video-jav.net

Satanistyczny Koziołek Matołek

Postępowi katolicy uważają, często nie bez racji, że egzorcyści propagują zdeformowaną wizję świata duchowego, że wszędzie widzą Szatana i działanie demonów. W dużej mierze jest to prawda, bo człowiek łatwo ulega skrzywieniu zawodowemu

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tak się składa, że artykuły z zakresu demonologii biblijnej publikuję również w piśmie „Egzorcysta”, które jest mocno krytykowane na przykład przez środowisko „Tygodnika Powszechnego”. I przyznam, że ja te zarzuty nawet rozumiem. Nie z wszystkimi artykułami umieszczanymi w „Egzorcyście” jestem skłonny się zgodzić, z niektórymi wręcz polemizowałbym, bo mam diametralnie różne zdanie, ale ostatecznie odpowiadam tylko za własne artykuły, a nie za to, co ktoś pisze w tej samej gazecie.

Diabeł w posążku Buddy?

Mój znajomy, z którym odnowiłem po wielu latach kontakt przez Facebooka, miał wątpliwości, czy możemy się nadal kolegować, skoro publikuję w takim piśmie i wśród swoich facebookowych znajomych mam miedzy innymi… Tomasza Terlikowskiego oraz egzorcystów.

Postępowi katolicy uważają, często nie bez racji, że egzorcyści propagują zdeformowaną wizję świata duchowego, że wszędzie widzą Szatana i działanie demonów. W dużej mierze jest to prawda, bo człowiek łatwo ulega skrzywieniu zawodowemu.

Zygmunt Freud patologiczne przypadki, z którymi się stykał, interpretował jako przykłady czegoś, co jest powszechne i typowe. Kapłan, staczający na co dzień boje z Szatanem, może zacząć  interpretować rzeczywistość wyłącznie przez pryzmat zagrożeń duchowych. Ale problem pojawia się oczywiście również, jeśli ktoś zagrożeń duchowych w ogóle nie dostrzega i je diametralnie bagatelizuje. Trudno tu znaleźć jakiś złoty środek. Wydaje mi się, że nie lekceważę zagrożeń duchowych, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nadmierna przesada w tropieniu tychże zagrożeń jest „wylewaniem dziecka z kąpielą”.

Satanistyczny Koziołek Matołek

Obsesja szukania wszędzie podstępów ze strony demonów może faktycznie przybrać formy dziwaczne i niepokojące. Pewien mój znajomy, obecnie już ksiądz, jeszcze jako kleryk, tropił namiętnie wszelkie domniemane zagrożenia duchowe, co wiązało się w dużej mierze z faktem, że pisał pracę magisterską o księdzu Aleksandrze Posackim SJ. Będąc w gościnie u pewnej kobiety, zauważył w jej domu fajansowy posążek Buddy (była to taka tandetna pamiątka skądś tam). Nakierował tak rozmowę, aby kobieta poczuła się zobowiązana, żeby mu tego Buddę sprezentować. Po wyjściu zadowolony potłukł figurkę i wyrzucił ją do śmietnika, mówiąc “To już piąty Budda, którego zlikwidowałem”.

Przyznam, że poraziło mnie, gdy mi o tym opowiadał. Dla mojego znajomego, posążek Buddy był posążkiem demona i realnym przedmiotem mogącym sprowadzić jakieś duchowe zniewolenie. Oczywiście, nie był to żaden przedmiot kultu. Po prostu ozdoba i to kiczowata, ale nie o to chodzi. Nie mogłem pojąć tego braku szacunku i poczucia wyższości. On autentycznie uważał się za kogoś na podobieństwo bohaterskich misjonarzy, którzy obalali pogańskie bałwany, a poza tym był dumny z powodu własnej przebiegłości, bo przecież „wycyganił” tego Buddę podstępem.

Osobiście do Buddy – tego historycznego, czyli do księcia Siddharthy Gotamy z klanu Śakjów – mam wiele sympatii. Autentycznie lubię Buddę, bo trochę przypomina mi świętego Franciszka, choć analogia jest oczywiście odległa. Był księciem, był bogaty, opływał w luksusy i żył w nieświadomości, a potem zrezygnował z tego wszystkiego, gdy dowiedział się, że na świecie obecne jest cierpienie. Od tego momentu pragnął tylko jednej rzeczy – wyzwolić ludzi z bólu. I doszedł do wniosku, że można to osiągnąć, uświadamiając sobie, że świat jest tylko iluzją. Nie liczy się przynależność kastowa i mozolne wspinanie się w reinkarnacji na wyższy szczebel, bo poprzez medytację każdy może dostąpić oświecenia i ostatecznie roztopić się w Nirwanie. Oczywiście bardzo tu upraszczam myśl buddyjską, ale generalnie historia życia filozofa i mędrca Siddharthy wzbudza mój szacunek. Rzecz jasna, jako chrześcijanin wiem, że Budda się mylił. Nie możemy sami siebie zbawić. Jednak nie mamy prawa do pychy z tego powodu, że my wierzymy w Chrystusa – Jedynego Prawdziwego Zbawcę Ludzkości, a buddyści błądzą na manowcach.

Mogę jakoś zrozumieć, że Wojciechowi Cejrowskiemu, który nakręcił głośny swego czasu odcinek o buddyzmie, obca jest antropologiczna wiedza na temat funkcji symbolu w kulturze i że, nie znając hermeneutyki symboli, może błędnie interpretować pewne fakty na temat buddyzmu, wysnuwając nawet tak absurdalne wnioski, że buddyści czczą Lucyfera. Trudno mi jednak pojąć, dlaczego alumnowi seminarium duchownego studiującemu teologię, obca jest postawa II Soboru Watykańskiego, która wyrażała się m.in. w poszukiwaniu wspólnoty z innymi tradycjami duchowymi.

Sobór Watykański II naucza: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”(por. Nostra aetate – Deklaracja Soboru Watykańskiego II o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich).

Jan Paweł II jednoczył się z wyznawcami innych religii we wspólnej modlitwie o Pokój na ziemi, a młody kleryk, uważający samego siebie z pełnym przekonaniem za członka tzw. „pokolenia JP2”, postanowił zostać „seryjnym killerem Buddów”, aby chronić ludzi przed domniemanymi zagrożeniami duchowymi. Łatwiej byłoby mi to już zaakceptować jako krucjatę wobec kiczu, bo te posążki Buddy, to oczywiście niesamowity kicz (chyba nawet większy niż krasnale ogrodowe).

Satanistyczny Koziołek matołek?

Innym razem tenże sam kleryk, specjalizujący się w „likwidowaniu Buddów”, zauważył u kogoś słomianego koziołka zakupionego na jakimś festynie (kozioł jest w herbie Lublina, więc pojawiają się też takie pamiątki i różne pseudo-ludowe gadżety z tym motywem). Mój znajomy z poważną i surową miną inkwizytora zapytał właściciela tej słomianej kukły: „Czy wiesz, że kozioł to zwierzę związane z Szatanem?”

Idąc tym tokiem myślenia, można by mniemać, że „Przygody Koziołka Matołka” są opowieścią na wskroś satanistyczną. Zresztą „Porwanie Baltazara Gąbki” również, bo jako pozytywny bohater pojawia się tam Smok wawelski, a Smok w Apokalipsie to symboliczne określenie Szatana (sic!). Coś takiego nadawałoby się do skeczów kabaretowych w stylu Monty Pythona, ale faktycznie wiele bajek spotyka zarzut promocji okultyzmu lub satanizmu.

Satanistyczny Koziołek Matołek

Całkiem niedawno w Internecie krążyły „opowieści dziwnej treści” o animowanym serialu „Hello Kitty”. Rzekomo postać tej kotki została stworzona przez zrozpaczonego ojca, którego córka umierała na nowotwór. Ojciec, aby ratować życie dziecka zawarł pakt z demonem, obiecując, że za ocalenie życia córki, stworzy symbol, który będzie czczony na całym świecie, oczywiście – ku chwale piekieł. Stąd ma pochodzić nazwa nawiązującą do Piekła – Hell-o-Kitty.

W najnowszym październikowym numerze „Egzorcysty” kapucyn brat Wit Chlondowski rozprawił się z dobitnie z mitem o rzekomym satanistycznym pochodzeniu „Hello Kitty”, pokazując, że to „bujda na resorach”, co polecam uwadze jednostronnym krytykom tego pisma.

Oczywiście artykuł brata Wita spotkał się od razu z ostrą reakcją i polemiką. W internetowym  wydaniu „Frondy” jedna z autorek zarzuciła kapucynowi lekceważenie poważnego tematu i poddała z kolei analizie motyw… syrenki, dochodząc do wniosku, że „w tradycji chrześcijańskiej nie istnieje coś takiego jak pozytywna symbolika syreny” i jest ona w rzeczywistości symbolem kusicielskich mocy Szatana.

Nie są to jakieś zupełnie nowe rewelacje. Wystarczy wpisać na YouTube frazę „Filmy Disneya a satanizm”, aby znaleźć nagranie płomiennego kazania jakiegoś pastora, dowodzącego, że disnejowskie filmy promują pornografię, spirytyzm i satanizm. No cóż, prawdą jest, że filmy Disneya niejednokrotnie zawierają podwójne dno. Autorzy tych filmów często wychodzą z założenia, że w opowieściach dla dzieci, można, a nawet powinno się, przemycać aluzje zrozumiałe dla dorosłych (to mogą być podteksty seksualne, ale także żarty nawiązujące do popkultury).  Ale czy to znaczy, że oglądając z dziećmi bajki o królewnie Śnieżce, Kopciuszku, czy Roszpunce, przyzwalamy na infekowanie dziecięcej niewinności treściami okultystycznymi? Ja bez oporów oglądam te bajki razem z moją czteroletnią córką, rozmawiamy na ich temat, zaśmiewamy się ze różnych sytuacji i wzruszamy. Po to w końcu są bajki. I jestem przekonany, że nie skażą jej duszy złem.

Niektórzy z zapałem wskazują na obecność diabła w książkach dla dzieci, w dziełach sztuki, w biżuterii, a nawet w symbolach uznawanych przez wieki za chrześcijańskie (takich jak np. krzyż celtycki, który jest chrześcijański mimo celtyckich korzeni). Czy we wszystkim, od muzyki po sport, czai się Szatan?

Widząc go wszędzie, można żyć w permanentnym lęku przed mocami ciemności i obawiam się, że to jest na rękę Szatanowi. To nie prawda, że największym sukcesem Złego Ducha jest wmówienie nam, że nie istnieje. Myślę, że jego strategia jest wielowymiarowa. Niektórymi łatwiej manipulować, gdy nie wierzą w istnienie Szatana, ale elementem przebiegłej strategii może być też przekonywanie o jego nadmiernej sile i wszechogarniających wpływach, co w skrajnych przypadkach przeradza się w manichejską wizję świata.

Niektórzy mogą ulec przeświadczeniu, że to Szatan rozdaje wszędzie karty, że dzierży władzę nad wszystkim. Czy jednak musimy się wszystkiego lękać i żyć w ustawicznym strachu przed sidłami i zasadzkami Szatana? Otóż jestem przekonany, że demonizacja całego stworzenia i całej rzeczywistości oddala chrześcijanina od przesłania Ewangelii.

Pokonany Szatan

Diabeł faktycznie istnieje i działa. Tego faktu nie wolno bagatelizować i dlatego św. Piotr przestrzegał, że nasz Przeciwnik krąży jak lew ryczący, czyhając kogo mógłby pożreć (1P 5, 8-9). Ale przecież Ewangelia to Dobra Nowina, miedzy innymi o tym, że Szatan został JUŻ definitywnie pokonany!

Warto przypomnieć kluczową moim zdaniem scenę z „Pasji” Mela Gibsona, gdy Jezus umiera na krzyżu. Widzimy wtedy przez krótką chwilę Szatana, klęczącego na spieczonej, popękanej ziemi i wydającego rozdzierający krzyk w stronę nieba. Jest to krzyk pokonanego, bo Szatan ma świadomość, że właśnie poniósł klęskę.

Wydaje się, że właśnie ten moment przedstawia Apokalipsa w słowach: I nastąpiła walka w niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarżał ich przed Bogiem naszym. A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka (Ap 12, 7-11).

Satanistyczny Koziołek Matołek

Uważna analiza tego tekstu oraz innych wzmianek biblijnych wskazuje, że moment śmierci Jezusa na krzyżu był momentem klęski Szatana. Oczywiście tekst z Apokalipsy był interpretowany jako opis buntu aniołów z czasów przedhistorycznych, coraz więcej biblistów jednak umieszcza go w kontekście śmierci Jezusa, bo przecież jest wyraźnie napisane, że zwycięstwo nad Szatanem nastąpiło dzięki krwi Baranka.

Do momentu śmierci Jezusa Szatan mógł pełnić w Niebie funkcję oskarżyciela ludzkości (tu odsyłam do mojej książki „Szatan w Starym Testamencie”, gdzie uzasadniam szczegółowo tę właśnie tezę). Klęska Szatana polega zaś na tym, że nie może już oskarżać człowieka. Każdy z nas zasługuje na karę, której domaga się sprawiedliwość, ale nie musimy jej ponieść, bo Jezus już poniósł ją ZA NAS.

Umarł w strasznych męczarniach, biorąc na siebie nasze grzechy. Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? – pyta św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 8, 31-34), a później dodaje: I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8, 39).

Przed Bogiem już nie ma oskarżyciela. Jest tylko i wyłącznie Paraklet – kochający nas Obrońca i Rzecznik (1J, 2, 1-2). Odkupienie ludzkości dokonało się na krzyżu. Szatan może oczywiście nadal krążyć jak lew ryczący, może próbować zdegradować ludzką godność, poprzez mamienie fałszywym dobrem, może nas kusić, ale i tak jest już pokonany, bo ludzkość została odkupiona.

Każdy człowiek, nawet najbardziej pogrążony w grzechu, nie musi ponieść kary, jeśli odwoła się do tego, co dla niego uczynił Jezus, bo „krew Jezusa oczyszcza z wszelkiego grzechu” (1J 1, 7). W tym świetle zrozumiały jest rozdzierający krzyk pokonanego Szatana.

Satanistyczny Koziołek Matołek

Pies na łańcuchu

Już ojcowie Kościoła mówili, że Szatan przypomina psa na łańcuchu. Nie pogryzie, dopóki się do niego zbytnio nie zbliżymy. Problem w tym, że niektórzy są skłonni uznać, że takie zbliżenie do Szatana dokonuje się już poprzez oglądanie bajek o Małej Syrence. W ten sposób pies na łańcuchu wmawia nam, że jest sforą wilków atakujących nas z każdej strony. Taka postawa może prowadzić wręcz do ośmieszania chrześcijaństwa, a tym samym Boga, który uwolnił nas spod władzy ciemności.

Zdarzyło mi się kiedyś, że zadzwonili do mnie (jako do demonologa z KUL-u) dwaj osobnicy. Podawali się za członków społecznego ruchu katolików, którzy podjęli oddolną inicjatywę zmierzającą do wycofania z kin filmu „Awatar”, bo rzekomo język Na’vi (niebieskich istot zamieszkujących planetę Pandora) były to przetworzone głosy ludzi opętanych oraz bazujące na języku aramejskim teksty wielbiące Szatana. Później okazało się, że to dzwonił niejaki Wojewódzki i niejaki Figurski, którzy prowadzili audycję polegającą na wkręcaniu różnych ludzi. Od razu podejrzewałem, że ktoś sobie robi jaja, ale, skoro już odebrałem telefon,  udzieliłem odpowiedzi, wzywającej do zdrowego rozsądku i umiaru w szukaniu wszędzie Szatana (tak więc dowcip nie bardzo się udał panom prześmiewcom i byli wyraźnie zawiedzeni). Niestety podobne akcje nie zawsze są żartem. Przecież sam czytałem publikacje katolickich autorów przestrzegające na przykład przed oglądaniem filmów z cyklu „Gwiezdne Wojny”.

Od dawna wiadomo, jakie znaczenie ma propaganda dezinformacyjna. Można ukierunkować ludzką uwagę na coś zupełnie banalnego i nieistotnego, a potem subtelnie podejść od innej strony – poprzez kuszenie pozorami dobra, podziały, fałszywą gorliwość, ambicje, faryzeizm, pychę itd.

Być może ludzie skoncentrowani nadmiernie na tropieniu Szatana w bajkach dla dzieci, albo w fantazjach kultury popularnej, nie zauważą go tuż obok siebie, gdy stanie za ich plecami. Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do szukania Boga we wszystkich rzeczach i do głoszenia Dobrej Nowiny o zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią, grzechem, Szatanem i piekłem. Zacznijmy wiec szukać Boga, a może… znajdziemy go nawet w Harrym Potterze… Polecamy także artykuł Romana Zająca o tym, czy warto bać się Halloween:


“Czy w dyni mieszka diabeł?”


Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Czy w dyni mieszka diabeł?

To już swoista tradycja, że gdy kończy się październik, w niektórych mediach katolickich pojawiają się alarmujące artykuły dotyczące obchodów Halloween, zwyczaju, jak wiadomo wywodzącego się z pogańskiego święta. I zaczyna się tropienie diabła w otaczającej nas rzeczywistości. Ale czy to ma sens?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Halloween – promocja okultyzmu czy zwykła głupota?

Muszę wyjaśnić na początek, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem przeszczepiania na polski grunt czegoś, co jest obce naszej tradycji, kulturze i wrażliwości. Bezmyślne importowanie pogańskich zwyczajów uważam za czystą głupotę, a łatwość, z jaką się upowszechnia Hallowen i zaczyna przyćmiewać tradycyjny sposób obchodzenia dnia Wszystkich Świętych, głęboko mnie zasmuca, bo jest świadectwem tego, jak promowane w marketingowy sposób mody mogą niszczyć prawdziwą i piękną tradycję.

Czy w dyni mieszka diabeł?

Pełne zadumy i refleksji święta, zaczynają sąsiadować z jazgotliwą i hałaśliwą zabawą, opartą na wygłupach i zamiłowaniu do makabry. Nasza, chrześcijańska kultura każe nam odwiedzać groby przodków, przynajmniej, w tym jednym dniu, choćby życie rzuciło nas od nich bardzo daleko.

To święto przypomina nam, że należy pamiętać o śmierci, o konieczności rozliczenia się z całego życia, podsumowania go oraz dokonania bilansu uczynionego dobra i zła.

Halloween, w swoim pop-kulturowym wydaniu, proponuje, aby ze śmierci się śmiać, sprowadzić ją do zgrywy, do zmyślonego świata wampirów, zombi i czarownic. Pod wesołą zabawą i wygłupem ukryte jest de facto znaczenie antykulturowe tej zabawy.

Czy w dyni mieszka diabeł?

Szczególnie irytuje mnie w tej materii swoisty przymus. Na przykład, nie podoba mi się organizowanie Halloween w szkołach i przedszkolach. Uważam za niestosowne, że przedszkola włączają się w promowanie czegoś, co jest komercyjnym tworem z Ameryki. Jako ojciec czteroletniej córki, nie chcę, aby brała udział w czymś co uważam po prostu za głupie, a tymczasem Dyrekcja i nauczyciele nawet nie pytają rodziców, czy życzą sobie takich zabaw.

Z drugiej jednak strony, jak najbardziej daleki jestem od twierdzeń, że zabawy halloweenowe to promocja okultyzmu, a co za tym idzie bezpośrednia droga do zniewolenia duchowego albo nawet opętania. Nie sadzę, aby szło za tym koniecznie jakieś zainteresowanie okultyzmem. Chyba jedynie w skrajnych przypadkach może mieć to miejsce…

Wiem oczywiście, że Halloween wywodzi się prawdopodobnie z celtyckiego święta Samhain, podczas którego, jak wierzyli druidzi, zaciera się granica między zaświatami, a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej przedostać się do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano poprzez dziwaczne stroje i maski.  

Wiem też, że noc z 31 października na 1 listopada jest datą istotną dla „Kościoła Szatana” założonego przez Szandora La Vey w hippisowskich latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

Czy w dyni mieszka diabeł?

Skomercjalizowane Halloween nie niesie już jednak swych pierwotnych treści nawet w kulturze amerykańskiej. Nie ma w nim odniesienia do kultu zmarłych przodków, jak było w pierwotnych celtyckich obrzędach. Jest to prostu okazja do przebierania się w dziwaczne stroje, zakładania masek i wygłupów. Pożywką Halloween jest zamiłowanie do makabry i filmów grozy. Wszystko to odbywa się bowiem właśnie w takich klimatach. Kontekst duchowy zniknął.

Młodzi ludzie poprzebierani za Drakulę albo Frankensteina, nie są satanistami ani okultystami, tylko po prostu wygłupiającymi się młodymi ludźmi. Czy powinniśmy się więc bać wydrążonej dyni? Czy mieszka  w niej Szatan? Bynajmniej! Co najwyżej mieszka w niej ludzka głupota.


Polecamy także artykuł Romana Zająca o propagandzie dezinformacyjnej, czyli jak Figurski z Wojewódzkim do demonologa dzwonili:

“Satanistyczny Koziołek Matołek?”


Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >