Nasze projekty
Marcin Leśniak

Niechciane czekanie

W wielu życiowych sytuacjach, nawet tak banalnych jak przedłużające się oczekiwanie na przystanku autobusowym w mroźny dzień, przekonujemy się, że czekanie może być cierpieniem. Jednocześnie rzadko pamiętamy o tym, że każde cierpienie jest oczekiwaniem

Reklama

[margincarouselwidget heading=”]
[margincarouselwidget_item id=’15001′ title=” content='

Psalm 13

 

Reklama

Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał?

Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?

Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania,

Reklama

a w moim sercu codzienną zgryzotę?

Jak długo mój wróg nade mnie będzie się wynosił?

']
[/margincarouselwidget]

Reklama

Mogłoby się wydawać, że cierpienie nie powinno mącić adwentowego „czasu radosnego oczekiwania”. Będące synonimami cierpienia: ból, odrzucenie, choroby i śmierć, to przed Bożym Narodzeniem, tematy znikające niejako z pola widzenia. Czas refleksji powróci dopiero z nadejściem Wielkiego Postu. Przed nami Adwent, Święta i karnawał. Tymczasem, może to właśnie zachęcający do zatrzymania się w ciszy Adwent, pozwoli nam szerzej otworzyć oczy na wypierane pytania. Cierpienie – rzeczywistość bez łatwych wyjaśnień, pocieszeń, zwane czasem „skałą ateizmu” domaga się odrzucenia lub poszukiwania jego sensu.

 

Cierpienie fizyczne i duchowe trwa w czasie, a ciało i duch domagają się zmiany tu i teraz. Pojawia się niepokój, wypatrywanie przemiany zaczyna nużyć. Kiedy to się skończy? Czy doczekam się…? W pełnym zgryzoty Psalmie 13 słyszymy niecierpliwe wołanie: „Jak długo, Panie?” Cierpienie jest więc czasem oczekiwania: na wyzdrowienie, rozwiązanie dręczących spraw, uwolnienie z nałogu, powrót tych, którzy odeszli, przyjście tych, którzy jeszcze nie przyszli, czy nawet śmierć, która uwolni od bólu. W perspektywie wiary, cierpienie częstokroć staje się czasem trudnego oczekiwania na zbawienie i wieczność.

 

 Nawet jeśli wołanie do Boga jest wyrzutem, cierpienie, mimo że pozostaje bolesnym oczekiwaniem, zaczyna jawić się w innym świetle. Bóg nie daje prostej odpowiedzi na dręczące pytanie „dlaczego?”, ale tylko błagalne spojrzenie w jego kierunku może przynieść nadzieję. Kardynał Gianfranco Ravasi, komentując Psalm 13, w książce „Jak długo, Panie?” (G. Ravasi, Jak długo, Panie?, Kielce, 2004 r) zauważa, że „Wszystkie zakończenia błagań są zawsze otwarte na jakiś przebłysk światła, oczekują przyszłości, w której prośba zostanie wysłuchana i stanie się nadzieja”. Tym samym modlitwa ma moc przekształcania odrzucenia, buntu i bólu w nadzieję.

 

Niechciane czekanie

Powierzając Bogu porażający skandal cierpienia – pisze Ravasi – możliwe jest przemienienie spontanicznego i naturalnego odrzucenia w błaganie oparte na nadziei. Ten sam autor, opisując sugestywnie podróż Hioba przez mroki cierpienia podkreśla, że jego wołanie jest „dramatycznym i ciągłym protestem, który staje się głosem każdego człowieka niewinnie cierpiącego, dochodzącego niemal do granic rozpaczliwego i bezsilnego bluźnierstwa”. Jednak i Hiob nie nie otrzymuje wyjaśnienia swojego cierpienia, znajdując ukojenie dopiero w spotkaniu prawdziwego Boga „ujrzanego oczami”, a nie „znanego ze słyszenia” – zaznacza Ravasi. Jego oczekiwanie na spotkanie Boga i znalezienie odpowiedzi jest przepełnione bólem.

 

Odwiedzając w Adwent 2009 roku rzymskie hospicjum, papież Benedykt XVI mówił: „w świetle wiary w chorobie i cierpieniu dopatrzyć możemy się szczególnego przeżycia Adwentu, odwiedzin Boga, który w tajemniczy sposób przybywa, aby wyzwolić od samotności i nonsensu i przemienić ból w czas spotkania z Nim, nadziei i zbawienia„.  W tym samym roku, podczas Nieszporów I niedzieli Adwentu Benedykt XVI przypomniał, że „obecność Boga w naszym życiu realizuje się przez słowa Pisma Świętego, w roku liturgicznym, poprzez świętych, w wydarzeniach życia codziennego, w całym stworzeniu”. Papież podkreślił wtedy, że my ze swej strony możemy kierować do Boga swoje słowa, ukazać swoje cierpienia, niecierpliwość, rodzące się w sercu pytania i możemy być pewni, że On zawsze nas słucha. „A jeśli Jezus jest obecny, nie ma już czasu pustego, pozbawionego sensu. Jeśli jest On obecny, możemy nadal żyć nadzieją, nawet wówczas, gdy inni nie mogą nam pomóc, czy wtedy, gdy chwila obecna staje się uciążliwa” – mówił Ojciec Święty.

 

Cierpienie, bez zwrócenia się ku Bogu staje się nieznośne. Cierpienie, z dłońmi złożonymi do modlitwy przeradza się w nadzieję na uniesienie ich w geście triumfu.

Dla chrześcijanina cierpienie jako niechciane, „nieradosne oczekiwanie”, nie przestaje być dramatem, ale skierowane ku nadziei nie jest już czasem oczekiwania w pustce.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite