uroczysty pogrzeb mojej nieskrępowanej wolności. Nie spieszymy się do ślubu, bo jesteśmy leniami. Dużymi chłopcami, którzy lubią swoje zabawki i nie gardzą ani świętym spokojem ani obsługą cateringową u kochającej mamy. Sami sobie wyrządzamy krzywdę, bezmyślnie utrwalając wizję małżeństwa jako końca radosnego życia, przykrej konieczności czy mniejszego zła.

Powtarzamy te wszystkie dowcipy o teściowej, żegnamy się ze łzami z naszym kawalerskim życiem. Sprawiamy wrażenie dzieci, które zostały wezwane z podwórka i muszą przedwcześnie skończyć dobrą zabawę. Tymczasem prawda jest taka, że małżeństwo to piękna przygoda, a ślub jest jej początkiem. Małżeństwo to szansa na życiowe bogactwo, na opuszczenie układu słonecznego, którego centralną planetą jestem Ja. Od momentu, w którym zaczniesz w pełni dawać siebie najpierw swojej żonie, a potem swoim dzieciom, chłopiec, którym byłeś, pomału stanie się mężczyzną.

Weź sprawy w swoje ręce. Nie pozwól, aby sparaliżowała cię wygoda. Postaw się okoniem wobec głównego nurtu, który z małżeństwa robi koniec życia. Mów odważnie o miłości, o pięknie płynącym z głębokiej relacji, o wartości przysięgi przed Bogiem. Zrób coś dla innych: buduj małżeństwu dobry PR.

Ślub to zwycięstwo. Nigdy porażka.

 

Andrzej Mitek

andrzej mitek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej Mitek
andrzej
mitek
zobacz artykuly tego autora >