video-jav.net

Palma na miarę naszych możliwości

Czyli Wierzbna, Kwietna, Różdzkowa… Niedziela Palmowa

Iwona Podgórska
Iwona
Podgórska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

poprzednie
następne

Tak się składa, że żyjemy w klimacie odbiegającym daleko od temperatur w jakich rosną palmy. Trochę szkoda, ale może to właśnie spowodowało, że palmy jakie przynosimy w Niedzielę Palmową do kościoła nie są zerwanym naprędce palmowym liściem czy gałązką drzewa oliwnego, jak to się dzieje w krajach, w których o śniegu nikt nie słyszał.

Potrzeba matką wynalazku – nasze prababki wymyśliły więc palmy „na miarę naszych możliwości”.

W Środę Popielcową zrywały gałązki borówek, malin, czarnej porzeczki i wierzby, wstawiały je do wazonów, by po miesiącu dysponować „krajowym odpowiednikiem” zielonych gałązek palmy.

Przed drugą wojną światową dość powszechny był w Polsce zwyczaj rywalizowania między wioskami i parafiami o miano wykonawcy najwyższej palmy.

„Trzonem takiej palmy był pręt młodej sosny, ostrugany na cienko, tak by na wierzchu została kiść, złożona z kilku, przeważnie trzech pędów. Cały pręt otaczano zielonymi borówkami, przeplatając je kolorowymi sztucznymi kwiatkami z bibułki.

Palma na miarę naszych możliwości

W górnej części palmy, przywiązywano parę barwnych wstążek, a dolną część pręta okręcano bibułką lub haftowaną tkaniną” – pisze w artykule pt.: „Sztuka kurpiowska w okresie wielkanocnym” Adam Chętnik.

Z czasem, rywalizacja w narodzie nieco zanikła, a może raczej trudne historyczne losy kazały myśleć bardziej praktycznie i powszechne stały się niższe, bardziej poręczne palmy, jakie i my dziś przynosimy do kościoła w Niedzielę Palmowa.

Palmom przypisywano niezwykłą moc i wykorzystywano je we wszystkich prawie sferach życia rodzinnego i gospodarskiego.

Powszechnie wierzono, że bazie zerwane z poświęconej palmy, po zjedzeniu ochronią gardło przed wszelkimi stanami zapalnymi. Ba, nawet w czasie ich jedzenia należało wypowiedzieć niemal zaklęcie: „aby gardło nie bolało”.

poprzednie
następne

W okolicach Gorlic przywiązywano do palm wysuszoną, uprzednio wygotowaną w wodzie z popiołem hubę drzewną. Po poświęceniu palmy, hubę zapalano i rozpalano nią w Wielką Sobotę ogień domowy na cały rok.

Po powrocie z kościoła do domu, dzielono palmę na tyle części ile było zabudowań w gospodarstwie. Część wkładano pod strzechę stodoły i obory, a część przynoszono do domu, gdzie umieszczona za ramą obrazu miała chronić domowników i cieszyć oko przez najbliższy rok.

W czasie burzy wystawiano palmę w oknie razem z gromnicą lub palono kawałek aby oddalić niebezpieczeństwo pożaru.

Na Kaszubach gałązki palm wkładano do uli i wplatano w sieci aby zapewnić sobie obfite połowy. Powszechnym zwyczajem było wkładanie poświęconych bazi do ziarna siewnego przeznaczonego do zasiewu – aby obrodziło, a ziarno z nowego zbioru było tak grube jak bazie.

Wielkanocna palma strzegła rolnika przed klęskami żywiołowymi. Robiono krzyże z gałązek wyciągniętych z poświęconych palm, by pozostawione w polu chroniły zboże przed gradobiciem.

Palma na miarę naszych możliwości

poprzednie
następne

Gałązka palmy, podłożona pod pierwszą skibę wiosennej orki zapewniała według powszechnego przekonania wysokie plony.

We wschodnich Beskidach, w Gorcach, na Orawie i Podhalu – na obszarze gdzie dominowała gospodarka hodowlana, garść gałązek wierzbowych owijano rzemiennym batogiem, albo pasmem lnu lub konopi.

Po poświęceniu palmy, z przędzy splatano bicz do poganiania bydła. O jego wartości można przeczytać w kronikach podhalańskich:

„…wielki to skarb taki bicz poświęcony w Kwietną Niedzielę. Biczem takim, jeśli mu kto niefortunny drogę przejdzie niezręcznie, jak oni mówią, niechaj tylko biczem tym krzyż na drodze zatnie, a pewnym być może, że nic go złego w drodze nie spotka (…) nie boi się wywrotu, zbłąkania lub odniesienia jakiegokolwiek szwanku czy on sam czy konie jego.

poprzednie
następne

Pasterze takie bicze mają. Bydło tym biczem zaganiane nie dostanie uroku, nie zbłądzi w czasie pasienia, chociażby jakie licho go kusić miało”.

Dlatego wypędzane wiosną na pastwiska bydło należało obowiązkowo uderzyć palemką po grzbiecie. Gdy zwierzę robiło wrażenie chorego – zdrowiało po omieceniu jego boków poświęconymi witkami. Gdy na św. Rocha święcono i okadzano bydło, również do kadzidła dodawano wielkanocne palmy.

Dziś chyba niewielu korzysta z uzdrawiającej mocy poświęconych palm, za to w kilku miejscach w Polsce odrodziła się z powodzeniem tradycja konkursów na najwyższą palmę.

Dzięki wysiłkowi mieszkańców wsi Łyse na Kurpiach oraz Lipnicy Murowanej w Małopolsce, możemy uczestniczyć w tym niezwykle barwnym wydarzeniu. Warto więc się wybrać do tych miejscowości i nie przegapić szansy na zobaczenie np. 32-metrowej palmy, która w całej swej okazałości prezentowała się w ubiegłym roku na lipnickim rynku. Aż nie można oprzeć się technicznym spekulacjom „jak to jest zrobione”…

Mniejsze i większe palmy i palemki zdobią wazony i ściany naszych domów, może więc poza zachwytem nad estetyką, popatrzmy na nie jak na symbol religijny i dorobek naszej kultury.

Palma na miarę naszych możliwości

A gdy zaświta nam myśl, by zmienić wystrój pokoju, nie wyrzucajmy palmy do śmieci, spalmy ją raczej lub oddajmy do kościoła – przecież to właśnie z palm przygotowuje się popiół, którym posypujemy głowy w Środę Popielcową.

Nic w przyrodzie nie ginie, więc dbajmy o palmy na miarę „naszych możliwości” bo jak mówią na Kurpiach: palmy w domu, zapewnią długie życie, dorodne dzieci i urodzaj w polu…

Źródła:

  • Chętnik, Magazyn Ziemia,1932
  • Chętnik, Sztuka kurpiowska w okresie wielkanocnym, Państwowy Instytut Badania Sztuki Ludowej, 1948
Iwona Podgórska

Iwona Podgórska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Iwona Podgórska
Iwona
Podgórska
zobacz artykuly tego autora >

Figurka z wykręcanym Jezuskiem czyli jak wierzą Latynosi

Jaka jest wiara mieszkańców Ameryki Łacińskiej? Ogólnie rzecz biorąc, jest to wiara bardzo żywa, emocjonalna i radosna. Ciężko spotkać Latynosa, który powiedziałby o sobie, że jest ateistą. Latynos wierzy! To jest oczywiste!

Artur Karbowy SAC
Artur
Karbowy SAC
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Sensowniejsze są pytania, w co wierzy i jak ujawnia się jego wiara. Zdecydowana większość Latynosów to chrześcijanie, a prym wiodą katolicy. W poszczególnych krajach Ameryki Łacińskiej chrześcijanie to 80 – 90 % mieszkańców, a katolicy to około 60- 70% tej liczby. Wiara tych katolików jest radosna, bardzo konkretna, w Europie zostałaby określona jako ludowa.

W praktykach religijnych brakuje pogłębienia katechetycznego.

Bardzo często edukacja religijna Latynosów kończy się na dwóch latach przygotowań przed pierwszą Komunią Święta w dzieciństwie. I, jak to często bywa w takich przypadkach, pogłębienie tej wiedzy dokonuje się poprzez praktykowanie zwyczajów przekazanych przez tradycję ludową.

Latynos, żeby uwierzyć musi zobaczyć, dotknąć. Dlatego w kościołach, na placach, ulicach często znajdują się figurki świętych i licznie modlący się przy nich ludzie. Modlitwa ta jest jednak inna niż u Europejczyka.

Figurka z wykręcanym Jezuskiem czyli jak wierzą Latynosi

Rzadko kiedy zobaczymy osoby klęczące przed figurką. Latynosi najczęściej dotykają figurek i w taki sposób przedstawiają swoją prośbę czy podziękowanie.  Dotyk przechodzi w pocałunki, złożenie kwiatów, przywiązanie wstążki, zostawienie zdjęcia swojego albo osoby za którą się prosi.

W Meksyku można spotkać przypięte kłódki przed figurą, aby święty nie zapomniał o naszej prośbie. W Brazylii kolorowe wstążki powiewają z figur świętych. I wszędzie palą się świece. Świece różnych wielkości, mające zawsze wskazywać na wiarę tych, którzy je zapalili.

Ciekawostką jest, że Latynos nie lubi religijnych obrazów, kocha tylko figury. Chyba jedynym obrazem, który przyjął się w tamtejszej kulturze jest Matka Boża z Guadelupe. Wszędzie indziej królują figury, nawet tam, gdzie Europejczycy zdecydowanie praktykują kult obrazu.

Wierni w Kościele św. Dominika w centrum Meksyku oddają cześć Chrystusowi przez pocałunki i dotykanie płaszcza figury
©Corbis/FotoChannels

Dla przykładu, w Ameryce Łacińskiej, można spotkać wyłącznie figurę Jezusa Miłosiernego czy Matki Bożej Częstochowskiej. Obrazów w tamtejszych sanktuariach raczej nie spotkamy.

Pisząc o świętych trzeba wspomnieć, że Latynosi mają swoich ulubionych świętych.

Najczęściej modlą się przy figurach Serca Jezusowego, Matki Bożej – Bolesnej, Fatimskiej, Niepokalanego Poczęcia, Łaskawej, z Aparecida, Cotoca oraz świętego Antoniego, Expedito, Sebastiana, Jerzego, Michała, Judy Tadeusza.

Oczywiście każdy święty ma określone zadania do spełnienia.

Święty Antoni, to święty od małżeństw. Jemu właśnie przypada znalezienie właściwej, drugiej połowy dla dziewczyny czy chłopaka.

Młodzi Latynosi mają specjalną figurę św. Antoniego, jakiej w Europie chyba nie znajdziemy. Święty trzyma w ręku ruchomego małego Pana Jezusa, którego można wyjąć. Po co?

Po to, żeby Święty szybciej spełnił prośbę! Wyjęciu figury towarzyszy krótka modlitwa, rozmowa ze świętym, która kończy się tym, że Jezus zostanie zwrócony Świętemu Antoniemu, wtedy, kiedy „załatwi” znalezienie właściwego towarzysza dla osoby proszącej.

Kiedy modlitwa nie przynosi oczekiwanych rezultatów niektórzy stosują inne kary dla świętych. W domach wielu młodych Latynosów można spotkać figury stojące twarzą do ściany. To jest jakby postawienie świętego „do kąta”, do czasu, aż wysłucha prośby.

Radosna i specyficzna wiara mieszkańców krajów Ameryki Łacińskiej przejawia się najbardziej w okresie liturgicznego wspomnienia danego świętego. Czyli w okresie odpustu parafialnego. Wtedy to przez kilka dni uroczyste msze gromadzą ogromne ilości wiernych, a punktem głównym uroczystości są procesje. Niektóre potrafią zgromadzić nawet ponad milion wiernych (np. procesja Ciro de Nazare w Belem).

Latynosi są żywiołowi i muszą pokazać radość. Najbardziej uwidacznia się to podczas mszy świętych: oklaski, radosne śpiewy, spontaniczne zachowanie czy łzy charakteryzują modlitwę.

Najmocniej widać to w pobożności grup charyzmatycznych i w powstających kościołach ewangelicznych.

Figurka z wykręcanym Jezuskiem czyli jak wierzą Latynosi

Niestety w religijności Latynosów jest też dużo synkretyzmu religijnego.

Dla większości z nich każda modlitwa jest dobra, dlatego często bywa tak, że ta sama osoba, która rano uczestniczy we mszy świętej, a następnie pali świeczkę przed figura świętego, po południu pójdzie na nabożeństwo do kościoła ewangelicznego, bo została tam zaproszona przez sąsiadkę. A pod koniec tygodnia może jeszcze złożyć ofiarę pokarmową w afro-brazylijskim kulcie candoble.

Taka wiara u Europejczyków może budzić krytykę, śmiech. Ale można też po prostu ją przyjąć i troszkę się uczyć od nich.

Ksiądz Artur Karobowy, misjonarz pallotyn, kilka lat mieszkał w Brazylii, obecnie pracuje w Portugalii.

Artur Karbowy SAC

Artur Karbowy SAC

Zobacz inne artykuły tego autora >
Artur Karbowy SAC
Artur
Karbowy SAC
zobacz artykuly tego autora >