10 pomysłów na zabawę, kiedy pada deszcz

Za sprawą kultowej polskiej piosenki w naszym społeczeństwie pokutuje stwierdzenie, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Trudno zaprzeczyć, że jest w tym trochę prawdy - jednak nie musi tak być! Oto 10 pomysłów na spędzenie czasu z dziećmi, współcześnie nazywanymi adeptami sztuki kreatywnej. Uwaga: wszystko bez tabletu w ręce!

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Piracki obiad

Jak głosi stare porzekadło – brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. Z całego serca polecam, podpisuję się obiema rękoma i gwarantuję, że widok brudnej mamy czy taty sprawia, że rodzicielski autorytet rośnie w ekspresowym tempie.
Wystarczy rozłożyć na podłodze gazety i na nich zaserwować to, co Mali Piraci lubią najbardziej, czyli smażone ryby i frytki. Oczywiście należy pamiętać o sporej dawce keczupu! Najważniejsze – wszystko trzeba zjeść palcami! Dla wzmocnienia pirackiego klimatu na głowy czapki z papieru i szanty w tle. Ahoj! Wspólne generowanie bałaganu jednoczy i zapewnia niezapomniane wspomnienia z dzieciństwa.

 

2. Autostrada do łazienki

Częstym ograniczeniem kreatywnych zabaw wydaje się być brak funduszy na wymyślne akcesoria. Nic bardziej mylnego! Do stworzenia domowej autostrady wystarczy rolka szerokiej taśmy malarskiej i pisak.
Aby podróż stała się możliwa, należy nakleić taśmę na podłodze w różnych konfiguracjach – skrzyżowania i ronda dozwolone w każdej ilości. Po zaznaczeniu kierunku jazdy, zaprojektowana przez Was droga zawiezie każdego do miejsc będących wytworem wyobraźni. U celu może czekać…

 

3. Miasto z plasteliny

To propozycja dla dzieci w każdym wieku. Wydawać by się mogło, że plastelina wyszła już z mody i cieszą się nią jedynie przedszkolaki. Z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to prawda. Prace manualne rozwijają kreatywność i myślenie abstrakcyjne. W jednowymiarowym internetowym świecie trójwymiar pudełka po butach i zbudowanie plastelinowego miasta stanie się nową wartością. Potrzebne są: pudełko po butach, plastelina, wyobraźnia i chęci.

 

4. Księga rozmaitości

W każdym domu na strychu, w piwnicy albo dolnej szufladzie poniewierają się stare zdjęcia, ulotki, paragony, guziki i inne drobiazgi, z którymi nie wiadomo co zrobić, a szkoda wyrzucić. Część z nich ma posiada też wartość sentymentalną, część jest śmieciami, a reszta po prostu jest. Wspólne stworzenie księgi rozmaitości może przybrać formę albumu rodzinnego lub pamiątkowej opowieści o porządkach i deszczowych dniach. Nie potrzeba więcej niż pusty papierowy album i porządny klej. Jest to zdecydowanie bardzo czasochłonna zabawa – tylko dla wytrwałych.

 

 

5. Teatr ze skarpetek

Dziurawe lub samotne skarpetki znajdą się chyba w każdej górze prania. Niewykorzystane z poprzedniego punktu guziki mogą być oczami postaci grających w skarpetkowym teatrze. Kilka nici, wstążek, sznurków… Niech ożyją i przemówią! Może odegracie wspólnie ulubioną historię biblijną? Może rodzice zrobią przedstawienie dla dzieci, a potem dzieci dla rodziców? Myślę, że większość dorosłych zna ten sposób spędzania czasu. Niech pozna go też najmłodsze pokolenie.

 

6. Konkurs karaoke

“Śpiewać każdy może” Wszyscy znamy tę piosenkę. Wyłamanie się z internetowego detoksu pozwoli nam znaleźć w sieci podkłady do praktycznie każdej piosenki i zrobić w domu festiwal muzyczny. Świetnie sprawdzą się tu piosenki Arki Noego – dzieciaki je uwielbiają. Nie musicie mieć pod ręką bardzo wymyślnego sprzętu: mikrofony z dezodorantu, szczotki do włosów albo miotły też się liczą do zabawy!

 

7.Chwila ciszy dla rodzica: “narysuj, co słyszysz za oknem”

Nie ma się co oszukiwać, całe dnie z dziećmi w domu są otoczone hałasem i wiecznym rumorem, a chwila ciszy wydaje się być marzeniem ściętej głowy. Można jednak sprytnie i trochę przebiegle bez użycia bajek, niby przypadkiem zagwarantować sobie czas na wypicie wciąż gorącej kawy. Wystarczy otworzyć okno i zachęcić generatorów dźwięków do zamknięcia buzi i narysowania/namalowania tego, co – uwaga! – słyszą za oknem. Myślę, że efekty zaskoczą wszystkich. W zabawie pamiętajmy, żeby usadzić pociechy tyłem do okna!

 

8. Krewni i znajomi królika

Zaproście znajomych! Przyjaciele to jest zawsze dobry pomysł. Czy muszę się w tym punkcie rozpisywać?

 

9. Planszówki i gry towarzyskie

Szczęśliwie dla producentów i właścicieli sklepów z zabawkami do łask wracają poczciwe gry planszowe w coraz to nowszych odsłonach. Ich różnorodność zadowoli najbardziej wybrednych w każdym przedziale wiekowym. I nawet zdanie “gram w grę” nabierze nowego znaczenia! Moje ulubione to “Wsiąść do pociągu”, Scrabble, Pytaki. W kategorii gier towarzyskich przodują “Państwa – Miasta”, do których możecie dodać nowe, zupełnie kreatywne kolumny np. święci, legendarne postaci, nazwy przypraw.

 

10. A może by tak jednak opuścić cztery ściany i zobaczyć świat w deszczu?

Paulina Malczyk

Paulina Malczyk

Uwielbia jazdę pociągami, czarną mocną kawę, wygodne sukienki, sernik, kolor niebieski i pracę z kalendarzem w ręce. W wolnych chwilach czyta książki kucharskie, śpiewa, dyryguje i robi albumy ze zdjęciami. Z wykształcenia manager kultury, z doświadczenia superniania, wieloletnia autorka kulinarnego bloga Lendryggen.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Ojcostwo z pierwszych stron gazet

- Nie ma ojców idealnych, ale są ojcowie, którzy mogą być wzorami - mówi ks. Piotr Studnicki w wywiadzie o medialnym obrazie ojcostwa.

Ks. Piotr Studnicki
Ks. Piotr
Studnicki
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Gościem rozmowy jest ks. Piotr Studnicki, były rzecznik Kurii Archidiecezji Krakowskiej, który w 2015 r. na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie obronił pracę doktorską pod tytułem “Obraz ojca rodziny w prasie. Analiza ‘powiedzianego’ i ‘nie powiedzianego’ w The New York Times, Corriere della Sera, Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej”.


Jakiś czas temu w wywiadzie udzielonym dla Katolickiej Agencji Informacyjnej opowiadał Ksiądz o swojej pracy doktorskiej, do napisania której badał Ksiądz obraz ojcostwa w prasie. W wywiadzie padło stwierdzenie, że media deformują ojcostwo.

Ks. Piotr Studnicki: Z badań, które przeprowadziłem, wynika, że we wszystkich czasopismach które przebadałem (czyli The New York Times, Coriere della Sera, Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita), przeważa ilość artykułów pozytywnych o ojcostwie. Problem polega jednak na tym, że przykłady negatywne ojcostwa są bardziej eksponowane. Widać je już po tytułach czy leadach. Jeśli ojciec jest postacią pozytywną, to najczęściej jest to wątek drugorzędny, a wiadomo jak wygląda nasza lektura tekstów prasowych – rzadko czytamy je w całości i mocniej zapamiętujemy to, co zostało wyeksponowane.

Jeśli dla przykładu spojrzymy na New York Times, to ponad 60% artykułów ukazuje ojca jako postać pozytywną i dobry przykład dla dziecka. Ale jeśli przeanalizujemy same tytuły, w których pojawia się słowo “ojciec” lub “tata”, to w 80% są to one negatywne, ukazując rodzica jako antywzór lub zagrożenie dla dziecka. To powoduje, że pozytywne przykłady – mimo że jest ich więcej – nie wybrzmiewają i nie zostają w pamięci czytelników. Można powiedzieć, że dobra jest więcej niż zła, ale zło jest bardziej krzykliwe i wydaje się wszechobecne. W tym sensie można mówić o deformacji obrazu ojca.

 

Tytuł to pierwsza rzecz, na którą zwracamy uwagę, a rola ojca w rodzinie kojarzy się z autorytetem i może dlatego takie przykre wydarzenia najbardziej przykuwają uwagę.

Łatwo zrzucić winę na dziennikarzy. Oczywiście, oni nie przez przypadek eksponują negatywne historie. Wyczuwają po prostu, że szybciej złapią na nie czytelników. Warto więc uderzyć się we własną pierś i zapytać: dlaczego łatwiej zainteresować mnie negatywną historią niż pozytywnym przykładem? Warto też zastanowić się, co mogę zrobić, żeby zainteresować ludzi dobrą historią, a nie antyprzykładem. To jest wyzwanie dla nas wszystkich – nauczyć się opowiadać dobre historie, aby umieć nie tylko o nich pisać w prasie, ale dzielić się w codziennych rozmowach. Dobro – chociaż jest go więcej – potrzebuje dobrej strategii promocji.

 

Pojawia się takich miejsc w mediach coraz więcej – blogów, stron, nie tylko ojcowskich, ale dotyczących odkrywania męskości w małżeństwie i rodzinie w ogóle.

I bardzo dobrze, że takie inicjatywy powstają, bo to oznacza, że ojcom zależy na promowaniu ojcostwa i chcą się dzielić dobrym przykładem. Myślę, że te inicjatywy – także w Polsce – mają ogromne znaczenie i są przejawem budzenia się świadomej odpowiedzialności za sposób przeżywania ojcostwo wśród samych ojców.

To potwierdza tezę Massimo Recalcatio, włoskiego psychologa, który na podstawie swoich studiów, spotkań i terapii mówi o przemijaniu społeczeństwa, które opisywał mit o Edypie, zabójcy własnego ojca. To społeczeństwo, którego symbolem jest “rewolucja ‘68”, charakteryzowało otwarte odrzucenie autorytetów i  wzorców, w tym tego najważniejszego – ojcowskiego. Recalcatio twierdzi, że dziś społeczeństwo można opisać odwołując się do innego mitu, historii Telemacha, syna, który z tęsknotą szuka ojca, ponieważ jest przekonany, że bez ojca nie da się żyć.

 

 

Jesteśmy świadkami jakiegoś progresu, jeśli chodzi o postrzeganie roli ojca?

Z pewnością widać bardzo duże zmiany. Przykładem mogą być Włochy, gdzie kiedyś funkcjonował mocno obraz ojca jako “padre padrone” – dalekiego, niedostępnego pana. To się zmieniło. W Polsce też mamy za sobą jakiś etap ojców nieobecnych w rodzinie, w domu; ojca zaangażowanego w walkę o wolność i niepodległość Polski w czasie zaborów lub wojen, czy zaangażowanych jedynie w pracę w czasie komunizmu. Dzisiaj w polskiej prasie jednym z tematów dominujących dotyczących ojcostwa jest kwestia godzenia życia zawodowego z rodzinnym. Co ciekawe, to zagadnienie nie jest aż tak widoczne w prasie włoskiej czy amerykańskiej i na pewno wiąże się to jakoś z historią naszego kraju czy sytuacją ekonomiczną. W ogóle w polskiej prasie obraz ojca zazwyczaj traktowany jest w odniesieniu do kwestii zewnętrznych – relacji ojca do pracy, do prawa, do finansów. W prasie włoskiej i amerykańskiej tematy artykułów o ojcach raczej skupiają się na aspektach wewnętrznych rodziny – wychowania, odpowiedzialności, cierpienia rodziny i honoru ojca.

 

Ojciec, który godzi obowiązki zawodowe z rodzinnymi i jeszcze nie zaniedbuje własnego rozwoju – czy to w kwestii odpowiedzialności czy radzenia sobie z trudnościami to ojciec chyba idealny. Jesteśmy w stanie taki ideał znaleźć?

Nie ma ojców idealnych, ale są ojcowie, którzy mogą być wzorami. Gdy myślę o moim tacie, mogę powiedzieć, że nie jest idealnym człowiekiem, ale był i jest dobrym ojcem. Swoim życiem i postępowaniem pokazał mi, co oznacza wierność sumieniu. Nie dlatego, że o tym wiele mówił, ale dlatego że taki po prostu był i jest – wierny swoim przekonaniom, swojej wierze, którą potwierdza w swoich codziennych wyborach i życiu.

Życie jest o wiele bogatsze niż to, co możemy o ojcostwie przeczytać w prasie. Historie z codziennego życia, zwyczajna kronika wydarzeń, mogą pokazują wiele dobrych przykładów ojcostwa. Fakt, nieraz są to historie dramatyczne, pełne ludzkich łez, cierpienia czy ludzkiego zmagania, ale nawet często ostatecznie są bardzo pozytywne.

 

Mogłoby się wydawać, że takie przeżywanie emocji to raczej domena kobiet. Dzisiaj coraz trudniej chyba o takie kategoryczne rozróżnienie roli matki i ojca, zdarza się niejednokrotnie, że matka przejmuje całkowicie inicjatywę, wchodząc w rolę ojca.

We włoskiej prasie można zauważyć odwrotne zjawisko. Dominuje tam model “ojca-maskotki”, przytulanki, który jest tak dobry, ciepły i kochany, że aż staje się drugą matką. Nie powinno tak być. Role ojca i matki są równie ważne, ale różne. Może niektóre problemy w naszych rodzinach wynikają właśnie z tego, że mężczyźni nie do końca rozumieją swoją rolę w rodzinie, nie do końca odkryli swoją siłę, siłę męskości – związaną z decyzyjnością, odpowiedzialnością.

 

 

Czego w takim razie brakuje w medialnym przekazie o ojcostwie?

To, co najbardziej rzuca się w oczy, to brak przykładu ojca odpowiedzialnego za wychowanie swoich dzieci, także za wprowadzenie ich w świat wiary. W prasie włoskiej i amerykańskiej przykład ojca wychowawcy jest bardzo mocno akcentowany, ale nawet tam nie odnosi się do wychowania religijnego. Myślę, że wynika z to z silnie zakorzenionego przekonania, że za przekazanie wiary jest odpowiedzialny Kościół rozumiany jako duchowni, zakonnice, katechetki i katecheci. Tymczasem to rodzice są pierwszymi wychowawcami wiary dla swoich dzieci, a katecheza szkolna i parafialna nie ma ich w tym wyręczyć, ale pomóc.

Ten problem bardzo jasno widzi papież Franciszek, który mówi o zarzuceniu przekazywania wiary w kontekście rodzinnym. Lekarstwo nie polega na przerzucaniu odpowiedzialności z rodziców na parafię lub z parafii na rodziców, ale na ścisłej współpracy rodziny i wspólnoty parafialnej.

 

Niemniej jednak pierwszy przykład idzie od rodziców.

Tak, rodzice są pierwsi i to wynika z natury. Ich przykład jest ogromnie ważny, choć oczywiście nie ma tu mowy o determinizmie. Nie ma pewności, że jeśli rodzic był blisko Kościoła, to i dziecko też będzie. Dochodzi do tego świadomy wybór i wpływ otoczenia, tego wszystkiego, co się dzieje poza domem.

 

A jeśli chodzi o bycie ojcem i postrzeganie roli ojca – ogromny wpływ mają także media. W jaki sposób zatem przekazywać obraz ojca?

Przede wszystkim uczciwie i rzetelnie. Myślę w tym miejscu o właściwej proporcji w ukazywaniu dobrych i złych przykładów. Oczywiście rola mediów polega również na ukazywanie problemów i konfrontację z nimi, ale to wcale nie musi oznaczać wyolbrzymiania zła. Ważne też, aby w interpretacji poszczególnych zdarzeń, dziennikarze przekazywali komunikat, który służy umacnianiu rodziny, a nie usprawiedliwiali jej dysfunkcję ukazując je jako normę. Pokazujmy historie rodzinne według właściwej miary dobra i zła i świadomie opowiadamy się za dobrem.

 

Tekst pierwotnie został opublikowany 25 października 2017 roku. 

Ks. Piotr Studnicki

Ks. Piotr Studnicki

Urodził się i wychował w Makowie Podhalańskim. W 2006 r. przyjął święcenia kapłańśkie. Po 2 latach pracy na parafii studiował na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, gdzie obronił pracę doktorską pod tytułem “Obraz ojca rodziny w prasie. Analiza ‘powiedzianego’ i ‘nie powiedzianego’ w The New York Times, Corriere della Sera, Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej”. Studiował także w Szkole Dziennikarstwa na Uniwersytecie Missouri w Columbia w USA (styczeń-maj 2012). Od 2016 pełnił funkcję rzecznika Kurii Archidiecezji Krakowskiej. Jest aktywnym użytkownikiem Twittera, współtwórcą profilu @duchowni oraz współorganizatorem akcji ewangelizacyjnych w mediach społecznościowych.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i “Przyjaciół” oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Ks. Piotr Studnicki
Ks. Piotr
Studnicki
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap