Nasze projekty

Duchowa anoreksja

Litujemy się nad chorującymi dziećmi, a zagłuszamy własny, duchowy głód

Reklama

Słowo „bolączka” pochodzi od słowa „ból”, a ten jest bólem, gdy naprawdę go odczuwamy, nieznośny, spędzający sen z oczu, dokuczliwy, wstrząsający, doprowadzający czasami do szału oraz… na pewno domaga się leczenia. Wielki ból każe nam w środku nocy jechać na SOR lub do gabinetu dentystycznego czynnego 24 h. Ból przewlekły skłania do postawienia trafnej diagnozy.

Jednak gorszym problemem jest zaburzenie czucia, które nie pozwala odczuć, że się jest chorym. Żyjemy w społeczeństwie, w którym coraz więcej mówi się o uczuciach, emocjach; stajemy się coraz wrażliwsi, a jednocześnie tylu ludziom brakuje miłości. Bardzo łatwo idziemy za wzruszeniem i impulsem płynącym z plakatu, na którym widzimy chore dzieci, a potrafimy zostawić swoje własne… Coś tu chyba nie gra. Na co zatem chorujemy?

Reklama
Reklama

Anoreksja to choroba zaburzenia łaknienia. Samo słowo anoreksja pochodzi od złożenia an – brak, pozbawienia oraz orexis – apetyt. W chorobie tej wszystkie objawy mówią, że należy normalnie spożywać pokarm, inaczej chory umrze z wycieńczenia. Psychika jednak osobie chorej na to nie pozwala. Obiektywnie potrzebny jest pokarm, subiektywnie osoba chora twierdzi, że jest za gruba i go nie potrzebuje. O takiej anoreksji dużo się mówi. Istnieje jednak też anoreksja duchowa. Polega ona na tym, że  ktoś na przykład mówi, że modli się lub uczestniczy w Eucharystii wtedy, gdy czuje taką potrzebę. Nie reaguje na brak pokarmu Eucharystii i Słowa Bożego. Wmawia sobie, że nie potrzebuje. Wszystkie objawy duchowe mówią, że człowiek ten cierpi na duchowe wycieńczenie, a ból sumienia już długo się nie odzywa (lub właściwiej: trudno go usłyszeć).

Reklama
Reklama

Niedawno Kongregacja Nauki Wiary wydała list o współczesnych błędach w nauce o zbawieniu. Mówi w nim m.in. o neognostycyzmie, czyli czysto wewnętrznym i  subiektywnym przeżywaniu wiary w oderwaniu od ciała i rzeczywistości oraz relacji z Bogiem i innymi ludźmi. To poważny problem, poważniejszy niż inne “bolączki”. Triumfuje nasze „Ja uważam” „Ja czuję potrzebę” nad Słowem Bożym, a sumienie przez trwanie w grzechu jest coraz bardziej znieczulane.

Człowiek to nie tylko emocje, ale też rozum i duch. Grzech to nie uczucie, lecz fakt sprzeczny z wolą Boga. Życie duchowe to nie sentymentalna podróż, lecz konkretne rozeznawanie woli Bożej. Życie duchowe nie weryfikuje się przez wzniosłe przeżycia, ale przez wytrwałość w dźwiganiu krzyża.

Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę