Nasze projekty

Czary mary

„Wróżbiarstwo, przepowiednie z lotu ptaków i marzenia senne są bez wartości, jak urojenia serca rodzącej kobiety.“

Reklama

Zdarzyło mi się kiedyś mieć sen, który napełnił mnie lękiem. Śniło mi się, że miałem stłuczkę. Skasowałem cały przód swojego samochodu, nikomu nic wielkiego się nie stało, ale każdy kto miał stłuczkę wie jak nieprzyjemny potrafi być związany z nią wyrzut adrenaliny, do tego dochodzą wszystkie pokolizyjne formalności, słowem – brrr.

 

Nieprzyjemne napięcie towarzyszyło mi przez cały ranek, sen jeszcze raz przypomniał mi się z detalami, gdy schodziłem do garażu. Miałem tego dnia zaplanowany wyjazd do rodziców, poprzedniego dnia przyleciałem z Afryki, dziwne obawy złożyłem więc na karb zmęczenia.

Reklama
Reklama

 

Kilkanaście minut później mój sen się ziścił. Przejeżdżając ulicą nad którą sygnalizatory zawieszone są co sto metrów, zagapiłem się na nie ten co trzeba. Na tym, co trzeba zmieniło się w tym czasie światło, człowiek przede mną nagle zahamował, ciąg dalszy – wypisz wymaluj: przód auta skasowany, na szczęście nic nikomu się nie stało.

 

Reklama
Reklama

Nie jestem szczególnie skłonny do przejmowania się wygłaszanymi pod moim adresem czasem (lub przesyłanymi) przepowiedniami. Wróżbiarstwo uważam za gałąź przemysłu rozrywkowego, a nie terapeutycznego. Z horoskopów wyłącznie się śmieję (może również dlatego, że znałem parę osób, które je zawodowo piszą i wiem jak to się robi). Snów nie analizuję (niemal zawsze ich nie pamiętam, a na kursy świadomego śnienia oferowane przez jedną z moich wykładowczyń ze studiów jakoś nie miałem ochoty chodzić).

 

Czary mary

Reklama

Tym razem jednak musiałem postawić sobie pytanie: czym był sen, który miałem? Ostrzeżeniem od Boga (które zlekceważyłem)? Samospełniającym się proroctwem wygenerowanym w podświadomości a zrealizowanym świadomie? Totalnym zbiegiem okoliczności (dodajmy: mocno pechowym – w końcu dlaczego równie konkretnie nie mogły mi się we śnie objawić wyniki sobotniego losowania Multilotka)?

 

Poczytałem, co na temat mówi Pismo. Gdy chodzi o ludzi aktywnie próbujących zajrzeć za zasłonę przyszłości, biegających do wróżbiarzy (teraz również do telewizora, gdzie wróżbiarze się pokazują), stawiających sobie tarota, wróżących z rąk (a kiedyś również z lotu ptaków, czy zwierzęcych wnętrzności) – sprawa postawiona jest jasno: gdy jest się w relacji z Bogiem, chodzenie do wróżki jest tym samym, czym w życiu małżeńskim byłoby chodzenie do (męskiej lub żeńskiej) prostytutki. Jest jasną deklaracją, że ktoś z kim żyjesz nie dostarcza ci wszystkiego, co potrzebujesz, że choć On mówi ci, że ma twoje życie w swoim ręku, i że zatroszczy się o ciebie najlepiej jak potrafi, ty wolisz na wszelki wypadek zabezpieczyć się jeszcze gdzie indziej.

 

Co jednak ze snami? Te przecież po prostu nam się przytrafiają. W Piśmie wiele razy opisywane są sny prorocze, w których do człowieka mówił Bóg. Są też jednak zupełnie inne wskazówki.

 

„Nie dajcie się wprowadzić w błąd przez waszych proroków i przez waszych wróżbitów; nie zwracajcie uwagi na sny jakie macie. Oni bowiem prorokują wam kłamstwo w imię Moje. Ja nie posłałem ich – wyrocznia Pana“ (Jr 29, 8-9).

 

„Wróżbiarstwo, przepowiednie z lotu ptaków i marzenia senne są bez wartości, jak urojenia serca rodzącej kobiety. Jeśli Najwyższy nie zsyła ich jako nawiedzenia, nie bierz ich do serca! Marzenia senne w błąd wprowadziły bardzo wielu, którzy ufając im, upadli“. (Syr 34, 5-7). 

Jak rozpoznać, który sen jest owym Bożym „nawiedzeniem“, a który nie? Przypomnieć sobie raz jeszcze, że w wierze chodzi o bycie z żywą Osobą, a nie o tworzenie algorytmów zachowań albo opracowywanie technik weryfikacji komunikatów.

 

Jedyną receptą na wszystkie sytuacje, w których ktoś coś o naszej przyszłości nam mówi, albo coś nam się na jej temat śni, jest zaufanie Komuś, kto kocha cię nad życie.

 

Nie ma metody by ze stuprocentową pewnością stwierdzić, ze jakiś sen albo słowa, które od kogoś usłyszałeś objawiają ci fragment Bożego planu, czy może planu Złego, który też przecież ma precyzyjną wizję twojego życia, wie w którą stronę powinieneś pójść by wpaść w jego objęcia.

 

Czy Bóg chciał mnie przez ten sen ostrzec przed możliwym wypadkiem? A może to Zły tak mnie tą wizją zaniepokoił, że dodatkowo osłabił moje siły i stało się to, co się stało? „Sen mara, Bóg wiara“, mawiali nasi przodkowie i to oni mieli rację.

 

Czary mary

Po każdej takiej akcji, gdy niby na chwilę dane jest nam zajrzeć za zasłonkę czasu, najlepiej po prostu stanąć przed Bogiem i powiedzieć mu: miałem taki sen, słyszałem takie a nie inne słowo. Nie wiem, czy to od Ciebie, czy nie, ale jedno wiem na pewno – chcę, żeby w moim życiu spełniały się nie moje sny, a Twoja wola. Żebym ją wypełnił. Wiem, że Ty chcesz dla mnie tylko dobra, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić. Ufam Tobie, a nie temu, co urodziło się w mojej głowie. Po prostu.

 

Możliwość sfałszowania drogowskazu – to oś problemu jaki mam nie tylko ze snami, ale też z tak bardzo popularnymi dziś telepseudowróżbitami, wróżkami „stacjonarnymi“, horoskopami, a nawet andrzejkowym wróżeniem z lania wosku.

 

Byłbym skończonym idiotą potępiając teraz tych, co pokupowali już sobie świeczki z myślą o zbliżających się prywatkach i imprezach firmowych. Bawcie się dobrze!

 

Ja jednak wolałbym spalić je na chwałę Bożą na przykład przed ikoną. Dlaczego? Ano dlatego, że zawsze gdy pozwalam komuś albo czemuś zaszczepiać w mojej głowie choćby najbardziej niewinną myśl o mojej przyszłości, mogę doprowadzić do tego, że choćby w minimalnym stopniu zacznie mnie ona determinować. Że gdy usłyszę, gdzie to niby dojdę, w tym kierunku podświadomie zacznę iść. Zadziała wspomiany już wyżej mechanizm samospełniającego się proroctwa. Że przecież większość z nas od razu uśmiecha się z politowaniem na to, co wychodzi im z wróżb i horoskopów i zaraz o tym zapomina?

 

Jak to się więc jednak dzieje, że gdy coś nawet zbliżonego do treści owych przepowiedni kiedyś nas jednak spotka, od razu przypominamy sobie: a przecież to właśnie kiedyś mi przepowiedziano! Tylko skąd będziesz miał wtedy pewność, że jesteś w miejscu, w którym zgodnie z wolą Bożą miałeś być? Najlepszym miejscu dla ciebie? Skąd wiesz, że nie zboczyłeś ze ścieżki i nie polazłeś w jakieś chaszcze?

 

Nie przezywam wszystkich wróżów od satanistów, nie dyskutuję z nimi, nie kropię ich święconą wodą. Po prostu ich mijam. Jak przydrożne bary, co do których nigdy nie mogę mieć pewności, z czego naprawdę robią te swoje kotleciki i czy nie mają jakiegoś megasyfu na zapleczu, czy zamiast zyskać w nich siły nie stracę ich przez egzystencjalną biegunkę.

 

Wiem komu zaufałem, wiem kto dostarcza mi stuprocentowo pewnego pokarmu na drogę i nim staram się żywić. Dostawca tego pokarmu mówi mi też wyraźnie: nie ma przeszłości, nie ma przyszłości. Jest teraz. A twoja przyszłość, to przecież nic więcej niż suma wyborów, których dokonasz dziś. Nie chcę ci odbierać wolności, chcę cię nakarmić tak, byś jak najlepiej z niej skorzystał.

 

Więc nie daj sobie wciskać kitu, że twoje życie to jakaś plansza, której fragment  ktoś za sto, czy pięćset złotych teraz przed tobą odsłoni. Namalujesz na niej dzisiaj to, co sam chcesz. I sam zdecydujesz, kogo uznasz za mistrza.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę