Publiczna nędza za ciężkie pieniądze

Warsztat dziennikarski mediów publicznych polega na upchnięciu w programie paru dziwnych tez i kontrowersyjnych wątków w postaci zdań wtrąconych w czasie przemawiania rozmówcy i to zupełnie od rzeczy względem tego, co on akurat mówi. Bomba medialna za publiczne pieniądze

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Obejrzałem w poniedziałkowy wieczór pierwszą cześć programu TVP Info: Minęła 20.00, bo poświęcona była Kościołowi. A dokładniej, jak się okazało, presji na Kościół ze strony prowadzącej dziennikarki. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, właśnie taka figura przyszła mi do głowy: Pani wywiera presję na Mistyczne Ciało Chrystusa. W dodatku sprawia wrażenie osoby kompletnie nieświadomej ani tego co czyni, ani po co, ani nawet tego z jakiego powodu kazali jej tak robić. Objawiła warsztat dziennikarski mediów publicznych na poziomie żenująco niskim.

Z mojego punktu widzenia na międzyludzką komunikację, całe to zdarzenie było fatalnym nieporozumieniem. I to w bardzo wyostrzonej formie. O ile unikam zdobywania informacji w mediach publicznych postrzegając je jako rządowe, o tyle po tym pouczającym kwadransie odepchnę je jeszcze bardziej stanowczo.

Zaproszeni do bardzo płytkiej formuły spotkania, tego czegoś co telewizja (i to publiczna – za nasze) nazywa rozmową, byli dwaj doktorzy: doktor-religioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego oraz doktor-proboszcz jednej z warszawskich parafii.

Mnie najbardziej zdumiewała i z każdą minutą bardziej martwiła postawa prowadzącej. Po pierwsze nie przedstawiła pozycji z której występuje, a jako dziennikarz prowadzący program była wyjątkowo pobudzona i napastliwa (standard?). Co ciekawe podmiotem jej agresywnego języka nie był żaden z rozmówców – byli nimi nieobecny abp. Gądecki oraz cały Kościół katolicki.

Na początku spróbowała jednym zdaniem podsumować wybrzmiały wcześniej wywiad Krzysztofa Ziemca z abp. Gądeckim. Wyszło jej stwierdzenie, że świat nie jest czarno biały, lecz dominują w nim szarości… Powiedziała to z mimiką dziewczęcia pewnego swoich powabów i ogromną wyższością: „dominują!”. Już tego ciężko było wysłuchać: ja, jeśli własnym oczom wierzyć mogę, spotykam się w świecie z większością kolorów. W świecie ludzkich zachowań również. Ale to nawet nie o użytą przez nią metaforę chodzi… W tamtym studiu każdy miał mówić swoje. No to powiedziała.

Jeśli w prowadzonym przez siebie programie ma pani wypowiedzieć parę dziwnych tez i kontrowersyjnych zdań – to wypowiada. Miała upchnąć kilkanaście wątków w kilkuminutowej rozmowie to upchnęła, niektóre w postaci zdań wtrąconych w czasie przemawiania rozmówcy i to zupełnie od rzeczy względem tego, co on akurat mówił. Bomba medialna za publiczne pieniądze. Niszczy nie całkiem za darmo.

Rozmówcy byli spokojni, ale zapewne dobrani na podstawie wyjątkowo rozbieżnych poglądów. Religioznawca udzielał porad: nie tyle księdzu ile całemu Kościołowi. Odwoływał się celnie do przykładów z historii, podając fakty które do rozmowy nie wnosiły zupełnie nic. Używał formuł o charakterze bardzo ogólnym, niemal totalnym – najlepsze było takie: „po co utrzymywać instytucję, która…”. W przekazie słyszalne poczucie wyższości, pewność własnego zdania, ale mowa ciała nieco wycofana. Na wsi mówią: nadrabiał gębą. Pani udzielała głosu i wyznaczała role. Wypowiedziane zdania nic wnosiły, nie mogły wnosić do dyskusji, bo jej nie było. To mnie olśniło: tu każdy wypowiada swoje i po raz kolejny ma się zapewne liczyć większość, a nie liczyć mniejszość. Czy jeszcze istnieje dyskusja? Czy ktoś czegoś chce się dowiedzieć od drugiej strony, od siedzącej na przeciw osoby?

Ksiądz dobrany do programu wypadł dobrze. Ale to znaczy też źle. Mówił językiem Chrystusa i św. Pawła. To dobrze. Ale czyż nie źle dla właściwości mediów publicznych? Zdołał wypowiedzieć przecież parę zdań.

To był dla mnie męczący kwadrans. Temat programu mógł być zupełnie inny, dowolny, nie miałoby to większego znaczenia. Tak ludzie ze sobą nie gadają. I po co jest ta gra? Żeby i widzów to opętało?

Jeśli bije się na alarm, że Polacy coraz częściej mają problemy z wzajemną komunikacją to w Telewizji Polskiej jest jedno ze źródeł problemu.


Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

O, narodzie katolicki niepiśmienny!

Czyż nie do wiary, że kłamcy łżą?

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Przeczytałem w tekście publicystki portalu fronda.pl takie oto zdanie: „Publikacje „Dużego Formatu” miały otworzyć poważną debatę na temat kondycji polskich seminariów duchownychpoziomu formacji przyszłych księży.” Pomyślałem sobie: O, narodzie katolicki niepiśmienny!

Pomijam główny wątek skandalu medialnego – którego to już? – urządzonego przez Gazetę, najbardziej przeraziła mnie stylistyka myślenia katolickiej publicystki. Ona naprawdę do tego jednego zdania po chwili dodała następne: „wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że w ubiegły czwartek gazeta opublikowała skandaliczny...” i tak dalej. Naprawdę „wszystko byłoby dobrze”? Co znaczy „wszystko” i co znaczy „dobrze”? Gazeciane środowisko z ulicy Czerskiej w Warszawie oczywiście debatuje, urządza, zagarnia i wiele innych rzeczy robi…, ale żeby poważną debatę? I to na jaki temat: Poziomu formacji przyszłych księży?

Sam nie wiem, czy to naprawdę tak ciężko spotkać w Polsce czytelników prasy, którzy nawet bez sięgania po pracę Artura Dmochowskiego „Kościół Wyborczej” są zmuszeni albo śmiertelnie zblednąć albo śmiać się do rozpuku już na sam widok zdania: „Gazeta na poważnie o kondycji polskich seminariów duchownych…

O, narodzie katolicki niepiśmienny!

Może dziennikarz/dziennikarka/publicysta katolicki zechciałby zanurzyć się, choć na chwilę, w przestrzeni internetu i zasięgnął informacji, wystarczy zupełnie wyrywkowych, o autorze tego gazecianego skandalu, w który wciągnięto i krakowskiego biskupa i takiego jezuitę, że o jego stylu też warto więcej podumać. Tam, w sieci, dowiedzieć się może każdy, że postać powiązana przez Gazetę imieniem i nazwiskiem z całym tym zamętem jest gwarancją, że nic w tej sprawie, ani przez chwilę, nie mogło być ani na poważnie, ani uczciwie, ani Boże broń o jakości seminariów duchownych.

Gazeciany autor urodził się i wychował w beskidzkiej wiosce. To ważne – tak mi się wydaje. Przez kilka lat był klerykiem krakowskiego seminarium duchownego. To wydaje mi się w tej akurat sprawie najważniejsze. Jak się to poważnie określa: po rozeznaniu, że jego życiowe powołanie jest inne – zdjął klerycką sutannę i odszedł. Trafił do redakcji „Gościa Niedzielnego” i tam zbierał przez klika lat szlify dziennikarskie. Wolty, publicystycznej i życiowej niestety, najbardziej przerażającej z możliwych w polskiej debacie publicznej, dokonał w zeszłym roku, w sposób wielce oryginalny: materiały zbierał i rozmawiał z człowiekiem jako wysłannik katolickiego tygodnika, po to by już w dodatku do wiadomej Gazety umieścić reportaż tak zaopiniowany przez zadziwionego rozmówcę – bohatera skandalicznego teksu:

Większość moich rzekomych wypowiedzi użytych w tekście jest w rzeczywistości zmanipulowanymi, nieobiektywnie oraz złośliwie przetworzonymi i wyrwanymi z kontekstu komentarzami oraz własnymi złośliwymi, wulgarnymi wstawkami autora poczynionymi na podstawie naszej rozmowy i dołączonymi do moich wypowiedzi.

Moje bezpośrednie wypowiedzi nagrane przez redaktora zostały zmanipulowane i przekształcone w autokompromitację. Dziennikarz nadał im również w tekście wulgarny i prymitywny charakter w celu ośmieszenia mnie i odebrania wiarygodności w oczach wyborców. (To i więcej: http://niezalezna.pl/43502-gosc-niedzielny-ujawnia-skandaliczne-praktyki-dziennikarza-wyborczej)

Czy wystarczy? I czy może robić za aktualny komentarz do kolejnego głośnego właśnie teraz tekstu, zatytułowanego „Intymne życie kleryka”? Nie. Uważam, że nie wystarczy. Recydywa domaga się skutecznych działań. Trzeba próbować ratować tego człowieka. I czytelników jego tekstów.


Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >