Scena 24: Trwali na modlitwie

Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego

Klasy pierwsze Liceum Ogólnokształcącego mają ślubowanie. W Katedrze. Sam biskup udzieli im specjalnego błogosławieństwa, na rozpoczęcie nowej szkoły i nowego roku szkolnego. Młodzież (wśród nich mój syn) nieco zawstydzona, wszyscy zajmują ostatnie ławki, choć ksiądz zachęca:

– Podejdźcie bliżej, do przodu.

Nikt jednak się nie przesiada, każdy patrzy na innych, bo to jednak trochę obciachowe, takie przesiadanie się, może ktoś inny ruszy, może uda się zostać na miejscu, może ksiądz się ogarnie i przestanie się czepiać i wywoływać.

Zaczyna się Msza św. Uśmieszki i irytująco głośny szept nadal trwają, a nawet się nasilają. Przychodzi mi do głowy myśl:  

– Ach ta dzisiejsza młodzież, oczywiście nie wiedzą, po co tu przyszli.

Może zwrócić im uwagę? Może wtedy chociaż inni skupiliby się na mszy? Msza trwa nadal, biskup zaczyna czytać ewangelię: "Nie wlewa się młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują. Raczej młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje".

Scena 24: Trwali na modlitwie

Robi się jakaś dziwna cisza, biskup zaczyna mówić homilię, wyjaśnia:

– To Wy jesteście tym młodym winem, młode wino jest pełne energii. Zachodzą w nim procesy fermentacyjne… Ono buzuje…

– Jego siła i świeżość rozsadza stare bukłaki. Do Was należy świat. Jesteście solą ziemi i światłem świata. To wy macie zarażać świat radością. Pokażcie, że chrześcijanie, to ludzie radości, energiczni, chcący zmieniać świat na lepsze. To od Was wszystko zależy. Nie bójcie się zawsze iść do przodu. Waszym Mistrzem jest Chrystus, taka jest dla Was Nowina. Idźcie w ten nowy rok szkolny z radością i nadzieją! Wszystko będzie dobrze!

Kończy się homilia, kończy się też już Msza Święta. Biskup i wszyscy księża wstali, młodzież wstała, śpiewamy na zakończenie „My chcemy Boga”. Koniec pieśni. Celebransi wyszli do zakrystii… a młodzież nadal stoi. Nikt nic nie mówi, nikt się nie śmieje, nie szepcze, nikt nie wychodzi, nawet nikt się nie rusza. Oni tak tylko w ciszy stoją (trwają). Łzy ciekną mi po policzkach…

Jednak wiedzą, po co przyszli. Młode wino w nowych bukłakach.


Maryjo, która trwałaś na modlitwie z apostołami, która wspólnie z nimi tworzyłaś Kościół odrodzony po Zmartwychwstaniu Jezusa, zanoś prośby do Ducha Świętego za polską młodzież. Aby zawsze oświecał ich umysły i pomagał im budować piękną przyszłość, zarówno dla nich, jak i dla całej Naszej Ojczyzny.


Scena 23: Wziął ją do siebie

I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie


Scena 25: Wiara czyni cuda

Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!



Wesprzyj nas

Scena 23: Wziął ją do siebie

I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie

To z reguły nie jest łatwe. Młodzi małżonkowie muszą zamieszkać z rodzicami. Muszą bardziej niż chcą: i jedni i drudzy nie bardzo potrafią się w takim układzie odnaleźć.

Był bardzo zagubiony. On – mężczyzna, głowa rodziny, ma zamieszkać u teściów? Nic nie wnosząc do majątku? Ma być im do końca życia wdzięczny? Bał się tej sytuacji, ale żona nalegała. I po prostu nie mieli wyjścia. Nie było ich stać na własne mieszkanie.

Ciężko pracował, czasem na kilka etatów. Przyszły na świat dzieci. Zbudowali nowy, piękny dom. Świetnie sobie radzili. Niczego im nie brakowało. Jednak od teściów ciągle słyszał krytykę. Starał się unikać konfliktów, choć czasem było ciężko, czasem nie wytrzymał i po ludzku… coś odpowiedział.

Mijały lata. W końcu przywykł do tego, że teściowie nigdy nie będą zadowoleni z tego, co robi. Ich zdaniem wszystko robił źle, jakkolwiek by się nie starał. Nie liczył na wdzięczność czy choćby dobre słowo.

Gdy zmarł teść, on wraz z żoną z pieczołowitością wszystkim się zajęli. Od tego czasu bardziej też zaopiekowali się jej mamą. Nadal nie przepadała za nim, nadal krytykowała. Dzieci i wnuki, ci z daleka, byli dla niej lepsi, lepsze podejmowali decyzje, lepiej w życiu sobie radzili. To dla nich zarezerwowała wszystkie uczucia.

Scena 23: Wziął ją do siebie

Przyszedł dzień, kiedy zachorowała. Była skazana już tylko na leżenie. Nic nie pamiętała, nie rozpoznawała najbliższych. Opiekowali się nią z największą miłością, nosił ją na rękach do toalety, ubierał (żona nie miała tyle siły) przenosił z łóżka na fotel do karmienia, potem zmieniał pieluchy. Z ogromnym przejęciem starał się, by do końca, do ostatniej godziny, nie czuła się upokorzona chorobą i żyła godnie.

Dzieci i wnuki, ci z daleka, nie mieli czasu, by ją odwiedzić. Zresztą: „babcia i tak już nic nie pamięta”.

Tego dnia, rankiem, podczas porannej toalety, gdy przenosił ją na fotel, bardzo słabą, bardzo schorowaną i cierpiącą, i nie wiedział nawet, czy go rozpoznała, czy cokolwiek pamiętała, spojrzała mu prosto w oczy z wielką wdzięcznością, a delikatnym, cichym i niezwykle ciepłym głosem powiedziała: – Jesteś dobry, dziękuję.

Wieczorem odeszła.


Maryjo, która mogłaś liczyć na opiekę ucznia – syna, którego Ci Jezus ofiarował, spraw aby wszystkie dzieci wzięły pod opiekę swoich starych, schorowanych rodziców. Daj im siłę i miłość, wspieraj w opiece nad niedołężnymi rodzicami, tak aby w ostatnich dniach ich życia okazali miłosierdzie i zapewnili im poczucie godności do ostatniej chwili.



Scena 22: Oto Matka Twoja

Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował,

rzekł do Matki : Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia:

Oto Matka twoja


Scena 24: Trwali na modlitwie

Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego



Wesprzyj nas