video-jav.net
WIARA

Spotkanie. Człowiek na drodze

Oczekiwanie w Biblii to chyba zawsze oczekiwanie na spotkanie

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Oczekiwanie ściśle łączy się ze spotkaniem. Przecież finałem każdego czekania musi być spotkanie. Czekanie związane jest z tęsknotą, z miłością, z Kimś. Owszem, czekamy czasem na coś, choćby na zmianę pogody, na lato, na Boże Narodzenie, na podwyżkę, maturę, nowego iphona, emeryturę albo upragnioną rzecz. Znamy ludzi, którzy czekają na coś z tęsknotą, dążą do spełnienia marzeń. Znamy też takich, którzy czekają na niechciany wyrok losu. A jednak oczekiwanie bez spotkania to zaledwie trwanie do czasu spełnienia zachcianki albo czas trwogi przed zagrożeniem.

 

Jezus o swoim ponownym przyjściu mówi, że ten dzień zaskoczy jak złodziej nocą z jednej strony, a z drugiej strony powtarza: czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan przyjdzie, kiedy Oblubieniec powróci. To od nas zależy, czy na śmierć, która będzie finałem naszego życia, będziemy czekali z trwogą, jak na złodzieja, który przyjdzie niespodziewanie i wszystko nam zabierze: nasze życie, nasze rzeczy, naszych ludzi wokoło, czy też będziemy oczekiwali z tęsknotą na spotkanie z Tym, który WSZYSTKIM dopiero nas obdarzy. To od nas zależy, czym jest życie jako oczekiwanie: radością czy trwogą. Czy finałem tego oczekiwania będzie coś czy Ktoś, śmierć czy Jezus, po prostu.

 

Oczekiwanie w Biblii to chyba zawsze oczekiwanie na spotkanie.

 

Adwent Maryi był oczekiwaniem na przyjście, narodzenie Jej Syna. Ale jest coś jeszcze w tym adwencie Maryi, coś, co podpowiada nam fragment o Nawiedzeniu. Maryja, czekając na spotkanie, oczekując Jezusa – sama biegnie na spotkanie z Elżbietą. Czy w drogę przez góry, z Galilei do Judy, popchnęła ją troska o Elżbietę, o której przecież dowiedziała się, że podeszła już w wieku krewna jest w szóstym miesiącu ciąży? Czy to czysty altruizm, chęć pomocy pomimo własnych trudności, własnej biedy i sytuacji? A może chęć ujrzenia znaku potwierdzającego słowa Archanioła Gabriela (przecież mogła pomyśleć, że to sen albo zjawa): skoro zobaczy Elżbietę w stanie błogosławionym, przekona się, że i jej spotkanie z Gabrielem było prawdziwe. “Wielbi dusza moja Pana” to przecież pierwsze słowa Maryi, jakie Łukasz odnotowuje po Zwiastowaniu.

Te wszystkie powody mogą być prawdziwe, chociaż najbardziej przebija w postawie Maryi chęć oczekiwania razem, bycia razem, przeżywania razem tęsknoty, miłości razem. Pragnienia spotkania.

 

“Nawiedzenie” Fra Angelico | fot. Edith OSB / Visual hunt / CC BY-NC-ND

 

Niech zilustruje to przypowieść Jezusa o bogatym Samarytaninie. Trzy osoby: kapłan, lewita i samarytanin właśnie, schodzą z góry do miasta. Ta sytuacja to mikro-adwent: jest tu i cel, i wyznaczona droga, i podążanie nią ku celowi. I kapłan, i lewita – wydaje się – realizują adwent poprawnie. Ale czy nie z tego właśnie powodu pominęli potrzebującego pomocy? Czyż nie z powodu błędnego założenia nie zatrzymali się przy człowieku, bo sądzili, że droga prowadzi OBOK niego, a nie PRZEZ niego? Tylko Samarytanin zatrzymał się i otoczył troską człowieka potrzebującego.

 

To postawa, która w swej istocie zaprzecza jakiemukolwiek egoizmowi. W Adwent wpisane jest bycie z kimś, bycie nie tylko dla siebie. To za mało, że droga Adwentu prowadzi do spotkania. Bo samą drogę Adwentu wyznaczają spotkania.

 

Św. Łukasz pokazuje też inny, bardzo istotny dziś szczegół. Nawiedzenie – spotkanie Maryi i Elżbiety – przybiera podwójne znaczenie. To także spotkanie dzieci w łonach swoich matek, pierwsze spotkanie Jezusa i Jana Chrzciciela. Potwierdza to Elżbieta: “A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Skoro głos Twojego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie”. Trudno nie zauważyć, że św. Łukasz wyjątkowo dobitnie podkreśla spotkanie czterech osób w domu Zachariasza, w tym dwojga nienarodzonych dzieci. A dziś tak łatwo nie zauważyć, pominąć tych nienarodzonych.

 

***

 

Jaki jest Twój życiowy Adwent? Czy u jego kresu czeka spotkanie? A jaki jest Twój sposób oczekiwania, w codzienności? Czy czekasz na coś, czy na kogoś? Czy celem jest spotkanie? Jeśli nie – uwierz, prawdopodobnie to oczekiwanie nie ma sensu. Jest zwykłą, choć udekorowaną emocjami, stratą czasu.

I drugie pytanie: w jaki sposób czekasz i dążysz (tak, w biernym “oczekiwaniu” zawsze jest ukryte “dążenie”, postawa przeciwna siedzeniu z założonymi rękoma)? Można w dążeniu do celu, nawet w dążeniu do prawdziwego spotkania, pominąć po drodze człowieka. I tego nienarodzonego, i tego, którego zobaczysz w drodze. Przechodzisz obok czy go spotykasz?


Przeczytaj pozostałe odcinki ↓↓↓


 

 

I. Tabliczka Zachariasza

 

III. 82 Sekundy

Zwiastowanie czyli odwaga

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Święta bez magii

Na niebie pierwsza gwiazdka. W tle kolędy, mieszające się z popularnymi świątecznymi piosenkami. Na choince modne w tym roku kolory bombek. Pod drzewkiem prezenty. Starannie przygotowane wigilijne dania za chwilę znajdą się na stole przykrytym białym obrusem. Tymczasem w Święta nie wszyscy są szczęśliwi.

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Daleko stąd

Są na świecie miejsca, gdzie trwa wojna. Nie jakaś tam abstrakcyjna wojenka, bitwa, ale prawdziwa batalia na śmierć i życie, gdzie od bomb, kul, ataków i ran giną ludzie: żołnierze, cywile – ojcowie, matki, dzieci. Różnych narodowości, różnych religii. Wystarczy wspomnieć Syrię, Aleppo, Bliski Wschód. Czy na tę Noc Pełną Pokoju nastąpi zawieszenie broni?

Z pozycji ciepłego mieszkania trudno jest wyobrazić sobie, co przeżywają nasi bracia (bracia jako ludzie, niekoniecznie jako wyznawcy tego samego Boga) w tak wielu miejscach na Ziemi. Po co zatem o nich myśleć, gdy i tak jesteśmy bezradni? Przecież nikt z nas nie pojedzie tam, by coś zmienić. Nie mamy możliwości, środków, wiedzy. Mamy 364 inne dni w roku, by o nich myśleć. Czy naprawdę musimy to robić teraz?

 

Tuż za rogiem

Kto z nas nie widział pod wejściem do metra albo w innym miejscu człowieka, który marznie z małym kubkiem, do którego zbiera pieniądze? Czasem opatrzony w stosowną kartkę: „Zbieram na leki”, „Zbieram na jedzenie”… na cokolwiek.

Wystarczy przejść się większą ulicą w Warszawie, w Krakowie, w każdym mieście w Polsce, by spotkać osoby potrzebujące. Oczywiście, nie istnieje moralny obowiązek, by zawsze i każdemu udzielić pomocy finansowej. Jasne jest również to, że istnieją ludzie, którzy z żebrania zrobili sobie sposób na życie. Natomiast niewątpliwie są też tacy ludzie, którzy siedzą, klęczą, stoją w różnych miejscach, a ich jedyną nadzieją i możliwością przeżycia jest otwarte serce osób, które ich mijają. W teologii funkcjonuje taka triada: Widzieć – Oceniać – Działać. Każda istota rozumna codziennie, bez przerwy (no chyba, że z przerwą na sen) obserwuje rzeczywistość. Patrzy na świat, ale jeszcze nie jest to równoznaczne z tym, że widzi. Widzieć to już coś więcej. To nie jest zwykłe gapienie się, zwykłe spoglądanie. Ono niesie w sobie przestrzeń zobaczenia, dostrzeżenia, czyli pewnego spotkania. To z kolei przenosi od razu w sferę oceny – poznania – myślenia. To, co zobaczone, domaga się interpretacji, domaga się zrozumienia, czasem wyjaśnienia. A to, co poznane, angażuje i implikuje, by coś z tym zrobić. Pobudza do działania. Każdy zatem we własnym sumieniu ZOBACZY lub NIE potrzebującego człowieka, POZNA, jaka pomoc jest mu potrzebna lub nie, a następnie UDZIELI tej pomocy lub nie.

Może samotny, chory sąsiad potrzebuje nie tylko zakupów, ale zaproszenia do wspólnego stołu? A może wystarczy mu poświęcić pół godziny na ciepłą herbatę i miłą rozmowę? Może mijanemu biednemu na ulicy wcale nie trzeba dawać pieniędzy, a wystarczy podzielić się własnymi rękawiczkami… A czasem wystarczy tylko…nie patrzeć na niego z pogardą.

 

Blisko w sercu

Co tam się znajduje? Jaka tęsknota? Jaki ból? Jakie niepokoje? Niezgoda rodzinna? Samotność? Brak akceptacji? Brak poczucia kochania? Żal? Brak nadziei? Depresja? Zazdrość? Przygnębienie? Zmęczenie? Brak pewności? Poczucie klęski? Może brak sił na to, by kolejny rok z rzędu nakładać na siebie maskę „wszystko jest dobrze” i udawać, jak to „magia tych Świąt” czyni życie ciepłym, zdrowym, pięknym i szczęśliwym. Może już dość zabawy w iluzję, tylko po to, by pasować do przyjętego schematu, by nie wyłamać się z ram ślicznie zapakowanych prezentów, pachnącej choinki w najmodniejszym stylu i płytkich rozmów przy stole.

 

 

Kolejna szansa

W te Święta chodzi przecież o coś znacznie więcej niż dwanaście dań, świecidełka i biały obrus! Rodzi się Emmanuel – Bóg z nami. Bóg bliski, Bóg obecny. Nie przechodzień, nie gość, nie przybysz. To Ktoś, kto chce na stałe być w moim domu. Mieszkać w nim. W domu serca, w domu rodziny, w domu mojego miasta i kraju, w domu Ziemi. Przychodzi jako Dziecko, jest bezbronny, łagodny, pełen czułości. I pyta, czy się nim zaopiekuję?

Ktoś, kto przeżył narodziny dziecka wie, że wtedy zmienia się wszystko (i nie jest to truizm). Zmienia się optyka patrzenia, obowiązki, rozkład dnia, relacja małżonków – rodziców dziecka, relacje z przyjaciółmi, nawyki, sposób myślenia, priorytety, stosunek do świata… i wiele innych spraw. To, co dotychczas było jakoś wypracowane, buduje się na nowo, w najdrobniejszych szczegółach.

Dzisiaj rodzi się Jezus. Przyjęcie Go będzie się wiązało z podobnymi zmianami – trzeba będzie zrezygnować z nawyków, poświęcać Mu czas, zmienić stosunek do ludzi, do świata, poprzestawiać priorytety. Przyjęcie Chrystusa wiąże się z wysiłkiem ze strony człowieka, z zaangażowaniem, ze współpracą z łaską. To Dziecko ma moc zmienić ludzkie życie, ale tylko wtedy, gdy Mu się pozwoli. Nie zrobi nic bez naszej woli.

 

Bóg się rodzi!

W te Święta nie wszyscy są szczęśliwi, i wielu będzie płakać podczas tej Świętej Nocy. Liturgia Kościoła bardzo szybko sprowadza wierzących na ziemię i znad uroczego żłóbka i spokojnych kolęd przenosi się w czerwień ornatu ku męczeństwu św. Szczepana.

Rodzi się Ten, który chce uwolnić więźniów, leczyć rany serc złamanych, ubogim nieść Dobrą Nowinę. Rodzi się Ten, który pozna każdy rodzaj cierpienia, jaki dotyka człowieka. Rodzi się ten, który rozumie, który widzi, który przebacza, który przywraca godność, wprowadza pokój, niszczy grzech i śmierć, nadaje sens. Rodzi się Ten, który JEST. A jedną z największych cech miłości jest obecność.

Zatem, nawet jeśli z jakichś powodów nie jesteś szczęśliwy w te Święta, to wiedz, że w nieidealnej szopce Twojego serca rodzi się dziś Bóg-Człowiek.

Wcielenie Boga to nie tylko teologiczna prawda. Słowo stało się Ciałem. Bóg przyjął postać człowieka. Przyjął ludzką naturę, ze wszystkimi jej konsekwencjami. Był nam podobny we wszystkim, z wyjątkiem grzechu. Może zatem grzech nie leży w ludzkiej naturze? Jezus rodzi się po to, by przywrócić dawny porządek, ocalić człowieka od grzechu – od śmierci. Nie trzeba czuć magii Świąt. Wystarczy otworzyć serce i w swojej rzeczywistości przeżyć je duchowo i autentycznie, przyjmując Jezusa do swojej codzienności.

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >