video-jav.net

„Więcej” – przepustka do nieba

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (Mt 5, 20-22a, 27-28, 33-34a, 37) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5,20-22a,27-28,33-34a,37).

„Więcej” - przepustka do nieba

Dzisiejszej niedzieli słyszymy drugą część tej mowy Pana Jezusa, która nazwana została Kazaniem na Górze. Liturgia proponuje nam dziś dwie możliwości. Albo wsłuchać się w całą resztę piątego rozdziału Ewangelii Mateusza z wyjątkiem ośmiu błogosławieństw, albo też poświęcić uwagę kilku fragmentom z niej wyjętych. Zatrzymajmy się więc na chwilę na paru tylko myślach, naukach Pana Jezusa, jakie zapisał Mateusz w tymże rozdziale.

Pan Jezus bardzo wyraźnie stawia w tym tekście taką zależność: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż (…), nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Nie wystarcza więc tylko sprawiedliwość rozumiana dosłownie i wąsko, na poziomie oddawania każdemu tego, co mu się należy, albo stosując miarę, że każdemu to samo, każdemu według jego zasług, każdemu według jego dzieł, każdemu według jego potrzeb, każdemu według jego pozycji, każdemu według tego, co mu przyznaje prawo. W perspektywie nieba trzeba sprawiedliwości pojmowanej nie wprost.

Sprawiedliwość to też godziwość, uczciwość, bezstronność, neutralność, obiektywizm, ale też prawość, rzetelność, szlachetność, wielkoduszność, a nawet solidaryzm społeczny.

Ich sprawiedliwość, ale też i nasza, bo w to „jeśli wasza” wpisani jesteśmy i my, ma być większa niż… innych, tamtych, stosujących, żyjących wedle zasady tylko oddawania Bogu i bliźniemu tego, co im się należy.

I Pan Jezus dość precyzyjnie wyjaśnia nam, na czym polega sprawiedliwość większa niż… Słyszeliście, że powiedziano (…): Nie zabijaj! (…) A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata… Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę… Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał (…). A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie… Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: (…) jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!… Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół…

Żeby wejść do królestwa niebieskiego nie wystarczy tylko podstawowy poziom sprawiedliwości oddawania każdemu tego, co mu się należy. Panu Jezusowi zależy na dawaniu każdemu „więcej”, niż mu się należy, i to „więcej” właśnie jest przepustką wprowadzającą do nieba.

Wprawdzie nie zabijamy, za to gniew na swego brata jest codziennością, może i nie cudzołożymy, ale pożądliwe patrzenie jest powszechnością; może fałszywie nie przysięgamy, ale dotrzymywanie słowa i obietnic jest rzadkością; wprawdzie nie stosujemy wprost zasady oko za oko i ząb za ząb, ale chętnie odpłacamy „pięknym za nadobne”; może i nie nienawidzimy naszych nieprzyjaciół, ale żeby ich zaraz kochać…

Sprawiedliwości na poziomie podstawowym oddawania Bogu i bliźniemu tego, co im się należy być może nam i nie brakuje. Choć, czy aby na pewno? Nad poziomem tego więcej z pewnością trzeba jednak sporo popracować. I tu warto wziąć przykład ze św. Józefa, który ze sprawiedliwości mógł oddalić, odprawić, ale dzięki temu „więcej”, uznał za swoje, co wcale nie przyniosło mu ujmy, ani też nie zaszkodziło.

To „więcej” nikomu jeszcze nie przyniosło ani wstydu, ani uszczerbku. Nam też nie zaszkodzi.

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Hebrajski romans

Znalezienie odpowiedniej żony, która będzie nie tylko towarzyszką na resztę życia, ale również matką dla dzieci, jest sprawą tak wielkiej wagi, że angażuje się w to sam Bóg. Czytając niektóre teksty biblijne możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia wręcz z biblijnymi romansami. Ba! Pieśń nad Pieśniami to nawet poetycki erotyk, którego wspólną lekturę zalecają narzeczonym prowadzący niektórych kursów przedmałżeńskich.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ojcowie Kościoła widzieli w Pieśni nad Pieśniami symboliczną opowieść o miłości Boga do swego Ludu, co nie zmienia faktu, że właśnie wzajemna fascynacja zakochanych znajduje się u podstaw tego symbolu. Ja jednak chciałbym poświęcić uwagę Księdze Tobiasza, którą protestanci uważają niesłusznie za apokryf, a która dostarcza nam ciekawych rozważań nad naturą małżeństwa i narzeczeństwa.

Ta Księga jest dydaktycznym opowiadaniem, które możemy nazwać hebrajskim romansem z wątkami sensacyjnymi lub barwną powieścią przygodową. Krótko mówiąc, jest to fikcja literacka, ale dla nas nie ma to w gruncie rzeczy żadnego znaczenia, bo istotne jest nie to, czy opisane wydarzenia miały miejsce, ale to, jaki jest sens danej opowieści, która nie bez powodu przecież stała się częścią Biblii.

Hebrajski romans

Poznajemy zatem historię rodziny Tobiasza, Żyda z diaspory mieszkającego na wygnaniu w Niniwie. Był to człowiek dobry i szlachetny. Dawał jałmużnę potrzebującym, pamiętał o sierotach, grzebał potajemnie zabitych rodaków, narażając się na karę ze strony króla Sennacheryba. Słowem, wiódł życie pobożnego i godnego szacunku Żyda. Życie jednak bywa okrutne. Przelatujący ptak narobił na oczy starego Tobiasza, skutkiem czego został on dotknięty ślepotą. Prawdopodobnie ptak był na coś chory i jego odchody przeniosły chorobę na człowieka.

Tobiaszowi i jego rodzinie było ciężko. Po kilku latach cierpień i znoszenia drwin („Taki byłeś sprawiedliwy i co ci z tego przyszło?”) mężczyzna popadł w depresję i modlił się do Boga, aby skrócił jego cierpienia. W tym samym czasie lecz w zupełnie innym i odległym miejscu, dokładnie o to samo prosiła Boga młoda dziewczyna Sara, córka Raguela, który był dalekim krewnym Tobiasza. Miała już siedmiu mężów, ale w noc poślubną wszyscy zanim zdążyli skonsumować małżeństwo, zostali zabici przez demona Asmodeusza. Ten demon to zapożyczony z Persji Aeszma Deva, który w zoroastrainizmie był uważany za wodza wszystkich dewów (demonów), podlegającego jedynie Angra Mainju, czyli zasadzie zła. W  folklorze hebrajskim jego imię wywodzono od czasownika szamad – szkodzić. W sumie nie wiadomo, dlaczego przyczepił się akurat do Sary. Dziewczyna uchodziła za przeklętą. Była obwiniana z powodu kolejnych zgonów swoich mężów. Nic też dziwnego, że trudno było znaleźć jej kolejnego kandydata na męża. Sara myślała nawet o samobójstwie, opamiętała się jednak ostatniej chwili i w modlitwie poprosiła Boga, aby to on odebrał jej życie. Bóg, słysząc modlitwę starego Tobiasza i Sary, wysłał osobiście anioła z misją, aby z tych dwóch nieszczęść wyprowadził dobro.

Hebrajski romans

O podobnych historyjkach opowiada serial „Dotyk anioła”, ale tu Bóg zastosował środki szczególne. Warto zauważyć, że anioł Rafał (Rafa-El – Uzdrawia Bóg), któremu powierzono zadanie uratowania Tobiasza i Sary, to nie byle kto wśród aniołów, ale jeden ze znaczniejszych archaniołów, jeden z siedmiu, którzy mieli możliwość wstępowania przed Tron Boga (por. Tb 12, 15). To tak, jakby Królowa Brytyjska osobiście wysłała samego Jamesa Bonda, czyli jednego z najlepszych agentów, aby rozwiązał osobiste problemy dwójki jej poddanych.

Prawdopodobnie potrzebny był też ktoś, kto ma „licencję na zabijanie”, bo chodziło o rozprawę z wyjątkowo złośliwym i potężnym demonem. W przeciwieństwie jednak do Agenta 007, który wszystkim chętnie od razu ujawniał swą tożsamość („My name is Bond, James Bond!”), anioł Rafał postanowił początkowo działać in cognito.

Kiedy pozbawiony środków do życia Tobiasz wysłał swojego syna Tobiasza Juniora po pieniądze zdeponowane w Medii, potrzebny był dla młodego chłopaka bardziej doświadczony towarzysz w długiej i niebezpiecznej podróży. Został nim właśnie Rafał, który przybrał postać ich krewnego Azariasza. We dwóch przeżyli różne przygody. Na przykład, dzięki wsparciu anioła, Tobiasz pokonał wielką rybę, odzyskał pieniądze, doprowadził do przepędzenia dręczącego Sarę demona (skutkiem czego pojął ją za żonę), a dzięki żółci pozyskanej z ryby uzdrowił ślepego ojca. Potem żyli długo i szczęśliwie, jak to w bajkach bywa.

Hebrajski romans

Można by historię Tobiasza i Sary odbierać wyłącznie przez pryzmat przygód i cudownych wydarzeń, ale warto zwrócić uwagę na to, że ta Księga jest właściwie poradnikiem uczciwego życia, wzbogaconym o sensacyjną i wciągającą historię. Księga Tobiasza, jak żadna inna, podejmuje temat narzeczeństwa i podaje receptę na udane życie małżeńskie.

Kiedy Tobiasz zwierza się swojemu towarzyszowi z lęku przed śmiercią, Rafał mówi mu: nie martw się o tego demona, ale bierz [ją za żonę]. Jestem przekonany, że tej nocy ją otrzymasz jako żonę (…). A gdy już będziesz miał z nią się złączyć, powstańcie najpierw oboje i módlcie się, i proście Pana nieba, aby okazał wam miłosierdzie i ocalił was. Nie bój się, ponieważ od wieków jest ona przeznaczona dla ciebie. W ten sposób ją ocalisz i ona pójdzie z tobą. Sądzę też, że urodzi ci dzieci i będą dla ciebie jak bracia. Nie martw się! (Tb 6, 16-18).

W małżeństwie Tobiasza i Sary ich noc poślubna poprzedzona została więc wspólną modlitwą, aby jako małżonkowie żyli w przyjaźni, aby byli dla siebie partnerami i razem dożyli starości. „A teraz nie dla rozpusty biorę tę siostrę moją za żonę, ale dla związku prawego. Okaż mnie i jej miłosierdzie i pozwól razem dożyć starości!” (Tb 8,7).

Hebrajski romans

Tobiasz i Sara

Co możemy wywnioskować z lektury Księgi Tobiasza?

Otóż wynika z niej, że Bóg stworzył człowieka z powołaniem do małżeństwa, które jest jedną z najważniejszych i najbardziej fundamentalnych spraw w ludzkim życiu. W chrześcijaństwie zostanie ono wyniesione do rangi sakramentu, a więc stanie się zamierzonym przez Boga środowiskiem, w którym mamy zmierzać do zbawienia. Małżeństwo jest przymierzem zawartym przed Bogiem, nie dla zaspokojenia egoistycznych potrzeb, ale z miłości do współmałżonka i dla jego dobra.

Ta miłość uzdalnia do wyrzekania się samego siebie, a nawet oddania życia dla ratowania kochanej osoby. Złe moce (w tym wypadku ich przedstawiciel Asmodeusz) próbują wkraczać w życie małżeńskie, degradować je i niszczyć. Małżeństwo i rodzina są bowiem solą w oku sił zła. Małżonkowie mogą jednak z pomocą Boga pokonać knowania Złego. Jak? No właśnie powinni się wspólnie modlić i wiedzieć, że fakt, iż są razem, nie jest tylko ich osobistą sprawą, ale również pragnieniem samego Boga, który od wieków przeznaczył ich sobie. Domyślam się, że teraz niejedna osoba ma kpiący uśmieszek, bo pachnie to jakąś tanią egzaltacją z romansów.

Historia dwóch połówek pomarańczy (czasem – jabłek) pochodzi ze starej wschodniej opowieści. W baśni tej dusza ludzka była jednością – tak jak jednością jest jabłko czy pomarańcza. Pewnego dnia bogini przełamała tę pomarańczę na pół i rozrzuciła jej części w dwie różne strony świata. Od tego momentu kobieta i mężczyzna próbują się wzajemnie znaleźć – swoją brakującą połówkę. Jeśli ta trudna sztuka się uda, wtedy jednoczą się i rodzi się miłość.

Kiedy przeanalizujemy to w kategoriach statystycznych, to nasze wysiłki znalezienia tego jedynego lub tej jedynej mogą wydawać się bezsensowne. Na świecie żyje blisko siedem miliardów ludzi. A zatem, czy w ogóle można mówić, że ktoś jest komuś przeznaczony? Może to naiwne… ale słowa Rafała są jednoznaczne: „Nie bój się, ponieważ od wieków jest ona przeznaczona dla ciebie!”.

Pochodzę z okolic Płocka. Moja Żona z Sandomierza. Spotkaliśmy się w Lublinie. Czy mogliśmy się nie spotkać? Tak na zdrowy rozum – mogliśmy… Życie składa się przecież z tylu przypadków i zbiegów okoliczności. Dlaczego więc się spotkaliśmy, skoro mogliśmy się nie spotkać? Owocem naszego spotkania są wspaniałe dzieci. Czy to wszystko może być tylko kwestią przypadku? Czasami mam wrażenie, że MUSIELIŚMY się spotkać, i że to Bóg przeznaczył nas dla siebie. Oczywiście nie ma tu żadnego determinizmu.

Bóg ma wobec każdego z nas jakieś plany i wierzę, że każdemu z nas Bóg daje szansę realizacji tych planów, tylko my nie zawsze tę szansę zauważamy, a nawet jeśli ją zauważymy, możemy i tak wszystko zepsuć. Przez głupotę, egoizm, nieumiejętność słuchania, brak wybaczenia, gniew, wygodnictwo, lenistwo…

Człowiek jest istotą wolną i nie zawsze wybiera to, co jest dla niego dobre. Być może nawet rzadko tak czyni i częściej myli się w swoich wyborach. Powodów zmarnowania życia, bądź małżeństwa, może być bardzo wiele. Nie wystarczy, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Powinniśmy jeszcze dokładać starań, aby to co między nami jest, nigdy nie umarło… I znów rodzi się pytanie, czy o własnych siłach możemy temu sprostać?… Dlatego tak ważne jest, abyśmy prosili Boga o pomoc. Wierzę, że On naprawdę posyła swoich aniołów, aby nam pomagali. Ale musimy tego chcieć…

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >