video-jav.net

Niechciane czekanie

W wielu życiowych sytuacjach, nawet tak banalnych jak przedłużające się oczekiwanie na przystanku autobusowym w mroźny dzień, przekonujemy się, że czekanie może być cierpieniem. Jednocześnie rzadko pamiętamy o tym, że każde cierpienie jest oczekiwaniem

Marcin
Leśniak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Psalm 13

Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał?

Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?

Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania,

a w moim sercu codzienną zgryzotę?

Jak długo mój wróg nade mnie będzie się wynosił?

[01]

Mogłoby się wydawać, że cierpienie nie powinno mącić adwentowego „czasu radosnego oczekiwania”. Będące synonimami cierpienia: ból, odrzucenie, choroby i śmierć, to przed Bożym Narodzeniem, tematy znikające niejako z pola widzenia. Czas refleksji powróci dopiero z nadejściem Wielkiego Postu. Przed nami Adwent, Święta i karnawał. Tymczasem, może to właśnie zachęcający do zatrzymania się w ciszy Adwent, pozwoli nam szerzej otworzyć oczy na wypierane pytania. Cierpienie – rzeczywistość bez łatwych wyjaśnień, pocieszeń, zwane czasem „skałą ateizmu” domaga się odrzucenia lub poszukiwania jego sensu.

Cierpienie fizyczne i duchowe trwa w czasie, a ciało i duch domagają się zmiany tu i teraz. Pojawia się niepokój, wypatrywanie przemiany zaczyna nużyć. Kiedy to się skończy? Czy doczekam się…? W pełnym zgryzoty Psalmie 13 słyszymy niecierpliwe wołanie: „Jak długo, Panie?” Cierpienie jest więc czasem oczekiwania: na wyzdrowienie, rozwiązanie dręczących spraw, uwolnienie z nałogu, powrót tych, którzy odeszli, przyjście tych, którzy jeszcze nie przyszli, czy nawet śmierć, która uwolni od bólu. W perspektywie wiary, cierpienie częstokroć staje się czasem trudnego oczekiwania na zbawienie i wieczność.

 Nawet jeśli wołanie do Boga jest wyrzutem, cierpienie, mimo że pozostaje bolesnym oczekiwaniem, zaczyna jawić się w innym świetle. Bóg nie daje prostej odpowiedzi na dręczące pytanie „dlaczego?”, ale tylko błagalne spojrzenie w jego kierunku może przynieść nadzieję. Kardynał Gianfranco Ravasi, komentując Psalm 13, w książce „Jak długo, Panie?” (G. Ravasi, Jak długo, Panie?, Kielce, 2004 r) zauważa, że „Wszystkie zakończenia błagań są zawsze otwarte na jakiś przebłysk światła, oczekują przyszłości, w której prośba zostanie wysłuchana i stanie się nadzieja”. Tym samym modlitwa ma moc przekształcania odrzucenia, buntu i bólu w nadzieję.

Niechciane czekanie

Powierzając Bogu porażający skandal cierpienia – pisze Ravasi – możliwe jest przemienienie spontanicznego i naturalnego odrzucenia w błaganie oparte na nadziei. Ten sam autor, opisując sugestywnie podróż Hioba przez mroki cierpienia podkreśla, że jego wołanie jest „dramatycznym i ciągłym protestem, który staje się głosem każdego człowieka niewinnie cierpiącego, dochodzącego niemal do granic rozpaczliwego i bezsilnego bluźnierstwa”. Jednak i Hiob nie nie otrzymuje wyjaśnienia swojego cierpienia, znajdując ukojenie dopiero w spotkaniu prawdziwego Boga „ujrzanego oczami”, a nie „znanego ze słyszenia” – zaznacza Ravasi. Jego oczekiwanie na spotkanie Boga i znalezienie odpowiedzi jest przepełnione bólem.

Odwiedzając w Adwent 2009 roku rzymskie hospicjum, papież Benedykt XVI mówił: “w świetle wiary w chorobie i cierpieniu dopatrzyć możemy się szczególnego przeżycia Adwentu, odwiedzin Boga, który w tajemniczy sposób przybywa, aby wyzwolić od samotności i nonsensu i przemienić ból w czas spotkania z Nim, nadziei i zbawienia“.  W tym samym roku, podczas Nieszporów I niedzieli Adwentu Benedykt XVI przypomniał, że „obecność Boga w naszym życiu realizuje się przez słowa Pisma Świętego, w roku liturgicznym, poprzez świętych, w wydarzeniach życia codziennego, w całym stworzeniu”. Papież podkreślił wtedy, że my ze swej strony możemy kierować do Boga swoje słowa, ukazać swoje cierpienia, niecierpliwość, rodzące się w sercu pytania i możemy być pewni, że On zawsze nas słucha. „A jeśli Jezus jest obecny, nie ma już czasu pustego, pozbawionego sensu. Jeśli jest On obecny, możemy nadal żyć nadzieją, nawet wówczas, gdy inni nie mogą nam pomóc, czy wtedy, gdy chwila obecna staje się uciążliwa” – mówił Ojciec Święty.

Cierpienie, bez zwrócenia się ku Bogu staje się nieznośne. Cierpienie, z dłońmi złożonymi do modlitwy przeradza się w nadzieję na uniesienie ich w geście triumfu.

Dla chrześcijanina cierpienie jako niechciane, „nieradosne oczekiwanie”, nie przestaje być dramatem, ale skierowane ku nadziei nie jest już czasem oczekiwania w pustce.

Marcin Leśniak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin
Leśniak
zobacz artykuly tego autora >

Niewygodna rzeczywistość

Prawda ma to do siebie, że lubi spłatać figla, jeśli ktoś zamiast ją badać i ukazywać w całym jej pięknie, zaczyna kształtować ją po swojemu. Wczoraj reżyserom medialnego świata rzeczywistość wbiła kolejny nóż w plecy

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bo oto znów o nas mówią! Tylko, że nie w upragnionych superlatywach, ale w kontekście religijnej dyskryminacji. To dlatego entuzjastycznie prozachodnie media wymownie milczą. Każdy dzień rozpoczynają w blokach startowych, aby opisać który z rozpoznawalnych Polaków został na Zachodzie z odpowiednią intensywnością poklepany po plecach, by móc Rodakom przedstawić narrację sukcesu. Dziś jej nie ma.

To na swój brytyjski sposób zabawne, że media tak mocno zajęły się pomijaniem prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie, że zapomniały płaszczem milczenia nakryć własne podwórko. Na nim wciąż nie jest równie krwawo, jak w miejscach, do których daleko nam geograficznie. Problem w tym, że coraz bliżej nam do nich mentalnie.

Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie opublikowało raport o prześladowaniu religijnym, a w nim dowodzony przez Tomasza Lisa Newsweek został wraz z pismami pokroju: Nie oraz Faktów i Mitów wymieniony jednym tchem jako przyczyna antyklerykalnego niżu ciążącego nad Polską. O ile ostatnie dwa tytuły nie są tutaj żadną niespodzianką, bo obie redakcje z plucia na Kościół uczyniły sobie wygodny sposób na otrzymywanie wypłat, o tyle co do Newsweeka, pretendującego do miana gazety najbardziej opiniotwórczej, a nie prymitywnie antyklerykalnej, pozostawały wątpliwości. Wydaje się, że zagraniczni eksperci nie mieli ich nawet przez moment.

Niewygodna rzeczywistość

Kiedy przy różnych okazjach udowadniałem (i nie tylko ja; mądrzejsi ode mnie wskazywali na to samo), że bieganie z mikroskopem po parafiach, by dostrzec pierwiastki pedofilii i kradzieży to nic nowego, jak kontynuacja myśli Goebbelsa, wielu pukało się w czoło. Tymczasem Ministerstwo Propagandy i Oświecenia Publicznego istnieje, ma się świetnie i funkcjonuje wg ściśle określonych zasad, a praca dla niego wciąż równa się grubemu portfelowi, orderom i laurkom. Brudzenie sobie rąk przy zakrzywianiu płaszczyzn prawdy w medialnym gabinecie krzywych luster w Polsce niestety nie hańbi.

I nie są to pojękiwania zgorzkniałego starca z tylnej ławki Kościoła, zniecierpliwionej moherowej babci marudzącej na tramwajowym przystanku, oazówy z tłustym warkoczem, czy wąsatego introwertyka z pierwszego roku seminarium. To nie lament martwych stereotypów, które wytworzyliście, by umieszczać je między wierszami kreślonych na kolanie filipik. To nie głosy tych, którymi można bezkarnie wzgardzić, jak to czyniliście przez ostatnie lata. Tym razem to naukowa analiza ekspertów z całego świata, którzy widzą, że nie jest dobrze, a równia jest pochyła.

Gdyby propaganda antykościelna i antyreligijna w ogóle (nie chodzi przecież tylko o katolicyzm, choć z powodów wiadomych celownik skupia się głównie na Kościele) ograniczała się tylko do nierozsądnych słów, można by ją z uśmiechem zignorować, od mocniejszych duchowo spodziewać się modlitwy za nieprzyjaciół i na tym sprawę zakończyć. Problem jest jednak głębszy – wypaczanie rzeczywistości i jawnie wroga narracja insynuująca między wierszami bezkarność i zbrodniczość Kościoła nie budzi zwykłej niechęci lub obojętności, ale agresję. Raport wspomina o próbie zniszczenia obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej czy podarciu Biblii – aktach wyraźnie bluźnierczych i antykatolickich.

Ale efekty pracy propagandystów nie ograniczają się tylko do występowania przeciw symbolom. To uderzanie w ludzi!

W listopadzie w koszalińskim szpitalu ksiądz walczył o życie, ponieważ nie chciał otworzyć napastnikom sejfu na plebanii. Bito go po głowie ostrym narzędziem. Sugeruje się, że była to siekiera. Raport podaje przykład księdza napadniętego w Suwałkach kilkadziesiąt miesięcy temu. Został dotkliwie pobity i okradziony, ale nie z pieniędzy, jakie miał przy sobie. Ukradziono mu modlitewnik. Trudno o bardziej oczywisty przykład napaści religijnej i nie jest to wnioskowanie moje, ale raportu nt. wolności wyznań na świecie amerykańskiego Sekretariatu Stanu. Wyjątkowy policzek dla tych, którzy chcieliby te doniesienia sprowadzić do wiecznego niezadowolenia egzaltowanych katolików i podpisać kolejny apel o deklerykalizację kraju.

Niewygodna rzeczywistość

Ale tutaj niewygodne zdanie Amerykanów i Zachodu przestaje nas obchodzić. Jest ważne tylko wtedy, gdy z nieznanych pod względem rzetelności badań Uniwersytetu w Columbii i Dakocie wynika, że 97% księży to pedofile, a 88% z nich – fetyszyści.

Ta historia nie ma jeszcze puenty. Może ją jednak mieć już niedługo. Od naszej odporności na manipulację zależy, czy jej finał będzie przebiegał wg scenariusza bliskowschodniego, czy zdołamy się w porę opamiętać.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >