Nasze projekty
fot. Cathopic

Świecić pięknem jak Maryja

„Wow! Jeżeli Matka Boża jest taka piękna, to jaki piękny musi być Bóg, który Ją tak ukształtował!”

Reklama

O pięknie Maryi z ks. Krzysztofem Porosło – dogmatykiem, duszpasterzem i wykładowcą akademickim rozmawia Dominik Sak.

Dominik Sak: Trwa październik, kolejny miesiąc po maju, w którym szczególnie czcimy Maryję. Dlaczego oprócz tego, że odmawiamy codziennie różaniec, nazywamy ten miesiąc Maryjnym?

Ks. Krzysztof Porosło: Żeby zrozumieć genezę nazywania października miesiącem Maryjnym, musimy wrócić się do wygranej przez flotę chrześcijańską bitwy morskiej pod Lepanto z muzułmańskimi wojskami tureckimi. Miało to miejsce właśnie w październiku 1571 r. Pragnieniem sułtana tureckiego Selima II było podbicie całej Europy, którego znakiem miało być wjechanie na koniach do bazyliki św. Piotra na Watykanie.

Reklama
Reklama

Wierząc, że to modlitwa różańcowa – odmawiana przez całe wojsko na trzy dni przed decydującą bitwą – przyczyniła się do zatrzymania oddziałów muzułmańskich, papież Pius V postanowił uczcić zwycięstwo, nie tylko to w bitwie o granice, ale też duchowe zwycięstwo, i październik został upamiętniony właśnie w taki sposób. Pewnie tę Maryjny wymiar października wzmocnił również fakt, że 13 października 1917 r. Matka Boża ukazała się dzieciom fatimskim z różańcem w dłoni. Codzienne odmawianie różańca w październiku zawdzięczamy natomiast papieżowi Leonowi XII, który w 1885 r. wezwał wiernych do takiej praktyki.

Tradycja przypisywania Maryi pewnych zasług jest dosyć długa. Kiedy w historii Kościoła widzimy wzrost pobożności Maryjnej?

Według mnie, ciekawe jest, że w pierwszych wiekach, w epoce ojców Kościoła nie ma pełnej jednoznaczności co do kwestii wstawiennictwa Maryi i tego, co byśmy mogli nazwać kultem Maryjnym. Już w pierwszych wiekach spotykamy się z dwiema skrajnościami: od zupełnego niezainteresowania tematem Maryi przechodzimy do przesadnej czci wobec Maryi, którą niektóre herezje traktowały jako boginię. Takim złotym środkiem wydaje się być mariologia św. Augustyna, u którego nie znajdziemy co prawda takich terminów jak „kult Maryjny” czy „pobożność Maryjna”, ani nawet nie znajdziemy w Jego pismach modlitw skierowanych do Maryi i szukania Jej wstawiennictwa.

Reklama
Reklama

Nie przeszkadza mu to jednak w mówieniu kazań o Maryi z zachwytem, podziwem i czcią. Często wzywa do naśladowania Jej życia. Równocześnie ten zachwyt Maryją jest bardzo mocno ukierunkowany na zachwyt nad tajemnicą Boga. W jednym z kazań pyta Maryi, czym sobie zasłużyła, że została Bożą Matką. Ona – w wyobrażeniu Augustyna – sugeruje pytać o to Anioła, który do Niej przyszedł. On znowu na wszystkie pytania odpowiada słowami, którymi pozdrowił Dziewicę z Nazaretu w scenie zwiastowania: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski”. Według Biskupa z Hippony łaska jest zawsze odpowiedzią na pytania o tajemnicę Maryi.

Z drugiej strony, to że u Augustyna nie widzimy tego aspektu wstawiennictwa, nie oznacza że w pierwszych wiekach w ogóle go nie było w Kościele. Już najstarsza modlitwa maryjna jaką odmawiamy – „Pod Twoją obronę…”, jest przecież mniej więcej z tego samego czasu. Datuje się ją na III wiek. Ona zdecydowanie jest modlitwą, która jest wstawiennictwem i szukaniem orędownictwa Maryi. Wydaje się więc, że motyw szukania pociechy, obrony, wstawiennictwa u Maryi zaczyna się już w starożytności, choć nie było to jeszcze wtedy takie jednoznaczne, ponieważ wiele zależało od ośrodka teologicznego, na który patrzymy. Trochę generalizując, można podsumować, że w pierwszych wiekach kult Maryjny rozwija się od podziwu dla Matki Chrystusa, przez ufną modlitwę do Niej, po cześć dla Niej wyrażoną w świątyniach, mozaikach, poezji i świętach Jej dedykowanych.

Dla mnie osobiście najbliższa jest mariologia Augustyna i później św. Tomasz z Akwinu, dla którego pośrednictwo i wstawiennictwo Maryi będzie ważnym wątkiem, którym uzupełni te braki w teologii biskupa z Hippony.   

Reklama

Kiedy mówi ksiądz o uciekaniu się do Maryi, trochę to wygląda tak, jakbyśmy się kogoś bali i musieli szukać u Niej ucieczki. Czy to jest wynik podkreślanego przez wieki obrazu Boga jak w tej pieśni: Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze? Czy możemy powiedzieć, że wzrost pobożności Maryjnej jest efektem takiego myślenia przez wiele wieków?

Oczywiście, można widzieć w Maryi, w takiej błędnej koncepcji teologicznej, obrońcę przed rozgniewanym Bogiem. Ale można widzieć w Maryi obrońcę nie przed Bogiem, ale przed problemami, trudnościami, a przede wszystkim przed grzechem. Jako tę, do której się uciekamy ze względu na naszą słabość. Zdecydowanie bardziej trzeba byłoby widzieć w Maryi osobę, za której płaszczem faktycznie można się schować, ale nie przed rozgniewanym Bogiem, tylko przed złem, przed grzechem, przed problemami, które pojawiają się w naszym życiu.

Modlimy się do Maryi. Liczymy, że Ona nas zrozumie. Ale czy Ona może nas zrozumieć w pełni? – Maryja była Niepokalanie Poczęta, do końca życia była dziewicą, pomimo tego, że miała Syna. Ostatnio jedna z moich koleżanek podzieliła się ze mną, że ma problemy w relacji z Maryją. Ten obraz kobiety-dziewicy utrudnia jej wejście z Nią w bliższą relację, ponieważ boi się braku zrozumienia na linii, chociażby, relacji damsko-męskich. W takim razie, czy  Maryja może nas zrozumieć, kiedy się do niej zwracamy z naszymi zwykłymi, codziennymi sprawami?

O tym mówi właśnie teologia Tomasza z Akwinu, którą bardzo lubię. Tomaszową teologię Maryjną można przedstawić w kluczu teologii piękna, co ostatnio zrobił w swojej najnowszej książce o. Tomasz Gałuszka OP. Akwinata mówi, że żeby coś było piękne, to muszą zaistnieć trzy elementy – dotyczy to każdego piękna.

Pierwszy element to pełnia, doskonałość, komplementarność (łac. integritas) – to znaczy, muszą istnieć wszystkie elementy, potrzebne do komplementarności danej rzeczy, które wynikają z natury danej rzeczy, z jej definicji. Można to zobrazować za pomocą metafory domu – żeby był dom, muszą być fundamenty, ściany, okna, drzwi, dach.

Następnie potrzeba harmonii między tymi elementami, właściwej proporcji. Dlatego proportio to drugi element definicji piękna. Czyli wszystkie elementy muszą być we właściwy sposób poukładane. Nie wystarczy, że one po prostu będą. Jeżeli zamienilibyśmy miejscami okna z drzwiami, to ten dom nie będzie piękny, bo nie będzie harmonii między jego elementami. Tak samo nie wystarczy mieć wszystkie instrumenty orkiestry potrzebne do zagrania utworu symfonicznego, żeby utwór był piękny. To ma znaczenie, kiedy i jak długo gra każdy z instrumentów.

No i trzeci element, to coś, co Tomasz z Akwinu nazywa claritas, czyli jasność, blask, chwała, błysk – to jest to coś, co sprawia, że dana rzecz przykuwa twoje oko, że zauważasz to piękno, które świeci. To jest ta jasność, która sprawia, że mówisz: „Wow!”, zauważasz, że coś jest wyjątkowe i piękne.

Tomasz właśnie w odniesieniu do Maryi mówi, że jest najpiękniejszą ze wszystkich stworzeń, ze względu na to, że Ona ma wszystkie te elementy: pełnię, harmonię i jasność. I mówiąc o tym pierwszym elemencie, czyli komplementarności, podkreśla, że w Maryi było wszystko, co jest zamierzone, czyli co jest potrzebne do bycia w pełni człowiekiem, takim jakiego chciał Pan Bóg. Pan Bóg stwarzając człowieka pragnął go mieć dobrym, bez żadnego grzechu. Chciał człowieka, który żyje w łasce, który nie zna zła. Maryja ma wszystkie te elementy zgodnie z definicją. Ale Tomasz podkreśla też, że Maryja została dziewicą, bo Bóg dając Jej coś nowego, czym jest macierzyństwo, nie zabrał Jej tego co miała – dziewictwa. Tu także istnieje pełnia. Św. Tomasz podkreśla też prawdę, że Maryja jest komplementarna również w kwestii swojej cielesności i relacji między duszą, a ciałem. Nawet po śmierci zostaje zabrana z duszą i ciałem do nieba.

Mówię o tym wszystkim, żeby podkreślić, że Maryja pozostająca dziewicą, jest dla nas argumentem za, a nie argumentem przeciw rozumieniu na przykład kobiet. To właśnie pokazuje, że Maryja może znać nas jeszcze bardziej, jeszcze dalej. Pozostając dziewicą nie straciła nic z tego kim była, ale równocześnie została matką i została żoną. Dlatego też mogą się w relacji z Nią odnaleźć i osoby, które żyją w dziewiczym stanie życie, i te które żyją w małżeńskim stanie życia, i te które są rodzicami – bo j z własnego życia poznała wszystkie te stany.

Czy w takim układzie, jeżeli Maryja ma w sobie to piękno, i tę harmonię, to jak może nam Ona pomóc szukać ich w swoim życiu? Jak to przełożyć?

Orędownictwo i wstawiennictwo ma zawsze dwa zakresy. Po pierwsze, przez przykład.  Tomasz powie, że piękno ma to do siebie, że ma w sobie appetitus – to znaczy, że nas pociąga, że uruchamia w nas pewne dążenie do osiągnięcia go. Kiedy patrzymy na pięknego człowieka, to może w nas się zrodzić, a właściwie powinno się zrodzić, pragnienie bycia jak on. Zatem pierwszy sposób w jaki Maryja nam pomaga, to Jej wzór. Pokazuje nam, jak człowiek może być piękny. Możemy na Nią popatrzeć i powiedzieć: „Kurczę! Chcę być taki, jak Ona!”.

Po drugie, wierzymy w Kościele katolickim, że Maryja jest też pośredniczką łaski. Dlaczego? Ponieważ Boży Syn zechciał przez Nią tę łaskę nam przekazywać. Niektórzy burzą się na taką myśl, twierdząc, że przecież tylko Jezus jest pośrednikiem łaski. Tutaj, aby przybliżyć tę kwestię, posłużę się metaforą. Jeżeli ktoś kto ma jakąś kwotę pieniędzy, chce ją przekazać na dobry cel i poprosi cię: „Słuchaj, przekaż te pieniądze na wybrane przez siebie instytucje.” – to czy osoba, która poprosiła cię o pomoc, przestała być darczyńcą, chociaż skorzystała z twojej pomocy? Nie. Ona dalej jest źródłem tego dobra.

 Maryja jest właśnie kimś takim, kto nie jest źródłem łaski. Ona przekazuje coś, co zostało Jej powierzone przez Jezusa do rozdzielania dalej. Źródłem łaski jest tylko Bóg, ale Maryja może być pośrednikiem.

Już ojcowie Kościoła używali takich obrazów, mówiąc o Maryi jako o księżycu, ze względu na to, że Maryja świeci jak księżyc w nocy, nie własnym światłem, ale światłem odbitym od słońca, którym jest Chrystus. Owa claritas, blask Panny Najświętszej, to nie jest Jej własne światło. Ona przekazuje nam to światło, które sama najpierw przyjęła.

Czyli, co my możemy zrobić, tak konkretnie, żeby świecić pięknem jak Maryja?

Pierwsza odpowiedź, jaka mi się od razu nasuwa, to żyć w stanie łaski uświęcającej. Maryja zostaje nazwana przez anioła, który przychodzi w scenie Zwiastowania pełną łaski – choć tak naprawdę użyte tam w języku greckim słowo kecharitomene, jest w stronie biernej. Zatem nie powinniśmy tłumaczyć pełna łaski, tylko wypełniona łaską. Równocześnie użyty jest tam czas perfectum, opisujący działanie w przeszłości, którego skutek trwa nadal. Dlaczego Ona została Matką Bożego Syna? Dlaczego Boże Słowo mogło się w Niej począć? Dlatego, że żyła w łasce, że ją przyjęła i w Niej trwała. Życie w stanie łaski jest miejscem, w którym Boże Słowo może się stawać ciałem, gdzie możemy mieć taką zażyłość z Bogiem, że Jego wola się w nas wypełnia. Dlatego też pierwszą rzeczą, jaką pokazuje nam Maryja swoją osobą, jest to, jak piękny jest człowiek, który żyje w łasce.

Po drugie, Maryja jest całkowicie posłuszna Bogu – i to jest drugi wymiar tego piękna, czyli posłuszeństwo Bożej woli. Maryja całym swoim życiem szukała Bożej woli i mówiła: „Niech mi się stanie według słowa twego!”. Maryja jest przedstawiona w Ewangelii Łukasza, jako zasłuchana w słowo, jako ta, która to słowo rozważa, która je medytuje, która przylgnęła sercem do niego, jako ta, która zna to słowo na pamięć, bo modli się nim spontanicznie w hymnie Magnificat

Ona cała jest wypełniona tym słowem.  Bardzo mocno podkreślali to ojcowie Kościoła. Tutaj akurat jest bardzo ciekawa teologia św. Augustyna, który mówi, że Ona bardziej stała się Matką Boga, poprzez swoją wiarę w słowo, które Bóg do Niej wypowiedział, niż poprzez swoje ciało, w którym się począł Jezus. W tym sensie również my możemy być do Maryi podobni. Możemy stać się właśnie „Matką Bożego słowa”, dając przestrzeń w swoim życiu, przez wiarę, temu słowu, żeby ono działało, przemieniało nas, stawało się ciałem.

Pamiętam takie bardzo ciekawe doświadczenie w swoim życiu. Na początku mojego kapłaństwa, w jednej grupie formacyjnej, którą prowadziłem, zaprosiłem na spotkanie na temat Matki Bożej ks. Marka Gilskiego – mariologa. Na koniec spotkania jedna z dziewczyn spontanicznie powiedziała: „Wow! Jeżeli Matka Boża jest taka piękna, to jaki piękny musi być Bóg, który Ją tak ukształtował!”. I to jest trzecia rzecz: piękno Maryi zawsze odnosi nas do piękna Boga. Ona nigdy nie koncentruje na swoim pięknie, tylko chce pokazać jaki niesamowity jest Bóg.

Kiedy papież Pius IX ogłasza dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Marii Panny, to jego bulla  zaczyna się od słów:Ineffabilis Deus, co zostało przetłumaczone na język polski w oficjalnych tłumaczeniach jako Niewypowiedziany Bóg. Niewypowiedzialność sugeruje brak możliwości poznania intelektualnego. Jest niewypowiedziany, to znaczy, że mamy ograniczenia intelektualne, aby móc zgłębić to misterium. I to oczywiście jest prawdą, ale w słowniku Tomasza z Akwinu słowo ineffabilis ma charakter znacznie bardziej estetyczny. Trzeba by było powiedzieć: niewysłowiony, budzący zachwyt. Ja nie mogę wypowiedzieć tego piękna, bo trwam w zdumieniu, w zachwycie.

To trochę tak, jak wtedy, kiedy patrzymy w słońce i przestajemy widzieć – nie dlatego, że tam nie ma światła, tylko dlatego, że jest go za dużo. Wpatrywanie się w piękno Maryi w październiku ma prowadzić do tego, żeby się tak zachwycić i napełnić tym światłem, które Ona odbija jak księżyc, żeby dojść do wniosku, że Bóg jest niewysłowiony, że jest absolutnie kimś najpiękniejszym w świecie.

Mamy teraz dość niełatwy czas. Atmosfera jest „interpandemiczna”. Kilka lockdownów za nami, może kilka przed nami. Sporo osób już straciło swoje zdrowie, majątki, wiele osób straciło życie – generalnie przyszłość jest bardziej niepewna niż kiedykolwiek wcześniej. Co dzisiaj, Księdza zdaniem, mówi do nas Maryja?

Myślę, że bez względu na moment historyczny, Ona najpierw mówi o Bogu. Mówi o tym, jak dobry i piękny jest Bóg. Mówi, że tak naprawdę szczęście w życiu zależy całkowicie od tego, na ile jestem w Jego rękach. 

Tradycja zna ikonę nazywaną hodegetria, czyli przewodniczka, wskazująca drogę – tak jest przedstawiona chociażby Maryja Jasnogórska. Układ na ikonie jasnogórskiej jest taki, że Maryja trzymając na lewej ręce Jezusa, prawą ręką wskazuje na Niego i niejako mówi: „do Niego was prowadzę”.

Piękne i ważne jest natomiast to, że Ona nie jest znakiem drogowym, tylko przewodniczką. Ona idzie z nami tą drogą. Jezus jest dla Niej drogą do szczęścia i świętujemy to w dogmacie o Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny. Świętujemy to, że ta droga jaką jest Jezus, prowadzi do najgłębszego ludzkiego spełnienia i szczęścia. Więc Ona zna tę drogę, Ona nią przeszła i dlatego może nas nią prowadzić.

Może właśnie w kontekście najtrudniejszych momentów życiowych – tam, gdzie gubimy sens, gdzie droga, na której jesteśmy w życiu, wydaje się prowadzić donikąd, albo gdzie zeszliśmy z właściwej drogi, bądź w momentach, w których nie widzimy już światła, stajemy przed jakimś ciemnym tunelem i nie wiemy co jest dalej – właśnie wtedy potrzebujemy przewodnika, który zna tę drogę i może dalej nas poprowadzić. Zaprosić Maryję w takim momencie, to zaprosić to światło, którym Ona świeci. Ona staje się wtedy lampą, latarką, która potrafi nas przeprowadzić przez trudne doświadczenie, prowadząc wprost do celu, który zawsze jest ten sam – Bóg.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę