video-jav.net

Gietrzwałd. Polskie Lourdes

Gietrzwałd jest nazywany "polskim Lourdes" i rzeczywiście trudno nie zauważyć podobieństw pomiędzy objawieniem się Maryi Bernadetcie Soubirous i wydarzeniami w Gietrzwałdzie. Matka Boża ukazała się najpierw Justynie Szafryńskiej, następnie jej kuzynce, Barbarze Samulowskiej niespełna dwie dekady po objawieniach we Francji.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Co ciekawe, w obu wypadkach Maryja przedstawiła się świadkom jako Niepokalane Poczęcie, zarówno na Warmii jak i we Francji uczyniła to, używając miejscowego dialektu i w obu miejscach Maryja wskazała źródło, z którego woda przez jej wstawiennictwo leczyła i wciąż leczy ludzi z nieuleczalnych chorób.

Gdy Justyna Szafryńska po raz pierwszy ujrzała “Piękną Panią”, wracała z egzaminu do pierwszej komunii świętej. Matka Boża ukazała jej się w koronie drzewa. Sytuacja powtórzyła się na drugi dzień i regularne objawienia trwały przez prawie trzy miesiące, podczas których Matka Boża ukazywała się nawet kilka razy dziennie. Historia znana jest ze szczegółami dzięki miejscowemu proboszczowi, który spisywał wszystkie opowieści dziewczynek. Co ciekawe, natychmiast, gdy zaczęły opowiadać o swoich niezwykłych widzeniach, zarządził ich stałe rozdzielenie, tak aby nie miały ze sobą kontaktu. O wszystko wypytywał je na osobności, a ich odpowiedzi idealnie do siebie pasowały.

Miejscowy kult i pamięć o tych wydarzeniach trwa od pierwszego dnia objawień aż do dziś. Oficjalnie jednak objawienia zostały uznane przez Kościół jako prawdziwe dopiero 100 lat później. Co ciekawe, już dekadę wcześniej papież Paweł VI zezwolił na koronację obrazu. Odbyła się ona w 1967 roku i uczestniczyli w niej m.in. kard. Wyszyński i kard. Wojtyła.

O dalszym losie Justyny Szafryńskiej wiadomo jedynie tyle, że prawdopodobnie wyszła za mąż i wyjechała za granicę. Z kolei Barbara Samulowska została szarytką i zmarła w Gwatemali jako dyrektorka lokalnego sierocińca.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Krasnobród. Ukryta w lesie

Mały odpustowy obrazek, 9 na 14 centymetrów, nieporadny, drukowany metodą metalorytniczą, ktoś upuścił na ziemię. Niby zwykła rzecz. Jedna rzecz była niezwykła, bo obrazek choć leżał w błocie nie był pomięty, co więcej był idealnie czysty, jak nowy

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„W pośrodku lasu mieszkasz

Tu rzeka łaski płynie

Nieznana niegdyś w lesie

Tu obraz Twój słynie”.

Czterowiersz, wyryty w barokowym medalionie w sanktuarium Matki Bożej w Krasnobrodzie. Krótkie, precyzyjne, pozbawione zbędnego krasomówstwa dzieje tego miejsca. Lasu już dawno tu nie ma, ale nietrudno go sobie wyobrazić, rozglądając się po okolicy. A ta okolica to Roztocze, jedna z najpiękniejszych polskich krain, a Krasnobród nie dość, że w lasy obfituje, ma też zalew nad rzeką Wieprz, z plażami, więc czegóż chcieć więcej. Dobrze tu być. Nie tylko z pobożności, ale i dla piękności.

 

W czasach, gdy wszędzie były tu lasy, w roku 1640, Matka Boża uzdrowiła opętanego Jakuba Ruszczyka i poleciła mu, aby w tym miejscu szerzyła się chwała Jej Syna. Jakub podzielił się swoim przeżyciem, ludzie mu uwierzyli, zresztą widzieli, że stał się nowym człowiekiem, zaczęli przychodzić w miejsce uzdrowienia, może postawili krzyż, może małą kaplicę. Osiem lat później miejsce modlitw zostało spustoszone przez wojska Chmielnickiego.

Wojsko, jak to wojsko, poniszczyło i odeszło, ludzie wrócili i oto w błocie i wśród zniszczeń znaleźli mały obrazek, 9 na 14 centymetrów, nieporadny, drukowany metodą metalorytniczą, pewnie z tych, które pobożny lud kupował na jarmarkach i odpustach, by mieć w domu podobiznę Mateńki. Maryja stoi na tle różanego ogrodu, ubrana w ciemną suknię, z koroną na głowie, ze złożonymi rękoma i adoruje nagie Dzieciątko, leżące na białej płachcie.

 

Zgubiony obrazek to wydarzenie w sumie zwyczajne, przed najazdem Chmielnickiego przybywały tu tłumy, ludzie modlili się, ktoś upuścił na ziemię odpustowy obrazek. Jedna rzecz była jednak niezwykła: choć leżał w błocie nie był pomięty, a ponadto był idealnie czysty, jak nowy. Lud wierny uznał to za rzecz cudowną i modlił się nadal, tyle że już przed maleńkim obrazkiem.

 

Sława miejsca wzrastała, przybyła tu także Maria d’Arquien, późniejsza królowa Marysieńka Sobieska, która była tak chora, że ją przywieziono i tu odzyskała zdrowie. Sobiescy związani są z tym obszarem, ale przede wszystkim Zamoyscy, którzy mieli tu olbrzymie dobra. Pierwszym mężem Marysieńki był Jan Sobiepan Zamoyski, właściciel niedalekiego Zamościa. Gdy owdowiała w letniej rezydencji rodu, Zwierzyńcu, składał jej wizyty Jan Sobieski, co, jak wiemy, zakończyło się małżeństwem.

Można pani nie mogła nie podziękować za uzdrowienie i podziękowała w wielkim stylu, po sarmacku, z gestem, tak jak królowie i magnaci w tamtych czasach. Wybudowała piękny kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w stylu obficie barokowym, z ołtarzami, figurami świętych dominikańskich (przy klasztorze powstał klasztor Zakonu Kaznodziejskiego), w złocie i błękicie, a w centrum Ona – maleńka, nieporadną ręką przedstawiona. Tablica wotywna potwierdza i informuje, kto ufundował piękną świątynię – ubogi obrazek Matki Bożej uzyskał wspaniały dach nad głową.

 

Lata i wieki mijały, po Powstaniu Styczniowym ojcowie dominikanie zostali wyrzuceni z klasztoru, ale lud niezmiennie przybywał prosić maleńką Panią o ratunek w troskach i smutkach. A gdy ktoś tu już dotarł, modlił się też w kaplicy św. Rocha, ufundowanej także przez Marysieńkę Sobieską, które to votum miało powstrzymać szalejącą zarazę. Chodził po licznych drewnianych schodach do kaplicy i wiele próśb zostało wysłuchanych.

Już po II wojnie światowej do ołtarza głównego wstawiono dużą kopię obrazka, by przybliżyć go pielgrzymom. Cuda zdarzają się tu nadal i te najbardziej spektakularne to uzdrowienia, ale w miarę przemijania postaci tego świata, dokonała się „specjalizacja”. Są to często uzdrowienia duchowe, uwolnienia, bo przecież ten pierwszy, założycielski cud też był uzdrowieniem chorego umysłowo młodego człowieka. Opowiadają o tym autorzy filmu dokumentalnego, poświęconego sanktuarium, jak to przybyła grupa dziewcząt, a wśród nich takie, które zaciekle atakowały Kościół i wiarę. Gdy stanęły przed cudownym obrazem, wszystko się odmieniło i jedna po drugiej zaczęły mówić: Widzę, widzę… Kogo widziały? Pan Bóg przez Matkę w ułamku sekundy dał im odczuć swoją obecność, więc wróciły szczęśliwe do domu.

A ten obrazek… Kiedyś oglądałam album, poświęcony sanktuariom maryjnym Europy ze zdjęciami cudownych figur i obrazów Matki Bożej. Jedna rzecz zwraca uwagę – często Maryja wybiera dzieła więcej niż poślednie, które czczone są jako cudowne. Kafle, kupione na jarmarku, odpustowe obrazki, wizerunki, wykonane zapewne przez prowincjonalnych, pożal się Boże, malarzy, rzeźbiarzy, drzeworytników. Świadczące o braku talentu albo warsztatu, żaden Rafael czy Leonardo, którzy zadziwiają swoimi arcydziełami.

A jednak Matka Boże wybrała je i pokazała, mówiąc: Ten. Przez ten obraz będą płynąć łaski. I może chce przez to chce nam powiedzieć, że jako ludzie nie musimy być super, genialni, przepiękni, z najwyższej półki wirtuozów. Możemy być nieporadni i nieidealni. Ważne, byśmy byli mali, w lasach codzienności ukryci, a wszystko się ułoży, łaski popłyną jak szeroka rzeka, tak jak popłynęły kiedyś, dawno temu w Krasnobrodzie dzięki maleńkiemu, nieporadną ręką wykonanemu obrazkowi Maryi.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >