video-jav.net

Objawienia we śnie

Noc to tajemniczy czas objawiania się Boga. Niewidzialny Bóg przychodzi w ciemności, by przez widzenia i obrazy oznajmić człowiekowi swoje zamiary. We wszystkich religiach obecny jest element „nocnej mistyki”, nocnych nawiedzin przez bóstwo. Wspomnijmy choćby „nocną podróż” proroka Mahometa, podczas której otrzymał on objawienie od Boga.

Tomasz
Jelonek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anioł odwiedza św. Józefa na płótnie Georgesa de La Tour

Nowy Testament rzadko wspomina o śnie jako stanie, w którym dokonuje się przekaz nadprzyrodzonego przesłania. Jasne stwierdzenia na ten temat możemy znaleźć jedynie w Ewangelii św. Mateusza. Anioł Pański objawia Józefowi we śnie tajemnicę niezwykłego poczęcia Syna Maryi (Mt 1, 20), również we śnie anioł przestrzega Józefa przed planami Heroda (Mt 2,13), a potem powiadamia go o śmierci krwawego króla (Mt 2, 19). Przekaz, który otrzymał Józef, jest jasny i jednoznaczny, jego sny nie potrzebują wyjaśnienia, jak to bywało w opowieściach Starego Testamentu (zob. Rdz 41, 1; Dn 2, 1 i Dn 4, 1). Józef bowiem jest człowiekiem sprawiedliwym (Mt 1, 19) i jak inni sprawiedliwi Izraelici – patriarchowie, sędziowie i prorocy, którym Bóg objawiał we śnie swoje zbawcze zamiary – nie potrzebował pośrednika w ich interpretacji (zob. Rdz 15, 12 – 21; Sdz 6, 25; 1 Sm 3, 1; 1 Krl 3, 5-15; Za 1, 1 – Za 6, Dn 2, 1 i Dn 7, 1).

Św. Mateusz wspomina również o śnie, jaki mieli trzej Mędrcy (Mt 2, 12). Otrzymali w nim wyraźny nakaz, by w drodze powrotnej do swych krajów nie wstępowali do Jerozolimy, gdzie Herod czekał na wieści o Nowonarodzonym. Mędrcy, którzy uznali w Dziecięciu Mesjasza, nie potrzebowali dodatkowych interpretacji swego snu. Różnią się więc zasadniczo od pogan opisanych w Starym Testamencie, Egipcjan czy Babilończyków. Tamci bowiem nie potrafili zrozumieć ukrytego sensu swych widzeń, dlatego szukali interpretatorów, którymi byli słudzy prawdziwego Boga, np. Józef (Rdz 41, 1- 43) czy Daniel (Dn 2,1-45).

fot. Andrea 44

Spośród pozostałych ksiąg Nowego Testamentu jedynie Dzieje Apostolskie kilkakrotnie wspominają o nocnych widzeniach. Miał je św. Paweł w przełomowych momentach swojej działalności. Nie były to sny, ale pewien rodzaj mistycznych wizji. Św. Paweł doświadczał ich przed czekającymi go nowymi zadaniami: podróżą do Europy (symbolizował ją Macedończyk; Dz 16, 9n), początkiem głoszenia w Koryncie (Dz 18, 9), powołaniem do głoszenia w Rzymie (Dz 23, 11) czy katastrofą okrętu u wybrzeży Malty (Dz 27, 23n). Dla św. Pawła treść widzeń była zawsze jasna i precyzyjna. Bóg przez swego posłańca pouczał Apostoła o czekających go wydarzeniach, zachęcał do podjęcia nowych zadań i dodawał otuchy w obliczu trudności i niebezpieczeństw. Szczególnie ważne było pierwsze widzenie św. Pawła: jakiś Macedończyk stanął [przed nim] i błagał go: „Przepraw się do Macedonii i pomóż nam! ” (Dz 16, 9). Było ono kolejnym działaniem Ducha Świętego, kierującego krokami Pawła i jego towarzyszy. Tak też zrozumieli je przyjaciele Apostoła, skoro Łukasz zanotował: Zaraz po tym widzeniu staraliśmy się wyruszyć do Macedonii, w przekonaniu, że Bóg nas wezwał, abyśmy głosili im Ewangelię (Dz 16, 10).

Stanowisko Nowego Testamentu w sprawie snów jest więc następujące: Bóg może się czasem posłużyć nocnym widzeniem, by przekazać człowiekowi swoje przesłanie. Jeśli sen pochodzi od Boga, to jego treść jest zawsze zrozumiała, prowadzi do przylgnięcia do Boga i pełnego zaangażowania w pełnieniu Jego woli. Nie należy więc doszukiwać się w snach ukrytego sensu, gdyż Bóg zawsze wypowiada się w sposób zrozumiały dla człowieka.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika List

Zapraszamy również na fanpage Miesięcznika List na Facebooku

Tomasz Jelonek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz
Jelonek
zobacz artykuly tego autora >

Magia w mieście

Urbanizacja jest jednym ze znaków współczesnego świata. Przekształcenia cywilizacyjne dokonujące się w obrębie naszego kręgu kulturowego są nierozerwalnie związane z dziejami miasta. Obszary wiejskie kurczą się nieustannie. Niektórzy z naukowców przewidują, że miasta w takich krajach, jak np. Francja, będą skupiać ponad 2/3 populacji. Nieunikniony regres cywilizacji rolniczej sprawia, że miasta stają się dominującym środowiskiem kulturotwórczym

Jordan Śliwiński OFMCap
Jordan
Śliwiński OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Magia w mieście

fot. Nicolas Alejandro

Osierocenie miejskie

Miasto staje się jednak nie tylko obszarem niesłychanie dynamicznego rozwoju kultury, usług, lecz również miejscem uniformizacji życia. Roztapianie się różnic kulturowych a także presja codzienna podstawowych zasad życia miejskiego, z których główną jest maksymalna oszczędność czasu na podstawowe czynności dnia codziennego, prowadzą do pewnej ry- tualizacji życia miejskiego. Wpisuje się weń szybko spożywany posiłek w fast-foodzie, dokonywanie hurtowych zakupów raz na tydzień w wielkim supermarkecie na obrzeżach miasta, operacje finansowe maksymalnie ztechnizowane dzięki użyciu karty kredytowej i intemetu.

Miasto nie tylko stymuluje rozwój, miasto – a zwłaszcza wielkie miasto ponowoczesne – poraża swoich mieszkańców. Nie jest to sposób niszczenia typowy dla miasta nowoczesnego, miasta-potwora pożerającego swych mieszkańców, zwłaszcza tych przybyłych w poszukiwaniu pracy z zapadłej prowincji, pożerającego w sensie niszczenia ich tożsamości kulturowej czy moralnej. Niszczy ono relacje międzyludzkie, oddalając mieszkańców miast od siebie poprzez coraz szybszy pęd życia i coraz większą perfekcję w zaspokajaniu ich potrzeb oraz przez rytualizację codzienności. Pojawia się nowa, groźna choroba – „osierocenie miejskie”. Człowiek jest w mieście sam wobec przemocy, tłumu, pośpiechu, nowych urządzeń i wymagań. Drugi – bliźni, pędzi przytłoczony swoimi sprawami, zamroczony swoim pośpiechem. Nie pomoże, gdy ktoś zostanie napadnięty oszukany, lub męczy się nie nadążając za innymi.

Magia jako możliwe lekarstwo

W pejzaż takiego miasta wkroczyła magia tworząc mirage wyleczenia a przynajmniej złagodzenia „osierocenia miejskiego”. Magia objawia się w mieście jako cały kosmos przeróżnych punktów usług magicznych, astrologicznych, numerologicznych, wszelkich możliwych terapii alternatywnych od irydologicznych, poprzez zapachowe na najdziwniejszych masażach i gimnastykach, np. przy pomocy wiązki gwoździ kończąc. Odwiedzając którykolwiek z tych lokali, dostrzega się od razu różnicę dzielącą współczesną magię itp. od tej wcześniejszej, znanej z legend wiejskiej, zamawiającej baby. „Baba” posiadająca „wiedzę” przekazywaną z pokolenia na pokolenie, często łączącą ludową medycynę z elementami magicznymi przemieszanymi z katolicyzmem ludowym, mieszkała w chałupie gdzieś na głębokiej wsi. Starała się pomagać wiejskiej społeczności w różnych codziennych potrzebach, skutecznie łącząc funkcję znachorki z elementami magicznymi. Wszyscy o niej wiedzieli, wielu korzystało może z jejpomocy, ale funkcjonowała w społeczności niejako incognito.

Magia w mieście

Dzisiejsi miejscy magowie, astrolodzy, numerolodzy mają wynajęte przestronne lokale w centralnych punktach miasta, lokale z poczekalniami niczym u lekarza, w których królują sekretarki. Współczesny miejski „czarownik” jest najczęściej wyekwipowany nie tylko magicznie. Posiada dobry komputer, z którego błyskawicznie wydrukuje każdemu spersonalizowany horoskop. Można się z nim umówić korzystając z faksu, zadzwonić na komórkę. Ściany jego studia zdobią obok symboli religijnych. dyplomy różnych szkół ezoterycznych i alternatywnych, tudzież ukończonych kursów terapii, wspomagania i czegoś tam jeszcze. Jest doskonale ubrany a jego gesty i sposób mówienia świadczą, że nieobce są mu zasady public relations. Mówiąc krótko, współczesny miejski mag doskonale się wpisuje w handlowo-usługowy krajobraz wielkomiejskiego city. Jest punktem usługowym, punktem usług parareligijnych, mówi o tym czytelny szyld, płacone podatki, rachunki VAT-owskie. Punkt taki doskonale się wpisuje w zapotrzebowania osamotnionego mieszczanina.

Żeby budzić dobre skojarzenia uzdrowiciel, terapeuta niekonwencjonalny chętnie posługuje się symboliką chrześcijańską. Na jego biurku stoi krzyż, a na ścianie wisi papież, kadzidło takie samo jak w kościele.

Zresztą już reklamy wprowadzają ten swojski chrześcijański klimat. Patrzy z nich na nas uzdrowiciel z wyciągniętymi rękami, za nim, w tle obraz Jezusa skupionego na modlitwie. W trakcie rozmowy z magiem pojawią się liczne słowa zasłyszane i kojarzone z religią chrześcijańską: dusza, egzorcyzm, Duch Święty, medytacja itp.

BiblioArchives/LibraryArchives

Przystosowanie się do warunków miejskich nie odbiera magii nic z jej klasycznych cech. Jedną z nich jest opłata za pomoc magiczną. Usługi magiczno-terapeutyczne mają określony cennik i nie jest to bynajmniej cennik porównywalny z tym z baru mlecznego.

Czy jednak pomimo tych wszystkich zabiegów nowa city-religijność rzeczywiście dopomaga przezwyciężyć miejską chorobę zagubienia, osamotnienia?

Jakiś czas temu pomagałem pewnej pani, która znalazła się w stanie krańcowego wyczerpania psychicznego. Mag, owszem, przyniósł jej ulgę poczucie bezpieczeństwa, jednak wprowadzając ją powoli w logikę magii, logikę władzy i lęku, wprowadził ją w stan jeszcze większego osamotnienia. Zapewniał ją, że jego moc da jej bezpieczeństwo. Dodajmy na marginesie, że za to bezpieczeństwo musiała ona słono płacić. Jednak nie stanowiło to problemu, nasza bohaterka zarabiała bardzo dobrze. Jednak powoli uzależniała się coraz bardziej od swego „obrońcy”. Gdy pewnego dnia opiekun magiczny zwinął swój punkt usługowy i przeniósł się do innego miasta, wydawało się jej, że to koniec marzeń o spokojnym życiu. Zupełnie roztrzęsioną przyprowadzono ją do punktu informacji o sektach. Potrzebny był ponad miesiąc codziennych kontaktów ze mną i z współpracującym psychologiem, i wiele kolejnych spotkań cotygodniowych, aby zaczęła wierzyć, że może funkcjonować w wielkim mieście oraz że obok niemiłych momentów będzie mogła przeżyć wiele wspaniałych chwil.

Magia pokazała swe kły. Relacja pomiędzy magiem a jego klientem opiera się na strachu. Klient jest przekonany, że mag swoją mocą go chroni, że siła wykonywanych przez niego rytułałów odpędza inne złe wpływy. Logika magii powoli może zacząć obejmować całe życie. Każde wydarzenie, nawet najbardziej przypadkowe, jest interpretowane w świetle zmagania sił magicznych. Wspomniana pani przybiegła kiedyś przerażona ponieważ spadł jej w kuchni słoik z przyprawami, który rozbijając się skaleczył ją niegroźnie w rękę. Zwykłe nieznaczące wydarzenie, w jakie obfituje nasze życie. Ona jednak przybiegła przekonana, że to początek zemsty jej maga, który zaczynają niszczyć, ponieważ przestała korzystać z jego „pomocy”. Z pewnością jest to przypadek głęboko rozwiniętego uzależnienia, ale droga do niego wiedzie przez drobne uspokajanie przez maga, który w trudnej sytuacji „pomoże”. Tak miejska usługa „odbierania porcji strachu i lęku" może się jednak okazać jedynie zamianą jednego na inny, jeszcze bardziej porażający.

Religia w mieście

fot.  Rodolfo Nunez

Usługowość, którą proponują nowocześni miejscy czarownicy i para- religijni doradcy, może też wpłynąć na spojrzenie na religię w ogóle, na uznanie w niej rodzaju masażu duchowego dla naszej zmęczonej wielkomiejskim życiem duszy. Wtedy każda świątynia będzie postrzegana jako punkt usług religijnych, a liturgia, modlitwa wszelkie spotkania religijne zaczną być postrzegane jedynie jako estetyczne bądź emocjonalne zaspokojenie. A gdy nie przyniosą oczekiwanego ukojenia, owego „rozluźniającego masażu duszy”, staną się powodem rozczarowania.

Odpowiedzią na mentalność usługową w podejściu do religii są próby przełamywania anonimowości wielkich parafii miejskich. Małe wspólnoty, ruchy kościelne prowadzą ku żywemu doświadczaniu chrześcijaństwa jako spotkania z Bogiem i człowiekiem.

Świetnym sposobem przełamywania miejskiego osierocenia jest tworzenie specjalnych miejsc, przestrzeni spotkania. Na przykład w Rzymie przy zatłoczonym nieustannie placu Weneckim znajduje się mała kaplica, w której trwa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu, a obecna tam zawsze siostra zakonna chętnie przez chwilę porozmawia z każdym lub przyjmie intencję do modlitwy. Miejsce to stało się przystankiem, przestrzenią zatrzymania się, dłuższego lub krótszego duchowego odpoczynku dla wielu osób przemierzających ulice Wiecznego Miasta. Takie „duchowe przystanki” nasycone Obecnością przypominają, że każda samotność, nawet „miejskie osierocenie” może i powinno być przełamane.


PIOTR J. ŚLIWIŃSKI OFMCAP

(skróty pochodzą od redakcji)

SEKTY 2001 LIST

43

Artykuł pochodzi z Miesięcznika List

Zapraszamy również na fanpage Miesięcznika List na Facebooku

Jordan Śliwiński OFMCap

Jordan Śliwiński OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jordan Śliwiński OFMCap
Jordan
Śliwiński OFMCap
zobacz artykuly tego autora >