video-jav.net

Polityczna gra i sumienie

Objawiające się w sumieniu polityków obiektywne normy i wartości moralne na każdym etapie politycznej rywalizacji przypominać powinny, że twarde polityczne zmaganie jest nie tylko zmaganiem z kimś, ale także, a może przede wszystkim, zmaganiem o coś

Sławomir Sowiński
Sławomir
Sowiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Partyjna dyscyplina czy sumienie – czym kierować winien się polityk? To dobrze znane pytanie wróciło w naszej debacie publicznej, w związku z sejmowymi głosowaniami nad projektami „Stop Aborcji” i „Ratujmy kobiety”. Po decyzji największej opozycyjnej partii o usunięcia ze swego grona trojga posłów, którzy głosowali wbrew zarządzonej w niej dyscyplinie, znów zastanawiamy się nad odpowiedzialnością polityków wobec swych partii i odpowiedzialnością partii wobec sumień swych polityków.

Polityka jako roztropna służba dobru wspólnemu w realiach demokracji parlamentarnej ma oczywiście w sobie coś ze swoistej zespołowej gry. Gry o władzę i o przekonania wyborców. Skuteczne zatem reprezentowanie tej lub innej grupy wyborców, wymaga od polityków ich lojalnego współdziałania w ramach politycznych stronnictw, z ich politycznymi programami, regulaminami i wewnętrzną hierarchią. Ta sama polityczna skuteczność uzasadnia też pewną teatralizację polityki, a więc zręczną polityczną grę, rozpisaną wspólnie na przemyślane role i scenariusze, które przyciągnąć mają uwagę i głosy obywateli. Perspektywa dobra wspólnego, a więc odpowiedzialność nie tylko za los swoich wyborców, ale także za całą polityczną wspólnotę, wymaga często z kolei roztropnych politycznych kompromisów, które zaczynają się zawsze od porozumienia wewnątrz własnego politycznego obozu.

 

 

Z wszystkich tych powodów powiedzieć możemy, że w realiach demokratycznego państwa prawa lojalna polityczna gra w ramach własnej partii, jest nie tylko abecadłem politycznej pragmatyki, ale także wyrazem odpowiedzialności za cel, który w polityce chce się skutecznie realizować.

Przypominając to wszystko podkreślić jednak trzeba, że mając w sobie cechy zespołowej gry, polityka nie może być samą tylko grą. To,  pełne emocji i ambicji, zmaganie o władzę, bez przekraczających go norm i wartości moralnych, łatwo bowiem stać się może seansem nagiego cynizmu, bezwzględnego konfliktu czy pustej nienawiści.  Objawiające się w sumieniu polityków (oraz nas wyborców) obiektywne normy i wartości moralne na każdym etapie politycznej rywalizacji przypominać powinny, że twarde polityczne zmaganie jest nie tylko zmaganiem z kimś, ale także, a może przede wszystkim, zmaganiem o coś. O jakieś obiektywne dobro, sprawiedliwość czy rozwój, które służyć ma wszystkim.

Te same obiektywne normy i wartości moralne, które odkrywać mamy w swych sumieniach, przypominać mają także o granicy polityki i najtwardszej nawet politycznej gry. Granicy, którą wyznacza ludzka godność, elementarna sprawiedliwość, czy właśnie powszechne prawo do  życia.

Dlatego, zwłaszcza tam gdzie polityk podejmować musi decyzje najważniejsze, a  czasem i najtrudniejsze, te dotyczące spraw w ludzkim życiu zasadniczych i te związane z dramatycznym wyborem między różnymi wartościami, przed lojalnością wobec swych partii i swych wyborców, ma on prawo a także obowiązek postawić odpowiedzialność wobec własnego sumienia. A my jako wyborcy i obywatele mamy prawo oczekiwać, że nasi politycy są ludźmi sumienia, którzy w chwili politycznej próby nie zawahają się opowiedzieć po stronie naszego życia, godności, wolności czy naszego losu, ryzykując gdy  trzeba swą władzę, karierę czy poparcie.  

Dlatego właśnie wydaje się, że polityczne partie, dbając na co dzień o swą zwartość i skuteczność, w sprawach dotykających samej istoty ludzkiego życia  – a do takich należy nie wątpliwie kwestia jego prawnej ochrony – powinny uznać pierwszeństwo sumienia swych polityków.  Dlatego też wyrazić wypada nadzieję, że wspomniana wyżej decyzja nie jest jeszcze ostateczną, ale zarazem, że jest ona w naszej polityce, tego rodzaju decyzją ostatnią.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Sławomir Sowiński

Sławomir Sowiński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Sowiński
Sławomir
Sowiński
zobacz artykuly tego autora >

Uchodźca, imigrant, człowiek, pomoc

Człowiek w obliczu wojny, jak wygląda, jak się zachowuje, czego potrzebuje?

Małgorzata Świtała
Małgorzata
Świtała
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pokolenie naszych rodziców, być może dziadków wie, jak odpowiedzieć na te pytania. Kto spośród nas nie był na wschodzie Ukrainy, w Syrii, wcześniej Iraku i Afganistanie, nie wie z czym się mierzy. Szkiełka i oka czy serca potrzebujemy, żeby otworzyć się na potrzebujących?

Zrozumienie tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie wymaga widzenia więcej, w szeroko pojętej polityce, geopolitykę w to włączając, finansach, zasobach naturalnych, religii i historii. Rozwiązanie konfliktu w regionie zasługuje na pokojowego nobla. Ale nagroda za takie wyróżnienie to mniejsze pieniądze niż te, które można zarobić na wojnie. Komu się ona opłaca? Arabii Saudyjskiej, Katarowi, Rosji, Stanom Zjednoczonym, Turcji, a może Izraelowi? To na terenie tego ostatniego kraju dwa miesiące temu, we wrześniu, zostały przeprowadzone największe wojskowe manewry od 20 lat. Armia ćwiczyła prawdopodobne starcie z Hezbollahem, od walk przygranicznych po pełnowymiarową wojnę. W czwartek, 16 listopada, zakończyły się –  największe jak dotąd w Izraelu – manewry lotnicze „Niebieska flaga”. W tych ćwiczeniach siły połączyły Niemcy, Grecja, Indie, Włochy, Polska, Stany Zjednoczone i Francja.

“Państwo musi mieć zdolność do tworzenia koalicji, chcemy uczyć się od innych sił powietrznych, wzmacniać nasze zdolności do odstraszania” – mówił pułkownik Itamar, dowódca bazy sił powietrznych w Ovda.

Polityka odstraszania” tak dobrze znana z konferencji przywódców NATO używana w kontekście walki z Rosją. Czy podział, jaki stworzyła walka z samozwańczym Państwem Islamskim, na terrorystów i resztę cywilizowanego świata, to tak naprawdę stary, dobrze nam znany konflikt Stany Zjednoczone – Rosja? Pierwszy zwiastun tego, z czym teraz się mierzymy mieliśmy, kiedy Związek Radziecki chciał przypieczętować swoje wpływy w Afganistanie. To wtedy Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Arabia Saudyjska zaczęły finansować ruch oporu. Jak daleko od tego momentu do tego, w którym wszyscy usłyszeliśmy o Al Kaidzie?

 

 

Nawet na dobre nie zaczęłam się zagłębiać w konflikt, a już jego obraz zaczyna się zaciemniać. Czy Izrael prze do wojny? Na terenie mniejszego Libanu czy rozległej Syrii? A co z Kurdami i zaangażowaną w ten spór Turcją? Co z Arabią Saudyjską, Katarem, na których ciążą wzajemne, ale i świata oskarżenia o finansowanie terroryzmu? Co z ropą i jej przesyłem?

Długo można tak jeszcze drążyć, ale najważniejsze, żeby w tym oceanie wzajemnych oskarżeń i podejrzliwości nie zgubić kropli, jaką jest człowiek.

Człowiek, który pokazuje szkołę przekształconą w miejsce tortur i pozuje do zdjęć na tle zakrwawionych ścian.

Kobieta, która pochowała męża i syna, a swoje ostatnie żyjące dziecko ze łzami w oczach pożegnała, kiedy szło na front i nie ma o nim wieści od lat.

Dziecko, które marzy o tym, że wróci do szkoły.

Matka, która z głodu nie ma czym karmić swojego noworodka.

Kiedy pada pytanie, dlaczego nie sprowadzamy uchodźców do Polski, przychodzą mi do głowy słowa biskupa z Tartus w Syrii:

“Trzeba zrozumieć, że przybyszom z Bliskiego Wschodu trudno jest zaadaptować się do życia w zachodnim społeczeństwie. Dlaczego wyrywać ludzi z ich ziemi, kiedy można pomóc im odbudować ich kraj?  To znacznie lepsze pomagać im na miejscu, także lepsze z punktu widzenia rachunku ekonomicznego, ponieważ za taką samą sumę pieniędzy można pomóc dziesięć razy większej liczbie osób na miejscu, niż sprowadzając ich do Europy. Nie można też zapomnieć o groźbie terroryzmu, która wiąże się z niekontrolowanym napływem ludzi niewiadomego pochodzenia. Uważam, że Europa jest naiwna przyjmując uchodźców bez kontroli, nie znając ich intencji, kultury i przekonań.” 


Dlatego, pomagajmy! Tak, jak sami byśmy chcieli być wspomożeni. Słowem. Modlitwą. Pieniędzmi. Miliony są potrzebne na odbudowę szkół, szpitali, domów. Każdy milion zaczyna się od grosza. Dlatego każdy datek, nawet najmniejszy jest potrzebny. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, Caritas Polska, Polska Misja medyczna czy papieskie stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie – za ich pośrednictwem można się włączyć w akcję Rodzina Rodzinie, Polska dla świata i wiele, wiele innych. 

Kiedy w Marszu Niepodległości szły tysiące świętujących ludzi, z tłumu co jakiś czas wyrywały się pojedyncze głosy, które nie nadają się do przytoczenia w  miejscu publicznym. Parafrazując, nieliczni, ale głośni obwieszczali światu co trzeba zrobić z uchodźcami. Ludźmi, którzy cierpią przez wojnę. Którzy próbują odbudować swoje życie. Podnieść je z gruzów, jak nasi rodacy podnosili kiedyś zbombardowaną Warszawę. Patriotyzmu nie należy mylić z szowinizmem, a pomocy ze zmienianiem komuś życia na siłę.

Uchodźca, imigrant, człowiek, pomoc, wojna – wykreśl słowo, które w tej grupie znalazło się przypadkiem. Które? To wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Tak jak cały konflikt i kryzys migracyjny, tak i to zdanie wymaga chwili, w której rzeczy małe przestają być znaczące, a do głosu dochodzą i szkiełko, i serce.

 

P.S. Dziękuję ks. Marcinowi Schmidtowi, dr Magdalenie El Ghamari, dr. Wojciechowi Szewko, ks. Pawłowi Kaczmarczykowi za rozmowę i przemyślenia.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Małgorzata Świtała

Małgorzata Świtała

Zobacz inne artykuły tego autora >
Małgorzata Świtała
Małgorzata
Świtała
zobacz artykuly tego autora >
Share via