Nasze projekty
Cathopic

Powołani, by służyć

Kształtuje męską osobowość, ale także pomaga świadomie przeżywać i formować swoją wiarę. Wielu mówi, że to styl życia, którego nie da się zawęzić wyłącznie do posługi w murach kościoła. W czym tkwi “fenomen” posługi ministranta?

Reklama

Trzy etapy, jeden cel

Formacja chłopców, którzy chcą służyć przy ołtarzu, podzielona jest na kategorie wiekowe i określona poszczególnymi stopniami: ministrant, lektor oraz ceremoniarz. Na każdym etapie młodym przysługują konkretne zadania – ministranci uczeni są postaw i podstawowych posług przy ołtarzu, na kolejnym etapie zaczyna się im tłumaczyć nie tylko co, ale dlaczego mają robić, jaka jest geneza samej liturgii, znaków i obrzędów liturgicznych. Lektor przygotowywany jest do posługi głoszenia Słowa Bożego, a ceremoniarz odpowiada za pomoc w przygotowaniu dużych celebracji liturgicznych. 

Jak zaznacza ks. Ryszard Kilanowicz, Duszpasterz Służby Liturgicznej Archidiecezji Krakowskiej, każdy etap tej formacji łączy jeden cel. Jeśli młodzi chłopcy zaczynają żyć tą posługą, zaczyna ich to też kształtować – czują, że jest to ich przestrzeń i działania i posługiwania, ale przede wszystkim uczestnictwa w liturgii i modlitwy. Taki jest cel na każdym etapie, by pokazywać człowiekowi, który służy przy ołtarzu, że jest to dla niego przestrzeń modlitwy indywidualnej, wzrostu w wierze – mówi ks. Kilanowicz. 

Podkreśla, że to, co na początku motywuje chłopców do włączenia się w posługę ministranta, to pewnego rodzaju fascynacja. Konkretny strój, miejsce, koledzy – ich to w pewien sposób zachęca. Powiem szczerze, że mnie się to bardzo podoba, że przychodzą młode małżeństwa i chcą, żeby ich dzieci były jak najbliżej ołtarza, wprowadzają ich w tę posługę. Z jednej strony jest to motywacja w tym dziecku, z drugiej – przyzwolenie rodziców, akceptacja, czasem impuls od rodzica, a później on bardzo szybko wchodzi w tą wspólnotę – wyjaśnia.

Reklama
Reklama

W kolejnym etapie dziecięca fascynacja posługą przeradza się w konkretną świadomość wiary. Nie oszukujmy się, z tych małym ministrantów niektórzy odpadną – kwestia środowiska, kolegów, innych zajęć pozalekcyjnych. Ale na pewnym etapie przychodzi świadomość: tak – ja się za tym opowiadam, ja to wybieram, ja sam zaczynam pewne rzeczy rozeznawać, zaczynam wierzyć w Pana Boga, rozwijać się, dorastać – wyjaśnia ks. Kilanowicz i zaznacza, że to bardzo ważny sprawdzian wcześniejszej formacji, którą prowadzili duszpasterze czy świeccy. To jest zawsze zadanie, aby wraz z formacją kształtować wartości, by nie skupiać się tylko na zewnętrznej otoczce i “obrzędowości”, ale by za obrzędami szła treść, która jest w nich zawarta – podkreśla. 

“Ona by tak chciała służyć ze mną”

W czym tkwi “fenomen” liturgicznej służby ołtarza? Popularność tej posługi w Kościele uwydatnił opublikowany na YouTube cover piosenki Ronnie Ferrari “Ona by tak chciała służyć ze mną” stworzony przez ministrantów z parafii pw. św. Szczepana w Katowicach-Bogucicach i parafii pw. św. Antoniego z Padwy w Dąbrówce Małej. Jak wyjaśniają autorzy, film powstał dla dobrej zabawy i chęci ewangelizacji, nie dla popularności. Piosenka po opublikowaniu w sieci szybko zyskała popularność, a w komentarzach swoim doświadczeniem służby przy ołtarzu zaczęły dzielić się całe pokolenia ministrantów. Obecnie film ma ponad 6 milionów wyświetleń.

Autorzy podkreślają, że w opublikowanym materiale, są po prostu sobą – bo ministrantem nie jest się do momentu zdjęcia alby i cingulum po Mszy świętej, ale ministrantem jest się cały czas. Bycie ministrantem wymaga odwagi. To przecież bardzo publiczne przyznawanie się do swojej wiary w różnych środowiskach i wobec znajomych w szkole, którzy nie zawsze są przychylni. Co chyba równie niezwykłe, bardzo ważne jest poświęcenie. Poświęcenie samego siebie, swojego czasu dla Boga, Kościoła drugiego człowieka. Kolejnym aspektem jest wspólnota; trzeba podzielić się obowiązkami, trzeba pomóc drugiemu, nauczyć kogoś, przygotować coś dla innych. To wszystko pozwala nieustannie sobie przypominać, że oprócz „ja” jest jeszcze (a może przede wszystkim) Bóg i drugi człowiek – wyjaśniają.

Reklama
Reklama

Lata służby wspominają z sympatią i uśmiechem. Zwracają uwagę, że poza całą szkołą odpowiedzialności, sumienności i nieraz trudnych doświadczeń (np. wstawania na poranną Mszę świętą, by odbyć dyżur) był to dla nich naprawdę wspaniały czas, który zaowocował przyjaźniami i naprawdę dobrymi wspomnieniami. Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby nie ludzie wokół, którzy zachęcili ich do takiej posługi. My chyba trafiliśmy dobrze; spotkaliśmy na swojej drodze księży i animatorów, którzy pokazali nam wartość wiary i bycia w Kościele. Jest wiele ciekawych wspólnot dla młodych ludzi, w których mogą odnaleźć swoje miejsce w Kościele i w świecie. Warto próbować szukać tego co nam odpowiada, czasem nawet gdzieś poza rodzinną parafią. Jesteśmy świadomi, że nie wszędzie wygląda to tak kolorowo i nie wszyscy mieli tyle szczęścia. My nie musieliśmy szukać daleko, ale jeżeli ktoś tego potrzebuje, to być może warto rozejrzeć się za czymś innym? Kościół jest niesłychanie bogaty i każdy znajdzie coś dla siebie – przekonują.

Od ministranta do… kapłaństwa

Są też tacy, dla których służba przy ołtarzu to początek większej przygody, przygody życia! To właśnie te doświadczenia bliskości obcowania z Najświętszym Sakramentem, bywają przyczynkiem do podjęcia decyzji o kapłaństwie. Jak mówi ks. Robert Woszczycki: Moja przygoda z powołaniem zaczęła się wcześnie, bo w drugiej klasie szkoły podstawowej. Zaraz po Pierwszej Komunii Świętej wstąpiłem do grona ministrantów. Zawsze mi się to podobało i nawet zazdrościłem chłopakom z osiedla, że mogą tam ,,na ołtarzu” być blisko tego wszystkiego, co się dzieje na Eucharystii. Kiedy młody człowiek doświadcza bliskości Boga w Najświętszym Sakramencie, coraz częściej pojawiają się w nim pytania o powołanie i chęć pełnego zgłębiania prawd wiary. A także chęć uczestniczenia w Eucharystii nie tylko jako odbiorca.

Być ministrantem to także być blisko z osobami konsekrowanymi i przełamywać bariery ksiądz – wierny. Kiedy młodzi poznają kapłanów z zupełnie innej perspektywy, dostrzegają w nich kogoś więcej niż – jak mówi ministrant Adrian – “maszynkę do modlitwy”. Zaczynają rozumieć, że księża mają swoje prywatne życie, popełniają błędy, a mimo to wciąż są sługami Bożymi, którzy każdego dnia realizują swoje powołanie. Te doświadczenia, rozmowy, rodzą w młodych głowach pytania o własną drogę życiową i nierzadko myśli zmierzające ku seminarium. Młodzi ludzie, którzy wzrastają przy kościele, mają na co dzień księdza. Mają z nim kontakt w przygotowaniu Mszy świętej czy do liturgii. Poznają też różnych księży, księża w parafii się zmieniają – to jest też w nich doświadczenie posługi kapłańskiej i to w nich rodzi na pewno pytanie o powołanie. Podczas rekolekcji i spotkań pytają o seminarium, o to jak wyglądają studia w seminarium, jak wygląda życie kleryka. Mają na żywo kogoś, kto może odpowiedzieć na te pytania. Człowiek, który wzrasta w kościele ma na żywo ludzi, którzy w tym Kościele posługują i w nim wzrastają – dodaje ks. Ryszard Kilanowicz. 

Reklama

Dojrzewanie do odpowiedzialności w roli męża i ojca

Pełnienie funkcji ministranta to także rozwijanie charakteru i unikatowych zdolności. Młodzi chłopcy uczą się pokory, wykonywania powierzonych czynności, a także cierpliwości. Jak podkreśla ks. Ryszard Kilanowicz, obserwuje on u ministrantów zmiany: rozkojarzeni chłopcy przy ołtarzu stają się skupieni i spokojni, co na co dzień dostrzegają także rodzice. Chętnie wysyłają oni swoje pociechy do pełnienia służby ministranckiej, by minimalnie ostudziły swój temperament i nauczyły się posłuszeństwa i koncentracji. Wśród chłopców rodzi się odpowiedzialność za wykonywane zadania, punktualność – bo muszę być na czas, spostrzegawczość – czasem zdarzają się sytuacje nieszablonowe, a oni uczą się na nie reagować; postrzegają tę służbę jako swoją rzeczywistość i w niej się odnajdują. Rodzi się w nich także wzrost odwagi – że potrafię się odnaleźć pomimo audytorium, które cały czas na mnie patrzy. Ja się nie stresuję, z biegiem czasu potrafię wejść na ambonę przełamać stres, opanować emocje, odczytać fragment, a nawet zaśpiewać publicznie – tłumaczy ks. Ryszard Kilanowicz. 

Cechy, które ministranci nabywają przez lata swojej służby, rzutują także na ich życie prywatne i ogólne zachowania. Ministrancka przygoda dla zdecydowanej większości kończy się na pewnym etapie wyborów życiowych. Pojawiają się inne obowiązki wymagające czasu, młodzi mężczyźni przyjmują nowe role – męża, ojca. Wtedy te umiejętności, które doskonalili podczas pełnienia służby ministranckiej – cierpliwość, sumienność, odpowiedzialność, stają się elementem budowania rodziny. Jak mówi Łukasz – niegdyś ministrant, a dziś mąż i ojciec trójki dzieci – dzięki wieloletniej służbie miał czas, by w pełni rozeznać swoje powołanie. Moje myśli często zmierzały ku kapłaństwie. Przyglądałem się księżom i miałem szczęście, bo na swojej drodze spotkałem tych naprawdę wartościowych. Imponowali mi swoim mocnym charakterem, co sprawiało, że chciałem iść życiowo właśnie w tę stronę. Do momentu, w którym w moim życiu pojawiła się Zuzia i odmieniła cały mój świat. Wtedy w moim sercu dojrzewała odpowiedzialność, by zostać mężem. Nad tą odpowiedzialnością pracowałem z Jezusem właśnie przy ołtarzu. Kiedy już to wszystko przepracowałem, postanowiłem wziąć tę odpowiedzialność i nieść ją z moją ukochaną przez całe życie. 

Pełnienie funkcji ministranta wymaga także dyspozycyjności i pokory w wykonywaniu wszystkich obowiązków – czasem tych, na które nie zawsze ma się ochotę, których wręcz nie chce się wykonać. Łukasz, były ministrant przekonuje, że tak też bywa w życiu rodzinnym. Nauczony doświadczeniem służby przy ołtarzu wie, że czasami trzeba zrezygnować z przyjemności, na rzecz innych obowiązków. Jestem pewny, że gdyby nie to, że byłem ministrantem, nie byłbym tak skory do rezygnacji z przyjemności w życiu rodzinnym. Ile razy zdarza się, że zamiast pójść z kolegami na piwo, muszę zostać w domu, bo żona prosi, czy dzieci chore. Co ważne, służba nauczyła mnie tego, by rezygnować z niektórych spraw nie z przymusu, ale z miłości. Wciąż czasem nad tym pracuję, czasami się denerwuję, ale kiedy chcę wyjść z kolegami w miasto, mam poczucie, aby najpierw zadbać o to, by wszystko w domu było w porządku. Ale z kolegami też się spotykam (śmiech), równowaga musi być – tak też było, kiedy byłem ministrantem.

Służ tym, co otrzymałeś

Ks. Ryszard Kilanowicz zwraca uwagę, że pojęcie służby ołtarza błędnie zawężone jest do chłopców i ich posługi ministranckiej. Tymczasem to także konkretna posługa dziewczynek, które włączają się w śpiew w scholach, chórach i zespołach religijnych. Każdy z nas jest wezwany, by służyć przy ołtarzu. W Dyrektorium Duszpasterstwa Służby Liturgicznej jest zdanie Jako dobrzy szafarze różnorakiej łaski Bożej służcie sobie nawzajem tym darem, jaki każdy otrzymał.” (1 P 4, 10). Służ takim darem, jaki otrzymałeś! Masz zdolności wokalne – służ śpiewem, zdolności retoryczne – służ pięknym czytaniem. Czytać czytania w czasie Mszy świętej może każdy, nawet świecki. To jest czas wzrostu w wierze, utożsamiania się ze swoją wiarą, dawania świadectwa. To potwierdzenie, że moja wiara nie jest tylko tradycją wyniesioną z domu, ale jest to moje życie. I to jest wyzwanie do wszystkich ludzi – puentuje.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę