Następnym papieżem będzie

Pierwszy biskup Rzymu nie złożył rezygnacji nawet w obliczu śmierci (choć jak twierdził Henryk Sienkiewicz – rozważał to, uciekając), dziś papieże rezygnują z powodu kłopotów z entuzjazmem i chodzeniem – usłyszałem dziś od mojego średnio wierzącego znajomego.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Po ludzku patrząc, Benedykt XVI zgotował dziś Kościołowi niezły pasztet. Prawnicy będą odtąd robić na tym casusie doktoraty, wszak Kodeks Prawa Kanonicznego o ewentualnej rezygnacji papieża wspomina jednym zdaniem (i to tylko w kontekście opisywania jego absolutnej władzy – może wszystko, więc może i zrezygnować). Konstytucja Universi Dominici Gregis Jana Pawła II, szczegółowo opisująca procedurę wyboru papieża, ściśle łączy ją z pogrzebem poprzednika. Do rozwiązania pozostaje parę ważnych i mniej ważnych formalnych problemów. Jak tytułować byłego papieża? Co zrobić z jego pierścieniem Rybaka, który po śmierci biskupa Rzymu powinien być zniszczony? Zabrać mu go i dać inny? Jaki? Papież senior (czy emeryt) nie przestał przecież być kardynałem, jest więc członkiem Kolegium, skoro nie jest juz papieżem? Ale przecież wciąż jest ważnie wybranym biskupem Rzymu, tylko nie urzędującym? Więc czy teraz Kościół katolicki ma dwóch papieży, w tym jednego w stanie spoczynku? Jak sprawić by rzeczywiście był to stan spoczynku? By do ucha papieża seniora nie ciągnęły pielgrzymki, tych co jeszcze chcieliby coś załatwić, a ten nie próbował współrządzić Kościołem?

Tak jak pisałem wcześniej – nie można od nikogo wymagać męczeństwa, ale po ludzku rzecz biorąc straty jakie decyzja Benedykta wyrządzi instytucji papiestwa będą znaczne.

Chyba że…

I tu dochodzimy do momentu, w którym na Kościół spojrzeć trzeba jak na rzeczywistość jednak napędzaną Duchem. Do suponowanego przeze mnie wcześniej możliwego powodu rezygnacji Benedykta (terminalny stan zdrowia), po namyśle dokładam możliwą opcję drugą. Przecież kardynał Ratzinger brał udział w obu konklawe w pamiętnym roku trzech papieży, 1978. Widział na własne oczy wyniszczającą walkę frakcji kardynała Benellego i kardynała Siri. Uzgodniony kompromis w postaci Albina Luciano, Jana Pawła I, po miesiącu zabrała z tego świata nagła choroba. Ta śmierć była dla kardynałów takim szokiem, że na następnym konklawe, gdy walczące frakcje znów się zblokowały, uznali, że Duch chce żeby otworzyli się na nowy, szalony pomysł. I wybrali Wojtyłę.

Decyzja Benedykta stawia dziś Kolegium Kardynalskie w stan nie mniejszego szoku. Czy to usunięcie się w cień ma być kontrolowanym trzęsieniem ziemi? Przypomnieniem kto naprawdę ma rządzić Kościołem? Że to nie domena – opisywanych przy okazji afery Wikileaks – domniemanych koterii kardynałów Sodano i Bertone?

Decyzja Benedykta czytana w kluczu duchowym, brzmiałaby więc pewnie: Boże, usuwam się, żeby zrobić miejsce Twojej niespodziance. Papież twierdzi, że rzecz gruntownie przemodlił. Nie zrobiłby chyba tego, nie mając przekonania, że to nie tylko jego wola, ale i wola Boża. Czy Pan Bóg rzeczywiście szykuje Kościołowi rewolucję? O nic innego nie wypada się teraz modlić. Oby ta z pozoru wykalkulowana decyzja papieża, totalnie wybiła Watykan z logiki politycznych kalkulacji.

Kto będzie następnym papieżem? Z pewnością kardynał. Teoretycznie jest możliwe, by został nim zwykły ksiądz (wtedy trzeba go szybko wyświęcić na biskupa), ale takie historie od dawna się już w Kościele nie zdarzają.

Jeśli to prawda, że Benedykt XVI z myślą o abdykacji nosił się od roku, z pewnością wiedział jakie znaczenie dla Kościoła mają jego kardynalskie nominacje na dwóch ostatnich konsystorzach. Na skutek tychże wśród wybierających papieża za ciut ponad miesiąc (konklawe musi wystartować między 15. a 20. marca) będzie 62. Europejczyków (w tym 28. Włochów), 21. przedstawicieli Ameryki Łacińskiej, 14. elektorów z USA i Kanady, po 11. z Afryki i Azji i jeden z Oceanii. Czy wreszcie „czerowne birety“ pozwolą Duchowi uczynić ziemską głową Kościoła kogoś, kto żyje w miejscu, gdzie rzeczywiście wykuwa się dziś to, jak świat wyglądał będzie w XXI wieku, czy znowu papieżem zostanie ktoś z kontynentu, w którym życie religijne schodzi do podziemia, albo wręcz – nie daj Panie Boże – znowu Włoch?

Giełda nazwisk już ruszyła, odmieniane będą przez wszystkie przypadki. Ja osobiście marzyłbym, by papieżem został mój znajomy i jeden z bohaterów „Last Minute“ kardynał Oscar Maradiaga. Jeśli to jednak rzeczywiście Duch zafundował nam tę niespodziankę, niechby zaskakiwał nas dalej.

Następnym papieżem będzie

Przed nami ciekawy miesiąc – intensywnych debat o stanie Kościoła, o możliwych kierunkach jego rozwoju. Po pierwszym szoku zaczyna docierać chyba do mnie to, co powiedziała mi dziś koleżanka z TVN24:

ta wiadomość, to w istocie jeden z najlepszych od dawna gatunkowo newsów. Nośny, gęsty, w sumie pozytywny. Wszak nikt nie umarł, nie trzeba ogłaszać żałoby, a przez dłuższą chwilę znów będziemy rozmawiać o najważniejszych rzeczach.

Może w tym wszystkim jest jednak jakiś sens?

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Odkamieniacz do duszy

Post był dla mnie przez lata zjawiskiem z gatunku czysto teoretycznych. Piękna, stara tradycja nie przepuszczana do dalszych rozważań przez dwa pytania.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Bywa coś takiego w naszej katolickiej formacji, co każe nam podejrzewać, że Bóg woli widzieć jak idziemy pod górkę, a nie po płaskim, koją Go nasze łzy, nie lubi uśmiechu. Bywa i przekonanie, że jak się odpowiednio napedałujemy na duchowym rowerku, dostaniemy dużo łask, a szatan, widząc nasz duchowy biceps, będzie nas omijał z daleka. Prawdziwy post powinien nas z tych dwóch chorych myśli leczyć.

Post to nie sterydy dla katotwardzieli. To odkamienianie życia. Oczyszczenie się w każdej dziedzinie z nadmiaru, z osadu, który utrudnia relacje z samym sobą, Bogiem i z ludźmi. Bywa za dużo mięsa, słodkości albo wina, ale czy nie bywa też za dużo: czasu spędzonego na głupotach, Internetu, narzekania, nerwów, pracy, zdań w pierwszej osobie itd.?

Niezależnie od tego, co myślą o tym mieszkańcy warszawskiego Muranowa, ja figurę postu widzę w wykonanej właśnie rekonstrukcji Ogrodu Krasińskich. Wycięto trzysta drzew -wydawałoby się zgroza, ale zrobiono to po to, by wartościowe wreszcie nie musiały walczyć o wodę i światło.

Moje duchowe chwasty też potrafią pięknie się zielenić, ile robiły zniszczeń, przekonam się dopiero, gdy je wyrwę. Wiem, o czym mówię, mam kawałek ziemi. Widziałem, co stało się w obejściu, gdy burza powaliła niebrzydką, dominującą nad okolicą topolę. Nagle cała tłumiona przez nią dotąd zielona różnorodność strzeliła ku słońcu.

Odkamieniacz do duszy

A ponieważ piękno to nie abstrakt, a metoda komunikowania się Stwórcy ze Stworzeniem (i nawzajem) – post, żeby miał sens, musi być przeżywany w relacji, czyli iść pod rękę z modlitwą i jałmużną. Pisałem o tym w „Monopolu na zbawienie“- odmawiasz sobie czegoś w poście? Niech to rzeczywiście zmieni świat na lepsze. Nie jesz czegoś? Odkładaj pieniądze i przekaż tym, co nie jedzą nic.

A jeśli poszcząc nie będziesz się modlić? Owszem, wyszczuplejesz i będzie ci się zdawało, że więcej możesz, ale będzie tak tylko do czasu, aż przyjdą realne pokusy. Przerobił je Jezus, który na pustyni pościł przez czterdzieści dni. Można powiedzieć, że sam sobie dopadające go tam pokusy wyindukował, bo gdyby normalnie spał, jadł i nie katował się w słońcu, łatwiej by mu było nie dopuszczać Złego. Każda z pokus była dobrą propozycją – zmień kamienie w chleb, daj ludziom (i sobie cud), przejmij władzę (a świat będzie lepszy).

Warto zmierzyć się z myślą, że Jezus na pustyni nie odstawiał moralizatorskiego teatru dla przyszłych chrześcijan, on tam realnie doświadczył ludzkiej słabości, przekonał się, że zło inteligentnym ludziom zawsze objawia się jako dobro. A rozpoznać je można tylko jednym testerem, pytając: burzy to, czy nie burzy moją relację z Bogiem (ergo: ze światem i z ludźmi)?

Odkamieniacz do duszy

Gdy się modlisz, gdy jesteś z Nim w kontakcie, będziesz czuł, że milion dolarów, który ci oferują, byś oddał to „na biednych“ może być pułapką, bo zburzy zaufanie, nadgryzie miłość.

Post, jałmużna i modlitwa w niczym nie pomogą, jeśli potraktuje się je jako popielcową wersję noworocznych postanowień, których czar pryska, gdy pierwszy raz się w nich potkniemy.

Czterdzieści dni to nie zachęta do tego, by przez pozostałe trzysta dwadzieścia sześć upijać się życiem i obżerać. Przestań myśleć o poście jako o zadaniu, niech zmieni się w postawę. Pismo mówi: jeśli chcesz pościć – umyj twarz. Przetrzyj oczy. Przez czterdzieści dni możesz znów nauczyć się patrzeć, przez następne nie przestawaj widzieć.

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >