Nasze projekty
Boy spending time with his dad

O Mistrzu, kurze i zbieraniu winogron

– Nie wiem – odpowiedział po dłuższym milczeniu staruszek – czy jest możliwe uchronienie dziecka przed złym wpływem. Wydaje mi się, że nie. Świat jest, jaki jest. Ale można próbować je uodpornić. Zaszczepić tak, jak szczepi się maluchy na odrę czy różyczkę.

Reklama

Górska, kamienista droga stawała się z każdym metrem coraz bardziej stroma. Od godziny poruszali się już bez samochodu, który musieli zostawić na poboczu po tym jak ostry kamień przebił drugie koło. Nie sądzili, że będzie aż tak gorąco. Wachlowali się znalezionymi w samochodzie folderami z biura podróży i szli. Łysiejący mężczyzna w garniturze, kobieta w ogromnych okularach przeciwsłonecznych i młody, na oko 15-letni chłopak. Mistrz dostrzegł ich już u podnóża góry.

Kiedy wreszcie dotarli do jego pustelni – położonej na zalanym słońcem płaskowyżu – skończył podcinać winogrona i z szerokim uśmiechem wyszedł im na spotkanie. Był niewysoki, całkowicie łysy i bardzo stary. Miał na sobie roboczy fartuch w drobne niebieskie prążki. Wytarł w niego pośpiesznie ręce i szerokim gestem zaprosił gości do stołu. Byli zmęczeni, ale przede wszystkim speszeni. Tyle słyszeli o Mistrzu. O jego mądrości i przenikliwości. A teraz patrzą na uśmiechniętego staruszka, który zachowuje się tak, jakby czekał specjalnie na nich od wielu, wielu tygodni i teraz nie może posiąść się z radości, że wreszcie ma ich przy sobie.

Reklama
Reklama

Od dawna przygotowywali się na spotkanie z Nim. Bardzo chcieli dokładnie opowiedzieć Mu o wszystkim. Nie pominąć niczego, co byłoby w ich historii ważne. Tak bardzo potrzebowali pomocy. Ale oto siedzą ze ściśniętym gardłem przy stole i patrzą jak nalewa im do kieliszków wino i częstuje swoim ulubionym serem. A potem siada naprzeciwko nich i spokojnie się im przygląda.

– Mistrzu… – zaczął niewyraźnym głosem mężczyzna, ale staruszek nie pozwolił mu skończyć.

– Tam – wskazał ręką przed siebie – za winnicą jest druga pustelnia. Troszkę większa od mojej. Zostańcie ze mną 3 dni. Tylko proszę wybaczcie niedogodności. U mnie łatwiej o zieloną trawę niż o elektryczność – uśmiechnął się zakłopotany i odszedł.

Reklama
Reklama

Nie za bardzo wiedzieli co i jak mają robić. W swojej chatce na stole znaleźli tylko małą kartkę z ledwo widocznym napisem „Silentium”.

– To co? – powiedział zdenerwowany chłopak – wspinaliśmy się na to pustkowie, żeby teraz być cicho???

– Na to wygląda – odpowiedzieli zdumieni rodzice.

Reklama

I tak rozpoczął się ich niecodzienny pobyt u Mistrza. Wbrew ich oczekiwaniom następnego dnia nie wydarzyło się nic szczególnego. Mistrz cały dzień spędził w swojej winnicy. Przycinał pędy, usuwał chwasty. Pod wieczór zauważyli, że idzie po wielkie wiadra i zamierza podlewać winorośl. Mężczyzna i kobieta podbiegli do niego, aby mu pomóc. Wzięli wiadra i przez kilka godzin aż do zachodu słońca ciężko pracowali. Kiedy skończyli Mistrz popatrzył na nich i zapytał:

– Dlaczego nie przyszedł z wami wasz syn?

– Ach, Mistrzu – odpowiedziała kobieta – jeszcze się w życiu napracuje.

Staruszek pokiwał głową i usiadł na dużym kamieniu. Kiedy małżonkowie już mieli odejść, zatrzymał ich i zapytał:

– Czy wasze życie jest proste?

Spojrzeli po sobie i jednogłośnie pokiwali przecząco głowami.

– To dlaczego okłamujecie własne dziecko? Przecież jego życie będzie też trudne – przerwał i popatrzył w stronę ich chatki. – Coś mi się wydaje, że już jest. Nie bójcie się. Dzieci są dużo dzielniejsze niż się wydaje. A każdy człowiek ma wpisaną w siebie chęć do podejmowania rzeczy trudnych. Mówcie mu i przyzwyczajajcie póki jeszcze jest czas, że dostanie w życiu po kościach.

Nastała noc, a w niej wydarzyło się to, co było nieuniknione. Padły baterie w komórkach. Poranek był przeto niezwykle nerwowy. Chłopak nie szanując reguły milczenia krzyczał na rodziców jak oszalały. Nie zauważył kiedy podszedł do niego Mistrz z małą kurką na ręku. Chłopak zdołał wykrzyczeć jeszcze coś o modelu zasilanym baterią słoneczną kiedy nagle poczuł, że w jego kieszeń od spodni ktoś wrzuca jakieś małe kamyki. Odwrócił się zdenerwowany i zobaczył Mistrza, który, jak gdyby nigdy nic, wsypywał mu do kieszeni ziarno. Skinął na chłopaka głową i powiedział:

– Chodź, proszę! Chcę ci coś pokazać.

Odeszli od rodziców na kilka kroków, a potem Mistrz postawił kurkę na ziemi i poprosił chłopaka, żeby wysypał jej kilka ziarenek. Kurka wydziobała je do ostatniego. Mistrz poprosił, aby chłopak wysypał jeszcze trochę ziarenek. Znowu zniknęły wszystkie.

– Rozumiesz? – zapytał chłopaka.

Nastolatek przewrócił tylko oczami.

– Wysyp proszę ostatni raz – powiedział łagodnie Mistrz.

Chłopak rzucił niedbale to, co zostało mu w kieszeni. Kurka rzuciła się na to ziarno tak samo łapczywie, jak na pierwszą porcję.

– Widzisz? – Mistrz wskazał zwierzątko. – Ta kura nie może sobie powiedzieć nie. Zwierzę tego nie potrafi.

Chłopak spojrzał na Mistrza z lekkim rozbawieniem.

– Dzisiaj – mówił dalej staruszek – wydaje się ludziom, że muszą mieć to, co mogą mieć. Muszę mieć to, co mogę mieć. Wydaje ci się, że jest to właściwe myślenie?

Chłopak wzruszył ramionami i burknął:

– Na pewno moim rodzicom tak się nie wydaje.

– Powściągliwość twoich rodziców to najlepsza odtrutka na tę filozofię. Nie chodzi o to, żebyś nie miał, ale, żebyś nie musiał mieć. A to zasadnicza różnica.

Rodzice wyraźnie się ożywili. Pojawił się nawet u nich uśmiech zadowolenia. Staruszek schylił się i wyzbierał szybkim ruchem wszystkie ziarenka, jakie jeszcze zostały małej kurce do zjedzenia.

– Ale nie wolno zabierać nie dając w zamian czegoś cenniejszego – powiedział w ich stronę, po czym wyjął z kieszeni fartucha kawałeczek czerstwego chleba i położył go przed kurką.

– Mistrzu! – zaoponował mężczyzna – dla tego pokolenia nie ma nic cenniejszego od rzeczy materialnych.

– Czyżby? – Mistrz popatrzył na chłopaka, który z lekko drwiącą miną chciał już, już przytaknąć, ale powstrzymał się bo dostrzegł w oczach staruszka głęboki smutek.

– Oto mężczyzna – powiedział do nastolatka wskazując mu jego ojca – który zostawił swoją firmę, gdzieś tam na dole drogi samochód i wspinał się tu w niewygodnym garniturze. Oto kobieta, która nie pamięta już, kiedy spała spokojnie i od kilku miesięcy uparcie szukała sposobności, żeby cię tu przywieść. Masz mamę i tatę. Masz Dom.

Rodzice spojrzeli wystraszeni na syna, bo bardzo bali się jego kolejnej opryskliwej odpowiedzi, ale chłopak stał spokojnie. Przypomniał sobie, jak niedawno przyszli do niego koledzy i zamiast grać w jego nową grę, przesiedzieli cały wieczór w kuchni rozmawiając z jego mamą.

Trzeci dzień zaczął się bardzo wcześnie. Jeszcze przed wschodem słońca, Mistrz rozpoczął przygotowania. Tego dnia miało się odbyć winobranie. Pracowali tym razem wszyscy. Nawet chłopak. Wczesnym popołudniem, kiedy byli już zmęczeni do granic możliwości, chłopak spojrzał ze złością na Mistrza i powiedział:

– Po co w ogóle Mistrzowi te winogrona? Nie lepiej zostać przy kurkach?

Mistrz roześmiał się tak głośno i serdecznie, że cała złość w jednej chwili opuściła chłopaka.

– Bo widzisz, mój drogi – ja to lubię. Nawet bardzo. Uprawianie winogron, ich nawożenie, podcinanie, podlewanie daje mi radość. A radość – inaczej niż przyjemność – trzeba sobie zrobić. Na radość trzeba zapracować.

Kiedy zbliżał się wieczór małżonkowie przyszli pożegnać się z Mistrzem.

– Nasz syn… – zaczął niepewnie ojciec – nasz syn czasem zachowuje się tak, jakbyśmy go wcale nie kochali.

Mistrz pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Spójrzcie jakie dzieci go otaczają. Ilu ma wokół siebie rówieśników z rozbitych rodzin, albo z takich domów, gdzie najważniejsza jest praca. On chłonie frustracje i lęki tych dzieci.

– Czy można mu jakoś pomóc? Czy możemy jakoś uchronić go przed tym światem?

– Nie wiem – odpowiedział po dłuższym milczeniu staruszek – czy jest możliwe uchronienie dziecka przed złym wpływem. Wydaje mi się, że nie. Świat jest, jaki jest. Ale można próbować go uodpornić. Zaszczepić jak szczepi się maluchy na odrę czy różyczkę

– Zaszczepić przed światem? – kobieta popatrzyła na Mistrza zmieszana.

– Przed chorobą, która trawi dzisiaj całe społeczeństwa. Polega ona na tym, że ludzie nie wiedzą po co żyją.

– Mistrzu, jak? Jak to zrobić?

Staruszek wstał z ławeczki i podszedł do zbocza. Długo milczał patrząc w horyzont, a potem uśmiechnął się i wskazując w dal odpowiedział:

– Pokażcie mu przyszłość. Powiedzcie, że będzie żył długo 60, 70 lat. I zapytajcie jak chce ten czas przeżyć. I jeszcze jedno; powiedzcie mu już dzisiaj, że kiedyś będzie ojcem. I że nie spotka go w życiu nic wspanialszego.

Pamięci Ojca Karola Meissnera OSB, na podstawie konferencji o wychowaniu dzieci.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę