Nasze projekty

Boże Ciało – uroczystość z potencjałem

Przez wiele lat uważałam, że moja droga z Chrystusem zaczęła się na pewnych rekolekcjach, na które pojechałam jako nastolatka. Im jestem starsza, tym częściej skłaniam się do myślenia, że moja wiara ma swoje korzenie dużo głębiej, że ona wyrosła z czegoś nieuchwytnego, ale jednak obecnego w moich wspomnieniach – z podniosłej atmosfery niedzieli, ze spokojnego uśmiechu mamy, którym nas obdarzała podczas wieczornej modlitwy i... z zapachu piwonii, którymi uwielbiałyśmy z siostrą dekorować koszyczki na Boże Ciało.

Reklama

Atmosfera wiary

Istnieje coś takiego jak atmosfera modlitwy. Długo sądziłam, że troszczenie się o nią jest przejawem niedojrzałości duchowej, że modlitwa ma być co do zasady stała, a wszelkie odczucia, jakie w nas wywołuje, nie powinny nas nadto interesować, słowem: jak jest dobrze i miło – modlimy się, a jak się chce ziewać, a nadto jeszcze wszystko nas drażni i rozprasza – modlimy się tym bardziej. Koniec kropka. Moje myślenie uległo pewnej ewolucji, kiedy usłyszałam, co wyprawia się w zakonach o najsurowszej regule – tam, gdzie wydawałoby się królują powaga, oderwanie od emocji i wytrwałość.

A tymczasem właśnie tam okrywa się kołderką figurkę małego Jezuska w żłóbku, by w niedzielę Świętej Rodziny schować ją w jakimś zmyślnym miejscu i urządzić regularne poszukiwania. Podobno za klasztornymi murami całkiem mile widziane są też małe bukieciki kwiatów, które można stawiać o dowolnej porze dnia i nocy przed ikoną Matki Bożej, a w święto Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy idąc na adorację jej obrazu znajduje się pod nim… słodycze. Nasz Bóg stał się człowiekiem też po to, aby nas ośmielić do szukania Go na wszelkie możliwe sposoby, z kołderkami, kwiatkami i słodyczami włącznie.

Boże Ciało to kolejna w roku liturgicznym uroczystość, która – podobnie jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc – dzięki swojej niezwykłej oprawie, buduje w nas atmosferę modlitwy, albo szerzej nawet – atmosferę wiary. Przez wiele lat uważałam, że moja droga z Chrystusem zaczęła się na pewnych rekolekcjach, na które pojechałam jako nastolatka. Im jestem starsza, tym częściej skłaniam się do myślenia, że moja wiara ma swoje korzenie dużo głębiej, że ona wyrosła z czegoś nieuchwytnego, ale jednak obecnego w moich wspomnieniach – z podniosłej atmosfery niedzieli, ze spokojnego uśmiechu mamy, którym nas obdarzała podczas wieczornej modlitwy i… z zapachu piwonii, którymi uwielbiałyśmy z siostrą dekorować nasze procesyjne koszyczki. A potem podczas samej procesji ta radość, kiedy człowiek wypatrzył jakiś niezadeptany jeszcze kwiatek na asfalcie i złowił go wprawnym ruchem do swojego koszyka! Minęło tyle lat, a ja do dzisiaj umiałabym opisać, jak wyglądał mój krakowski serdaczek do sypania kwiatków i w jakich kolorach były wstążki, które zwisały mi z ramion. 

Jak przekazać dzieciom wiarę?

Z tego, jak ważna jest atmosfera wiary, zdawali sobie doskonale sprawę święci. Św. Franciszek zbudował pierwszą szopkę, Teresa Wielka rozpoczęła kult figurki Dzieciątka Jezus w swoich klasztorach, a jej duchowa córka – Mała Tereska, okrywała małego Jezuska w żłóbku kołderką. I jeszcze Jan od Krzyża, który swoich uczniów wyprowadzał w góry, by poprzez zachwyt nad przyrodą budzić w nich zachwyt Bogiem…

I właśnie dlatego, gdy tylko dzieciaki wracają ze szkoły, wybieramy się za miasto na łąki zrywać kwiaty, a po południu idę do zaprzyjaźnionych sąsiadek, które już od lat wiernie pomagają mi wypełnić kwiatkami cztery koszyczki. Wieczorem z bukszpanu pleciemy wianuszki, prasujemy sukienki i szykujemy dzwonek dla Jasia. Wszystko po to, żeby w naszych dzieciakach powstało właśnie to – atmosfera wiary! Żeby adoracja połączyła się w ich sercach z dynamizmem – z okrzykami, z kwiatami rzucanymi do góry, z białymi sukienkami, wianuszkami i z tą ogólną atmosferą radości. Bo obecność żywego Boga wśród nas, powinna każdego chrześcijanina poprowadzić w końcu do jedynej słusznej postawy: wielbić, wielbić, wielbić, wielbić!!!

Reklama
Reklama

Żeby nasze dzieciaki poznały, uwierzyły i pokochały takiego Boga, żeby za Nim śmiało ruszyły w życie – muszą nie tylko być przez nas zaskakiwane miłością, gilgotane przed snem i wysłuchiwane w każdej swojej sprawie, ale też mają wołać „Hosanna!”, rzucać kwiatki i pląsać na wielbieniach przed samym ołtarzem.

Wyjść już wreszcie z ziemi niedoli, przestać oglądać te puste groby naszych zawiedzionych nadziei, rozczarowań, straconych szans, odwrócić wzrok od siebie i spojrzeć na Niego! Który przynosi nam zbawienie, pokój i odpowiedź na wszystkie nasze pytania! Który jest naszą nadzieją i obietnicą poranka, a ten poranek dzieje się już! A żeby nasze dzieciaki poznały, uwierzyły i pokochały takiego Boga, żeby za Nim śmiało ruszyły w życie – muszą nie tylko być przez nas zaskakiwane miłością, gilgotane przed snem i wysłuchiwane w każdej swojej sprawie, ale też mają wołać „Hosanna!”, rzucać kwiatki i pląsać na wielbieniach przed samym ołtarzem. Wszystko po to, by zestroił się w nich obraz Boga z uczuciami radości, pokoju i bezpieczeństwa.

Born to adore

Św. Ignacy mówił, że człowiek jest powołany do tego, żeby Pana Boga czcić. Św. Ireneusz dopowiadał, że chwałą Boga jest człowiek żyjący. Że prawdziwa adoracja dzieje się nie tylko wtedy, kiedy klęczymy przed Chlebem Najcichszym, zostawiając na progu kaplicy nasze galopujące sprawy dnia, ale także wtedy, kiedy żyjemy. Dobrze, mądrze i pięknie. Kiedy stajemy na ślubnym kobiercu, kiedy rodzą się nasze dzieci, kiedy pływamy w jeziorze, zdajemy egzaminy i leżymy w trawie w upalny letni dzień. Całe nasze życie, każda chwila, każda sekunda może i ma być wypełniona Bożą chwałą. Właśnie po to zostaliśmy stworzeni! Nim redakcja poprosiła mnie o tekst o rodzinnym przeżywaniu Bożego Ciała, chciałam napisać tekst o sensie adoracji. Chodził mi po głowie nawet tytuł: Born to adore.

Reklama
Reklama

Boże Ciało – święto z ogromnym potencjałem

Raz na jakiś czas, słychać głosy poddające w wątpliwość zasadność uroczystości Bożego Ciała. Kwestionuje się same procesje, wstrzymywany ruch drogowy, dzień wolny od pracy. A tymczasem ta uroczystość ma w sobie przeogromny potencjał! Bodaj jako jedyna w całym roku liturgicznym tak doskonale splata tajemnicę wiary z jej obrazem. Mamy więc procesję, czyli ruch! Bo Kościół wciąż idzie, powoli i z trudnościami – dokładnie, tak jak ten pochód, ale jednak idzie do przodu! Mamy śpiewy i tańce, bo przecież idzie z nami nasz Bóg! Zwycięzca! Stwórca i dawca wszelkiego dobra i piękna!

Jego życie przepływa w naszych żyłach właśnie dzięki tej niepozornej okruszynie chleba, dla której wychodzimy na ulice. Bo wierzymy, że to Ciało naszego Boga, który karmi nas Sobą i to tak obficie, że aż chce się śpiewać, wołać i tańczyć! I wreszcie – On – Emmanuel, Bóg z nami, który dosłownie wychodzi z tabernakulum, by nas przekonać, by nam przypomnieć, że Jego imię to Jestem. Jestem przy bramie twojego domu i w twoim salonie, jestem w pokoju twojego dziecka i przy kasie sklepowej, kiedy nerwowo liczysz pieniądze. Jestem, więc spokojnie – wszystko się ułoży! Przeprowadzę cię przez każdą noc, wyprostuję twoje ścieżki, nakarmię cię i uchronię od zła. Bo Jestem. I o tym najbardziej jest to święto.

Kwestionuje się same procesje, wstrzymywany ruch drogowy, dzień wolny od pracy. A tymczasem ta uroczystość ma w sobie przeogromny potencjał! Bodaj jako jedyna w całym roku liturgicznym tak doskonale splata tajemnicę wiary z jej obrazem.

Duch już przynosi nowe

Czasem mam wrażenie, że trochę brakuje nam pomysłu na to wydarzenie. Procesje są niemiłosiernie długie, księża zmęczeni do granic możliwości, pieśni rzewne, a dzieci sypiących kwiatki, z roku na rok, coraz mniej. Zawsze wtedy, kiedy dopada mnie zniechęcenie przypominam sobie jednak, że Kościół to na szczęście nie tylko sprawa ludzka – a Ten, który od ponad 2000 lat ożywia go i prowadzi –  już wieje w nowych kierunkach. Myślę, że tak się dzieje wszędzie tam, gdzie w dniu Bożego Ciała organizowane są koncerty wielbienia. Na wielu z nich pojawia się monstrancja z Najświętszym Sakramentem –  Jezus z Nazaretu musi czuć się dobrze wśród rozśpiewanych i roztańczonych dzieciaków. W końcu odkupił nas i zamieszkał z nami po to, żebyśmy mieli życie i umieli się nim naprawdę cieszyć.

Reklama

FOT. franciszkanie-mokotow.pl

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite