Fot. archwwa.pl, Parafia Św. Małgorzaty DM w Łomiankach/Facebook

Ks. Przemysław Śliwiński: Wspólnie walczmy o człowieczeństwo. Kościół pomaga

“Ukraińcy walczą o wolność. Agresorzy walczą o realizację politycznych, partykularnych, złych celów. A my jako katolicy, jako chrześcijanie, jako Polacy, walczmy o człowieczeństwo” - mówi ks. Przemysław Śliwiński, rzecznik Archidiecezji Warszawskiej.

Reklama

Zofia Świerczyńska: 13 marca Janina Ochojska zadała pytanie na Twitterze o to, czy Kościół zamierza otworzyć seminaria i domy rekolekcyjne dla uchodźców. Apel o włączenie się Kościoła w pomoc wystosował także m.in. znany aktor Cezary Żak. Zawrzało. Przypomnijmy, że informacje o pomocy Kościoła były w tym czasie dostępne w internecie – weźmy choćby przykład biskupa tarnowskiego, który przyjął rodzinę uchodźców pod swój dach już 4 marca. Skąd więc te pytania? Czy według księdza rzeczywiście jest za mało informacji o tym, jak Kościół pomaga uchodźcom?

Ks. Przemysław Śliwiński: Że ktoś, nawet osoba znana, publikuje takie pytania w swoich mediach społecznościowych, to jedno. Bardziej bolesne jest to, że wiele portali internetowych przez trzy dni utrzymywało na głównej stronie informacje o tych wpisach, nie usiłując – jako redakcja – odpowiedzieć na to pytanie. A gdy już odpowiedzi się pojawiły, szybko z portali znikały.

Co innego pomoc medialnie niezauważona, co innego oskarżenie, że Kościół nie robi nic. Pomagamy nie po to, żeby zdobyć lajki i ocieplić wizerunek. Do natury Kościoła, do natury każdego chrześcijanina, do istoty miłości bliźniego należy pomaganie, które będzie kosztowało mnie jako osobę i nie jest naszym zadaniem, żeby się tym chwalić. Mamy po prostu pomagać.

Ale gdy pojawia się oskarżenie, że Kościół nie pomaga, to jest to po prostu nieprawda, która uderza w dziesiątki tysięcy zaangażowanych w pomoc wiernych świeckich, księży, sióstr zakonnych, pracowników Caritas, biskupów, którzy zapraszają do swoich domów, duchownych, którzy udostępniają plebanie. Sytuacja wojenna uświadomiła nam, jak bardzo trzeba uważać na narracje – co piszę, jakie treści udostępniam na social media, i tym samym – w jaką narrację się wpisuję. Mówienie o tym, że Kościół nie pomaga, jest po prostu tworzeniem kolejnej nieprawdziwej narracji konfliktującej nas jako Polaków. Wszyscy solidarnie, jednocześnie pospieszyliśmy z pomocą Ukraińcom. Wywoływanie takiego tematu, że Kościół nie pomaga, to rzecz dziś kompletnie niepotrzebna – i nieprawdziwa. 

Mówienie o tym, że Kościół nie pomaga, jest po prostu tworzeniem kolejnej nieprawdziwej narracji konfliktującej nas jako Polaków. Wszyscy solidarnie, jednocześnie pospieszyliśmy z pomocą Ukraińcom.

Jak więc znaleźć złoty środek – reagować na kłamstwo, a jednocześnie zachować ewangeliczną zasadę: niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa? Czy Kościół epatujący tym, jak pomaga uchodźcom, nie stanie się w pewnym sensie karykaturalny w odbiorze?

W archidiecezji warszawskiej kierujemy się taką zasadą, że po prostu pomagamy, a do tej pomocy wykorzystujemy również dostępne, różnorodne kanały informacyjne – po to, żeby poinformować uchodźców o możliwości skorzystania z pomocy i zmobilizować nasze wszystkie parafie do pomagania. Dlatego komunikaty kierowaliśmy również w języku ukraińskim, by dotrzeć wprost do potrzebujących. Informujemy również o pomocy, by zaangażować i zmotywować jak najwięcej parafii i organizacji, aby wszyscy włączyli się w tę pomoc. Mówimy tu o ogromnej skali pomocy: już dwa miliony ludzi opuściło Ukrainę. Tu naprawdę trzeba wykorzystywać wszystkie nowoczesne środki komunikacyjne, by dla wszystkich przybywających zorganizować długofalową pomoc.

I tak działaliśmy na początku – informowaliśmy na bieżąco, jak wygląda pomoc innych parafii. Nasza intencja była między innymi taka, żeby pokazać, jakie są w ogóle formy i potrzeby i jaki jest modus operandi już wypracowany po to, żeby inne wspólnoty parafialne – księża i świeccy, widząc, że ktoś już to zaczął robić, mogli z tych rozwiązań skorzystać. Strona internetowa archidiecezji od trzech tygodni funkcjonuje właściwie jako hub informacyjny o pomocy dla uchodźców.

Reklama
Reklama

Mam wrażenie, że dotykamy tutaj także bardzo ważnej kwestii rozumienia tego, kim jest Kościół, kto go tworzy. W komentarzach w mediach społecznościowych pojawiają się zarzuty o to, że Kościół organizuje jedynie zbiórki, a rzeczywistą pomoc niosą “zwykli ludzie”, którzy wpłacają pieniądze… 

Przebija się w tym pewnego rodzaju małostkowość i wydaje mi się, że jest to budowane na takiej logice – skoro jednak Kościół coś robi, bo widać, że parafie się organizują, to w takim razie ocalmy naszą narrację pokazując, że to sami ludzie się zorganizowali, a księża i biskupi nadal nie robią nic. No nie. Parafia jest naprawdę wspólnotą, która żyje, ona zna też swoje możliwości i swoją wartość, a jej siłą jest współpraca duchownych i świeckich. 

Podam przykład parafii w Łomiankach, która czwartego dnia po inwazji przyjęła 700 uchodźców. Osobą, która zorganizowała całą pomoc i koordynuje po dziś dzień, jest proboszcz. Sporą część tej parafii stanowi mniejszość Ukraińców, którzy od dawna są w znakomitej relacji z całą wspólnotą parafialną i to oni zasygnalizowali proboszczowi potrzebę zorganizowania pomocy, a inni parafianie momentalnie wzięli się do pracy. W efekcie przygotowano mieszkania dla 700 uchodźców. Nie byłoby takiej sytuacji, gdyby nie funkcjonująca dobrze od lat parafia, w której ludzie wiedzą, do kogo się zwrócić o zorganizowanie czegoś na taką skalę i każdy zna swoje miejsce i swoją rolę.

W naszej rozmowie padło już trochę przykładów, ale spróbujmy podsumować – jaki rodzaj pomocy dla uchodźców jest udzielany w archidiecezji warszawskiej?

Po pierwsze, zbiórki do puszek, które były przeprowadzone przez Caritas – diecezjalną i Caritas Polska w pierwszą niedzielę po wybuchu wojny. Rzeczywiście, proboszczowie informowali, że hojność wiernych czasem kilkunastokrotnie przekroczyła średnie poprzednich zbiórek. Caritas Polska od lat systemowo organizuje taką pomoc, od lat jest do tego przygotowana, posiada wszelkie możliwości i odpowiednie narzędzia, żeby skutecznie pomóc. Jest też w stałym kontakcie z organizacjami pomocowymi w Ukrainie i z władzami państwowymi w Polsce, żeby wiedzieć jakie są faktyczne potrzeby.

Po drugie, jako diecezja w dniu agresji udostępniliśmy 140 miejsc w naszych domach rekolekcyjnych. Miejsca te zostały natychmiast wykorzystane przez władze państwowe i samorządowe. Z tej pomocy skorzystało już kilkaset osób i nadal są one pełne tych, którzy mieszkają tam tymczasowo, czekając na bardziej stabilne i trwałe miejsca zamieszkania. 

Trzeci wymiar to pomoc oddolna, o którą starają się niemal wszystkie parafie archidiecezji, czy to przyjmując uchodźców, czy organizując pomoc przez zbiórki darów, żywności długoterminowej dla przybywających do Polski bądź tych, którzy pozostali w swojej ojczyźnie. To wymaga dobrze zorganizowanego wolontariatu, dlatego parafie powołują odpowiednie zespoły z podziałem na zadania. Jedni zajmują się przyjmowaniem, inni segregacją i dystrybucją darów, jeszcze inni tworzą bank potrzeb bądź pozostają w kontakcie z organizacjami, które informują, jakie są konkretne potrzeby.

Przez pewien czas brakowało wolontariuszy na dworcach centralnym i zachodnim w Warszawie, wtedy, kiedy znajdowało się tam najwięcej uchodźców, czekających na pociągi. Dworce stały się pewnego rodzaju hubem komunikacyjnym i wielką noclegownią. W taką pomoc wolontariacką włączyli się na przykład klerycy naszego seminarium, którzy cały czas mają dyżury dzienne i nocne, służąc pomocą taką, jaka jest potrzebna – również bardzo często jest to pomoc materialna, ponieważ trzeba komuś kupić bilet, a ten ktoś nie ma na to pieniędzy.

CZYTAJ: Klerycy pomagają uchodźcom. „Spotkałem ludzi, którzy uciekli przed bombardowaniem”

Reklama
Reklama

Często to największe dobro dokonuje się w prostych gestach, których nie widzą światła kamer…

Ujmują mnie też takie historie jak ta z parafii z Promnej, gdzie proboszcz na własną plebanię przyjął 17 uchodźców. Czy historia z Ursusa, gdzie księża na plebaniach udostępnili własne mieszkania, przenosząc się na ten czas do innych, mniejszych pomieszczeń, po to, by zamieszkały tam rodziny uchodźców. Rozmawiałem z księdzem, który od dwóch tygodni śpi po 2-3 godziny na dobę.

Są też takie parafie w Warszawie, w których kiedyś posługiwał ksiądz, będący obecnie w Ukrainie – pracuje tam około dziesięciu księży z naszej archidiecezji. Parafianie, którzy przecież znają swojego niedawnego duszpasterza, automatycznie zorganizowały pomoc dla jego obecnych parafian, z Ukrainy, koncentrują się więc na tego typu pomocy. To też są niezwykłe historie.

Jak wygląda struktura, strategia pomocy? W jaki sposób są rozpoznawane potrzeby i udzielanie pomocy potrzebującym?

Trudno jest to wyjaśnić jednym zdaniem, ponieważ jest to wielosystemowe działanie. Pamiętajmy, że poza bardzo dużą liczbą osób pomagających, są także organizacje i instytucje państwowe, które za tę pomoc odpowiadają. Musimy pamiętać, że przede wszystkim państwo i samorządy mają instrumenty prawne służące do zdobywania wiedzy o aktualnych potrzebach, do informowania i zarządzania pomocą. Ze strony kościelnej takie know how posiada Caritas. My włączamy się w metody przez nich wypracowane, bo to ludzie najbardziej doświadczeni, profesjonaliści.

Powołaliśmy koordynatora pomocy uchodźcom, którym został ks. Tadeusz Sowa, moderator kurii. Jego zadaniem jest skoordynować inicjatywy parafialne i powiązać z tym, co robią władze państwowe, samorządowe i Caritas. Innymi słowy, łączy potrzeby z pomocą, koordynuje i zbiera informacje, organizuje inicjatywy i angażuje do tego innych – księży, parafie, zakony. Tak w skrócie to działa na polu kurialnym. 

A jak to wygląda w praktyce?

Podam przykład. Kilka dni temu ks. Sowa uzyskał informację, że potrzebna jest bardzo konkretna pomoc dla osób, które czekają na warszawskich dworcach – uchodźcy nie czekają jednak na mieszkanie, ale np. oczekują tam na pociąg, który przewiezie ich w inne miejsce w Polsce, bo tam docelowo mają trafić. Te osoby – przeważnie to są kobiety z dziećmi – potrzebowały godziny, kilku godzin, może jednego dnia, a może dwóch dni na to, żeby się przespać, odpocząć, wziąć prysznic, nakarmić dzieci i siebie. Po prostu pobyć w innym miejscu i potem wrócić, dalej czekając na transport. Dlatego w koordynacji z policją ks. Sowa wraz z parafiami najbliżej Dworca Zachodniego przygotował tak zwaną pomoc krótkoterminową: wolontariusze przewożą chętnych do parafii, które przygotowały miejsca odpoczynku. Warto podkreślić, że uchodźcy są często bardzo przestraszeni, niestety jest wielu oszustów i naciągaczy, dlatego policja zaproponowała, by to księża w sutannach koordynowali tę formę pomocy. 

Reklama

ZOBACZ: Archidiecezja Warszawska niesie pomoc Ukraińcom czekającym na warszawskich dworcach

Czy archidiecezja warszawska posiada strategię, pomysł na to, jak pomagać uchodźcom w długofalowej perspektywie?

Jeśli się do czegoś przymierzamy, to po to, żeby to robić właśnie długofalowo. Instytucje takie, jak Caritas, co do istoty pomagają długofalowo. Nie wiemy, na jak długo starczy nam sił na oddolną, opartą na wolontariacie, akcję pomagania, ale musimy pamiętać, że czeka nas maraton pomocy, w oparciu o profesjonalne formy pomocy Caritas ogólnopolskiej i diecezjalnej, jak i ośrodków Caritas działających przy parafiach.

Natomiast w tej chwili wszystko jeszcze dynamicznie się zmienia i każdy dzień przynosi nowe zadania, które wymagają skoordynowania pomocy. Nie jesteśmy jeszcze w stanie ocenić, jaka finalnie będzie skala pomocy. Opieramy się więc póki co na wolontariacie w parafiach, prosimy wszystkich wiernych o poświęcenie dodatkowego czasu czy środków na pomoc, a jednocześnie przygotowujemy wszystkich – i księży i wiernych, że ta pomoc będzie dłuższa i poczujemy też jej trud. Musimy znaleźć sposób, by nie “zmęczyć się” pomaganiem. Przyzwyczaić się do tego, pomoc oddolną przemieniać w pomoc systemową, bo jeszcze nie wiadomo, jak długo ta pomoc będzie musiała być realizowana…

Musimy znaleźć sposób, by nie “zmęczyć się” pomaganiem. Przyzwyczaić się do tego, pomoc oddolną przemieniać w pomoc systemową, bo jeszcze nie wiadomo, jak długo ta pomoc będzie musiała być realizowana…

Jak wygląda pomoc od strony duchowej? Na Ukrainie w większości dominuje religia prawosławna, największą mniejszością religijną są grekokatolicy, jeszcze mniejszą część stanowi Kościół rzymskokatolicki. Jest także spora część wyznań protestanckich…

Wszyscy księża archidiecezji otrzymali odpowiedni poradnik informujący o tym, jak duszpastersko pomóc osobom z Ukrainy, co robić, kiedy przychodzi ktoś, kto nie jest wyznania rzymskokatolickiego albo rytu łacińskiego. Bo przecież mogą to być osoby prawosławne albo grekokatolicy, czy protestanci. Odpowiednie instrukcje zostały przygotowane przez Episkopat Polski. Każdej osobie możemy pomóc znaleźć jego wspólnotę, jeśli on takiej wspólnoty potrzebuje. I w Warszawie to działa, ponieważ są i parafie prawosławne, a w ramach Kościoła katolickiego odprawiane są nabożeństwa zarówno grekokatolickie w wyznaczonych świątyniach, jak i dla Ukraińców obrządku łacińskiego – w ich własnym języku. Ta “oferta” liturgiczno-sakramentalna dla Ukraińców będzie sukcesywnie dopasowywana do potrzeb. 

A jeśli chodzi o podtrzymanie na duchu, pomoc w zrozumieniu całej tej sytuacji?

Z naszej perspektywy – w każdej z tych osób, które przybywają z Ukrainy, musimy widzieć Jezusa i dostrzec w niej naszego brata i siostrę. Z perspektywy ich, Ukraińców, którzy przybywają do nas – oby tak się stało, oni w nas być może zobaczą Jezusa – Miłosiernego Samarytanina, który tej pomocy udziela, który opłakuje, który jest najbliżej tych, którzy cierpi a, nie szczędząc własnego czasu i pieniędzy. 

Jakie według księdza są największe wyzwania Kościoła jeśli chodzi o pomoc uchodźcom? Czy Kościół jest na nie przygotowany?

Kościół jest poprzez Ewangelię zawsze przygotowany na to, żeby być “tu i teraz”, to znaczy niezależnie od tego, że w ciągu kilku ostatnich dni, jeśli nie lat, pożegnaliśmy świat, do jakiego zdążyliśmy się przyzwyczaić, i naprawdę nie wiemy, co będzie jutro – mimo wszystko wiemy, co trzeba robić. Przed każdym z nas walka o swoje człowieczeństwo: pomoc tym, którzy pomocy potrzebują. Żeby nie tworzyć teraz niepotrzebnych konfliktów, wikłać się w narracje i kłótnie, które mogą tylko przynieść jeszcze większe zło i być może przez to wpisać się w strategię kogoś, kto takie narracje świadomie tworzy.

Ukraińcy walczą o swoją wolność – tak jak my mieliśmy swoje Westerplatte, to oni mają swój Mariupol. Agresorzy walczą o realizację swoich politycznych, partykularnych, złych celów. A my jako katolicy, jako chrześcijanie, jako Polacy, walczmy teraz o człowieczeństwo. 


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę