Syn Człowieczy przyjdzie

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (Mt 24, 37-44) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

„A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.” – to Ewangelia na dziś.

Syn Człowieczy przyjdzie

Pierwsza Niedziela Adwentu. Liturgiczny cykl zatoczył koło. Dziś zakończenie, koniec nie dawny, przechodzi w początek, rozpoczęcie nowego.

I na to rozpoczęcie nowego usłyszeliśmy fragment Ewangelii z rozdziału o powtórnym przyjściu Chrystusa. Innymi słowy o zakończeniu, o końcu wszystkiego. 

Pierwsza rzucająca się w oczy cecha, wręcz oczywistość tego końca, finału to nieznany czas jego przyjścia, niewiadoma, której ni jak nie da się przewidzieć, obliczyć, zapowiedzieć. Wszystkie dotychczasowe próby, a było ich już całkiem sporo, okazały się być chybione, nietrafione.

I ta nieprzewidywalność tego końca coraz bardziej nam chyba doskwiera, bo przecież tyle spraw, zdarzeń, procesów możemy prognozować, przewidzieć, zapowiedzieć, a tu każda próba „pali na panewce”. A przydałoby się wiedzieć, kiedy przyjdzie koniec, bo że przyjdzie, to przecież pewne.

Jedno wszak wiemy na pewno, przyjdzie niespodziewanie, nawet nagle. I o towarzyszącej temu końcowi niewiedzy Pan Jezus lojalnie nas uprzedza: nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. A skoro nie wiemy i się nie dowiemy, stąd ta podpowiedź Pana Jezusa: czuwajcie. To czuwanie nie jest dla samego czuwania. To nie ujawnienie nam, kiedy Syn Człowieczy przyjdzie, ta niewiedza nie po to jest, żeby nas trzymać w napięciu, w niepewności, mieć w szachu, „pobawić się w kotka i myszkę”, „wiem, ale nie powiem”.  

Ta niewiedza ma przynieść, zaowocować właśnie czuwaniem: czuwajcie więc. A czuwanie ma dać gotowość: wy bądźcie gotowi. Nie jest sztuką być gotowym, kiedy się wie, kiedy i gdzie?. Sztuką i sprawdzianem czuwania jest być gotowym nie wiedząc, nawet się nie domyślając, kiedy i gdzie?. 

Zabójcza dla czujności jest powtarzalność, przyzwyczajenie, monotonia codzienności: przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia … i nie spostrzegli się… Łatwo jest wtedy nie spostrzec, nie zauważyć, nie rozpoznać czasu swojego nawiedzenia. A co gorsza, tak uśpiona czujność potrafi wyprowadzić na manowce poddania się przekonaniu, że Pan długo jeszcze nie powróci, i wtedy szybko zapominamy o swoim miejscu, zajmujemy nam nienależne, no i bliźniego zaczynamy mieć za nic.

Nie da się być gotowym tak z marszu, bez czuwania.

To bardzo jednoznaczne przypomnienie, na początku Adwentu, o konieczności czuwania jest tym ważniejsze, że jesteśmy jak tamci przed potopem: jemy i pijemy, żenimy się i za mąż wydajemy. I ta powtarzalność, monotonia zwyczajności może i nas skutecznie uśpić, jeśli już nie uśpiła, że się nawet nie spostrzeżemy…

Więcej, w swoim zachowaniu bywamy też bardzo podobni do owego sługi, którego tak zwiódł opóźniający się powrót Pana, że zaczął prowadzić cokolwiek hulaszczy tryb życia i nadużywać swojej władzy wobec bliźnich.

Zbyt dużo uwagi poświęcamy corocznemu adwentowi przed bożonarodzeniowemu. Zbyt mało uwagi adwentowi życiowemu. Skupiamy się na adwencie przed wigilijnym, zapominając zupełnie o adwencie przed paruzyjnym.

Ten pierwszy jest oczywiście łatwiejszy, bo wystarczy wypełnić go choinką, szopką, prezentami i melodią kolęd. Ten drugi, zdecydowanie trudniejszy, bo każe czuwać, by nie zastygnąć w porządnej skądinąd codzienności, żeby być gotowym na to najważniejsze spotkanie, gdy Syn Człowieczy przyjdzie.

I niech nas nie zwodzi, że Pan nasz zwleka ze swoim przyjściem, choć coraz częściej na takich wyglądamy.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Zło dobrem zwyciężaj. Sprawdzona zasada

Słowa świętego Pawła, "Zło dobrem zwyciężaj", wiążemy dzisiaj z błogosławionym księdzem Jerzym Popiełuszką. Ale już od wieków inspirowały one ludzi do tonowania gniewu, pełnego pokoju rozwiązywania problemów, także tych związanych z wiarą.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

W VI wieku, w palestyńskiej Gazie był klasztor, przy którym mieszkało dwóch świętych pustelników, Barsanufiusz i Jan. Służyli jako kierownicy duchowi nie tylko dla innych mnichów – mniej lub bardziej świętych – ale także dla tych wszystkich, którzy do nich się zgłosili. Święci mężowie mieli jednak pewną żelazną zasadę, której nieugięcie przestrzegali: nie spotykali się z nikim, a wszelkie pytania należało kierować do nich na piśmie. Pustelnicy po zapoznaniu się z opisanym w liście problemem, odpisywali potrzebującemu. Zbiór tych listów (blisko 850!) dotrwał szczęśliwie do naszych czasów. A są w nich rady prawie na każdy temat: w jaki sposób przegnać szarańczę; i jak wybaczyć wrogowi; czy wolno spać na poduszce i czy mielić zboże u Żyda.

Jak widać pobożni mieszkańcy Gazy traktowali Pana Boga bardzo serio.

Jednak, żebyśmy mogli sami przekonać się o mądrości świętych mężów, przeczytajmy uważnie poniższy list. Otwiera go streszczenie pytania skierowanego do pustelnika.

Kiedy widzę, że ktoś ubliża religii i bluźni przeciw świętej wierze, z powodu mej gorliwości wybucham przeciw niemu. Co to jest?

Pytający otrzymał taką odpowiedź:

Usłyszałeś dokładnie, że poprawa nie przychodzi przez zło, ale raczej przez dobro. Z łagodnością więc i wyrozumiałością rozmawiaj, napominając tego, który ubliża, w bojaźni Bożej. Jeśli zaś widzisz, że się wzburzasz, nic nie należy mu mówić.

Zło dobrem zwyciężaj. Sprawdzona zasada

Czytając to, trudno uwierzyć, że rady pochodzą z VI wieku. Ma się wrażenie, że dopiero co wyszły spod pióra jakiegoś zmęczonego ciągłymi sporami świętego męża. Tymczasem poprawa przychodzi przez dobro, nie przez zło, gniew rodzi gniew, zemsta – zemstę. Pełne gniewu bronienie słusznej nawet sprawy przynosi opłakane skutki. Można zilustrować to innym przykładem z życia mnichów, tym razem egipskich.

Opowiadano o abba Makarym Egipcjaninie, że szedł kiedyś ze Sketis na pustynię koło Nitrii, a kiedy już był blisko, powiedział do swego ucznia: „Idź o kawałek drogi przede mną”. Uczeń więc poszedł przodem i spotkał pogańskiego kapłana. I zawołał do niego: „Hej, hej, szatanie, dokąd tak pędzisz?” – a ten zawrócił z drogi, pobił go zostawiając półżywego, a potem wziął swój kij i pobiegł dalej.

Wkrótce potem spotkał go abba Makary i rzekł mu: „Powodzenia, pracowniku, powodzenia!” Ten zdumiał się i podszedł do niego pytając: „Co we mnie widzisz dobrego, że mnie pozdrawiasz?” Starzec odrzekł: „Widzę cię utrudzonego, a nie wiesz, że się na próżno trudzisz”. On zaś na to: „A mną wstrząsnęło twoje pozdrowienie i zrozumiałem, że ty należysz do Boga. Przedtem spotkałem innego mnicha, złego, który mnie zelżył i którego pobiłem na śmierć”. Starzec zrozumiał, że chodziło o jego ucznia. A kapłan uchwycił się jego stóp i mówił: „Nie puszczę cię, póki się nie zgodzisz zrobić i ze mnie mnicha!” I poszli razem do miejsca, gdzie leżał tamten brat i zanieśli go do kościoła na pustyni. A wszyscy zdumiewali się na widok kapłana, i zrobili go mnichem, i wielu pogan z jego powodu zostało chrześcijanami. Mawiał więc abba Makary, że złe słowo i dobrego złym czyni, a dobre słowo i złych czyni dobrymi.

Zło dobrem zwyciężaj. Sprawdzona zasada

Słowa św. Pawła zło dobrem zwyciężaj wiążemy dzisiaj z błogosławionym księdzem Jerzym Popiełuszką. Ale już od wieków, inspirowały one ludzi do tonowania gniewu, pełnego pokoju rozwiązywania problemów, także tych związanych z wiarą. Mnisi byli przekonani, że gniew jest namiętnością, która czyni nas ślepymi i nie pozwala zobaczyć Boga w bliźnim. Niech ich modlitwy uchronioną nas przed taką ślepotą…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >