Nasze projekty
fot. Episkopatnews/YouTube

Nawrócona czarownica. Świadectwo Patrycji Hurlak

Kiedyś nie przyszłoby jej przed głowę, by przywitać się "Niech Będzie pochwalony Jezus Chrystus". Dziś głosi świadectwo. Nawrócona czarownica, wiedźma, która rzucała klątwy, czytała horoskopy, nosiła talizmany, wróżyła - Patrycja Hurlak mówi o swojej drodze do Jezusa pełnej wzlotów, upadków, pokus, a przede wszystkim doświadczenia niesamowitej, Bożej Miłości.

Reklama

Od zawsze spotykały ją dziwne, nadzwyczajne rzeczy. Widziała więcej niż przeciętne dzieci. Patrycja Hurlak pokazuje, że z pozoru zabawa, może siać spustoszenie w życiu każdego z nas. Podkreśla, że już jako mała dziewczynka dotykała wszelkiego rodzaju przejawów okultyzmu. I dopiero dziś wie, z czym tak naprawdę miała do czynienia. I postanowiła o tym opowiedzieć.

Horoskopy, amulety, talizmany

Po dzieciństwie w życiu Patrycji przyszedł czas na młodość, która pełna była pokus. Zaczęło się prosto, od kolorowych gazet modnych w tamtych czasach. Pojawiały się w nich informacje o tym, jak stworzyć amulet i jak odczytywać horoskopy.

To nie miało znaczenia, czy ja w to wierzyłam, czy nie wierzyłam – to mnie wciągnęło namiętnie. Zaczęły pisać do mnie wróżki, dziać się różne rzeczy. To było już za dużo. Powiedziałam mamie o talizmanach, amuletach. A ona zasugerowała, żebym to wszystko wyrzuciła. I tu się zaczęły schody. Mama wzięła te wszystkie rzeczy, wyrzuciła i chwilę był spokój.

Reklama
Reklama

To działa…

Potem dziwnym trafem do mojego domu przyszedł podręcznik do czarnej magii napisany przez naszego znajomego. Nie mieliśmy pojęcia, czym on tak naprawdę się zajmuje. W tej książce były zaklęcia, ale także wielkie rytuały, w tym nawet wezwanie szatana do podpisania cyrografu. Dostałam ją jeszcze w szkole podstawowej. Ona spadała z półki wtedy, kiedy była potrzebna i otwierała się na odpowiednim zaklęciu. Łatwo czymś takim skusić dzieciaka. Co gorsza, widać było, że działa.

Dla dorosłego człowieka być może to są drobiazgi, potrafi wytłumaczyć sobie to wszystko zdrowym rozsądkiem, ale – jak podkreśla Patrycja – nie dla dziecka. Łatwo jest podrzucić młodej osobie zaklęcie na połamanie nóg koleżance, gdy wiesz, że dzięki temu chłopak o którym się marzy, zainteresuje się na dyskotece tobą, nie ją. To niby drobiazgi, ale dla dziecka to cały świat.

„Siły dobra i zła się o Panią tłuką”

Gdy miałam 19 lat, byłam po maturze, tak w to weszłam, że traktowałam to jako coś normalnego. Dawało mi to pewność siebie. Rozmawiałam z kartami, miałam swoje magiczne przedmioty, które odpowiadały na pytania. Pytałam o wszystko, nawet w co się powinnam ubrać danego dnia. To spowodowało, że nie żyłam swoim życiem, ale żyłam pod dyktando.

Reklama
Reklama

Wtedy Patrycja potrafiła rzucać ogromne klątwy. Okazało się, że myślała, że będzie robiła dobrze dla siebie. Tymczasem klątwa poza tym, że odbijała się źle na życiu osoby, na którą została rzucona, źle odbijała się też na życiu samej Patrycji. Pewnego dnia w jej życiu pojawiła się kobieta, z którą się związała. Ona nauczyła ją prawidłowo wróżyć z kart, różnych obrzędów.

Dziewczyna zniknęła z jej życia pewnego dnia, gdy Patrycja trafiła do księdza, któremu opowiedziała całą swoją historię, o wszystkich strachach. Ten ksiądz nie powiedział jej o spowiedzi, o sakramentach, ale powiedział: „Wie pani co, ma pani ponadnaturalne moce i siły dobra i zła się o panią tłuką”. Dał jej krzyż św. Franciszka oraz krzyż wymodlony przez siostry. Ta dziewczyna po tym spotkaniu, zniknęła z życia Patrycji.

„Obraziłam się na Pana Boga”

Wtedy postanowiłam, że pójdę do Kościoła. Coś jest nie tak, skoro ten ksiądz tak powiedział. Jest taki Kościół na placu Trzech Krzyży i chodziłam dookoła placu i szukałam wejścia do budynku. Nie znalazłam go. To było absurdalne. Wobec tej sytuacji, po prostu obraziłam się na Pana Boga, wróciłam do domu. I przez kolejne lata nie szukałam w Kościele pomocy.

Reklama

Kiedy Patrycja obraziła się na Pana Boga, wróciła do dawnych praktyk. Znów zaczęły się zaklęcia, talizmany, horoskopy, klątwy. Już nie musiała znać treści klątw, wystarczyła, że powiedziała niech się coś stanie i to się działo. Szukała szczęścia w spełnianiu marzeń, ale to nie dawało jej szczęścia.

Szczęście w miłości

Wystarczyła chwila, by Patrycja zrozumiała, że prawdziwe szczęście trzeba szukać w miłości. Zatem postanowiła, że siłą swojej podświadomości sprowadzi dla siebie mężczyznę, który będzie spełnieniem jej marzeń. Powiedziała dokładnie ile ma mieć lat, jak ma wyglądać, jaki ma być, ile ma zarabiać, i że musi mieć dobrą mamę (układy z teściową). Dokładnie takiego faceta spotkała na drugi dzień. Szczęście trwało całe dwa miesiące, a potem okazało się, że tak naprawdę to było jedno, wielkie, kolejne kłamstwo.

Zaczął się koszmar. Okazało się, że to, że kocha mnie jego mama było między nimi dogadane, bo chcieli mnie osaczyć. On był alkoholikiem, narkomanem, a w dodatku skazańcem i tyranem, awanturnikiem i damskim bokserem. Ja już nie wiedziałam, czego mam chcieć. Co mam wymyślić, żeby wykaraskać się z problemów. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam się modlić. Moja modlitwa brzmiała tak: „Powiedz mi do cholery co się dzieje”. Pan Bóg czekał, aż go poproszę.

Nikt mi nie powiedział, że robię źle

Kiedy poprosiłam, puścił mi czterech proroków w ciągu jednego dnia. Poznałam parę, która uświadomiła mi, że ta moc, którą mam nie pochodzi ode mnie. Że oni też byli w podobnej sytuacji, też wróżyli z kart, też rzucali uroki, też rozmawiali ze zmarłymi. Ale to nie ja byłam superbohaterką, ale mam to od złego ducha. To oni jako pierwsi mi o tym powiedzieli. Ewangelia zobowiązuje, by upomnieć nie patrząc na konsekwencje. Naszym obowiązkiem jest upomnieć tego, kto robi źle. Nikt mi nie powiedział, że robię źle. usiał przyjść do mnie Pan Jezus i walnąć mnie mocno w łeb. Tak, jak przyszedł do św. Pawła, abym zrozumiała.

Patrycja zwróciła uwagę, że chrześcijanie powinni upominać się wzajemnie, gdy widzą, że druga osoba robi źle, niezależnie od konsekwencji.

Demolka

Para, którą Patrycja spotkała podpowiedziała jej, że jest pewna modlitwa, której diabeł szczególnie nie lubi. Mowa o Koronce do Bożego Miłosierdzia. Nie umiała się posługiwać różańcem, ale jej słowa wołały Boga o pomoc. I Pan Bóg jej wysłuchał.

Pan Bóg postawił mi na drodze księdza, który zaczął tłumaczyć mi, co jest dobre, a co złe. Co jest ludzie, a co ponad ludzkie. Skoro wpadłam w magię i ten świat jako pięciolatka, nie potrafiłam tego rozróżnić. Ten ksiądz powiedział mi, że jeśli wpuszczę Boga do swojego życia, to może być demolka. I tak właśnie było. Dobrze, że Pan Bóg pokazywał mi to po kawałku, a nie naraz. Inaczej bym tego nie udźwignęła.

Pierwsza Komunia Święta

Patrycja straciła pracę, straciła znajomych, ale zyskała bardzo dużo, choć nie było łatwo. Gdy trafiła na tzw. Modlitwę o uwolnienie do pewnego księdza i on zasugerował jej, że tyle się wydarzyło, że może być potrzebny egzorcyzm. I tak się stało, Patrycja trafiła do egzorcysty i jak się potem okazało, po raz kolejny została oszukana.

Trafiłam w ręce pseudoegzorcysty, świeckiego. Nikt mi nie powiedział, że egzorcystą nie może zostać osoba świecka. A skoro on powiedział mi, że wypędza złe duchy w imię Jezusa Chrystusa, to uwierzyłam w to. Zaczął mi wyciągać rzeczy z mojej przeszłości, włącznie z klątwą, którą rzuciłam, powiedział o moich wspomnieniach. Dałam się wpuścić w kolejne kłamstwo, bo był bardzo wiarygodny. Ale jednego mu nie powiedziałam, nie powiedziałam mu, że modlę się Koronką do Bożego Miłosierdzia. I to mnie uratowało.

„Czekam na Panią”

Patrycja znalazła swój różaniec z Pierwszej Komunii Świętej i szczerze się modliła. Przypomniały jej się chwile z dzieciństwa, gdy była prawdziwie szczęśliwa, gdy była w przyjaźni z Jezusem. I wtedy pojawiło się w niej pragnienie, by przyjąć Pana Jezusa w Komunii Świętej. Nie wiedziała, jak się wyspowiadać, nie wiedziała, co robić. Ale wtedy Pan Bóg wiedział, co zrobić, by się dowiedziała. Usłyszała głos, aby jechać do Krakowa. Mimo niechęci, pojechała. Tam przechodząc po Rynku Głównym, zobaczyła, że wybiła godzina 15:00. Coś ją tchnęło, by wejść do Kościoła Mariackiego i odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Znalazłam małe, spokojne miejsce dla spowiadających się. Zobaczyłam konfesjonał, ale pomyślałam nie, nie idę, nie umiem. A potem, jakby mnie coś tam siłą zaciągnęło i nagle znalazłam się u spowiedzi. Mówię do księdza: „Ja nie wiem, po co ja tu przyszłam”. Na to ksiądz odpowiedział: „Ale ja wiem, czekam na Panią”. On mnie poprowadził przez pierwszą spowiedź po latach.

Kto chociaż raz w życiu był zakochany?

Przypomnijcie sobie ten pierwszy moment zakochania. Gdy chcecie ogłosić swoją miłość całemu światu. Takie uczucia towarzyszyły mi następnego dnia po spowiedzi. Pojechałam do Katedry Wawelskiej na Eucharystię. Wtedy po tylu latach po raz pierwszy przyjęłam Pana Jezusa. I się zakochałam, po uszy. Zobaczyłam, że On jest przy każdym z nas i najnormalniej w świecie można się w nim zakochać. To było coś tak cudownego, że miałam ochotę wykrzyczeć to całemu światu.

Później Patrycja zrozumiała, że Pan Jezus zaczął działać w jej życiu prawdziwe cuda. Zaufała Mu całkowicie. Chciała robić wszystko to, czego On chce. Zaczął ją prawdziwie prowadzić.

„Pan Bóg mnie tam przyprowadził”

Patrycja doświadczyła wielu znaków, które wskazały jej, że przychodzi prawdziwa zmiana. Zaczęło się od tego, że poznała modlitwę do Ducha Świętego, którą modlił się Jan Paweł II. Potem zrozumiała, że wszystko to, co robi para, która pokazała jej Koronkę do Bożego Miłosierdzia nie do końca jest dobre. Poszła i upomniała ich. Pan Bóg tak ją pokierował, że jej „pseudoegzorcysta” przestał pojawiać się w jej życiu. A na końcu zrozumiała, że wszystko właściwie jest nie tak z tym człowiekiem.

Pewnego dnia zwariował mi GPS i zamiast do Warszawy, pojechałam do Włocławka. Stanęłam w korku pod klasztorem i wiedziałam, że Pan Bóg mnie tam przyprowadził. A skoro tak się stało, wysiadłam z samochodu i weszłam do Kościoła, podeszłam do konfesjonału i powiedziałam ojcu, co tam się wydarzyło. Okazało się, że ksiądz w konfesjonale był egzorcystą diecezji włocławskiej, wczoraj wrócił z Ziemi Świętej i wtedy miał pierwszy dyżur po powrocie.

Pokój serca

Wtedy przeżyłam swój pierwszy egzorcyzm. Przez 32 lata życia żyłam i nie wiedziałam, że istnieje pokój serca. Nie znałam tego uczucia, nie wiedziałam, że istnieje. Doświadczyłam go dopiero po egzorcyzmie. Nie ma takich ciuchów, takiego faceta, takiej kariery, nie ma nic, co byłoby w stanie przebić pokój serca. Nie oddam go za nic w świecie.

Pan Bóg prowadzi Patrycję cały czas. Nie wiedziała wcześniej, że istnieje na świecie taka wielka, bezinteresowna Miłość. Teraz już rozumie i żyje nią każdego dnia. I pomimo, że nie zawsze jest łatwo, trwa i nie boi się bo wie, że Pan Jezus jest przy niej cały czas. Pan Jezus mnie nigdy nie wypuści, ale nie wiem, czy ja sama jego ręki nie puszczę. Dlatego bardzo proszę was o modlitwę – powiedziała.

kw/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę