Nasze projekty
fot. Rodnae / Pexels

Cel adwentu to oczekiwanie na spotkanie. Jeśli nie – to jest to tylko udekorowana strata czasu

Jaki jest Twój życiowy Adwent? Czy u jego kresu czeka spotkanie? A jaki jest Twój sposób oczekiwania, w codzienności? Czy czekasz na coś, czy na kogoś? Czy celem jest spotkanie? Jeśli nie - uwierz, prawdopodobnie to oczekiwanie nie ma sensu. Jest zwykłą, choć udekorowaną emocjami, stratą czasu.

Reklama

Tęsknota, miłość, spotkanie

Oczekiwanie ściśle łączy się ze spotkaniem. Przecież finałem każdego czekania musi być spotkanie. Czekanie związane jest z tęsknotą, z miłością, z Kimś. Owszem, czekamy czasem na coś, choćby na zmianę pogody, na lato, na Boże Narodzenie, na podwyżkę, maturę, nowego iPhone’a, emeryturę albo upragnioną rzecz. Znamy ludzi, którzy czekają na coś z tęsknotą, dążą do spełnienia marzeń. Znamy też takich, którzy czekają na niechciany wyrok losu. A jednak oczekiwanie bez spotkania to zaledwie trwanie do czasu spełnienia zachcianki albo czas trwogi przed zagrożeniem.

Jezus o swoim ponownym przyjściu mówi, że ten dzień zaskoczy jak złodziej nocą z jednej strony, a z drugiej strony powtarza: czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan przyjdzie, kiedy Oblubieniec powróci. To od nas zależy, czy na śmierć, która będzie finałem naszego życia, będziemy czekali z trwogą, jak na złodzieja, który przyjdzie niespodziewanie i wszystko nam zabierze: nasze życie, nasze rzeczy, naszych ludzi wokoło, czy też będziemy oczekiwali z tęsknotą na spotkanie z Tym, który WSZYSTKIM dopiero nas obdarzy. To od nas zależy, czym jest życie jako oczekiwanie: radością czy trwogą. Czy finałem tego oczekiwania będzie coś czy Ktoś, śmierć czy Jezus, po prostu.

Oczekiwanie w Biblii to chyba zawsze oczekiwanie na spotkanie

Adwent Maryi był oczekiwaniem na przyjście, narodzenie Jej Syna. Ale jest coś jeszcze w tym adwencie Maryi, coś, co podpowiada nam fragment o Nawiedzeniu. Maryja, czekając na spotkanie, oczekując Jezusa – sama biegnie na spotkanie z Elżbietą. Czy w drogę przez góry, z Galilei do Judy, popchnęła ją troska o Elżbietę, o której przecież dowiedziała się, że podeszła już w wieku krewna jest w szóstym miesiącu ciąży?

Reklama
Reklama

Czy to czysty altruizm, chęć pomocy pomimo własnych trudności, własnej biedy i sytuacji? A może chęć ujrzenia znaku potwierdzającego słowa Archanioła Gabriela (przecież mogła pomyśleć, że to sen albo zjawa): skoro zobaczy Elżbietę w stanie błogosławionym, przekona się, że i jej spotkanie z Gabrielem było prawdziwe. “Wielbi dusza moja Pana” to przecież pierwsze słowa Maryi, jakie Łukasz odnotowuje po Zwiastowaniu.

Fra Angelico, „Nawiedzenie” / wikimedia commons / domena publiczna

Droga prowadzi przez człowieka

Te wszystkie powody mogą być prawdziwe, chociaż najbardziej przebija w postawie Maryi chęć oczekiwania razem, bycia razem, przeżywania razem tęsknoty, miłości razem. Pragnienia spotkania.

Niech zilustruje to przypowieść Jezusa o bogatym Samarytaninie. Trzy osoby: kapłan, lewita i samarytanin właśnie, schodzą z góry do miasta. Ta sytuacja to mikro-adwent: jest tu i cel, i wyznaczona droga, i podążanie nią ku celowi. I kapłan, i lewita – wydaje się – realizują adwent poprawnie. Ale czy nie z tego właśnie powodu pominęli potrzebującego pomocy? Czyż nie z powodu błędnego założenia nie zatrzymali się przy człowieku, bo sądzili, że droga prowadzi OBOK niego, a nie PRZEZ niego? Tylko Samarytanin zatrzymał się i otoczył troską człowieka potrzebującego.

Reklama
Reklama

To postawa, która w swej istocie zaprzecza jakiemukolwiek egoizmowi. W Adwent wpisane jest bycie z kimś, bycie nie tylko dla siebie. To za mało, że droga Adwentu prowadzi do spotkania. Bo samą drogę Adwentu wyznaczają spotkania.

Spotkanie Jezusa i Jana

Św. Łukasz pokazuje też inny, bardzo istotny dziś szczegół. Nawiedzenie – spotkanie Maryi i Elżbiety – przybiera podwójne znaczenie. To także spotkanie dzieci w łonach swoich matek, pierwsze spotkanie Jezusa i Jana Chrzciciela.

Potwierdza to Elżbieta: “A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Skoro głos Twojego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie”. Trudno nie zauważyć, że św. Łukasz wyjątkowo dobitnie podkreśla spotkanie czterech osób w domu Zachariasza, w tym dwojga nienarodzonych dzieci. A dziś tak łatwo nie zauważyć, pominąć tych nienarodzonych.

Reklama

***

Jaki jest Twój życiowy Adwent? Czy u jego kresu czeka spotkanie? A jaki jest Twój sposób oczekiwania, w codzienności? Czy czekasz na coś, czy na kogoś? Czy celem jest spotkanie? Jeśli nie – uwierz, prawdopodobnie to oczekiwanie nie ma sensu. Jest zwykłą, choć udekorowaną emocjami, stratą czasu.

I drugie pytanie: w jaki sposób czekasz i dążysz (tak, w biernym “oczekiwaniu” zawsze jest ukryte “dążenie”, postawa przeciwna siedzeniu z założonymi rękoma)? Można w dążeniu do celu, nawet w dążeniu do prawdziwego spotkania, pominąć po drodze człowieka. I tego nienarodzonego, i tego, którego zobaczysz w drodze. Przechodzisz obok czy go spotykasz?


Przeczytaj pozostałe odcinki ↓↓↓

Tabliczka Zachariasza

82 Sekundy

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę