Nasze projekty

Indie (nie) dla chrześcijan

- Katechistę z naszej wioski zakopano żywcem. Miało to odstraszyć osoby pragnące przyjąć chrzest – tę opowieść słyszę przy stole w czasie obiadu. Nie jest to historia wyczytana z książek, ale codzienność chrześcijan Indii. Wcześniej spotkałam mężczyznę, któremu spalono dom tylko dlatego, że wierzył w Chrystusa i, choć mu to wielokrotnie proponowano, nie chciał zmienić religii.

Reklama

Moje pierwsze zetknięcie z Indiami jest spotkaniem z wielobarwną mozaiką kultur i religii. Jest też pierwszym realnym spotkaniem z ludźmi, którzy o męczeństwie nie dyskutują, siedząc w wygodnym fotelu, ale przeżywają je na co dzień, w pierwszej osobie.

 

Orisę odwiedziłam w dwa lata po tym jak przez ten stan przetoczyła się fala antychrześcijańskich prześladowań. Wcześniej bazując na świadectwach miejscowego Kościoła pisałam o dokonujących się rzeziach. Teraz stanęłam twarzą w twarz z ludźmi, którzy woleli wiele wycierpieć niż złożyć podpis pod deklaracją „dobrowolnego” przejścia na hinduizm. A przecież mogli przeżyć, uratować życie najbliższych, ocalić majątek, zamiast chronić się po lasach, mogli dalej spokojnie mieszkać w swoich domach…

Reklama
Reklama

Ci ludzie, którzy wówczas zginęli, to męczennicy za wiarę – mówi metropolita Bombaju kard. Oswald Gracias. I dodaje: – Ich prześladowcy chcieli, by wyparli się swej wiary, by wyznali, że nie wierzą w Chrystusa, ale oni stanowczo odmówili, że jest to niemożliwe, ponieważ dla nich Chrystus jest wszystkim.

 

Indie (nie) dla chrześcijan

Reklama
Reklama

Przed oczami mam wychudzonego mężczyznę, który stojąc przed zgliszczami swego domu mówił po prostu: – Odebrali nam wszystko, ale nie zabrali nam Chrystusa.

Te proste słowa są kwintesencją tego co się zdarzyło (i niestety wciąż ma miejsce) w Indiach.

 

Reklama

Myślę, że warto przypomnieć, czego ci ludzie wówczas doświadczyli. Dodam tylko, że gdy w 2008 roku, dzięki akcji Gościa Niedzielnego, Polacy zaczęli masowo sprzeciwiać się masakrom chrześcijan w Indiach, sekretarz ambasady tego kraju w Polsce zarzucił nam, że nasz protest jest „nieetyczny”, bo oparty na informacjach „ze źle poinformowanych źródeł”.

 

Tym „źle poinformowanym źródłem” byli cierpiący chrześcijanie oraz nadsyłający do Watykanu informacje o prześladowaniach księża i biskupi. Wielu z nich zresztą było na liście do wyeliminowania. Hinduistyczni fundamentaliści jasno mówili, że ich akcja ma na celu „zabicie chrześcijan i zniszczenie ich instytucji”.

 

Indie (nie) dla chrześcijan

Z rąk hinduistycznych fundamentalistów zginęło wówczas ponad 100 chrześcijan, a tysiące zostało rannych. Pogrom przetoczył się przez co najmniej 450 wiosek i miasteczek; z ziemią zrównano 5 tys. domów; spalono 296 kościołów; zniszczono 36 klasztorów, kościelnych szkół i instytutów.

 

Lalji Nayakowi oprawcy przystawili nóż do gardła i żądali, by wyparł się Chrystusa. Nawet torturowany odmówił „powrotu” na łono hinduizmu. Zakonnica ze zgromadzenia misjonarek miłości została zgwałcona przez grupę hinduistów na oczach biernie przyglądających się zajściu dwunastu policjantów. Dushashana Majhi wraz z 15-letnim synem fundamentaliści zaskoczyli we śnie. Wywlekli ich przed dom i wznosząc antychrześcijańskie hasła, zamordowali siekierami. 14-letnią Monanę oprawcy wywlekli w nocy z domu. Najpierw wiele razy ją gwałcili, a potem polali benzyną i podpalili. Sąsiedzi, którzy patrzyli jak dorasta, powiedzieli, że dla chrześcijan nie ma w tej wiosce miejsca. Skatowanego do nieprzytomności księdza Bernarda Digala fanatycy porzucili w dżungli. Brocząc krwią, przeleżał tam całą noc. Odnalazł go kierowca. Na pomoc było już za późno. Przed śmiercią przebaczył swoim oprawcom. Niladra Konara bestialsko bito przez kilka godzin. Na koniec oprawcy polali mu twarz środkami chemicznymi. – Oślepili mnie – mówi – ale mam w sobie światło Chrystusa.

 

Indie (nie) dla chrześcijan

fot. Organizacja Open Doors, opendoors.pl
Orisa, Indie

To, co się wydarzyło przed pięciu laty nie było jednorazowym epizodem, który objął tylko jeden stan. Od 2004 do listopada 2007 miało w Indiach miejsce ponad 1 500 aktów antychrześcijańskiej przemocy. Wydarzenia w stanie Orisa też nie są jednorazowym incydentem, bo rozpoczęły się już w Boże Narodzenie 2007 roku. Zginęło wówczas kilkanaście osób. 70 kościołów i siedzib instytucji, a także 600 chrześcijańskich domów zostało zburzonych, podpalonych bądź zniszczonych. W sumie w wyniku zamieszek ucierpiało wówczas 5 tysięcy osób.

 

My, chrześcijanie, jesteśmy traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Odmawia nam się jakichkolwiek praw choć konstytucja Indii zapewnia wszystkim równość i gwarantuje wolność kultu – mówi Sajan George. Stoi on na czele Ogólnoindyjskiej Rady Chrześcijan. Organizacja informuje, że tylko w 2012 r. w Karnatace odnotowano 50 przypadków antychrześcijańskiej przemocy, najwięcej w całych Indiach. To tylko wierzchołek góry lodowej. Wyznawcy Chrystusa wiedząc, że policja bierze stronę hinduistów, wielu napadów po prostu nie zgłaszają. Indie przecina w poprzek tzw. „szafranowy korytarz” – od koloru szat hinduistycznych duchownych – obejmujący siedem stanów, w których dochodzi do przemocy wobec wyznawców Chrystusa (Orisa, Chattisgarh, Madhya Pradeś, Maharasztra, Gudźarat, Andra Pradeś i Karnataka).

Indie (nie) dla chrześcijan

Jeśli napiszesz, że to ja ci o tym mówię, dostanę wilczy bilet i nie wrócę już do swych podopiecznych. Słowa te usłyszałam od zakonnicy z jednego z europejskich krajów, która od lat pracuje w Indiach wśród najbardziej potrzebujących. Wciąż jest na turystycznej wizie, bo władze niechętnie wydają misjonarzom wizę pobytową. Mogłaby wystąpić o przyznanie obywatelstwa, ale wówczas automatycznie musiałaby wyrzec się obywatelstwa kraju swego pochodzenia. – Takie traktowanie blokuje prowadzenie wielu projektów charytatywno-medyczno-edukacyjnych dla najbardziej potrzebujących. Prowadzone przez Kościół szkoły i szpitale nie mogą liczyć na subwencje państwowe przy kupowaniu ziemi czy materiałów budowlanych. Bez problemu dostają je takie same placówki działające pod szyldem hinduistów. Nie jest to sprawiedliwe biorąc pod uwagę, że 90 proc. uczniów w naszej szkole to wyznawcy hinduizmu  – mówi moja rozmówczyni. Gestem ręki wskazuje przy tym na kościół, który właśnie mijamy. – Znów „nieznani” sprawcy porozbijali figury świętych i nic na to nie można poradzić, policja takich rzeczy nie widzi. Gdy coś się wydarzy w kościołach policjanci pytają nie o sprawców, tylko zaczynają sprawdzać czy mieliśmy pozwolenie na wybudowanie kościoła, albo mówią, że były zgłoszenia, iż siłą dokonujemy konwersji na chrześcijaństwo. Gdyby stróżowie prawa usłyszeli o czym rozmawiamy musiałaby natychmiast opuścić Indie.

 

Coraz częściej za przyjęcie chrześcijaństwa trafia się w Indiach za kratki. Wyrok dwóch lat więzienia usłyszało 12 osób  w stanie Orisa.

 

Indie (nie) dla chrześcijan

W sześciu stanach rządzonych przez nacjonalistyczną partię ludową Bharatiya Janata (dążącą do uczynienia z Indii kraju tylko dla wyznawców hinduizmu) obowiązuje bowiem sprzeczna z konstytucją Indii tzw. ustawa antykonwersyjna. Zakłada ona, że osoby, które chcą zmienić wyznanie, muszą zgłosić się na policję i do urzędu miejskiego w celu uzyskania zgody na konwersję. Nie znaczy to wcale, że ją otrzymają. Prawo to generalnie ma zapobiegać konwersjom na jakąkolwiek inną religię niż hinduizm. Dotyczy w znacznej mierze ludności tubylczej, która wyznaje pierwotne religie i kulty szamańskie. Gdy tacy ludzie stają się hinduistami automatycznie trafiają też do najniższej kasty, gdy wybierają chrześcijaństwo mają szansę na zdobycie edukacji i lepsze życie. A przecież przyszłość zależy od oświaty, która jest schodami ku górze w społeczeństwie. Nic więc dziwnego, że od wieków kastowe Indie (choć konstytucja oficjalnie zniosła system kastowy) bronią swego systemu nawet kosztem łamania sumień.

 

Sprawcy antychrześcijańskich ataków bardzo rzadko stają przed sądem. Jeśli nawet do tego dojdzie generalnie są uniewinniani z powodu braku dowodów. Dowodzi tego bezprecedensowy wyrok Komisji Sprawiedliwości, który uniewinnił wszystkich sprawców pogromu, jaki przetoczył się przez Karnatakę w tym samym czasie, gdy w Orisie ginęli chrześcijanie. Przykładem może być też Manoj Pradhan, związany z Nacjonalistyczną Partią Ludową parlamentarzysta z Orisy. Mimo, iż świadkowie zeznali, że własnoręcznie zabił dziewięciu chrześcijan, za symboliczną kaucją wyszedł na wolność i dalej terroryzuje rodziny swych ofiar.

 

Po pogromie w Orisie na policję zgłoszono 3232 przypadki prześladowań. Przyjęto zaledwie 831 z nich. Statystycznie tylko w co 11 procesie winowajca staje przed sądem, jeszcze mniej jest skazywanych, w tym większość na symboliczną karę.

 

Indie (nie) dla chrześcijan

Co więcej, ostatnio na wyrok dożywotniego więzienia skazanych zostało siedmiu chrześcijan za to, że zamordowali w 2008 r. przywódcę hinduistycznych nacjonalistów Swamiego Laxmananandy Saraswatiego oraz czterech jego towarzyszy. Faktem jest jednak to, że od samego początku do zabójstwa przyznała się maoistyczna partyzantka. Niestety tak wówczas, jak i teraz winą za ten mord, który stał się zapalnikiem do wybuchu fali antychrześcijańskich pogromów obarcza się wyznawców Chrystusa. Wskazuje to jasno, że to co się dzieje w Indiach nie jest zbiegiem jakichś nieszczęśliwych okoliczności lecz świadomie prowadzoną polityką.

 

Warto na koniec zapytać, dlaczego to właśnie chrześcijanie znajdują się na celowniku hinduistycznych fundamentalistów? Jednym z powodów wcale nie jest religia, jako taka, ile fakt, że chrześcijaństwo czyni ludzi wolnymi i otwiera przed nimi możliwości, których w żadnej mierze nie dają inne religie naznaczone systemem kastowym.

 

Prześladowania mają podłoże społeczne  – mówi pracujący w Puri Lalit Rao. Tego samego zdania jest ks. Ronald Pereira SVD. – Hinduiści nie chcą stracić niewolników, a chrześcijaństwo czyni ludzi wolnymi, pozwala im się rozwijać, iść do przodu, przywraca im godność. Trudno przekroczyć system kastowy. Wielu wciąż ciężko zrozumieć, że z ludźmi z niższej kasty mogą wspólnie usiąść do stołu. Ten, kto jest lepszy powinien przecież siedzieć na krześle, a gorszy w hierarchii na ziemi. Ten prosty przykład niezwykle trafnie oddaje mentalność, na której bazują prześladowania.

 

Indie (nie) dla chrześcijan

Chrystus daje to, czego nie może zaoferować żadna inna religia: równość i wolność dzieci Bożych. Stąd też hinduistyczni radykałowie widzą w chrześcijaństwie zamach na system społeczny Indii. Nie chcą pozwolić, by ludzie wywodzący się z najniższej warstwy społeczeństwa, zaczęli myśleć o lepszym i godniejszym życiu.

 

Dalitowie żyją na samym dnie społeczeństwa kastowego, byli i są obiektem pogardy, wykonują najgorsze prace: czyszczą ubikacje, są sprzątaczami ulic, są dyskryminowani przy dostępie do pomocy humanitarnej. Mają zamknięty dostęp do świątyń, z których korzystają członkowie wyższych kast. Odmawia się im prawa do wykształcenia. Nic więc dziwnego, że coraz silniej domagają się zmiany swego położenia. Wielu jest przekonanych, że tylko zmiana religii uwolni ich z zależności systemu kastowego. Właśnie ta próba przezwyciężenia przez Kościół systemu kastowego jest według kard. Telesphora Placidusa Toppo jedną z głównych przyczyn obecnej antychrześcijańskiej rewolty.

 

Chrześcijanie w Indiach są często biedni i niepiśmienni, ale bogaci wiarą. Nam, kanapowym uczniom Chrystusa pokazują, że i Europa potrzebuje bardziej radykalnego świadectwa wiary. W Polsce, za to w co i jak wierzymy, możemy być co najwyżej wykpieni czy obśmiani. To, co się dzieje w Indiach, dowodzi jednak, że są wartości, dla których warto nawet oddać życie. Będziemy się z tym musieli liczyć, może także w życiu wspólnot europejskich w przyszłości.

 

 

Za udostępnienie zdjęć dziękujemy    Organizacji Open Doors    zajmującej się przeciwdziałaniem prześladowaniom chrześcijan.
 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę