Ks. Węgrzyniak: Postawmy Pismo Święte w centrum myśli, modlitwy i dyskusji

Niedziela Słowa Bożego jest dobrym dniem, by w centrum myśli, modlitwy i dyskusji postawić Pismo Święte. Największym problemem jest zawsze motywacja. Dlaczego warto? Dlaczego trzeba? Podzielę się dziesięcioma powodami - pięć nazwijmy niewierzącymi a pięć powodami wierzącymi.

ks. Wojciech Węgrzyniak
ks. Wojciech
Węgrzyniak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ks. Węgrzyniak: Postawmy Pismo Święte w centrum myśli, modlitwy i dyskusji
Niedziela Słowa Bożego jest dobrym dniem, by w centrum myśli, modlitwy i dyskusji postawić Pismo Święte. Największym problemem jest zawsze motywacja. Dlaczego warto? Dlaczego trzeba? Podzielę się dziesięcioma powodami - pięć nazwijmy niewierzącymi a pięć powodami wierzącymi.

30 września 2019 r. Papież Franciszek opublikował list „Aperuitillis”. Okazją do napisania krótkiego, ale bardzo treściwego dokumentu o Biblii była 1600 rocznica śmierci św. Hieronima. Wszak to słynny tłumacz Wulgaty powiedział: „Nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa”. W dokumencie tym Ojciec Święty między innymi ustanawia Niedzielę Słowa Bożego, która ma przypadać w 3 Niedzielę zwykłą. Po raz pierwszy obchodzona jest więc ona 26 stycznia tego roku.

Powodów wybrania jednej niedzieli na to, by skupić wszystkie myśli na Piśmie Świętym jest kilka. Po pierwsze na zakończenie Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia Papież poprosił, aby «jedna niedziela [w ciągu roku została] w całości poświęcona słowu Bożemu, aby zrozumieć niewyczerpalne bogactwo pochodzące z tego nieustannego dialogu między Bogiem a Jego ludem» (List Apost. Misericordia er misera, 7). Po drugie, ma to pomóc wiernym „wzrastać w miłości i w świadectwie w wiary” (AI, 2). Po trzecie, wybór niedzieli w tym czasie roku liturgicznego jest odpowiednim w kontekście troski o jedność chrześcijan i dialog religijny z wyznawcami judaizmu. Jak to ujął Franciszek: „Nie jest to przypadek: celebrowanie Niedzieli Słowa Bożego wyraża charakter ekumeniczny” (AI, 3).

Jak można przeżywać tę niedzielę? Z jednej strony Ojciec Święty zachęca ogólnie, by  „przeżywać tę Niedzielę jako dzień uroczysty” (AI,3) tak, by była ona poświęcona „celebracji, refleksji oraz krzewieniu Słowa Bożego” (AI, 3). Z drugiej podaje konkretne przykłady, co można w ten dzień zrobić: intronizację Pisma Świętego, udzielanie urzędu lektoratu, wręczenie przez proboszcza wiernym całej Biblii albo chociaż jednej Księgi. Niewątpliwie to też najlepszy czas na to, by całą homilię poświęcić Słowu Bożemu. Przecież niedawno czytaliśmy o tym, że „Słowo stało się Ciałem”, jak i rozpoczęliśmy nowy cykl czytań w Liturgii, co jest dobrą okazją, by chociaż wytłumaczyć sens i układ czytań mszalnych.

Dołóżmy do tego jeszcze parę propozycji. Niedziela ta jest dobrą okazją, żeby zaprezentować ciekawie aplikację z tekstami biblijnymi (np. „Pismo Święte” Zespołu Pisma Świętego), super produkcję Biblii Audio czy strony internetowe z najpiękniejszymi obrazami biblijnymi (np. artbible.info czy biblical-art.com). To dobry czas, bo sprawdzić, czy i gdzie w domu znajduje się Pismo Święte, porozmawiać o sensie i pożyteczności czytania Słowa Bożego, jak również podzielić się najbardziej uderzającymi postaciami, wydarzeniami czy cytatami z Biblii. Jeśli ktoś nie przeczytał jeszcze listu papieża Franciszka „Aperuitillis”, to niech to zrobi właśnie w tę niedzielę. Tak jak wigilia jest dobrym czasem na składanie życzeń najbliższym, jak Popielec właściwym dniem, by posypać głowę popiołem, tak Niedziela Słowa Bożego jest dobrym dniem, by w centrum myśli, modlitwy i dyskusji postawić Pismo Święte.

Największym problemem jest zawsze motywacja. Dlaczego warto? Dlaczego trzeba? Powodów jest zapewne wiele. Podzielę się dziesięcioma powodami, pięć nazwijmy niewierzącymi a pięć powodami wierzącymi. Nawet jeśli ktoś nie jest osobą wierzącą, warto by przeczytał Biblię. Po co? Po to…

1) by rozumieć 1/3 ludzkości, czyli chrześcijan i Żydów,

2) by rozumieć literaturę, jak „Na wieży Babel” Szymborskiej czy „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa,

3) by rozumieć dzieła sztuki, jak „Powrót Syna Marnotrawnego” Rembrandta czy „Ofiarę Izaaka” Caravaggia,

4) by rozumieć muzykę, chociażby „Pasję wg św. Mateusza” Bacha czy „Mesjasza” Haendla,

5) by rozumieć język, gdy ktoś powie o zakazanym owocu czy nazwie cię faryzeuszem.

 

A jeśli jest ktoś wierzącym, znajdzie dodatkową motywację. Jaką? Czytam Biblię …

1) żeby być wiernym Jezusowi, który mówi: „Pisma nie można odrzucić” (J 10,35),

2) żeby Jezusa poznać, bo „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” (św. Hieronim),

3) żeby być wiernym Kościołowi, który zachęca „aby w każdym domu była Biblia … by można ją było czytać i posługiwać się nią w modlitwie” (Benedykt XVI, VD 85),

4) żeby spotykać się z Bogiem, „albowiem w księgach świętych Ojciec, który jest w niebie spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę” (SWII, KO 21),

5) żeby nie zmarnować życia, bo każdego kto słucha słów Jezusa i wypełnia je, „można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony” (Mt 7,24-25).

 

Kiedy czytamy Biblię, „w księgach świętych Ojciec, który jest w niebie spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę” (Dei Verbum, 21). Dla takiego Ojca warto i dla takich rozmów nie szkoda marnować czasu.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



 

Nakładem wydawnictwa Rafael ukazała się książka „O co właściwie nam chodzi?” autorstwa ks. Wojciecha Węgrzyniaka - biblisty, wykładowcy, cenionego rekolekcjonisty, znanego z niezwykłego poczucia humoru. 

Książka jest esencją najciekawszych myśli, spostrzeżeń i komentarzy autora. Po raz pierwszy zebrano eseje tłumaczące biblijne przekazy z obszernymi komentarzami na temat spraw trudnych, budzących kontrowersje, a przez to krzykliwych i bardzo medialnych.

Kup książkę w Dobroci.pl - sklepie Stacji7


ks. Wojciech Węgrzyniak

ks. Wojciech Węgrzyniak

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Wojciech Węgrzyniak
ks. Wojciech
Węgrzyniak
zobacz artykuly tego autora >
FELIETONY

Są jak chusta Weroniki

Nawet nie chcę wyobrażać sobie świata, w którym ich nie ma. Gdyż są jak chusta Weroniki, która kroczyła za Panem. Nie odmieniła cierpienia, ale dała ulgę i nadzieję.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Są jak chusta Weroniki
Nawet nie chcę wyobrażać sobie świata, w którym ich nie ma. Gdyż są jak chusta Weroniki, która kroczyła za Panem. Nie odmieniła cierpienia, ale dała ulgę i nadzieję.

Zazwyczaj są niewidoczne. Przemkną w tych swoich czarnych, brązowych, białych podobnych do worków habitach i dziwnych nieraz czepkach z welonami. I tylko od czasu do czasu świat dowiaduje się czegoś więcej o ich istnieniu i pracy, gdy wrzucają do Internetu zabawny filmik, w którym udają pingwiny i osiągają ogromne zasięgi… i w rekordowym czasie na ich konto wpływa 5 milionów złotych. Albo gdy ich klasztor, otulony lasami Borów Tucholskich – franciszkanek z Orlika – znajduje się w oku cyklonu i żywioł powala niezliczoną liczbę drzew, niszczy też efekty ich pracy i trzeba zaczynać wszystko od nowa. Lub gdy w czasie powodzi stulecia wychodzą z klasztoru, tak jak szare urszulanki z Ostrowia Tumskiego we Wrocławiu, które dzielnie usypują wały przeciwpowodziowe, broniąc dzielnicę przed jeszcze większymi szkodami.

Ukrycie to ich specjalność. Świat dowiaduje się o nich przeważnie w nadzwyczajnych warunkach, bo na co dzień są mało widoczne. Niedostrzeżone, nieraz otoczone zabobonnym lękiem (przecież przynoszą pecha), ale przede wszystkim niezrozumieniem.

Jest ich w Polsce dziewiętnaście tysięcy. Należą do około stu zgromadzeń i jest to wielkie bogactwo i różnorodność, bo realizują bardzo liczne i różnorodne cele. Wychowują i pielęgnują, uczą religii i innych przedmiotów, wykładają także na uczelniach wyższych. Prowadzą liczne grupy formacyjne dla młodszych i starszych, leczą w szpitalach i przychodniach. Odrzuconym i zmarginalizowanym pomagają w ośrodkach terapeutycznych, hostelach, chroniących ofiary przemocy domowej. Prowadzą domy dla samotnych matek, zakładają okna życia. Pracują z rodzinami – pełnymi, by miały lepszą formację i dysfunkcyjnymi, by dzieci – ale też rodzice – odnaleźli proste ścieżki życiowe. Próbującym zerwać z prostytucją dają szansę powrotu do normalnego życia, ucząc zawodów i samodzielności. Potrafią dostrzec wszelką biedę spiesząc z pomocą i dobrym słowem. Ta długa lista jest niepełna i niekompletna.

 

 

Sceptyczny świat takie życie zakonne potrafi jeszcze zrozumieć – siostry robią przecież coś pożytecznego, choć wciąż zadziwiają swoją rezygnacją z życia rodzinnego, majątku i samodzielnego decydowania o własnym losie. Ale są i takie, które siedzą za grubymi murami klasztoru, modlą się wiele godzin dziennie, zarabiają na życie haftem lub wypiekaniem opłatków… i nic ponadto w ich życiu się nie wydarza, a to uznawane bywa za grubą przesadę.

I każda z tych wspólnot ma swoją niepowtarzalna historię. Historię zapoczątkowaną zazwyczaj przez kobietę, która nie mogła pogodzić się z cierpieniem i okrucieństwem świata. I chciała coś z tym zrobić, tak jak matka Teresa z Kalkuty, która nie mogła zgodzić się z losem hinduskich nędzarzy, widzianych z okien swojego uporządkowanego życia, czy matka Maria Karłowska, która wyrywała dziewczyny z rąk stręczycieli, ryzykując nawet własnym życiem. W swej pasji kształtowania świata zgodnie z wolą Pana Jezusa, pokonywały niezliczone trudności. Nieraz zaczynały swe dzieła od niczego, od jednej świetlicy, szkółki czy niewielkiego mieszkania, tak jak siostry fabryczne, założone przez m. Różę Godecką, które pracowały wśród robotnic Warszawy i Łodzi, by później zakładać kolejne placówki i dzieła.

Różnie rozwijały się później ich dzieła – niektóre przekraczały granice swych ojczyzn, tak jak siostry miłosierdzia św. Wincentego czy salezjanki, obecne na wszystkich kontynentach, inne pozostawały w granicach swych ojczyzn, ale wszystkie znowu coś łączy – wszystkie mają wspólny rys – niezłomność i konsekwencję, nieraz zatracenie w służbie. Aby służyć trzeba być znakomicie zorganizowanym, znać się na finansach i budownictwie i to znakomicie im wychodzi, proszę spojrzeć na pierwsze litewskie hospicjum, zorganizowane przez polską zakonnicę, s. Michaelę Rak ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego, czy dom wzniesiony w rekordowym tempie przez dominikanki w Broniszewicach dla ich synków – jak czule mówią o swoim podopiecznych.

Padło słowo czułość i to ważny trop, bo one otulają i ratują przed brakiem miłości. Ale jest też trop najważniejszy, fundamentalny – modlitwa. Gdyż one nieustannie się modlą. Wielbią Boga i wciąż Mu dziękują, wysławiają i mówią Mu o licznych ludzkich niedolach.

Różnie bywa z efektami, często są niewidoczne, zawsze można im zarzucić, że jest ich za mało, tak jak zarzucano Matce Teresie, że to, co robi, to kropla w oceanie potrzeb. To prawda. Za mało. Ale nawet nie chcę wyobrażać sobie świata, w którym ich nie ma. Gdyż są jak chusta Weroniki, która kroczyła za Panem. Nie odmieniła cierpienia, ale dała ulgę i nadzieję. Rysy świata łagodnieją.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



 

Nakładem wydawnictwa Rafael ukazała się książka „O co właściwie nam chodzi?” autorstwa ks. Wojciecha Węgrzyniaka - biblisty, wykładowcy, cenionego rekolekcjonisty, znanego z niezwykłego poczucia humoru. 

Książka jest esencją najciekawszych myśli, spostrzeżeń i komentarzy autora. Po raz pierwszy zebrano eseje tłumaczące biblijne przekazy z obszernymi komentarzami na temat spraw trudnych, budzących kontrowersje, a przez to krzykliwych i bardzo medialnych.

Kup książkę w Dobroci.pl - sklepie Stacji7


Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap