Nasze projekty
Tomasz Adamski

Dobroć Szarytek, czyli tak źle, tak niedobrze

Na początek zagadka: jak zareagowałby górnik, który po powrocie z nocnej zmiany do domu przeczytałby o sobie w gazecie, że jego praca to tylko pozornie wydobycie węgla, ale tak naprawdę to misterny plan, w wyniku którego ma się dokopać do jądra ziemi i czerpać z tego ogromne korzyści dla siebie? Śmiechem, bo to bzdura, czy płaczem, bo oszczerstwo?

Reklama

Konsternacja. To termin, który najtrafniej opisuje, co mogły poczuć w pierwszej chwili warszawskie zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, gdy dowiedziały się, co na ich temat wypisuje się w mediach. W skrócie: warszawskie szarytki wystąpiły o warunki zabudowy na terenie swojego (!) ogrodu. Jest to wynik szerokiej działalności charytatywnej, jakiej podjęły się zakonnice i wciąż rosnącego zapotrzebowania na ich pomoc. Jednak jak zdaje się sugerować m.in. Gazeta Wyborcza, która nagłośniła temat, sprawę należy rozpatrywać od zupełnie innej strony: plany szarytek to nie tylko niszczenie stołecznego krajobrazu, ale przede wszystkim dowód na chciwość zakonnic, które nie potrafią uszanować 300-letniego zieleńca.

fot. Memphis CVB

Problem w tym, że – jak wykazują w późniejszym oświadczeniu szarytki – tak redaktorzy z Czerskiej, jak i idący w ślad za nimi publicyści innych mediów, nie zadali sobie trudu, by dotrzeć do prawdy o planowanej inwestycji. Wypada zapytać czy tylko z lenistwa, czy jednak z powodu wyraźnej tendencyjności powstałych na tej bazie artykułów. Zapytać i zamilknąć ze wstydem.

Reklama
Reklama

 

Nie jest moim celem wykazywanie wszystkich kłamstw, bo Czytelnikowi, który nie prześledził kampanii na internetowej stronie Wyborczej i nie czytał sprostowań szarytek, prawdopodobnie od niuansów zawróciłoby się w głowie. Dość powiedzieć, że cytowana w tekście siostra ekonomka nie wypowiedziała żadnego z przypisywanych jej słów, a gdy szarytki wydały oświadczenie, w którym m.in. zachęcały do zapoznania się ze swoim charyzmatem i historią, Wyborcza opublikowała w internecie tekst zatytułowany: Szarytki: handel gruntami jest zgodny z naszym charyzmatem. To tylko kilka detali, które składają się na dość klarowny obraz rzetelności materiału.

 

Reklama
Reklama

Warto zwrócić uwagę na inny aspekt całej sprawy: niekonsekwencję lewicowych środowisk medialnych reprezentowanych przez Wyborczą w ocenie przedsięwzięcia Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia.

 

Alternatywna historia: do szarytek zgłasza się człowiek z pomysłem i zachęca, aby w zabytkowym ogrodzie postawić budynek z jadłodajnią dla bezdomnych, z możliwością uczestniczenia w terapiach, z pomocą prawną dla najuboższych itp. (czyli przedstawia krytykowany przez media pomysł szarytek), ale siostry się nie zgadzają, bo nie chcą niszczyć ogrodów. Nie jest trudna do wyobrażenia reakcja gazet, w których tekst pt.: Dla sióstr miłosierdzia ogród ważniejszy od człowieka byłby pewnie elementem najłagodniejszym. Innymi słowy: tak źle i tak niedobrze.

Reklama

fot. 401(K)-2012

Druga kwestia jest już ściśle ekonomiczna. Przy ogromnym zapotrzebowaniu na pomoc szarytek i rozbudowanej działalności, jaką prowadzą, pieniądze są niezbędne. Trudno wykarmić setki osób, jeśli nie ma się środków na zakupienie żywności, a jak informują siostry w swoim oświadczeniu: przyznawane środki z różnych instytucji państwowych są niewystarczające. A przecież i tego typu dotacje są wg redaktorów z Czerskiej niedopuszczalne! Środowisko Gazety Wyborczej i pokrewnych poglądowo mediów jest zatem przeciwnikiem zdobywania pieniędzy przez zakon i szerzej: duchowieństwo za pomocą robienia finansowego użytku z tego, co posiadają, ale z drugiej strony uważa dotowanie ich z publicznych pieniędzy za skandal. Tak źle i tak niedobrze.

 

I kwestia trzecia – osoba papieża Franciszka jako inspiracja dla szarytek. Medium, które w oczekiwaniu na rychłe zmiany doktrynalne, paradoksalnie wyrasta na największego apologetę trwającego pontyfikatu, chroniąc papieża przed krytyką konserwatywnych katolików, powinno znać wezwanie Ojca Świętego: Jak ja bym chciał Kościoła biednego, Kościoła dla biednych. Tym bardziej, że z lubością tę wypowiedź cytuje. Szkoda, że tylko pierwsza część zapadła mu w pamięć.

 

W całej tej historii pozostaje sporo niewyprostowanych pytajników. Najważniejszym z nich jest intencja dziennikarzy, którzy uczestniczą w tym festiwalu nierzetelności. Zanim temat ujrzał światło dzienne, nikt nie zapukał do drzwi sióstr i uczciwie nie zapytał, co planują. Szarytkom udało się to wyjaśnić dopiero w charakterze obrony, publikując oświadczenie. Szkoda, że Gazeta, kreująca się na opiniotwórczą, zapomniała, że przed kształtowaniem opinii należy poznać fakty.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite