video-jav.net

Jan Paweł II i Benedykt XVI podczas odwiedzin Auschwitz

- Oświęcim jest miejscem, którego nie można tylko zwiedzać. Trzeba przy odwiedzinach pomyśleć z lękiem o tym, gdzie leżą granice nienawiści - mówił Jan Paweł II w trakcie pobytu w Auschwitz. Były niemiecki obóz odwiedził również Benedykt XVI

Polub nas na Facebooku!

Oświęcim rozrachunkiem z sumieniem ludzkości

Jan Paweł II odwiedził były hitlerowski obóz zagłady Auschwitz-Birkenau podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski – 7 czerwca 1979 r. Przekroczył słynną bramę obozową z napisem “Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym), nawiedził celę śmierci, w której zginął św. Maksymilian Maria Kolbe, złożył wieniec i modlił się na dziedzińcu bloku 11, na którym rozstrzeliwano więźniów. Później odleciał śmigłowcem do Brzezinki, gdzie czekało nań ponad milion wiernych i 200 byłych więźniów obozów koncentracyjnych – kapłanów i biskupów, ubranych w czerwone ornaty. To oni koncelebrowali Mszę św. z Papieżem przy ołtarzu ustawionym na dawnej rampie obozowej.

W kazaniu Jan Paweł II złożył hołd milionom ofiar obozu i II wojny światowej. Mówił o “zwycięstwie przez wiarę i miłość”, jakie “odniósł w tym miejscu człowiek, któremu na imię Maksymilian Maria, nazwisko: Kolbe, «z zawodu» (jak pisano o nim w rejestracjach obozowych): ksiądz katolicki”. Zaznaczył, że nie mógł “tutaj nie przybyć jako papież”. Wymieniając wszystkie tablice poświęcone różnym narodom, których przedstawiciele zginęli w tym miejscu, Papież zatrzymał się przy trzech z nich – z napisami w językach hebrajskim, rosyjskim i polskim.

“Oświęcim jest rozrachunkiem z sumieniem ludzkości poprzez te tablice, które świadczą o ofiarach, jakie poniosły narody. Oświęcim jest miejscem, którego nie można tylko zwiedzać. Trzeba przy odwiedzinach pomyśleć z lękiem o tym, gdzie leżą granice nienawiści” – mówił Papież. Podkreślił znaczenie praw człowieka i narodów do istnienia, wolności, niepodległości oraz miłości bliźniego. “Nigdy jeden naród nie może rozwijać się kosztem drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę jego eksploatacji, jego śmierci” – mówił Jan Paweł II.

Pobyt Jana Pawła II na terenie KL Auschwitz odbił się szerokim echem za granicą. Zwłaszcza sowieckie media, które na co dzień nie informowały o samej podróży papieskiej do Polski, teraz poświęciły jej sporo miejsca, akcentując, że Jan Paweł II wspomniał w kazaniu o “tablicy w języku rosyjskim” i o cierpieniach tego narodu w latach wojny.

Obecnie w celi numer 18 znajduje się świeca, którą pozostawił 7 czerwca 1979 r. Jan Paweł II. Tablica, wmurowana 17 października 1982 r. w obecności kard. Franciszka Macharskiego upamiętnia męczeństwo zakonnika.

Jan Paweł II w Oświęcimiu

Nie mogłem nie przybyć tu jako papież

Benedykt XVI nawiedził były obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau 28 maja 2006 r. “Nie mogłem nie przybyć tu jako papież” – mówił w przemówieniu. Papież przeszedł przez bramę z napisem “Arbat macht frei” spotkał się z 32 byłymi więźniami obozu, modlił się w celi św. Maksymiliana Kolbego, a w Birkenau – za ofiary obozu. Nawiedził też Centrum Dialogu i Modlitwy, które od lat pracuje na rzecz dialogu i pojednania między żydami i chrześcijanami i narodami – niegdysiejszych oprawców i ofiar.

Tuż po godz. 17 Benedykt XVI przybył na teren byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Przez bramę byłego obozu ze słynny napisem “Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym) przeszedł samotnie, w milczeniu. Następnie, także sam, udał się pieszo do bloku nr 11, tzw. “Bloku Śmierci”.

Prezydent RP Lecha Kaczyński wyszedł naprzeciw Ojcu Świętemu i ostatnie metry do bloku nr 11 przeszli wspólnie. Tam przywitał się z nim bp bielsko-żywiecki Tadeusz Rakoczy. Jako drugi podszedł do Papieża abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem przy Konferencji Episkopatu Polski, a następnie minister kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierz Ujazdowski, przewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej prof. Władysław Bartoszewski i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Jerzy Wróblewski.

Papież wszedł na plac i samotnie podszedł do “Ściany Śmierci”. Tam, stojąc modlił się przez chwilę. Do Papieża podeszło troje byłych więźniów – Kazimierz Smoleń, Stanisław Frączysty i Zofia Posmysz-Piasecka. Kobieta podała Ojcu Świętemu znicz, który Papież postawił pod ścianą straceń.

Na dziedzińcu bloku 11 Papież przywitał się z 32 byłymi więźniami KL Auschwitz. Każdemu z osobna Papież uścisnął dłoń i przez chwilę rozmawiał. Od jednego otrzymał zdjęcie. Niemal wszyscy całowali go w pierścień Rybaka, lekko przyklękając. Niektórzy z nich mieli na głowie czapki obozowe lub chusty w biało-niebieskie pasy. Benedykt XVI okazał każdemu wielką serdeczność – całował w policzki, głaskał po głowach, niektórzy płakali ze wzruszenia. W tej grupie znalazło się dwóch wybitnych polskich artystów – byłych więźniów – reżyser Józef Szajna i artysta – plastyk Marian Kołodziej.

Następnie Papież wszedł do celi śmierci św. Maksymiliana Kolbego, gdzie paliła się świeca, ofiarowana w 1979 r. przez Jana Pawła II.

Papież modlił się przez chwilę w ciszy, następnie głośno po łacinie powiedział: “Święty Maksymilianie Kolbe módl się za nami, wszyscy święci męczennicy, módlcie się za nami.”

Po wyjściu z bloku 11 Benedykt XVI wyszedł na dziedzińcu wpisał się do Księgi Pamiątkowej i pozował wspólnie do zdjęcia z prezydentem Kaczyńskim. Prezydent podziękował Ojcu Świętemu i odprowadził go do samochodu.

Następnie Benedykt XVI udał się samochodem do Centrum Dialogu i Modlitwy. Przywitali go tam kard. Franciszek Macharski, ks. Jan Nowak, dyrektor Centrum, ks. Manfred Deselaers, pracujący od 16 lat w Polsce na rzecz pojednania, oraz dwoje młodych wolontariuszy Centrum – Polak i Niemka. Młodzi wręczyli Papieżowi kwiaty. Obecni powitali Papieża oklaskami.

Benedykt XVI w celi św. Maksymiliana Kolbe

Benedykt XVI podchodził do wszystkich z osobna, podawał ręce, rozmawiał przez chwilę. Najpierw podszedł do 14 sióstr karmelitanek z Oświęcimia. Dwoje młodych pracowników Centrum Dialogu i Modlitwy wręczyło Papieżowi tekst Orędzia młodzieży oświęcimskiej do młodzieży świata, przygotowanego z okazji Światowych Dni Młodzieży w Kolonii w sierpniu 2005 r.. Inny dokument – Memoriał Akademii Oświęcimskiej przekazał Benedyktowi XVI prof. Andrzej Zoll. Memoriał przypomina, że 64 lata temu w efekcie nazistowskiej ideologii nienawiści powstał obóz Auschwitz-Birkenau, w którym skazano na zagładę ponad milion ludzi. Miejsce to w sposób szczególny pozostaje symbolem Holocaustu. Oczywista, udokumentowana prawda, że komory gazowe i krematoria zostały pomyślane jako narzędzia “ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” nie umniejsza pamięci o zamordowanych tutaj Polakach, Cyganach, Rosjanach i przedstawicielach innych narodów – stwierdza dokument. Zdaniem autorów Memoriału, dla wyjaśnienia fenomenu Holocaustu nie wystarczy pojęcie antysemityzmu, a solidarna pamięć o ofiarach Holocaustu powinna iść w parze ze świadomością głębszej natury zła. Papież wpisał się do Księgi Pamiątkowej.

Po wizycie w Centrum Dialogu i Modlitwy Benedykt XVI przyjechał pod Międzynarodowy Pomnik Męczeństwa Narodów na terenie byłego obozu Birkenau. W tym momencie zaczął padać deszcz. Ojciec Święty w zupełnej ciszy przeszedł wzdłuż umieszczonych przed pomnikiem 22 tablicami, na których wspomniane są w różnych językach ofiary tego miejsca. Zatrzymał się przy pierwszej i modlił się stojąc. Potem zatrzymywał się co kilka kroków. W tym momencie deszcz przestał padać, a nad obozem pojawiła się wielka tęcza.

Nabożeństwo rozpoczęło się odśpiewaniem Psalmu 22, a później wznoszone były kolejno intencje modlitewne. Intencję po romsku wygłosił Romani Rose, przedstawiciel europejskich Cyganów. Następnie, po rosyjsku modlił się abp Szymon, prawosławny arcybiskup diecezji łódzko-poznańskiej, a po polsku modlił się abp Stanisław Gądecki.

Kolejnej intencji, wznoszonej po hebrajsku, towarzyszył kadisz – żydowska modlitwa za zmarłych. Modlił się Michael Schudrich, główny rabin Polski oraz Piotr Kadlcik, przewodniczący Zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. Michael Schudrich wygłosił po polsku przemówienie, w którym wspominał pomordowanych i nawoływał do pamięci o nich. Mówił także o sprawiedliwych wśród narodów świata, którzy z narażeniem życia ratowali życie Żydów.

Następnie, w języku angielskim, modlił się biskup diecezji warszawskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, Mieczysław Cieślar. Papież modlił się w języku niemieckim: “Boże pokoju, Ty sam jesteś pokojem, którego nie może pojąć człowiek kłótliwy, gotowy do zwady, spraw, aby żyjący w zgodzie trwali w pokoju, a skłóceni weszli na drogę pojednania. Przez Chrystusa, Pana naszego”.

– Przybywam, aby o łaskę pojednania prosić Boga, ale i ludzi, którzy tu cierpieli – powiedział Benedykt XVI w przemówieniu, które wygłosił po modlitwie. Przyznał, że mówić w miejscu największej kaźni w dziejach “jest rzeczą prawie niemożliwą – a szczególnie trudną i przygnębiającą dla chrześcijanina, dla papieża, który pochodzi z Niemiec”. Papież przestrzegł też przed współczesnymi zagrożeniami dla świata: przemocą czynioną w imię Boga oraz cynizmem, który nie uznaje Boga i szydzi z Niego.

W przemówieniu trzykrotnie nawiązał do swojego niemieckiego pochodzenia i stwierdził, że wizyta na terenie b. obozu była jego obowiązkiem wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli oraz wobec Boga. Dodał, że przybywa do Auschwitz “jako syn tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie, by posłużyć się narodem jako narzędziem swojej żądzy zniszczenia i panowania”.

Papież przyznał, że miejscu takim jak Auschwitz brakuje słów i rodzą się pytania: “Panie, dlaczego milczałeś? Dlaczego na to przyzwoliłeś?” oraz “Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał? Jak mógł pozwolić na tak wielkie zniszczenie, na ten tryumf zła?” Benedykt XVI powiedział, że człowiek nie jest w stanie przeniknąć tajemnicy Boga, powinien jednak wytrwale, pokornie ale i natarczywie wołać do Boga: “Przebudź się! Nie zapominaj o człowieku, którego stworzyłeś”.

Ojciec Święty podkreślił, że to wołanie do Boga powinno przenikać też serca ludzi aby obudzić w nich “obecność Boga”, tym bardziej, że pojawiają się nowe zagrożenia, a “w ludzkich sercach zdają się panować na nowo moce ciemności”. Papież wskazał, że światu zagraża dziś zarówno “nadużywanie imienia Bożego dla usprawiedliwienia ślepej przemocy wobec niewinnych osób” jak i “cynizm, który nie uznaje Boga i szydzi z wiary w Niego”.

Kolejną część swojego przemówienia Benedykt XVI poświęcił – podobnie jak Jan Paweł II w przemawiając w tym miejscu w 1979 r. – refleksji nad martyrologią poszczególnych narodów, co upamiętnia rząd tablic w różnych językach. Przypominając, że władze Trzeciej Rzeszy dążyły do całkowitej zagłady narodu żydowskiego, wspomniał o martyrologii narodu polskiego, który w zamyśle zbrodniczego reżimu miał przestać istnieć jako samodzielny podmiot historyczny.

Ojciec Święty wyznał, iż odczuwał wewnętrzną potrzebę, by zatrzymać się zwłaszcza przed tablicą z napisem w języku niemieckim. Wspomniał Edytę Stein, niemiecką Żydówkę, która jako katolicka siostra Benedykta od Krzyża zginęła w obozie, godząc się umrzeć ze swym narodem i za niego. Papież przypomniał, że ci Niemcy, którzy zostali zesłani do Auschwitz uważani byli za wyrzutków społeczeństwa. Z wdzięcznością mówił o inicjatywach podejmowanych na terenie byłego obozu na rzecz “oczyszczania pamięci”. Wymienił m.in. Centrum Dialogu i Modlitwy, które pobłogosławił kilkanaście minut wcześniej oraz działalność sióstr karmelitanek, które – jak się wyraził – “przypominają nam wiarę chrześcijan, która głosi, że sam Bóg zstąpił do piekła ludzkiego cierpienia i cierpi razem z nami”.

Na zakończenie, nawiązując do Psalmu 23, Papież powiedział, że w obozie Auschwitz-Birkenau ludzkość przeszła przez “ciemną dolinę”. Następnie zacytował dłuższy fragment tego Psalmu: “Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją dusze. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i twoja laska są tym, co mnie pociesza… Zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy.”


tom (KAI) / Warszawa

Mity o mitach

W tradycji bożonarodzeniowej prawie nic nie jest zgodne z faktami historycznymi. Im głębiej zajrzymy w dzieje świąt, tym bardziej zaskakujące rzeczy odkryjemy. Kościół niechętnie mówi o ich pogańskich korzeniach i prawdziwej dacie Narodzenia Pańskiego. Z kolei my sami, pochłonięci przygotowaniami, rzadko zastanawiamy się, jak było naprawdę…

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Takim wstępem do swojego świątecznego tekstu przywitał nas Onet. Wstęp tyleż komiczny, co straszny, bo zgodnie ze swoim zamiarem gromadzi 6 największych mitów dotyczących Świąt Bożego Narodzenia z zamiarem ich zdemaskowania. Problem w tym, że buńczuczne zapowiedzi kończą się kompletną katastrofą.

Mit pierwszy – Urodziny Jezusa czy Słońca?

To dość rozpowszechniony pogląd – mówi o tym, że Boże Narodzenie jest świętem stworzonym przez chrześcijan w celu zastąpienia pogańskiego święta Słońca w Rzymie, na co ma wskazywać np. data święta. Po edykcie mediolańskim z 313 r., gwarantującym wolność wyznania, okoliczności stały się sprzyjające, co wierni mieli bardzo dobrze wykorzystać.

Na marginesie, nim zaczniemy wykazywać konkretniejsze błędy należy zaznaczyć, że edykt mediolański gwarantował ogólną wolność wyznania w Cesarstwie i w żaden sposób nie faworyzował chrześcijaństwa, o czym wielu niszczycieli mitów woli nie pamiętać. Pozwolę sobie zacytować fragment dokumentu: Ze zbawiennych więc i słusznych powodów postanowiliśmy powziąć uchwałę, że nikomu nie można zabronić swobody decyzji, czy myśl swą skłoni do wyznania chrześcijańskiego, czy do innej religii, którą sam za najodpowiedniejszą dla siebie uzna.

Grota Narodzenia Pańskiego

Święto Bożego Narodzenia powstało w Betlejem wraz ze wzrostem kultu wobec miejsca, w którym przyszedł na świat Jezus Chrystus. W 328 r. poświęcono bazylikę zbudowaną nad Grotą Narodzenia, co jeszcze wzmogło nabożeństwo do Tajemnicy Wcielenia. Zatem już samo miejsce, w którym świętowano, wskazuje, że nie celebrowano niczego w kontrze do jakiegokolwiek święta, ale że jest to spontaniczna, pozytywna inicjatywa pobożnych chrześcijan.

Drugą kwestią jest ranga kultu Boga Słońca – było to święto marginalne w mitologii rzymskiej, w religiach indoirańskich i wszystkich innych zespołach wierzeń. Było nieważne do tego stopnia, że nawet daty w poszczególnych miejscach się nie zgadzają. Gdyby chrześcijanie chcieli przejąć kult i zastąpić go swoim, musieliby święta Bożego Narodzenia ustanowić nie w jednym dniu, ale w kilkudniowym ciągu.

Co ważne – teoria politycznego zastępstwa datowana jest dopiero na XII wiek. Wcześniej nikt nie zgłaszał takich głosów. Pytanie brzmi: dlaczego? Jaki jest powód tego, że przez IX wieków nikt nie wspomniał, że taka jest geneza święta? Dlaczego sami chrześcijanie nie wspominają niewątpliwego sukcesu jakim było zastąpienie pogańskiej celebracji swoim obrządkiem?

Warto wspomnieć, że kilka dni temu ukazała się książka pt. Prawdziwe początki Bożego Narodzenia ks. prof. Józefa Naumowicza. Wspomniane przeze mnie fakty są w niej bardzo rzetelnie udokumentowane i omówione dużo szerzej.

Mit drugi – Święto Godowe, czyli słowiańskie Boże Narodzenie

Tutaj Onet wyraźnie spuszcza z tonu. Wylicza zwyczaje, które istniały na ziemiach polskich, germańskich czy skandynawskich jeszcze przed chrystianizacją. Jemioła, sianko pod obrusem, rozdawanie prezentów… Biorąc pod uwagę wstęp do artykułu, można się zawieźć.

Nazwa domniemanego mitu wprowadza w błąd. Święto Godowe w niczym nie przypominało Bożego Narodzenia. Jedynym punktem stycznym jest bliskość dat – świętowano podczas przesilenia zimowego – i przejęte zwyczaje, które utrzymano i schrystianizowano co do ich wymowy. Nie celebrowano narodzin żadnego bóstwa – był to dzień wróżb na nadchodzący rok i świętowania optymizmu wynikającego z wydłużającego się dnia. Wydźwięk był zatem kompletnie inny od intencji chrześcijańskich.

Kościół niechętnie mówi o pogańskich korzeniach – taką tezę stawiają we wstępie autorzy, ale tym tekstem niczego nie dowodzą. Pogańskie korzenie mają bowiem nie święta, ale poszczególne regionalne zwyczaje, które – jak świat długi i szeroki – różnią się między sobą nawet diametralnie i – co szczególnie ważne – nie są sensem świąt, ale zewnętrzną otoczką.

Górnolotne słowa, zapowiedź obalania chrześcijańskich mitów i opis drugiego z nich może się spotkać jedynie z wzruszeniem ramionami. Po lekturze pozostaje tylko pytanie: i cóż z tego?

Mit trzeci – Trzej magowie z Babilonu

Mity o mitach

Na dwoje babka wróżyła – wg autora artykułu Kościół z jednej strony uznaje tę opowieść za symboliczną, na co ma wskazywać brak kategorycznych stwierdzeń o tym, kim byli trzej Królowie, czy na pewno była ich trójka i czy byli królami. Z drugiej jednak strony są bibliści, którzy udowadniają ich istnienie.

Onet węszy spisek, bo wszystko wskazywałoby na to, że mowa tu o trzech uczonych astrologach z Babilonu. Ponieważ jednak astrologia została w okresie kontrreformacji surowo potępiona, w interpretacji tekstu zaczęto od tego momentu zastępować magów królami i tego mitu Kościół po dziś dzień dzielnie broni.

Problem w tym, że magia i astrologia zostały potępione na długo przed powstaniem narracji św. Mateusza o magach (vide np. Pwt 4,19, Iz 47 12-15). Jeśli Mateusz umieścił astrologów w swojej Ewangelii, miał pełną świadomość tego, co robi. Kościół próbujący to po kilkunastu stuleciach zatuszować byłby niepoważny, a przede wszystkim bardzo słaby, skoro przestraszyłby się siły własnego źródła – Ewangelii.

Mit czwarty – Gwiazda Betlejemska będzie tajemnicą na zawsze

Astronomowie próbowali wielokrotnie odtworzyć, o co mogło chodzić Ewangeliście. Stanowisk jest tyle, ilu jest naukowców, a każda hipoteza ma swoich entuzjastów i zdecydowanych krytyków.

Problem w tym, że zgodnie z intencją św. Mateusza próba jakiegokolwiek astronomicznego, naturalnego wytłumaczenia opisanego zjawiska jest absolutnie bezcelowa. Przy całym szacunku wobec mądrości oraz pędu do prawdy zajmujących się tą sprawą naukowców, św. Mateusz nie musiał mieć na myśli niczego, co jest wytłumaczalne przez współczesną astronomię.

Mędrcy powiedzieli do Heroda: Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie (Mt 2,2). Późniejsza relacja o jej poruszaniu się w określonym kierunku, aż osiągnęła swój cel, może wskazywać, że było to zjawisko nieopisane naukowo, ponieważ jednorazowe, ponadnaturalne. Przy badaniu Ewangelii świadomość, że może ona opisywać wydarzenia nadprzyrodzone jest dość rozsądnym założeniem. Jednak niektórym zdarza się zapomnieć.

Mit piąty – Poważny problem św. Mikołaja

fot. Iryna Yeroshko

A jednocześnie problem dla piszącego te słowa, bowiem Onet… staje na straży ortodoksji. Ustawia się w kontrze wobec czerwonego pajacyka z coca-coli, nazywa go spadkobiercą protestanckiego Ojca Świątecznego (zakaz kultu świętych), wskazuje na prawdziwą datę świętowania (6 a nie 25 grudnia; na ziemiach polskich do niedawna dzień wolny od pracy!) i opowiada historię o biskupie Miry.


Przeczytaj artykuł: Mikołaj z Miry. Święty z gestem


Przypomnijmy sobie jednak wstęp do tekstu – Kościół zataja prawdę o Bożym Narodzeniu i jego zwyczajach. Problem w tym, że już tylko katolickie świątynie 6 grudnia pokazują wiernym (głównie dzieciom zgromadzonym na roratach) prawdziwe oblicze św. Mikołaja – biskupa w mitrze i z pastorałem.

Jak to się ma do tytułu serii: Skrywane fakty o Bożym Narodzeniu? Nie mam pojęcia.

Mit szósty – A wszystko miało miejsce na wiosnę…

Tutaj autorzy przyjmują relację św. Klemensa Aleksandryjskiego (III wiek), który opisuje ustalenia konkretnego dnia narodzin Jezusa. W większości wypadków daty te wskazują na przełom kwietnia i maja i są różne dla poszczególnych odłamów chrześcijańskich. Raz jeszcze Onet szafuje argumentem o symboliczności daty 25 grudnia, który nie jest bynajmniej skrzętnie skrywaną tajemnicą, ale powszechnie znanym faktem. Nie mówi się o nim nie z chęci ukrycia prawdy przed wiernymi, lecz z powodu marginalnego znaczenia tych historycznych ustaleń w perspektywie ich teologicznej wagi.

Mity o mitach

Przy okazji warto wspomnieć, że Onet sam sobie przeczy, cytując Klemensa Aleksandryjskiego w perspektywie rozważań o dacie narodzin Jezusa, mimo, iż w pierwszym micie kategorycznie stwierdza, że pierwszych chrześcijan ten fakt kompletnie nie interesował.

Krytyka dziennikarzy Onetu nie jest bezpodstawna. Poza efektem w postaci kompromitacji (takich zapisów mamy pełno w internecie) jest jeszcze inny: ubaw gawiedzi, która (wystarczy zajrzeć do nienawistnych wobec Kościoła komentarzy pod tekstem) łyka te popisy i przyklaskując przyznaje rację domorosłym obalaczom mitów – tym, którzy zarzucając kłamstwo, sami kłamią, a wytykając ignorancję, sami oczytaniem nie grzeszą.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >