video-jav.net

Papież odprawił Mszę św. w intencji uchodźców i migrantów

Słowa Jezusa, skierowane do Jego uczniów: „Chodźcie, a zobaczycie!” dotyczą dzisiaj nas wszystkich: wspólnot lokalnych i nowo przybyłych. Są zaproszeniem do przezwyciężenia naszych lęków, abyśmy mogli wyjść na spotkanie z drugim, aby go przyjąć, poznać go i uznać. Przypomniał o tym Franciszek w kazaniu podczas Mszy św. w intencji uchodźców i migrantów, której przewodniczył w bazylice św. Piotra w Watykanie 14 stycznia - w Światowym Dniu Uchodźców, obchodzonym w tym roku po raz 104. Przybyli na nią liczni członkowie tej grupy ludzi, mieszkający w stolicy Włoch, którzy m.in. przygotowali też oprawę muzyczną liturgii.

Polub nas na Facebooku!

Zanim papież wygłosił kazanie, odczytano dwa fragmenty Pisma Świętego: po angielsku – urywek z 1. Księgi Samuela i po francusku – z 1. Listu św. Pawła do Koryntian, a między nimi solistka i chór odśpiewali po portugalsku psalm responsoryjny. Fragment 1. rozdziału Ewangelii św. Jana przeczytał po włosku diakon.

Następnie zabrał głos Ojciec Święty, który na wstępie zauważył, że odczytany dzisiaj ustęp Ewangelii, w którym Jezus zaprasza swych uczniów: „Chodźcie, a zobaczycie!”, oznacza wezwanie nas do pogłębienia szczególnego powołania, skierowanego do każdego z nas. Wzywa On nas po imieniu i prosi, abyśmy uszanowali fakt, że zostaliśmy stworzeni jako istoty jedyne i niepowtarzalne, różniące się między sobą a zarazem mające do odegrania wyjątkową rolę w dziejach świata. Od odpowiedzi Jezusa na pytanie dwóch uczniów do Niego: „Gdzie mieszkasz?” zależy ich sąd o Nauczycielu z Nazaretu. A Jego odpowiedź: „Chodźcie, a zobaczycie!” otwiera ich na spotkanie osobiste, które przewiduje odpowiedni czas na przyjęcie, poznanie i uznanie drugiego – powiedział kaznodzieja.

Zaznaczył, że odpowiedź Jezusa jest zaproszeniem, umożliwiającym ukazanie bliźniemu drugiego człowieka, aby zobaczyć, gdzie i jak żyje. W dzisiejszym świecie ugoszczenie, poznanie i uznanie nowo przybyłych oznacza poznanie i poszanowanie przez nich praw, kultury i tradycji krajów, które ich przyjęły – podkreślił mówca. Dodał, że oznacza to także zrozumienie ich lęków i obaw dotyczących przyszłości. Dla społeczności lokalnych przyjęcie, poznawanie i uznawanie jest otwarciem się na bogactwo różnorodności bez uprzedzeń, zrozumienie potencjałów i nadziei nowo przybyłych, a także ich słabości i obaw – podkreślił Ojciec Święty.

Przypomniał też słowa ze swego Orędzia na dzisiejszy Dzień, iż „każdy cudzoziemiec, który puka do naszych drzwi, jest okazją do spotkania z Jezusem Chrystusem, utożsamiającym się z cudzoziemcem przyjętym lub odrzuconym wszystkich czasów”. A dla obcego, imigranta, uchodźcy, przesiedleńca i azylanta każde drzwi nowej ziemi są również okazją do spotkania z Jezusem – podkreślił Franciszek.

Zauważył, że “prawdziwe spotkanie z drugim nie kończy się na przyjęciu, ale angażuje nas wszystkich w trzech pozostałych działaniach, które podkreśliłem w Orędziu na ten Dzień: chronić, promować i integrować”. Zwrócił też uwagę, że prawdziwe spotkanie z Chrystusem jest źródłem zbawienia, które musi być głoszone i niesione do wszystkich, jak uczy nas Apostoł Andrzej. Po wyznaniu swojemu bratu Szymonowi: „Znaleźliśmy Mesjasza”, Andrzej zaprowadził go do Jezusa, aby przeżył to samo doświadczenie spotkania – stwierdził papież.

Przyznał następnie, że “nie jest łatwo wejść w kulturę innych, postawić się w sytuacji ludzi różnych od nas, zrozumieć ich myśli i doświadczenia”. Skrytykował niechęć do spotykania się z innymi z innymi i stawianie przeszkód, aby się przed nimi bronić. Czasami te obawy są uzasadnione, oparte na wątpliwościach, w pełni zrozumiałych z ludzkiego punktu widzenia – stwierdził Franciszek, dodając, że wątpienie i lęk nie są grzechem. Jest nim natomiast godzenie się, aby “lęki określały nasze reakcje, warunkowały nasze decyzje, szkodziły szacunkowi i wielkoduszności, podsycały nienawiść i odrzucenie”. „Grzechem” jest odmówienie spotkania z innym, z bliźnim, które jest w istocie uprzywilejowaną sposobnością spotkania się z Panem – przekonywał mówca.

Na zakończenie zaznaczył, że z tego spotkania z Jezusem obecnym w ubogich, odrzuconych, uchodźcach, azylantach “wypływa nasza dzisiejsza modlitwa”, która jest wzajemna: migranci i uchodźcy modlą się za społeczności lokalne, które ze swej strony modlą się za nowo przybyłych i za imigrantów przebywających dłużej.

Po kazaniu odmówiono sześć wezwań Modlitwy Wiernych w różnych językach. Po angielsku proszono Boga, aby Kościół, “będący rodziną dzieci Bożych, był dla każdej osoby miejscem zbawienia, w którym każdy czuje się kochanym, przyjętym i zbawionym”; po chińsku – za papieża, “aby jak sól ziemi i światło świata mógł prowadzić zawsze wiernie święty lud Boży do Pana Jezusa”; po ukraińsku – za “żyjących w biedzie i na marginesie, aby także oni, napełnieni dobrocią Bożą, mogli odczuć ją w modlitwie i czynnej miłości licznych braci”; po arabsku – “za niepokojonych i prześladowanych, aby wsparci ojcowską Opatrznością Bożą znosili w wierze swe cierpienia w jedności z Krzyżem Jezusa i przyczyniali się do nawrócenia każdego człowieka”; w języku malajalam (z południa Indii) – o “harmonię wewnętrzną, będącą darem łaski, przezwyciężając w ten sposób ciemności niezgody, będącej owocem grzechu” i po amharsku modlono się za zmarłych w czasie migrowania, aby “przyjęci przez miłosierne objęcie Pana żyli wiecznie, kontemplując Jego oblicze”.

Na zakończenie Mszy św. papież udzielił wszystkim błogosławieństwa apostolskiego, po czym przez chwilę modlił się przed stojącą obok Konfesji św. Piotra figurą Matki Bożej z Dzieciątkiem.

Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy Kościół katolicki obchodzi od 1914 roku. Instrukcja Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących z 1978 r. wyjaśnia, że jest on pomyślany „jako stosowna okazja do pobudzenia wspólnot chrześcijańskich do odpowiedzialności wobec braci migrantów oraz do obowiązku współdziałania w rozwiązywaniu ich różnorakich problemów”.

Oprócz tego własny Światowy Dzień Uchodźcy, obchodzone na świecie 20 czerwca, ustanowiło Zgromadzenie Ogólne ONZ 4 grudnia 2000 roku. Ma on upamiętniać odwagę i siłę uchodźców na całym świecie. Okazją do wprowadzenia go była przypadająca w 2001 roku 50. rocznica uchwalenia Konwencji na temat Statusu Uchodźców. Jednocześnie Organizacja Jedności Afrykańskiej poparła inicjatywę, by Dzień Uchodźcy przypadał w tym samym dniu, co Dzień Uchodźców Afrykańskich, tj. 20 czerwca. I od 2001 jest to Światowy Dzień Uchodźcy.

Według najnowszych danych ONZ w 2017 na świecie było ok. 258 mln migrantów, uchodźców i innych osób, które z różnych powodów opuściły swe strony ojczyste. Ponad 60 proc. tych ludzi żyje w Azji (80 mln) i Europie (78 mln), następnie w Ameryce Północnej -58 i w Afryce – 25 mln. Z państw najwięcej uchodźców przyjęły Stany Zjednoczone – ok. 50 mln, następnie Arabia Saudyjska, Niemcy i Rosja – po mniej więcej 12 mln osób oraz Wielka Brytania – 9 mln.


st, kg (KAI) / Watykan

Papież często jest bardzo osamotniony w swoich działaniach – Kard. Schönborn

Franciszek jest często osamotnionym wizjonerem swego Kościoła, ale działa i to jest decydujące; widać też, że wielu za nim podąża – powiedział kard. Christoph Schönborn w wywiadzie dla „Christ und Welt”

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zdaniem metropolity wiedeńskiego „w tym, niekiedy bardzo bolesnym, osamotnieniu Ojciec Święty wpływa na wiele sytuacji, dodaje otuchy. To jest odczuwalna przemiana”. Purpurat dodał, że to bolesne doświadczenie osamotnienia papież dzieli z Jezusem, który szedł naprzód, mimo złości i zwątpienia Jego uczniów. „Myślę w tej chwili o pięknych zdjęciach z obrad synodu poświęconego rodzinie, na których Franciszek idzie ze swoją czarną teczką energicznym krokiem. Naprawdę odnosi się wrażenie, że idzie naprzód. To przecież jest doświadczenie Jezusa” – podkreślił kardynał.

Zaznaczył, że droga, którą podąża papież, „bywa drogą cierpienia, gdyż czasem jest on na niej naprawdę zupełnie osamotniony”. Ale – dodał rozmówca gazety – Franciszek idzie naprzód „i to jest najważniejsze, a zmiany są odczuwalne, co pociąga za nim coraz więcej ludzi, w tym także tych, którzy mają niewiele wspólnego z Kościołem”. „Wzruszają ich jego gesty i słowa oraz podejście do człowieka, czują, że o to im właściwie chodzi” – jest przekonany austriacki purpurat.

 

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Jednocześnie wskazał na bliskie związki łączące papieża seniora Benedykta XVI z jego następcą. Obecny arcybiskup Wiednia był uczniem ks. prof. Josepha Ratzingera, gdy był on profesorem teologii w Ratyzbonie. Dziś jest jednym z najchętniej słuchanych autorytetów w sprawie szeroko dyskutowanej papieskiej adhortacji „Amoris laetitia” i jednym z najbardziej wpływowych kardynałów Kościoła powszechnego.

Pytany, czy jako uczeń J. Ratzingera i ekspert w zakresie interpretacji „Amoris laetitia” czuje się swego rodzaju teologicznym budowniczym mostu między Franciszkiem a jego poprzednikiem, wyraził pogląd, że nie jest to potrzebne. „Oni są bardzo różni, ale jednocześnie bliżsi sobie niż się przypuszcza” – podkreślił arcybiskup Wiednia.

Skrytykował następnie działania czterech kardynałów: Joachima Meisnera, Waltera Brandmüllera, Carlo Caffary i Raymonda Leo Burke’a, którzy jesienią 2016 ogłosili swoje wątpliwości w sprawie adhortacji i poprosili Franciszka o odpowiedź. Głównym punktem spornym tego dokumentu jest bardziej otwarty stosunek do osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach. Zgodnie z dotychczasowym nauczaniem Kościoła nie mogli oni dotychczas przystępować do sakramentów.

Purpurat austriacki uznał za „wysoce niestosowne” to, że kardynałowie upublicznili swoje pytania i ogłosili, że Franciszek ich nie przyjmuje. „Tak nie postępują najbliżsi współpracownicy papieża” – stwierdził hierarcha, podkreślając jednocześnie, że na te wątpliwości wielokrotnie udzielano odpowiedzi. W tym kontekście przypomniał o wydanej jesienią ub.r. książce włoskiego filozofa Rocco Buttiglionego, do której obszerne wstęp napisał były już prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Ludwig Müller. „Obaj wskazali w tej publikacji, że odpowiedzi na wątpliwości czterech kardynałów znajdują się w samym tekście «Amoris laetitia»” – oświadczył arcybiskup wiedeński.

Wyraził przy tym zadowolenie, że Franciszek ceni sobie jego wprowadzenie do adhortacji z 2016 roku. Dodał, że – jego zdaniem – adhortacja jest „bardzo ważnym i wielkim dokumentem, stanowiącym poważną pomoc dla małżonków i rodzin”.

Odnosząc się do dwóch kolejnych Synodów Biskupów na temat rodziny w latach 2014 i 2015 uznał za ważne to, że ogłoszona w 1993 roku encyklika Jana Pawła II „Veritatis splendor” ukazała „w pewnym stopniu jedną stronę rzeczywistości”, ale „nie uwzględniła innej”. Papieżowi Wojtyle chodziło o stwierdzenie, że istnieją normy obiektywne i było to bardzo potrzebne. Trzeba było przypomnieć, że nie jest tak, że każdy może sobie sam ustanawiać własne normy. Ale to była tylko połowa całej sprawy, a drugą połowę dodał Franciszek swoją adhortacją „Amoris laetitia” – tłumaczył kard. Schönborn.

Jego zdaniem w papieskim tekście czuje się egzystencjalne tło. Wpłynęły na to losy licznych rodzin żyjących w skrajnym ubóstwie, z którymi zetknął się w swoich rodzinnych stronach papież z Ameryki Łacińskiej. „Tam nie możesz iść tylko z obiektywnymi normami! Tam musisz dokładnie się przyjrzeć, jak w tych warunkach życia w sposób niekiedy nawet bohaterski realizuje się człowieczeństwo, wzajemna pomoc wśród ludzi. To konkretne spojrzenie papieża wniosło bardzo dużo” – stwierdził kardynał z Wiednia.

 

Rodzina siłą człowieka

 

Zapewnił, że chodzi tu nie o “rozmiękczanie”, co zarzucają papieżowi jego przeciwnicy, lecz o to, by dokładnie się przyglądać, rozróżniać i sprawdzać, „oczywiście słuchając tego, czego naucza Kościół. Ale przede wszystkim muszę przyglądać się rzeczywistej sytuacji i słuchać, co mówi mi moje sumienie”.

Przewodniczący episkopatu Austrii podkreślił ponadto, że jest pod wielkim wrażeniem społecznego zaangażowania obecnego papieża. Można patrzeć na to jako na „kairos” dla współczesnego Kościoła, ale także dla społeczeństwa. „Jest to nierozłącznie związane ze spojrzeniem na ludzi, ze sposobem podchodzenia do ludzi, jakie Franciszek po prostu bierze z Ewangelii” – podkreślił Schönborn.

W dalszej części obszernym wywiadzie dla „Christ und Welt” zachęcił też do odkrycia na nowo spowiedzi. Wyraził ubolewanie, że „poza nielicznymi wyjątkami spowiedź zanikła” i nie chodzi tu o kwestię, czy stała się bardziej surowa czy bardziej miłosierna. Chodzi o to, by na nowo odkryć, co to znaczy pozwolić się formować w szkole życia. Kościół będzie „zbędny”, jeśli nie będzie naprawdę „szkołą życia Jezusa”. Stanie się wtedy tylko instytucją, wprawdzie szacowną, z wielkimi, dostojnymi budowlami, ale nie będzie tym, o jakim myślał jego twórca, a mianowicie „wspólnotą życia” – zaznaczył hierarcha.

Wspomniał także o swoim osobistym okresie kryzysu pod koniec lat sześćdziesiątych. Przyznał, że wtedy jako młody człowiek miał roczną „przerwę w modlitwie”. „Było to typowe doświadczenie tamtych lat, okres nauki w Niemczech, początek rewolty studenckiej. Tamten kryzys odbił się bardzo poważnie również na mnie” – oświadczył kardynał. Wyjaśnił, że był wówczas młodym dominikaninem, miał 21 lat. „W seminarium udowadniano nam, że modlitwa nic nie daje, ponieważ trzeba zmieniać społeczeństwo. Nie trzeba pocieszać się życiem na tamtym świecie, ale budować tu i teraz, nie modlić się, ale zmieniać. Ja to wziąłem dosłownie i choć żyłem w klasztorze, przez rok po prostu się nie modliłem” – wyznał rozmówca gazety. 

Przyznał też, że w tamtym okresie był „bardzo blisko” porzucenia kapłaństwa. Przełomem do „ponownego spotkania z Chrystusem” okazał się kontakt z pewnym bezdomnym. „Stoczył się on na samo dno wskutek rozwodu, alkoholu, utraty pracy. Wraz z innymi dominikanami zaopiekowaliśmy się nim” – powiedział kard. Schönborn. W tym kontekście przywołał słowa z Ewangelii św. Mateusza: „Byłem bezdomny, a wy przyjęliście Mnie pod swój dach”. Wtedy jednak żaden z zakonników nie miał tych słów w głowie, ale myślał tylko o zapewnieniu człowiekowi normalnej egzystencji. „Chodzi bowiem przede wszystkim o człowieka, o spotkanie z osobą” – podsumował swą wypowiedź arcybiskup stolicy Austrii.

ts (KAI) / Berlin/Wiedeń

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >