“Papież, który uwierzył” – wpływ Wojtyły na kult Bożego Miłosierdzia

Tę książkę można czytać z pasją i wielkim zainteresowaniem - uważa kard. Kazimierz Nycz, który wziął udział w promocji najnowszej publikacji Ewy K. Czaczkowskiej. Spotkanie prezentujące książkę "Papież, który uwierzył" odbyło się 7 stycznia w Warszawie.

Redakcja
Redakcja
zobacz artykuly tego autora >

Po bestsellerach – “Siostra Faustyna. Biografia świętej” i “Cuda świętej Faustyny”, Ewa Czaczkowska przedstawia czytelnikowi książkę dotyczącą wpływu Karola Wojtyły na kult Bożego Miłosierdzia, pytając, jak potoczyłyby się losy tego orędzia, gdyby nie Jan Paweł II.

 

Ewa Czaczkowska podkreśliła podczas prezentacji książki, że św. Jan Paweł II, jeszcze jako kleryk uwierzył, że to co otrzymała s. Faustyna od Jezusa jest prawdą. – Ten papież wierzył, że to przesłanie, które jest zapisane w Dzienniczku jest prawdziwe, i że s. Faustyna była osobą świętą – wyjaśniła autorka.

 

– Książka pokazuje w sposób fascynujący, ale nie sensacyjny kulisy działania Kościoła – powiedział prowadzący spotkanie prasowe Marek Zając.

 

W latach 50. większość polskich biskupów prosiła o wyciszenie kultu Bożego Miłosierdzia a Stolica Apostolska sprzeciwiała się jemu. Z niektórych kościołów usuwano wizerunki Jezusa Miłosiernego. O tym, że Faustyna została wyniesiona na ołtarze a jej przesłanie mogło trafić do serc milionów wiernych na całym świecie, w ogromnej mierze zadecydowały nieustępliwe działania Karola Wojtyły.

 

Autorka odsłania watykańskie kulisy, ukazując nieznane fakty dotyczące zaangażowania biskupa Wojtyły na rzecz kultu Bożego Miłosierdzia. Dociera do jego korespondencji z Watykanem z czasów, gdy był metropolitą krakowskim. Przybliża znaczenie pojęcia miłosierdzia w papieskim nauczaniu. Przedstawia opowieść o niezwykłym duchowym porozumieniu dwojga polskich świętych – mistyczki i papieża – połączonych wiarą w Boże Miłosierdzie.

 

– Tę książkę można czytać z pasją i wielkim zainteresowaniem – powiedział kard. Kazimierz Nycz. Odnosząc się do tytułu książki – “Papież, który uwierzył” – metropolita warszawski wyjaśnił, że chodzi nie o to, że papież Jan Paweł II uwierzył w Boże Miłosierdzie, ale o to, że uwierzył w to, co Jezus przekazał Faustynie.

 

Choć – jak dodał ks. prof. Jan Machniak z UPJPII w Krakowie – papież mógł nie uwierzyć, bo wielu ludzi w tamtych czasach Faustynie nie wierzyło.

 

Wszystkie problemy dotyczące kultu Bożego Miłosierdzia, zdaniem kard. Nycza były jednak potrzebne, by zobaczyć jak Pan Bóg w swojej opatrzności działa i jak Kościół jest ostrożny w ogłaszaniu prawdziwości prywatnych objawień.

 

– Coraz bardziej się przekonuję, że dobrze jest, jeśli pewne tematy trudne przekazują nam katolicy świeccy, bo robią to językiem bardziej komunikatywnym niż potrafi to zrobić nawet dobry teolog. Sądzę, że dla wielu ludzi – duchownych i świeckich, ta książka może być źródłem wiedzy o tym, co tak naprawdę papież nauczał o Bożym Miłosierdziu – powiedział kard. Nycz.

 

Książka ukazała się w ogłoszonym przez Franciszka Jubileuszu Miłosierdzia, choć – jak przyznaje autorka – materiały do publikacji zaczęła zbierać już jesienią 2014 roku, nie wiedząc jeszcze wówczas o zamiarach papieża.

 

Publikacja składa się z dwóch części – historycznej, w której autorka prezentuje dokumenty i wypowiedzi świadków wydarzeń, oraz teologicznej – w której przestawia to, co o Bożym Miłosierdziu mówił i pisał Jan Paweł II.

 

Fragment książki, dotyczący wizji św. s. Faustyny o Janie Pawle II, można przeczytać w tekście “Tajemnica wizji św. Faustyny”.


am / Warszawa

ekai

 


Czaczkowska_Papiez-ktory-uwierzylPolecamy książkę Ewy K. Czaczkowskiej, pt. “Papież, który uwierzył. Jak Karol Wojtyła przekonał Kościół do kultu Bożego Miłosierdzia”

Kto wie, jak potoczyłyby się losy orędzia o Bożym Miłosierdziu przekazanego przez Siostrę Faustynę, gdyby nie Jan Paweł II.

Autorka odsłania watykańskie kulisy, przedstawiając nieznane fakty dotyczące zaangażowania Wojtyły na rzecz kultu Bożego Miłosierdzia. Dociera do jego korespondencji z Watykanem z czasów, gdy był krakowskim metropolitą. Przybliża znaczenie pojęcia miłosierdzia w papieskim nauczaniu. Przedstawia opowieść o niezwykłym duchowym porozumieniu dwojga polskich świętych – mistyczki i papieża – połączonych wiarą w Boże Miłosierdzie.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Redakcja

Redakcja

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Redakcja
Redakcja
zobacz artykuly tego autora >

Babcie świąteczne

Lekarze mówią na nie "babcie świąteczne" i zgodnie twierdzą, że od kilku lat zjawisko się nasila - coraz więcej rodzin zostawia swoich starych bliskich na święta traktując szpital jak przechowalnię.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Dr med. Bartłomiej Guzik, kardiolog z Krakowa stwierdza, że od pięciu – sześciu lat zjawisko się nasila.

– Dotyczy to oddziałów ogólnych, internistycznych, geriatrycznych, bardzo często jest tak, że pacjenci ciężko chorzy lub po prostu starzy zgłaszani są przez rodziny tuż przed świętami z mniej lub bardziej wymyślonymi dolegliwościami. W pewnym wieku powód do hospitalizacji łatwo się znajdzie, więc można to zawsze uzasadnić. Co prawda rodziny zarzekają się, że będą odwiedzać bliskich, ale często jest tak, że pojawiają się dopiero po serii telefonów z przypomnieniem, że powinni zabrać matkę lub ojca do domu.

Dr Guzik zwraca uwagę na medyczny aspekt sprawy – to bardzo ważne, żeby hospitalizacja była jak najkrótsza, bo każdy dzień pobytu starszej osoby w szpitalu zwiększa ryzyko infekcji górnych dróg oddechowych. Dla starszych osób zakażenia wewnątrzszpitalne są niebezpieczne dla życia. Szczególnie w okresie zimowym czas hospitalizacji powinien być skrócony do minimum żeby uniknąć powikłań wewnątrzszpitalnych. Ale kontakt z rodziną nieraz jest bardzo utrudniony – bliscy po prostu nie odbierają telefonu – mówi dr Guzik.

 

Pragnąca zachować anonimowość lekarka z Olsztyna, która porównuje zachowania pacjentów i ich rodzin w kilku miastach mówi, że nieraz zdarzają się sytuacje dramatyczne. Rodziny dosłownie wrzucają swoich bliskich do izby przyjęć i uciekają, nie sposób później skontaktować się z nimi. Niektórych trzeba straszyć policją i przypominać im o obowiązku alimentacyjnym, inaczej nie zabraliby rodzica do domu.

– Po Nowym Roku zgłaszają się bez słowa – mówi dr Guzik. Zwraca uwagę, że personel medyczny już w pierwszych chwilach ma świadomość o co naprawdę chodzi, ale jest bezsilny. Trzeba po prostu pomóc temu człowiekowi, bo to on jest w najtrudniejszej sytuacji. Szpital i tak musi działać, a ten biedny człowiek wie, dlaczego tam trafił. I to jest najsmutniejsze, zwłaszcza gdy są świadomi, że najbliżsi nie znajdą dla nich czasu w okresie, gdy właśnie czas dla rodziny powinien być najważniejszy.

 

photo-1430747562296-5556d17a15a5

 

– To bardzo przygnębiające zjawisko, ale tak rozpowszechnione, że już medycy są z tym oswojeni. Byłoby przygnębiające, gdyby to były pojedyncze przypadki, a to jest już powszechna praktyka, wydaje się więc banalna – mówi krakowski kardiolog.

– Ludzie ludziom zgotowali ten los. To bardzo trudna sprawa, bo gdyby te rodziny choć zadbały o swoich bliskich, odwiedzały ich, złagodziłyby, osłodziły, ten trudny czas – ubolewa.

 

Kim są ludzie, którzy podrzucają swoich bliskich? Prof. Joanna Matuszkiewicz, kierownik kliniki internistycznej w Warszawie jest zdania, że prości ludzie tego nie robią, albo wyjątkowo rzadko. Najczęściej są to ludzie dobrze sytuowani, urządzeni, którzy na przykład uznali, że muszą wyjechać na święta do ciepłych krajów. Wtóruje jej lekarka z Olsztyna. Z jej obserwacji również wynika, że zjawisko to jest bardzo rzadkie w małych szpitalach miejskich, coraz częstsze zaś w aglomeracjach.

 

– Kiedyś przyszła znana aktorka żeby zostawić matkę “na przechowanie”. Personelowi tłumaczyła, że nie chce psuć swoim dzieciom Wigilii i świąt. A ta starsza kobieta była wszystkiego świadoma – ubolewa prof. Matuszkiewicz. Ubolewa też, że to szczególnie smutne, gdy dotyczy pacjentów z nowotworem. – Często to ostatnie święta w ich życiu, w ogóle ostatnie chwile ich życia, a są pozostawieni sami sobie. Kiedyś ludzie byli chyba bardziej skłonni do poświęceń – dodaje.

 

Rozmówcy KAI zwracają uwagę, że nie można uogólniać. – Są rodziny, które troszczą się o swoich seniorów – regularnie ich odwiedzają, przynoszą wigilię, nie można twierdzić, że absolutnie wszyscy starsi są porzuceni – mówi dr Guzik. – Bliscy, którzy przychodzą w czasie świąt, troszczą się nie tylko o swoich, ale i o innych pacjentów, dzielą się z nimi opłatkiem, starają się stworzyć atmosferę świąt. I to sprawia, że ten smutny czas robi się łatwiejszy do przetrwania przez starych, chorych, samotnych ludzi.

 

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >