Abp Migliore: Model Relacji Państwo – Kościół jest w Polsce optymalny

Nuncjusz Apostolski w Polsce abp Celestino Migliore w wywiadzie dla KAI przyznaje, że model obecności Kościoła w przestrzeni publicznej jaki gwarantuje Konkordat i Konstytucja RP jest jednym z optymalnych. Abp przy okazji wypowiada wiele ciepłych słów pod adresem Kościoła w Polsce

Z abp Celestino Migliore, Nuncjuszem Apostolskim w Polsce rozmawia Marcin Przeciszewski (KAI)

 

13825456973_ca36f3c571_o

Abp Celestino Migliore | fot. Piotr Drabik / flickr.com

KAI: Praca Nuncjusza Apostolskiego w danym kraju łączy ze sobą dwa wątki: dyplomatyczny i eklezjalny. Jako ambasador utrzymuje Ksiądz Arcybiskup relacje dyplomatyczne z Rzecząpospolitą Polską, a jako legat papieski towarzyszy Kościołowi w Polsce i jest łącznikiem ze Stolicą Apostolską, Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup powiedzieć jak w praktyce wygląda ta praca i za pomocą jakich instrumentów jest realizowana?

Abp Celestino Migliore: Bliskie mi jest wyobrażenie Kościoła jako drzwi. Futryna tych drzwi to Kościół powszechny, skrzydło to Kościół lokalny, natomiast zawiasami, które spinają te dwa elementy, jest nuncjusz apostolski. Drzwi o tyle spełniają swoją rolę otwarcia, przyjęcia, wzajemnych relacji, twórczości, życia duchowego i ochrony, o ile zawiasy, mocno wbite w futrynę i skrzydło, zapewniają im łatwą i płynną rotację.

– W języku teologicznym ten obraz zawiera się w określeniu cum Petro et sub Petro (z Piotrem i pod Piotrem). Nuncjusz reprezentuje Piotra naszych czasów, dlatego też troszczy się o to, by jego myśl, działanie, poglądy i przykład były znane i podzielane. Wykonuje to zadanie w ścisłej współpracy z Konferencją Episkopatu, z instytutami życia konsekrowanego, zakonnymi i świeckimi, ze stowarzyszeniami życia apostolskiego, uczestnicząc w ich spotkaniach i pozostając w bezpośrednim kontakcie.

Przekazuje Stolicy Apostolskiej idee, sugestie, propozycje i prośby biskupów, kapłanów, osób konsekrowanych i świeckich. Równocześnie komunikuje im decyzje Stolicy Apostolskiej. Także ten rodzaj aktywności wymaga szerokiej sieci osobistych relacji, tworzonych podczas wizyt w diecezjach, parafiach, wspólnotach zakonnych, instytucjach kościelnych i podczas rozmów w Nuncjaturze. To, co pozostaje z tej pięcioletniej już posługi, to nie kilometry pokonane w czasie wielokrotnych wizyt w diecezjach i ich instytucjach ani też nie liczba wizyt składanych w Nuncjaturze, lecz dające satysfakcję doświadczenie jedności we wcielaniu Ewangelii w życie i we wspólnej trosce o piękno Kościoła i społeczeństwa.

Zadaniem nuncjusza jest także prowadzenie kanonicznych procesów informacyjnych mających na celu nominacje biskupów. Właśnie w tych miesiącach liczba biskupów nowo mianowanych czy przeniesionych do innych diecezji na przestrzeni ostatnich pięciu lat doszła do 50. Biskupów mianuje Papież. Do Nuncjusza należy przygotowanie i przekazanie sugestii. Jest to więc zadanie delikatne i wymagające, spełniane w oparciu o konsultacje i o rozeznanie w świetle Słowa Bożego i wskazań Ojca Świętego, w trosce o wspólne dobro Kościoła lokalnego.

 

A jak wyglądają relacje z państwem polskim i jego władzami?

– Gdy chodzi o stosunki między Kościołem i Państwem, to zadaniem Nuncjusza jest informowanie i równocześnie pobudzanie troski społeczności świeckiej i lokalnego rządu, na płaszczyźnie krajowej i międzynarodowej, o inicjatywy dotyczące pokoju, solidarności i promocji praw ludzkich, które leżą na sercu papieżowi. Mam na myśli dany przez papieża ogromny impuls dla społecznej nauki Kościoła, do podjęcia przez Kościół działań na rzecz pokoju, pojednania między narodami, ekonomii uwzględniającej potrzeby osób najbiedniejszych, środowiska, uchodźców i migrantów.

W kraju, gdzie katolicyzm jest tak bardzo obecny – jak w Polsce – równie wymagające i godne najwyższej troski są relacje ze społecznością świecką, z władzami i z korpusem dyplomatycznym. Nuncjusz musi się także zajmować kwestiami dotyczącymi relacji Kościół-Państwo. Polska, podobnie jak wiele innych krajów, zawarła konkordat ze Stolicą Apostolską: to często wymaga podejmowania rozmów i pertraktacji, zmierzających do właściwej i owocnej aplikacji tej umowy. Na tym polu, nuncjusz korzysta z pomocy Kościelnej Komisji Konkordatowej.

 

W Polsce podstawą relacji Kościoła i państwa są zapisane w Konstytucji i Konkordacie zasady: bezstronności, autonomii i niezależności obu tych podmiotów oraz współpracy na rzecz dobra wspólnego. Jest to model wypracowany po Soborze Watykańskim II. Czy można uznać go za optymalny i dlaczego?

– W zasadzie jest to model optymalny, bo bezstronność, autonomia i niezależność między Państwem i Kościołem są “składnikami”, które mogą zagwarantować odpowiednią i korzystną relację między dwoma organizmami, które służą wspólnemu podmiotowi, obywatelowi, społeczności świeckiej.

Określenie “optymalny” należy rozumieć inkluzyjnie, a nie ekskluzywnie. Są bowiem kraje, które rządzą się tymi samymi zasadami bezstronności, autonomii i niezależności, ale ze względu na inne tradycje kulturowe i prawne, nie zawierają konkordatu jako takiego.
W każdym razie, zauważa się ogólną tendencję do regulacji prawnej niektórych sfer współpracy między Państwem i Kościołem także w krajach o innych niż europejska tradycjach prawnych. Pewność wynikająca z prawa, wspólnie ustalonego, jest zawsze gwarancją dobrej i korzystnej współpracy dla dobra społeczeństwa.

 

16554886034_b5f1c28fff_o

Od lewej: Metropolita lubelski abp Stanisław Budzik, nuncjusz apostolski abp Celestino Migliore i metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz podczas wystawy poświęconej Papieżowi Janowi Pawłowi II w Senacie RP \ fot. Katarzyna Czerwińska / Kancelaria Senatu / flickr.com

 

Są grupy polityczne w Polsce, które domagają się rewizji Konkordatu i zmiany modelu obecności Kościoła w przestrzeni publicznej. Ugrupowania te domagają się wprowadzenia konstytucyjnej zasady „świeckości”. Jakie jest zdanie Księdza Arcybiskupa na ten temat?

– Świeckość nie jest jednoznaczna. Jest świeckość pozytywna, która szanuje, jednoczy i nie wyklucza. Jest jednak też świeckość negatywna, która wyklucza religię i przeciwstawia się jej, uznając ją za źródło zła. Jednak – jak powiedział Nicolas Sarkozy, gdy był prezydentem Francji, kraju konstytucyjnie laickiego – „byłoby szaleństwem, także dla współczesnej demokracji, pozbawienie się religii”.
Nawet tam, gdzie konstytucja nie wspomina o żadnej religii, nie umniejsza to misji państwa polegającej na zagwarantowaniu wolności sumienia, wolności religijnej oraz możliwości publicznego wyznawania wiary.

 

Polska Premier w trakcie kampanii wyborczej straszyła Polaków „republiką wyznaniową”. Czy obawy te mają – zdaniem Księdza Arcybiskupa – jakiekolwiek uzasadnienie?

– Obok świeckości pozytywnej i negatywnej, istnieje jeszcze świeckość wynikająca ze strachu czy braku zaufania, która – choć ma różne oblicza – to jednak zawsze przejawia tendencję do trzymania religii i jej przejawów z dala od przestrzeni publicznej.

W świeckości wynikającej ze strachu przeważa podejrzenie, że religia jest synonimem chęci ingerencji i dominacji. Dlatego próbuje się ją ograniczyć do osobistych przekonań i do miejsc kultu. Miejsca publiczne mają stać się aseptyczne, wolne od jakiegokolwiek odniesienia do religii.

 

W czerwcu br. upłynęło 5 lat, od kiedy Ksiądz Arcybiskup został mianowany Nuncjuszem Apostolskim w Polsce. To czas umożliwiający dogłębne poznanie Kościoła w naszym kraju. Zresztą sytuacja Kościoła w danym kraju jest przedmiotem wielu analiz dokonywanych w każdej Nuncjaturze. Co z nich wynika, jeśli chodzi o Kościół w Polsce?

– Bez wątpienia jest to Kościół ugruntowany w wierze i miłości chrześcijańskiej. Przygotowuje się do obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski. Przez te wszystkie wieki Kościół przyczynił się wielce do rozwoju religijności, kultury i etosu społecznego w społeczeństwie. Dziś możemy powiedzieć, że jest żywy i żywotny, stawiając czoła nowym wyzwaniom, jak postępująca także w Polsce sekularyzacja i nieuniknione, a czasem zbawienne akcje i reakcje. Kościół w Polsce, jak nigdy dotąd, zna nowe prądy i tendencje, które zawsze wymagają szukania nowych sposobów na pozostawanie solą ziemi i światłem świata, a bardziej jeszcze płomieniem, który ogrzewa serca i przyciąga ludzi do orędzia zbawienia.

Diecezje, parafie, stowarzyszenia katolickie i wspólnoty zakonne angażują się w realizację mniejszych i większych projektów solidarnościowych, tak w zakresie pomocy materialnej, jak i na polu duchowym, edukacyjnym i formacyjnym. Także pojedyncze osoby łączą się w realizacji wezwań do solidarności i modlitwy proponowanych przez Słowo Boże podczas niedzielnej Eucharystii i nie szczędzą sił i poświęcenia, aby przyjść z pomocą osobom mniej zamożnym i budować życie rodzinne na konstruktywnych wartościach.

Myślę, że nie będzie czymś niewłaściwym, a raczej koniecznym, lepsze udokumentowanie olbrzymiej działalności humanitarnej, społecznej, charytatywnej i wychowawczej prowadzonej przez Kościół w Polsce. Duma jest jednym z grzechów głównych, gdy jest synonimem arogancji i samozadowolenia. Staje się natomiast niezbędnym elementem religijnej tożsamości, kiedy czujemy się zaszczyceni i dumni z faktu przynależności do wspólnoty, która żyje w radości i jako pierwsza daje świadectwo chrześcijańskiej miłości.

Mimo niżu demograficznego, Kościół w Polsce jest młody. W każdą niedzielę palmową obchodzony jest ogólnopolski dzień młodzieży. W każdej diecezji zbiera się od dwóch do pięciu tysięcy młodzieży na spotkaniach formacyjnych i wspólnym świętowaniu wiary chrześcijańskiej. Co roku też tysiące maturzystów przybywa na Jasną Górę na rekolekcje, które ukierunkowują ich życie.

Pragnienie stania się świadkami i ewangelizatorami, oddanymi ludowi Bożemu przez 24 godziny na dobę, musi być priorytetem każdego seminarium i każdego nowicjatu. „Fantazja miłości”, zalecana przez papieża Franciszka polskim biskupom, rozwija się i umacnia przez lata formacji: tylko w ten sposób będzie mogła później rozkwitnąć w służbie dla innych.

 

Ksiądz Arcybiskup jest reprezentantem Ojca Świętego w naszym kraju. Co na Księdzu Arcybiskupie sprawia największe wrażenie, jeśli chodzi o nauczanie i postawę Franciszka?

– Niestrudzony apel papieża Franciszka do bycia dojrzałym chrześcijaństwem, wolnym, rzeczowym i radosnym, dalekim od modelu chrześcijaństwa, które zajmuje się samym sobą, zawsze w defensywie, zawsze w stanie oblężenia. Wyrażę to słowami, jakich użył jeden z najważniejszych dzienników amerykańskich dla skomentowania niedawnej wizyty papieża w Stanach Zjednoczonych Ameryki. „Ten papież – pisał autor – cieszy się autorytetem, bo jest pokorny. Jego przesłanie jest wyjątkowe w tym skomplikowanym świecie, bo jest proste. Papież Franciszek potrafi omijać pułapki władzy, daleki jest od pompy i fanfar. Tym, co u niego widać, jest sam autorytet moralny. Jego postępowanie jest spójne z tym, co mówi. Dobrze pokazuje paradoks władzy, rozumianej w świetle przesłania chrześcijańskiego” (The Washington Post, komentarz redakcyjny, 25.09.2015).

 

13905893688_cc64673164_k

fot. SABRINA FUSCO / ALETEIA / flickr.com

 

Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup recepcję nauczania Franciszka wśród Polaków oraz w Kościele w Polsce?

– Papież Franciszek stawia na reformę, która nie jest – na pierwszym miejscu – strukturalna, ale dotyczy przemiany serc. Stąd też, w sposób oczywisty, rzeczywiste rezultaty jego działania są trudno policzalne. Siła jego nauczania i jego przykładu nie leży w narzucaniu czegokolwiek, ale w przekonywaniu, które rozkwita w komunii. Jasno sam powiedział, że nie chce biskupów, kapłanów czy wiernych świeckich, którzy byliby formalną kopią jego stylu i jego sposobu wypowiadania się. Raczej zachęca do rozeznawania różnorodności charyzmatów, gdyż to Chrystus prowadzi różne wspólnoty kościelne do pełnego wykorzystania ich specyficznego potencjału. Wyzwaniem nie jest “kopiowanie” papieża, ale czynienie Chrystusa naszą prawdziwą perspektywą, tak, jak to czyni papież Franciszek.

 

Trwa obecnie u nas ożywiona dyskusja nt. przyjmowania uchodźców, o których przyjęcie apelował m. in. papież Franciszek. Co Ksiądz Arcybiskup powiedziałby na ten temat Polakom?

– Ta dyskusja znacznie przekracza granice Polski. Co więcej, dotyczy odpowiedzialności politycznej tych, którzy mogą i powinni szukać trwałego rozwiązania na rzecz pokoju w krajach, w których szaleją wojny i prześladowania polityczne, rasowe i religijne. To prawda, że tamte społeczeństwa doświadczają na sobie dramatycznych trudności w szukaniu możliwości przeżycia, ale dlaczego nie można szukać sposobów zagwarantowania pokoju w ich krajach i tak pomóc im pozostać we własnej ojczyźnie, jak wielu by sobie tego życzyło?

A tymczasem nadzieja płynie z dołów, od wielu osób, które – także w Polsce – przyjęły zachętę papieża Franciszka do obalania murów nieufności i wznoszenia mostów dobroci. To nadzieja Dobrego Samarytanina; jest ona konieczna i nie może być negowana w awaryjnych sytuacjach. Ale jednocześnie wymaga ona refleksji na temat warunków, które będą gwarantować po obu stronach dobrą integrację przybyszów w kontekst społeczny i kulturowy każdego, poszczególnego kraju.

 

Kościół wkracza w Rok Miłosierdzia. Jak winniśmy przeżywać ten czas? Jakie konkretne działania winniśmy podjąć?

– Doświadczenie miłosierdzia staje się odczuwalne nie tyle przez analizy, czym jest, a czym nie jest miłosierdzie, ani nawet nie tylko przez pielgrzymowanie do sanktuariów i miejsc, gdzie szczególnie pielęgnowana jest pobożność miłosierdzia, ale przez konkretne świadectwo siedmiu uczynków miłosierdzia co do duszy i co do ciała; wtedy, gdy tą rzeczywistością żyje się na co dzień.

Warto mieć je w pamięci. Uczynki co do ciała to: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać i umarłych grzebać. A co do duszy to: grzesznych upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować i modlić się za żywych i umarłych.

Praktykując te uczynki miłosierdzia, odkrywamy piękno chrześcijańskiej wiary i przyczyniamy się do budowania społeczeństwa bardziej sprawiedliwego, w którym lepiej się żyje.

 

W przyszłym roku Franciszek przybędzie do Polski. Wiemy, że jej centralnym wydarzeniem będą ŚDM w Krakowie. A jakie miejsca poza tym?

– W tym momencie wygląda na to, że pojedzie na chwilę modlitwy do Matki Bożej na Jasnej Górze, a po drodze do Częstochowy nawiedzi też były obóz koncentracyjny Auschwitz. Zresztą wystarczy prześledzić dotychczasowe ŚDM, począwszy od pierwszego: papież zawsze swoją wizytę koncentrował na mieście – gospodarzu ŚDM, bez nawiedzenia innych diecezji czy stolicy danego kraju, jeśli spotkanie odbywało się w innym mieście.

 

Jakie oczekiwania wiązać możemy z papieską wizytą w Polsce. Jakiego przesłania od Ojca Świętego możemy się spodziewać?

– Trudno powiedzieć. Myślę, że sam papież teraz, z perspektywy prawie roku, nie wie jeszcze dokładnie, co nam powie. Papież Franciszek, jak przystało na dobrego jezuitę, przyszłe działania planuje w oparciu o doświadczenie duchowe i modlitwę, których owoce wypracowuje w dialogu i konsultacjach. Na tej bazie będą dojrzewały słowa, które przekaże Kościołowi w Polsce i Europie środkowo-wschodniej; w tej części Europy będzie przecież po raz pierwszy.

Ale jedno jest pewne: będzie to ekscytujące przeżycie, bo Franciszek ma serce i umysł pełne wyjątkowej empatii. Zamiast zgadywać, co do nas powie, myślę, że będzie lepiej budować w sobie podobną empatię, która pomoże nam go słuchać i przyjąć jego przesłanie.

 

Dziękuję za rozmowę


Rozmawiał Marcin Przeciszewski / Warszawa


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments

“Rodziny nie da się zastąpić”

O owocach Synodu o Rodzinie i spornym punkcie 85, a także o "sztuce towarzyszenia" małżeństwom i planowanej reformie duszpasterstwa rodzin w archidiecezji warszawskiej: kard. Kazimierz Nycz podsumowuje zakończony w niedzielę w Rzymie Synod o Rodzinie

Kard. Kazimierz Nycz
Kard. Kazimierz
Nycz
zobacz artykuly tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Kardynał NyczJakie odpowiedzi przyniósł zakończony przed niespełna tygodniem synod biskupów w temacie powołania i misji rodziny? I jakie pytania postawił?

 

Mam głębokie przekonanie, że synod spełnił oczekiwania i nadzieje pokładane przez wielu ludzi, także przeze mnie. Nie uciekł od żadnych problemów, które były już sygnalizowane na synodzie nadzwyczajnym i w dokumencie roboczym Instrumentum laboris. Biskupi dyskutowali na te tematy otwarcie. Zarówno dokument końcowy, jak i przebieg dyskusji podzielonej na trzy części odzwierciedlił wszystkie trzy części Instrumentum laboris. Nie było więc tak, że synod został sprowadzony jedynie do tematów pochodzących z zewnątrz, a interesujących media i opinię publiczną.

 

 

Synod nie unikał tematów trudnych, związanych z małżeństwem i rodziną, ale dochodził zawsze do konkluzji, że trwały, sakramentalny związek mężczyzny i kobiety jest nie do zastąpienia

 

Była więc dyskusja dotycząca oceny sytuacji rodziny we współczesnym świecie, był pozytywny wykład teologiczno-duszpasterski nt. małżeństwa i rodziny oraz dyskusja na temat konkretnych spraw pastoralnych. Ta proporcja a nie dysproporcja zagadnień, świadczy o tym, że synod pilnował właściwego mu porządku kościelnego. Zachował swoją rolę i miejsce w Kościele, bo zgromadzenie synodalne to jest praca dla Kościoła, pomocniczość w stosunku do papieża, który od synodu otrzymał dokument końcowy. Tym razem bardzo duży. Do papieża należy teraz zadanie, żeby z tym, co otrzymał zrobić to, co dla Kościoła i dla małżeństwa i rodziny jest ważne. Czy ujmie to w dokumencie, który będzie klasyczną adhortacją czy w innej formule, tego dziś nie wiemy.

 

Jaka jest więc dziś misja rodziny?

Synod pokazał różnorodność problemów rodziny i małżeństwa na poszczególnych kontynentach i w poszczególnych krajach. Te problemy bywały tak rozbieżne, że pojawiły się nawet głosy o potrzebie decentralizacji w ich rozwiązywaniu. Miałaby ona dotyczyć także wykładu o nierozerwalności małżeństwa, jego sakramentalności czy doktryny Kościoła. Głosy te nie znalazły powszechnej aprobaty i Bogu dzięki nie znalazły się wprost w dokumencie końcowym. Byłoby to wielkie ryzyko relatywizmu między poszczególnymi rejonami świata. Czym innym jest bowiem inkulturacja, a czym innym rozpatrywanie problemów małżeństwa i rodziny według jakichś lokalnych uwarunkowań.

Synod nie unikał tematów trudnych, związanych z małżeństwem i rodziną, ale dochodził zawsze do konkluzji, że trwały, sakramentalny związek mężczyzny i kobiety jest nie do zastąpienia. Nawet trudne sytuacje małżeństw rozwiedzionych, małżeństw zawartych na próbę, kohabitacji czyli par żyjących bez żadnego formalnego związku, nawet te sytuacje nie pozwalają absolutnie na wyciągnięcie wniosku, że rodzina oparta na prawdziwym małżeństwie jest do zastąpienia. To podkreślenie, moim zdaniem, jest niesłychanie ważne.

 

XNBK7TFBAU

 

Uwagę mediów skupiły przede wszystkim 3 punkty dokumentu końcowego (84-86), dotyczące sytuacji i duszpasterstwa osób rozwiedzionych, żyjących w powtórnych związkach. Jak Ksiądz Kardynał postrzega opisane tam problemy i propozycje synodu?

To, że media skoncentrowały się na tych trzech punktach, było do przewidzenia, gdyż podobnie było przed, podczas i po ubiegłorocznym synodzie. Osobiście mnie to nie zdziwiło. Ale cieszę się, że odpowiedź synodu zawarta w dokumencie końcowym, w tych 3 punktach, o które Pani pyta jest bardzo spokojna.

Najbardziej cieszy mnie to, że zasygnalizowane rozwiązanie ma charakter kontynuacji nauki Kościoła. To nie jest tak, że poszczególni papieże mają własną naukę na temat małżeństwa i rodziny. Nie. Oni wnoszą poprzez swój pontyfikat własny wkład w naukę Kościoła o małżeństwie i rodzinie. Te trzy punkty są de facto kreatywną kontynuacją tego, co nauczał Jan Paweł II i Benedykt XVI. Dlatego kluczowy cytat z „Familiaris consortio”, który znalazł się w dokumencie końcowym, świadczy jak najbardziej o tym, że wróciliśmy do tego, co jest znaczące i ważne, a co wniósł w naukę Kościoła o małżeństwie i rodzinie Jan Paweł II. W związku z tym, możemy co najwyżej mówić o przywołaniu i pewnym zaktualizowaniu po 30 latach tego, co papież mówił o małżeństwie i rodzinie. Nawet “rozeznanie duszpasterskie” na forum externum jak i forum internum, o której mówi punkt 85, jest obecne już u Jana Pawła II w “Familiaris consortio”. W dokumencie końcowym synodu zostało to po prostu przywołania.

 

To nie jest tak, że poszczególni papieże mają własną naukę na temat małżeństwa i rodziny. Nie. Oni wnoszą poprzez swój pontyfikat własny wkład w naukę Kościoła o małżeństwie i rodzinie. Te trzy punkty są de facto kreatywną kontynuacją tego, co nauczał Jan Paweł II i Benedykt XVI

 

To nie są nowe rzeczy. W moim najgłębszym odczuciu, nie wolno tych punktów, zwłaszcza punktu 85, traktować ambiwalentnie, jakby oznaczał, że “jedni wygrali a drudzy przegrali”. Nie. Nie można powiedzieć, że w tym punkcie synod otworzył nową drogę, nie można też powiedzieć, że niczego nie otworzył. To nie w kategoriach zwycięzców i przegranych toczą sie synody.

Punkty te rozważają integrację z Kościołem człowieka rozwiedzionego, żyjącego w powtórnym związku. Reflektują nad tymi przestrzeniami działalności Kościoła, parafii, wspólnot, instytucji, organizacji, w których ten człowiek może, a nawet powinien uczestniczyć – i nie być w nich piętnowany.

Dla mnie, biskupa, i myślę, że też dla każdego księdza i każdego świeckiego w Kościele te trzy punkty są pytaniem: czy rzeczywiście robimy wszystko, żeby tych ludzi, nie tylko – nie daj Boże – tolerować, ale żeby widzieć w Kościele ich miejsce. Niewątpliwie jest to bardzo ważne wyzwanie dla duszpasterzy, ale także dla całej wspólnoty kościelnej.

 

Pojawiają się niekiedy obawy, że jeżeli Kościół czy duszpasterze zajmą się osobami ze skomplikowaną historią życia, to zabraknie ich troski o tych, którzy pomimo trudności starają się być wierni przysiędze małżeńskiej. Jak Ksiądz Kardynał odniósłby się do tych obaw?

Bardzo spokojnie trzeba się odnieść – to znaczy według Ewangelii. Takich ludzi w Polsce jest ogromnie dużo. Przecież rozpada się jedna trzecia małżeństw a ta tendencja utrzymuje się przynajmniej już od 20-25 lat. Na świecie jest pod tym względem jeszcze gorzej. Jeżeli do tego dodać ludzi, którzy bez przeszkody żyją w tzw. wolnych związkach czy na próbę to jest to już duża część społeczeństwa. A Pan Jezus nam kazał, wbrew apostołom i tłumom, zająć się jedną, zagubioną owcą, zostawiając dziewięćdziesiąt dziewięć. To jest dzisiaj jedna z ważnych misji Kościoła, bo to się potem przekłada na wychowanie dzieci w tych rodzinach. Nie znaczy to jednak, że naszą uwagę skierujemy wyłącznie do osób przeżywających kryzysy.

 

Do czego synod zainspirował Księdza Kardynała?

Synod wprost potwierdził moją intuicję, którą podpowiadam w diecezji księżom odpowiedzialnym za rodziny i proboszczom, a która dotyczy przygotowania do małżeństwa. Temat ten został mocno postawiony na synodzie i jest też o tym mowa w dokumencie końcowym. Druga sprawa to “sztuka towarzyszenia” – l’arte dell’accompagnamento małżeństwom już zawartym.

Często używam takiego przykładu: księdzu, którego przygotowujemy sześć lat do kapłaństwa, towarzyszymy potem przez dziesięć czy piętnaście lat podczas obowiązkowej formacji. A małżeństwo? Zawierane nieraz po weekendowym kursie, zostawiamy po ślubie samemu sobie.

 

Zamierzamy zlikwidować tak zwane kursy weekendowe. Często służą one tylko po to, by mieć odpowiednie zaświadczenie przed ślubem. Zaproponujemy większy udział świeckich, zwłaszcza małżeństw, w standardowych kursach oraz taką ich formę, która zdecydowanie większy nacisk postawi na warsztaty

 

Towarzyszyć małżeństwom zamierzam inspirując w diecezji powstawanie następnych ruchów i grup, które służą rodzinie. Na szczęście w archidiecezji warszawskiej bardzo pięknie rozwija się Domowy Kościół. W tej chwili mamy już 250 kręgów rodzin, w tym 60 nowych – pilotażowych, co przy 200 parafiach w całej archidiecezji jest znaczącą liczbą. Oczywiście, są parafie, gdzie jest ich kilka, i są takie, gdzie jeszcze nie ma. Również Droga Neokatechumenalna spełnia bardzo ważną i dobrą rolę w towarzyszeniu rodzinom.

Na Papieskim Wydziale Teologicznym otworzyliśmy Studium Animatorów Małżeństw w Parafii. Siedemnaście małżeństw przygotowuje tam w tej chwili się do towarzyszenia w parafiach innym małżeństwom, proponując różne formy spotkań, modlitwy, dyskusji czy rozmowy.

Od 1 stycznia planujemy zdecydowanie uporządkować kursy przedmałżeńskie. Zamierzamy zlikwidować tak zwane kursy weekendowe. Często – nie boję się użyć tego określenia – służą one tylko po to, by mieć odpowiednie zaświadczenie przed ślubem. Rozumiem, że trzeba ludziom wychodzić naprzeciw, ale nie za wszelką cenę. Zaproponujemy większy udział świeckich, zwłaszcza małżeństw, w standardowych kursach oraz taką ich formę, która zdecydowanie większy nacisk postawi na warsztaty.


rozmawiała Anna Wojtas

 

Wywiad opublikowanyy dzięki uprzejmości Archidiecezji Warszawskiej

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Kard. Kazimierz Nycz

Kard. Kazimierz Nycz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Kard. Kazimierz Nycz
Kard. Kazimierz
Nycz
zobacz artykuly tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >