video-jav.net

Tajemnicza księga – Ordo Rituum Conclavis

Wybory papieża to dziś dla wielu nieco bardziej „zakręcona“ mutacja wyborów amerykańskiego prezydenta.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Każdy z kardynałów obecnych teraz w Watykanie otrzymał już zieloną, liczącą 343. strony książeczkę, Ordo Rituum Conclavis. To podręcznik, który pozwoli najwyższym kościelnym dostojnikom nie zgubić się w zawiłościach procedury obsadzania papieskiego tronu (wyliczonych szczegółowo tutaj).

Opisano w niej krok po kroku porządek czynności związanych z elekcją, wszystkie formuły, które w tych dniach wygłaszane będą przez poszczególnych oficjeli i porządek uroczystej mszy o wybór papieża.

241. stron zajmuje zbiór modlitw, z których mogą korzystać kardynałowie w chwilach wolnych od wrzucania kartek do urny (poza Kaplicą Sykstyńską, ale i w niej – np. podczas liczenia głosów), formularzy mszalnych, a nawet tekstów pieśni (np. „Tu es Petrus“ – Ty jesteś Piotr, uwaga: nie chodzi tu o słynny utwór z muzyką Piotra Rubika).

Tajemnicza księga – Ordo Rituum Conclavis

Szkoda, że o tej książce nie mówi się tak często jak choćby o aktach prawnych regulujących wybór papieża, że koledzy dziennikarze nie wyrywają jej z rąk kardynałom równie chętnie, co kolejnych nazwisk.

Jej przejrzenie przywraca sprawom właściwą miarę – pokazuje, że konklawe to nie akt polityczny albo publicystyczna deklaracja, ale zdarzenie jednak o wymiarze duchowym.

Po decyzji Benedykta XVI, na skutek której wielu przestało dostrzegać nadprzyrodzony wymiar papieskiej posługi, przypomnienie, że tak naprawdę nic się tu nie zmieniło i papieża nadal odwołuje (bo Benedykt mówił, że jego odejście to rozpoznana wola Boża) i powołuje (przy współdziałaniu kardynałów) sam Bóg, mogłoby mieć sporo sensu.

Czy ludzie którymi do głębi wstrząsnął papież udający się na zasłużoną emeryturę, w to jeszcze uwierzą – inna rzecz.

Bo to niestety fakt: po abdykacji Benedykta do czegoś, co było sacrum, zgłosiło swoje głośne pretensje profanum. Wybory papieża to dziś dla wielu nieco bardziej „zakręcona“ mutacja wyborów amerykańskiego prezydenta.

Rozumiem obawy Jarka Mikołajewskiego, który w kolejnych tekstach w „Gazecie Wyborczej“ przejmująco pisze: „będzie sprawa – załatwi ją wybór.

Na sprawę finansową będzie papież finansista. Na sprawę moralną – papież etyk. Skończył się czas, kiedy wśród namiestników Chrystusa szukało się kogoś, kto był do Niego podobny, bez pewności, czy da sobie radę.

Nadszedł czas papieża na miarę. Trzeba zwalczyć pedofilię – potrzebny jest papież stanowczy i czysty. Trzeba się otworzyć na świat – potrzeba papieża z Ghany albo z Hondurasu. Nie ma już Chrystusa wśród ludzi. Jest urzędnik, którego udajemy, że wskaże On.

I dlatego tyle wyzwalającego oddechu daje mi przeglądanie tej zielonej książki. Opis wniesienia Ewangeliarza do Kaplicy Sykstyńskiej, nie tylko po to by kardynałowie mieli czego dotykać wypowiadającą swoje formalne przysięgi, ale po to by to Ewangelia „przewodziła modlitwom i dyskusjom kardynałów“.

Teksty modlitw (wypowiadanych tym razem przez przewodzącego konklawe kardynała Re), w których elektorzy proszą Boga, by objawił im swoją wolę. Wspólne celebrowanie przez nich każdego dnia mszy oraz porannego i wieczornego brewiarza, prośby przed i dziękczynienie oraz inwokacje do Maryi po każdej wyborczej sesji.

Okazuje się, że pierwszą czynnością jaka następuje po wyborze papieża nie jest wcale hołd składany przez kardynałów, „przebiórka“ w białości i triumfalne ukazanie się na balkonie.

Zobacz księgę Ordo rituum od środka

Zanim nowy papież pokaże się światu, kardynałowie wykorzystują Kaplicę Sykstyńską do tego, do czego w pierwszym rzędzie służy – do modlitwy.

Czytana jest Ewangelia (fragment ze świętego Mateusza, o Piotrze czyli skale, albo ze świętego Jana – gdy Jezus mówi Piotrowi, by pasł Jego owce), dopiero po niej kardynałowie składają nowej Głowie Kościoła homagium, po czym wspólnie śpiewają uroczysty hymn „Te Deum“. 

Oby za tych (prawdopodobnie) kilka dni robili to z poczuciem, że w Kaplicy Sykstyńskiej przeżyli rekolekcje, a nie załatwili niezbędne formalności.

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Skąd się bierze papież?

Skomplikowana organizacja konklawe ma zapewnić maksymalne pole do działania samemu Duchowi Świętemu. Kardynałowie przysięgają np., że pod groźbą ekskomuniki, nie będą w sprawie wyborów liczyć się z żadnymi naciskami, wchodzić w układy, obiecywać komuś jakichś posad, albo knuć z władzą świecką.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nazwa pochodzi od łacińskiego określenia „cum clave“, pod kluczem. Do niedawna (do wyboru Jana Pawła II) kardynałowie byli bowiem rzeczywiście zamknięci na klucz i opieczętowani w Kaplicy Sykstyńskiej (i przyległych pokoikach, gdzie spali), aż do momentu, gdy ogłosili światu, kogo wybrali na Biskupa Rzymu.

W dawnych czasach, żeby zachęcić ich do szybszego procedowania trzymano ich tam o chlebie i wodzie. 

Papież, czyli właśnie Biskup Rzymu, przez pi razy oko pierwszych tysiąc lat chrześcijaństwa wybierany był przez ludność i duchowieństwo Wiecznego Miasta.

Narastająca presja ze strony polityków i różnej maści grup interesu sprawiła, że od XII wieku papieża pozwolono wybierać wyłącznie kardynałom, najbliższym współpracownikom papieża, z których każdy – również dziś – jest formalnie biskupem jakiejś starej podrzymskiej diecezji (jest wtedy w randze kardynała – biskupa), albo dostaje w symboliczną opiekę którąś z rzymskich parafii (kardynałowie – prezbiterzy), albo diakonię (najniżsi rangą – kardynałowie diakoni).

Skąd się bierze papież?

Wtedy też ustalono, że wyboru papieża będzie się dokonywało na trzy sposoby:

  • albo przez jednomyślne natchnienie (wszyscy kardynałowie jednogłośnie stwierdzają: papieżem będzie Kowalski),
  • albo przez kompromis (kardynałowie wybierają ze swojego grona kilku „superelektorów“ i to oni rozstrzygają sprawę),
  • albo przy pomocy kartki do głosowania (przy czym kandydat musiał uzyskać 2/3 głosów).

Jan Paweł II dwie pierwsze metody skasował.

Po złożeniu przeróżnych przysiąg i zamknięciu drzwi Kaplicy Sykstyńskiej, kardynałowie wysłuchują krótkiego kazania wygłaszanego przez wybranego wcześniej księdza, a później pozostają już tylko w swoim gronie (pomagający im w kwestich technicznych duchowni, wzywani są gdy jest taka potrzeba – np. gdy trzeba spalić kartki).

Wybierają trzyosobową komisję wyborczą, trzech kardynałów, którzy powinni pojechać po głosy od ewentualnych chorych, którzy zostali w Domu Świętej Marty i trzyosobową komisję rewizyjną, która zanim nowy papież pokaże się światu na balkonie Bazyliki Świętego Piotra raz jeszcze wszystko przeliczy i sprawdzi.

Kardynałowie głosują wpisując wybrane nazwisko na kartkach, na których nadrukowano tekst „Eligo in Summum Pontificem“ („Wybieram na Biskupa Rzymu“).

Następnie uroczyście niosą swój głos do ustawionej na ołtarzu urny, znów składają przysięgę i wrzucają głos. Głosy są później liczone, jeśli jest ich więcej niż obecnych na sali – głosowanie uznaje się za niebyłe i natychmiast się je powtarza. Elektor nie może wstrzymać się od głosu (choć może oddać głos nieważny).

Kalendarz wyborów wygląda tak, że pierwszego dnia rano (czyli tym razem we wtorek) zostanie odprawiona uroczysta msza o wybór papieża.

Od popołudnia na kardynałów i tych, którzy przy konklawe współpracują: mistrza ceremonii, kilku dyżurnych zakonników – spowiedników (ciekawe, że diecezjalni księża się do tego nie nadają), i m.in. dwóch lekarzy, zostanie nałożony reżim i będą musieli na czas wyborów zerwać kontakty ze światem (podobno ich przejazdom z Domu Świętej Marty do Kaplicy Sykstyńskiej mają towarzyszyć auta z aparaturą zagłuszającą sygnał komórek).

Skąd się bierze papież?

Wieczorem elektorzy mogą (choć nie muszą) przeprowadzić pierwsze głosowanie. Następnego dnia (we środę) – przed południem dwa głosowania, po południu dwa głosowania. W czwartek – podobnie.

Jeśli do tej pory (po dziewięciu głosowaniach) papież nie zostanie wybrany – zaczną się schody (na które zwraca uwagę Wojciech Jakubowski w pracy „O Roma felix. Geneza, specyfika i przeobrażenia instytucji politycznych Państwa Watykańskiego“, bez której nie powstałby ten tekst).

Prawo napisane przez Jana Pawła II nie jest jasne i przewidziany „po trzech dniach bez rozstrzygnięcia“ dzień na „odsapnięcie“, modlitwę, refleksję i swobodne rozmowy jedni kanoniści nakazują wyznaczyć po trzech dniach wliczając pierwszy, inni – po trzech dniach „pełnych“, czyli z czterema głosowaniami dziennie (trzynastoma w ogóle). Wypadłby więc on w piątek lub w sobotę.

Po kolejnych siedmiu głosowaniach bez papieża prawo nakazuje zrobić kolejną przerwę na kolejne rozważania (ale tym razem nie wiadomo, czy ma być to przerwa całodzienna, czy wystarczy parę godzin).

Po kolejnych siedmiu – następną.

Po trzydziestu czterech bezowocnych głosowaniach (11.- 13. dzień konklawe) następuje rewolucja.

Kardynałowie muszą wybrać: albo decydują się na pozostanie przy dotychczasowej metodzie, albo będą wybierać spośród wyłącznie dwóch najsilniejszych kandydatów z ostatniego głosowania (tą samą większością – 2/3 głosów).

Od tej pory teoretycznie możliwy jest więc wybór papieża nie akceptowanego przez prawie połowę Kolegium Kardynalskiego. A wybory trwają aż do skutku według scenariusza pisanego od tej pory przez kardynałów (których musi w tej sytuacji zapytać o zdanie Kardynał Kamerling, czyli tymczasowy, działający w okresie bezkrólewie „funkcyjny“ Watykanu).

Grafik ustalają od tej pory oni, z jednym zastrzeżeniem – papieża nie mogą wybrać inaczej niż przez głosowanie, nie mogą też znieść wymogu bezwzględnej większości.

Gdy jednak wszystko pójdzie sprawnie i podczas głośnego przeliczania głosów okaże się, że ktoś uzyskał wymaganą większość, przerywa się liczenie, a dziekan Kolegium Kardynalskiego podchodzi do wybrańca i zadaje pytanie, którego zdecydowana większość z nas nigdy nie usłyszy:

„Acceptasne electionem de te canonice factam in Summum Pontificem?“ (Czy przyjmujesz twój kanoniczny wybór na Biskupa Rzymskiego?“),

jeśli wybrany odpowie „tak“, staje się natychmiast papieżem z pełnią praw z tego wynikających. Informuje wszystkich, jakie wybrał imię i wśród oklasków przechodzi do Kaplicy Paulińskiej, z której wyszedł jako kardynał by przebrać się w białą sutannę i udać się na balkon bazyliki, udzielić pierwszego błogosławieństwa Urbi et Orbi.

Skąd się bierze papież?

Gdyby kardynałowie wybrali na papieża kogoś spoza swojego grona, kandydata należy natychmiast doprowadzić do Sykstyny i zapytać, co o tym sądzi, a jeśli nie jest biskupem – błyskawicznie go na biskupa wyświęcić.

Sytuacja teoretycznie możliwa, ale praktycznie raczej (niestety) niewyobrażalna. Ostatnim świeckim wybranym na papieża był Benedykt IX (XI wiek), ostatnim nie – kardynałem Urban VI (XIV wiek), ostatni przypadek święceń biskupich zaraz po wyborze miał miejsce w XIX wieku (dotyczył Grzegorza XVI, zakonnika, kameduły, który był kardynałem, ale nie był biskupem).

Ciekawostka z XX wieku – znawcy uznają za pewnik, że na konklawe po śmierci Piusa XII dwa lub trzy głosy padły na nie będącego jeszcze kardynałem abp Montiniego, który na kolejnym konklawe (już jako pełnoprawny kardynał) został papieżem jako Paweł VI.

Taka organizacja konklawe ma zapewnić maksymalne pole do działania samemu Duchowi Świętemu (kardynałowie przysięgają np., że pod groźbą ekskomuniki, nie będą w sprawie wyborów liczyć się z żadnymi naciskami, wchodzić w układy, obiecywać komuś jakichś posad, albo knuć z władzą świecką).

Ten jednak chce współdziałania człowieka. Gdyby tak nie było – papieża wybieralibyśmy może jak koptowie, u których spośród kilku wyselekcjonowanych wcześniej kandydatów – ostatecznie losuje go małe dziecko.

To swoją drogą ciekawe, że gdy człowiek wybierać ma w wolny sposób, trzeba mu do tego stworzyć tak precyzyjne i skomplikowane ramy. Podobna sytuacja ma wszak miejsce we „współczesnej ojczyźnie demokracji“, Stanach Zjednoczonych, gdzie mechanizm wyboru prezydenta jest zrozumiały chyba tylko dla posiadaczy doktoratu z politologii .

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >