USA: Przybywa samozwańczych proroków, niektórzy przyznają się do pomyłek

Rosnącej ostatnio w Stanach Zjednoczonych liczbie „proroków” ewangelikalnych poświęciła niedawno obszerny artykuł w "New York Times" Ruth Graham, śledząca na bieżąco życie religijne w swoim kraju. Zwróciła uwagę, że zjawisko to nadal trwa, mimo że zdecydowana większość z nich przepowiadała zwycięstwo Donalda Trumpa w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. Obecnie niektórzy kaznodzieje przeprosili swych słuchaczy za swe wcześniejsze błędne "proroctwa".

Polub nas na Facebooku!

Zdaniem autorki ostatnio, zwłaszcza w czasach Trumpa, znacznie przybyło tych [na ogół] samozwańczych proroków, wpływających na życie setek ludzi, przekonanych, że [prorocy] mogą stać się „kanałem”, przez który przepływa nadprzyrodzona energia. Wielu z nich to indywidualni ewangeliści, nie mający nawet formalnych związków z jakimś konkretnym Kościołem czy innymi instytucjami. Działają oni głównie online, ale pojawiają się też na konferencjach i bywają zapraszani do wygłaszania kazań. “Kwitnie sprzedaż tego rodzaju książek. Ma to zapewne związek z zainteresowaniem wielu ewangelików teoriami spiskowymi, np. QAnon (…), a także z szerzącymi się na świecie różnymi ruchami charyzmatycznymi, skupiającymi obecnie ok. pół miliarda ludzi – twierdzi R. Graham.

Spostrzeżenia te potwierdza Michael Brown – znany w USA komentator programów ewangelikalnych. Przyznał, że w swym 49-letnim życiu nawróconego chrześcijanina nie widział tak dużego zainteresowania ludzi proroctwami jak teraz. Zwrócił przy tym uwagę na problem odpowiedzialności „proroków” za to, co głoszą. Dotyczy to zwłaszcza ich przewidywań co do pandemii i ponownego wyboru Donalda Trumpa na prezydenta, które po prostu się nie sprawdziły.

 

Wezwanie do modlitwy o zdławienie pandemii

Cindy Jacobs, jedna z najbardziej znanych osób z tego grona (ale też kilkoro innych “proroków”) wezwała w marcu ub.r. wszystkich ludzi na świecie do “globalnego dnia modlitwy” o „zdławienie” wirusa. Na swoich stronach zapowiadali oni koniec pandemii „przed Wielkanocą”, ale – jak wiadomo – tak się jednak nie stało.

Również jesienią 2020 wielu kaznodziejów ewangelikalnych przepowiadało reelekcję Trumpa. Jeden z nich, 33-letni Jeremiah Johnson, który na swoich konferencjach internetowych gromadził tysiące ludzi, oznajmił, że w jednym ze swoich proroczych snów widział czynnego jeszcze wówczas prezydenta, uczestniczącego w Maratonie Bostońskim. „Już ma kończyć bieg, gdy zabrakło mu sił. Wówczas z obserwującego go tłumu wyszły dwie starsze i „fizycznie słabe” panie, które pomogły mu dobiec do mety” – dzielił się swymi wspomnieniami kaznodzieja. Podobne proroctwa wypowiadano także w czasie nabożeństw w megakościołach z udziałem m.in. samego Trumpa.

Ale gdy się nie sprawdziły, pod adresem Johnsona pojawiły się bardzo ostre „niechrześcijańskie” reakcje. Napisał potem z goryczą, że „w ciągu ostatnich 72 godzin otrzymałem tysiące pouczeń, kilka razy grożono mi śmiercią, dostawałem wiadomości z wulgaryzmami pod adresem mojej rodziny. Nazywano mnie tchórzem, sprzedawczykiem i zdrajcą Ducha Świętego”. Gdy “prorok” wyraził skruchę i przeprosił swych słuchaczy, wielu wybaczyło mu ten błąd. W rezultacie postanowił później rozpocząć nową serię konferencji w YouTube, zatytułowaną „Pomyliłem się” i nadal gromadzi tysiące ludzi.

Podobnie postąpił inny pastor-prorok – R. Loren Sanford. Tłumacząc swoją pomyłkę, oświadczył, iż „tak naprawdę w tym, co usłyszałem od Boga, było słowo niepewności. Nie miałem pewności co do ponownego wyboru [Trumpa]. I tak to powinno zostać”. Odwołał się przy tym do proroka Micheasza, który powiedział królowi Izraela prawdę, mimo że 400 fałszywych proroków mówiło inaczej”.

Badający zjawisko „proroków” we współczesnej kulturze amerykańskiej inny autor – Brad Christerson, socjolog na protestanckim uniwersytecie Biola w La Mirada (Kalifornia) – zwrócił uwagę na jeszcze inny powód ich popularności: Ludzie nie wierzą instytucjom, uważają je za skorumpowane. Dotyczy to uniwersytetów, nauki, rządu i mediów. Ludzie szukają jakiegoś innego, lepszego źródła prawdy.

SPRAWDŹ: Rekordowe odszkodowanie dla ofiar księży. Diecezja w stanie upadłości

 

ag/KAI/Stacja7

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Watykan zmienił obrzęd posypania głów popiołem

W tym roku obrzęd posypania głów popiołem będzie inny niż zazwyczaj. Watykan zmienił procedury, których księża mają przestrzegać na całym świecie.

Polub nas na Facebooku!

W związku z pandemią koronawirusa Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała notę określającą procedury, których kapłani mają przestrzegać.

Instrukcja wskazuje, że po pobłogosławieniu popiołu i pokropieniu ich wodą święconą w milczeniu, kapłan zwraca się do obecnych, recytując jeden raz formułę, którą znajdujemy w Mszale Rzymskim: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” albo „Pamiętaj, że jesteś prochem, i w proch się obrócisz”.

Następnie kapłan oczyszcza ręce, zakłada maskę ochronną, zasłaniając usta i nos, i posypuje głowy tym, którzy do niego przychodzą lub, jeśli to stosowne, idzie do tych, którzy stoją na swoich miejscach, nie wypowiadając żadnych słów” – czytamy w nocie Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

 

Jaka jest symbolika popiołu?

Popiół był zawsze znakiem pokuty, symbolem uniżenia czy uznania własnej klęski. Tak było nie tylko w żydowskiej kulturze Starego Testamentu, ale też w krajach arabskich czy w Grecji. Kiedy ktoś posypywał siebie popiołem albo przyjmował worek z popiołem jako posłanie, uniżał się i w ten sposób przepraszał za zło, którego dokonał. Ten zwyczaj był też formą żałoby po czyjejś śmierci. Był zwyczaj, że kiedy państwo przegrało wojnę, to na znak smutku, ludzie używali popiołu.

Sięgając dzisiaj po tę symbolikę, obecną dawniej w kulturze śródziemnomorskiej, nawiązujemy do faktu, że jako ludzie grzeszni musimy uznać swoją klęskę i przegraną. Sięgamy po popiół, który jest znakiem tego, że o własnych siłach nie jesteśmy w stanie wydźwignąć się ze zła.

Słowa: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”, mogą być rozumiane z jednej strony w duchu uniżenia, ale też uznania swojej skończoności. Ten postny popiół mówi dokładnie tyle: „Pamiętaj, że nie jesteś nieśmiertelny. Jeżeli wydaje Ci się, że jest inaczej, to przypomnij sobie, że wyszedłeś z prochu. Twoim końcem jest śmierć – rozkład ciała, które obróci się w proch”.

SPRAWDŹ: Papież na Wielki Post: Odnowa wiary, nadziei i miłości to nie opcja, ale konieczność

 

ag/KAI/Stacja7

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Copy link
Powered by Social Snap