video-jav.net
STYL ŻYCIA

„Bóg jest dżentelmenem”. O spotkaniu, które zmienia życie

Boga nazywa „Dawcą wielokrotnych szans”. Grzegorz Miecznikowski kilka lat temu poznał „żywego, cudownego Baranka”, a miłości do Boga nie pokonała nawet wiadomość o chorobie nowotworowej. Ewangelizuje i głosi Boga wszędzie tam, gdzie ludzie wątpią w Jego obecność i miłość – nawet na szpitalnej sali oddziału onkologicznego.

Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Bóg jest dżentelmenem”. O spotkaniu, które zmienia życie
Boga nazywa „Dawcą wielokrotnych szans”. Grzegorz Miecznikowski kilka lat temu poznał „żywego, cudownego Baranka”, a miłości do Boga nie pokonała nawet wiadomość o chorobie nowotworowej. Ewangelizuje i głosi Boga wszędzie tam, gdzie ludzie wątpią w Jego obecność i miłość – nawet na szpitalnej sali oddziału onkologicznego.

— Może tak być, że ten guz nie zniknie?
— Może tak być.
— A może tak być, że zniknie, a potem znowu się pojawi?
— Może tak być.
— To chyba muszę o tym porozmawiać z Ojcem.
— A co ma ojciec do tego?
— Jest Wszechmogący.
— A tak, tak, z tym Ojcem trzeba rozmawiać.

Tym dialogiem Grzegorz wspomina jedną z pierwszych chemioterapii na oddziale onkologicznym. I jednocześnie nie ma wątpliwości, że Bóg wszystko może wyprowadzić na dobrą drogę. Choć kilka miesięcy temu lekarze wykryli u niego chorobę nowotworową, on leczenie onkologiczne traktuje jak błogosławieństwo i niesamowitą, choć momentami trudną przygodę. Ale jak podkreśla – nie zawsze miał zaufanie do Boga. Przyznaje wprost, że kiedyś Boga nienawidził, a Kościół nazywał opium dla mas: „Wychowałem się w tradycyjnym domu katolickim. Co niedzielę chodziłem z rodziną na Mszę, ale nie widziałem, żeby ktokolwiek z nich żył żywą wiarą. Gdy miałem 14 lat zafascynowałem się muzyką metalową. Potrzebowałem coraz mocniejszych dźwięków, od heavy metalu po death metal. W ich piosenkach pojawiają się antychrześcijańskie zwroty. Zacząłem jeździć na koncerty, coraz bardziej wsiąkałem w to środowisko. W tym czasie sporo też piłem, próbowałem narkotyków, ale przede wszystkim nienawidziłem Boga i Kościoła. Uważałem, że każdy ksiądz to pedofil i kłamca.”

Grzegorz nosił bluzy z krzyżami odwróconymi do góry nogami, pentagramami, był pod wrażeniem satanistycznych zespołów. Czytał pisma antyklerykalne, wchodził na czaty katolickie i obrażał ludzi. Gdy było mu źle, sięgał po pornografię oraz jeszcze bardziej zagłębiał się w muzykę. To ona stała się dla niego bogiem. Był nią tak odurzony, że kiedyś uległ wypadkowi. „Któregoś dnia słuchałem płyty zespołu metalowego, tak żyłem tymi kawałkami, byłem wręcz od nich uzależniony, że gdy wyszedłem z domu, nie zauważyłem kiedy znalazłem się na ulicy i wtedy potrącił mnie samochód. Byłem poturbowany, moi rodzice wybiegli w strachu z podwórka, a ja byłem tak zbuntowany, że usiadłem na chodniku i pomyślałem: Starzy biegną, ale wiocha.”

 

Nawrócenie

Kilka lat później siostra cioteczna Grzegorza pożyczyła mu płytę chrześcijańskiego zespołu 2 TM 2,3. Postanowił ją włączyć. „Gdy słuchałem tych tekstów, zastanawiałem się, dlaczego gdy wykonawcy śpiewają o Jezusie i miłości, to było we mnie tyle nienawiści, skoro uważałem, że Boga nie ma. Na jakiś czas „odstawiłem” te piosenki, ale myślę, że w głębi serca Go szukałem. A może to On mnie szukał…?”

Jak wspomina, utwory „chrześcijańskiej kapeli” nie dawały mu spokoju. Któregoś wieczoru znów odtworzył piosenki 2 TM 2,3. „Padłem na kolana, zacząłem płakać i spontanicznie mówić „Ojcze Nasz” – poczułem, jak dotknęła mnie niesamowita Miłość. Trudno mi to opisać, to było jak spotkanie z Kimś nieprawdopodobnym. Leżałem i płakałem. Przyszedł do mnie Duch Święty. To było niezwykle namacalne przeżycie, odczuwałem Jego dobroć. W jednej chwili poczułem, jak On mnie ukochał i jest największą, najcudowniejszą, najwspanialszą Miłością. Żadna pornografia, narkotyki, koncerty i wszystko to, czego smakowałem w tamtym czasie, nie równało się z tym spotkaniem. Wypełniała mnie radość i wewnętrzny spokój. Drugiego dnia było tak samo. Wszedłem na czat katolicki, na którym wcześniej obrażałem ludzi i napisałem: Hej, hej, chyba przeżyłem coś niesamowitego.”

 

fot. Archiwum Grzegorza Miecznikowskiego

 

Życie albo śmierć

Dotarło do mnie, że mimo zła, którego dokonywałem, raniąc i oszukując moich bliskich oraz innych ludzi, On się na mnie nie gniewa i co więcej – jest dawcą wielokrotnych szans.

Spotkanie z żywym Bogiem zmieniło Grzegorza, ale po trzech latach znowu zaczął upadać. Do dawnych problemów doszedł hazard, w którym utopił mnóstwo pieniędzy. „Było mi wtedy bardzo trudno, do tego wszystkiego dochodził alkohol, pornografia i tak w kółko. Poznałem pięknego Boga i chciałem do Niego wrócić, więc chodziłem do spowiedzi, ale grzech był silniejszy. Wpadłem w kompulsywny nałóg, z którego nie potrafiłem się wyswobodzić. Czasami, jak szedłem grać, na automatach spędzałem dwa dni. Czułem wielki żal, ale nie wiedziałem, jak wrócić do Baranka…”

Grzegorz się nie poddał. Jeździł na rekolekcje – jedne, drugie, które przemieniały jego serce i pomagały wyjść z nałogów. Znalazł się też na kursie biblijnym organizowanym przez Apostolski Ruch Wiary i na chrześcijańskim obozie Fundacji 24/7. Wiedział, że albo zawalczy o siebie z pomocą Bożą, albo diabeł go pokona. „Dotarło do mnie, że mimo zła, którego dokonywałem, raniąc i oszukując moich bliskich oraz innych ludzi, On się na mnie nie gniewa i co więcej – jest Dawcą wielokrotnych szans. Zacząłem Go uwielbiać, rozpalać się, to było coś niesamowitego.”

 

Bóg jest dżentelmenem

Od tego czasu Duch Święty rozbudził w nim pasję do ewangelizacji. Grzegorz wielokrotnie wychodzi na ulicę, aby głosić miłość Jezusa bezdomnym, zagubionym oraz tym wszystkim, którzy czują się niekochani i odrzuceni. „Kiedy poznałem Boga i nauczyłem się uwielbiać Go, czytać Słowo Boże, to nasiąkam Jego miłością i mam co dać innym. On jest tak żywy, dobry, czuły. Giniemy, gdy nie mamy osobistej relacji z cudownym Barankiem.”

„Wiele osób nie spotkało się z żywym Bogiem, nie zaprosiło Go prawdziwie do swojego życia. Często od Niego oddziela nas grzech. Pan jest dżentelmenem i nie wejdzie do serca człowieka, jeśli on nie chce Go przyjąć. Jeśli chcemy zawalczyć o relację z Nim, to najważniejsze, byśmy trwali w dziękczynieniu niezależnie od okoliczności.”

 

Wyprowadzić dobro ze zła

Kiedy Grzegorz dowiedział się, że ma nowotwór, chłoniaka grudkowego, ani przez chwilę nie zwątpił w dobroć Ojca. Jest całkowicie spokojny o swoją przyszłość. „Jestem pewien, że od Boga nie pochodzą żadne choroby. Jednak tylko On potrafi wyprowadzić dobro ze zła, którego dla nas nie chciał. Dlatego postanowiłem, że na onkologii będę modlił się za ludzi o uzdrowienie, a także głosił Baranka wtedy, gdy jestem najbardziej słaby. Paradoksem jest, że czasami nie mogę wychodzić na ulicę i głosić, ponieważ mam osłabiony organizm, ale Tata-Bóg otworzył mi drzwi do telewizji i różnych mediów internetowych, aby tam opowiadać o tym, jakich cudów dokonał w mojej codzienności i jak zaskakujące rzeczy czyni w życiu osób, które poznałem.”

Grzegorz wspomina, jak w szpitalnej restauracji modlił się za dziewczynę, która miała aż 15 kg wody w nogach. Lekarze powiedzieli jej, że obrzęki w ogóle mogą nie zniknąć albo co najwyżej jeden kilogram w ciągu doby. Po modlitwie opuchlizna zeszła w niecałe cztery dni. Lekarz pytał z niedowierzaniem: „Jest pani pewna, że wcześniej waga wskazywała tyle kilogramów? A może popsuła się? To niemożliwe”.

 

On zawsze ci kibicuje

Grzegorz nie ma wątpliwości, że miłość Boga jest całkowicie bezinteresowna i dla każdego. „Chciałbym ci powiedzieć, że bez względu na trudności, jakie przeżywasz, bez względu na choroby, upadki, to jest Ktoś, kto cię bardzo kocha, nigdy nie potępia i chce cię w tych słabościach podnieść i umocnić. On jest Ojcem, który zawsze kibicuje swoim dzieciom. Razem z Tatą możesz zmienić rzeczywistość tego świata.”

 


Nakładem wydawnictwa Bratni Zew, ukazała się książka o Manuelu – niezwykłym 10-latku, który przeżył spotkanie z Jezusem w trakcie swojej choroby nowotworowej.

„Najpiękniejsza w naszej przyjaźni jest chwila, kiedy go jem. To tak jakby do mojego wnętrza wpadła bomba łaski i błogosławieństwa, która sprawia, że czuję się lepiej i jestem bezpieczny, bo On kocha mnie o wiele bardziej niż ja jestem w stanie kochać Jego” – mówił Manuel. Odszedł do Domu Ojca w 2010 r. 

Kup książkę w Dobroci.pl – sklepie Stacji7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Maria Górczyńska

Maria Górczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Jak zacząć dzień, by przeżyć go jak najlepiej?

Jak często zadajesz sobie takie pytanie? A jeszcze lepiej – jak często na nie odpowiadasz? Pewnie gdybym cię o to zapytała, to szybko odpowiedziałbyś, że co tu myśleć – jest tyle rzeczy do załatwienia; że trzeba wstać wystarczająco wcześnie i zacząć realizować tę całą listę spraw spraw punkt po punkcie, a i tak pewnie wiele jeszcze zostanie do zrobienia.

Małgorzata Dąbrowska
Małgorzata
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak zacząć dzień, by przeżyć go jak najlepiej?
Jak często zadajesz sobie takie pytanie? A jeszcze lepiej – jak często na nie odpowiadasz? Pewnie gdybym cię o to zapytała, to szybko odpowiedziałbyś, że co tu myśleć – jest tyle rzeczy do załatwienia; że trzeba wstać wystarczająco wcześnie i zacząć realizować tę całą listę spraw spraw punkt po punkcie, a i tak pewnie wiele jeszcze zostanie do zrobienia.

Właśnie tak mamy!

„Biegamy” dzień za dniem i wciąż brakuje nam czasu, aby się tak naprawdę zastanowić po co ten cały pośpiech – do czego tak się spieszymy? Żeby więcej przeżyć, więcej doświadczyć – więcej czego…?

O czym myślisz, kiedy wstajesz? O tym, że masz ciężkie życie, że nie zdążysz, że masz tyle obowiązków czy… budzisz się raczej z wdzięcznością? Sprawdź jakie masz poranne nawyki. Na początek, jeśli chodzi o poranne myśli. To co myślisz rano o swoim życiu, to Twoje wypracowane przez lata nawyki. Jeżeli to są dobre myśli to miałeś dużo szczęścia, że obserwowałeś zachowania mądrych ludzi, albo już sam podjąłeś decyzje, że chcesz z radością rozpoczynać każdy dzień. A jeśli rano towarzyszą ci przygniatające myśli – chcesz tak dalej? To Ty decydujesz na czym skupiasz swoją uwagę.  Święty Augustyn napisał: raz wybrawszy ciągle wybierać muszę.  Prawda jest jednak taka, że nic nie musisz – jesteś wolnym człowiekiem – możesz wybierać na czym skupiasz swoją uwagę. I tu powoli dochodzimy do tajemnicy szczęśliwego życia.

Wyćwiczony umysł czyli wiedza, że Ty wybierasz i świadome wybieranie tego na czym się chcesz skupić każdego ranka i każdej chwili swojego życia to dopiero część świadomego życia. To praca nad umysłem – nad tym jak możesz go używać. Za każdym razem, kiedy myślę o życiu i obserwuję siebie i ludzi utwierdzam się w tym podejściu, że tylko jeśli zatroszczymy się o wszystkie cztery obszary naszego życia: o ciało, o ducha, o serce i o umysł, mamy szansę na równowagę – na szczęście. Tę wiedzę, że nasze życie jest czterowymiarowe zaczerpnęłam wiele lat temu od Stephena Coveya (nawiasem mówiąc zapraszam cię do książki: „7 nawyków skutecznego działania”).

 

Żyj na całego!

Chcę Cię zaprosić do takiego podejścia każdego ranka – zaplanuj swoje szczęście, czyli żyj świadomie, żyj na całego. Zbyt często wpadamy w pułapki myślenia jednotorowego, czyli np. teraz zajmę się swoim ciałem i jak będzie piękne to wszystko się ułoży: będę kochana/ kochany, dostanę dobrą pracę i będę szczęśliwa/y. Albo: jak skończę studia, obronię doktorat, czyli wystarczająco wyszkolę swój umysł to wszystko będzie jak trzeba. Znajdę wtedy drugą połówkę i dobrą pracę i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Zdarza się, że spotykamy się jeszcze z innym podejściem: jak znajdę wspaniałego małżonka to będziemy się wspierać i znajdziemy dobrą pracę i będziemy szczęśliwi. Jest jeszcze czwarta wersja: jeśli wszystko zawierzę Bogu – postawię na modlitwę to On wszystko sam poukłada: i męża lub żonę znajdzie, i pracę, i zdrowie da. A jednak to tak nie działa. I praktycznie każdego dnia spotykam się w swojej pracy z ludźmi, którzy coś przeoczyli.

Skoro nie tak – to jak? Każdego dnia popatrz na swoje życie całościowo. Zatroszcz się o ciało (sen, dieta, ruch), ducha (modlitwa, świadomość misji czyli po co jesteś na tym świecie), serce (czyli relacje z innymi ludźmi – zaplanuj na to czas) i umysł – nigdy nie przestawaj się uczyć nowych rzeczy. Zrób sobie każdego dnia „poranny rozruch” całego swojego człowieczeństwa i zacznij być szczęśliwy.  A może to będzie Twoje wyzwanie wielkopostne?

 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Małgorzata Dąbrowska

Małgorzata Dąbrowska

Właścicielka m.in. “Boskiego Biznesu”, mama czwórki dzieci, zaangażowana w duszpasterstwo przedsiębiorców Talent.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Małgorzata Dąbrowska
Małgorzata
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >
Share via