Nasze projekty

Synod pod muzyczkę świata?

Zamiast pokazywać światu piękno i siłę chrześcijańskich rodzin synod na siłę doszukuje się wartości w związkach homoseksualnych, a konkubinaty ukazuje jako „stopień” na drodze do świętości, jednocześnie zupełnie zapominając o czymś takim jak grzech

Reklama

To pójście za głosem świata bardzo mocno widoczne jest w „Relacji po dyskusji”, podsumowującej pierwszy tydzień synodalnych obrad. Dokument promuje poglądy, które w rzeczywistości popiera niewielu. Zdecydowana większość ojców synodalnych myśli zdrowo i nie zamierza poddać się naciskom. I coraz mocniej o tym słychać.

 

Już przedsynodalna debata, którą w mediach zdominował temat Komunii dla rozwodników, będących w powtórnych związkach, zapowiadała, że na synodzie będzie gorąco.

Reklama
Reklama

 

Nikt się chyba jednak nie spodziewał aż takiej temperatury obrad oraz tego, że ma się nieodparte wrażenie, iż ojcowie synodalni sami nie wiedzą, jaki cel przyświeca temu synodowi.

 

Reklama
Reklama

Zdrowa i normalna rodzina zeszła na drugi, jeśli nie trzeci lub czwarty nawet plan, a skupiono się na kazusach specjalnych.

 

Rozpoczynając obrady Franciszek poprosił ich uczestników o jedno: „mówcie szczerze i pokornie słuchajcie”. Tymi słowami emocjonowały się media, ukazując je jako zapowiedź nowej jakości synodalnej debaty.

Reklama

 

Synod pod muzyczkę świata?

Szkoda tylko, że słów tych nie wzięli sobie do serca także dziennikarze, którzy wsłuchiwali się tylko w jedną opcję synodalnej debaty i wyłącznie ją relacjonowali. Tak jakby z góry napisany był scenariusz wszystkiego. „Nikt nie może powiedzieć, że nie miał okazji szczerze i prawdziwie się wypowiedzieć” – podkreśla abp Diarmud Martin nie ukrywając, że niektóre głosy sprowokowały bardzo burzliwe reakcje. Jedną sprawę jest jednak samo wypowiedzenie się, a drugą dotarcie tej informacji na zewnątrz.

 

Nie ma dostępu do źródła. W przeciwieństwie bowiem do wcześniejszych zgromadzeń postawiono utajnić wszystkie wystąpienia ojców synodalnych. W ubiegłych latach były one w całości publikowane w specjalnym biuletynie i każdy, kto tylko był tym zainteresowany miał do tego dostęp. 

 

Teraz przebieg obrad poznajemy jedynie z codziennych briefingów (transmitowanych na żywo w Internecie) prowadzonych przez watykańskiego rzecznika ks. Federico Lombardiego przy pomocy dwóch innych księży. Odbywają się one po włosku, angielsku i hiszpańsku, co w pewnej mierze oddaje tematykę i atmosferę panującą w poszczególnych częściach świata, którym odpowiadają te języki.

 

Przekaz jest już jednak przefiltrowany. Wymieniane są tematy debat, ale nie wiadomo, kto o danych sprawach mówił i kto konkretnie jakie złożył propozycje. Nie wiadomo też  jakie tematy wzięły górę i jak liczne zyskały poparcie. Innym źródłem informacji o synodzie są m.in. blogi ojców synodalnych i udzielane przez nich wywiady.

Taki system nie zadowala prefekta Kongregacji Nauki Wiary, który stwierdził, że „wystąpienia powinny być publikowane, tak jak to miało miejsce wcześniej. Wszyscy chrześcijanie mają bowiem prawo do informacji o wystąpieniach swoich biskupów i składanych przez nich propozycjach”. Trudno się z tym nie zgodzić.

Z kolei upubliczniona „Relacja po dyskusji”, która niezwykle ożywiła debatę, została przygotowana przez kilkuosobową grupę z sekretariatu synodu. „Wszystkie informacje dotyczące Synodu są kontrolowane przez sekretariat generalny, który  od początku faworyzuje poglądy wyrażone w „Relacji po dyskusji” – uważa kard. Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Stolicy Apostolskiej. Jego główny opozytor i promotor Komunii dla rozwodników,  kard. Walter Kasper twierdzi, że na synodzie za jego opcją opowiada się większość ojców i stale ich przybywa. Jednak o tym, że dla niego nie ma dyskusji i istnieje tylko jego opcja, także otwierająca się na homoseksualistów, świadczą słowa wypowiedziane pod adresem biskupów Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu, którzy ostro sprzeciwiają się takiej podróbce Ewangelii.

 

 „Ci biskupi nie powinni się wtrącać do tych spraw. Niech nam za dużo nie mówią, co mamy robić” – stwierdził kard. Kasper. Ot szczery i otwarty dialog w wydaniu niemieckim. Na marginesie warto dodać, że episkopat Niemiec na początku obrad synodu złożył w Watykanie list oficjalnie popierający stanowisko kard. Kaspera.

 

O tym, że jest duże parcie środowisk laickich, by wygrała właśnie ta opcja, świadczy choćby histeryczna reakcja na słowa abp Stanisłwa Gądeckiego, który wypowiedział się krytycznie o dokumencie synodu. Wprost stwierdził, że jest on odejściem od nauczania Jana Pawła II i wyrazem uległości wpływom antymałżeńskiej ideologii. Przypomniał, że nie można w kółko przypominać tych samych rzeczy o małżeństwie i rodzinie, ale zarazem nie można też zapominać o tym, co zostało wcześniej już powiedziane w tej materii.

 

Synod pod muzyczkę świata?

Został okrzyknięty głównym hamulcowym synodalnych reform. Na całe szczęście głos abp Gądeckiego nie tylko jest głosem Kościoła w Polsce, ale i miażdżącej większości ojców synodalnych. Abp Zbigniew Stankiewicz z Łotwy w swym przemówieniu podkreślił, że poddając się naciskowi świata i tracąc własną tożsamość, na dłuższą metę stracimy. „Bo światu tak naprawdę nie jest potrzebna podróbka Ewangelii, ale jest potrzebne światło, prawda Ewangelii. I to przekonuje ludzi, bo Ewangelia ma moc. Jeżeli nie zniekształcamy jej przesłania, to ono dociera do sumień i umysłów ludzi, przekonuje ich i pociąga. A jeżeli to będzie coś rozwodnionego, to niestety, najpierw będą nam klaskać, a potem nikomu to nie będzie potrzebne, tylko wieprzom na podeptanie” – zaznacza arcybiskup Rygi.

 

Warto też dodać, że wielu ojców synodalnych o swych wątpliwościach informuje papieża w czasie spotkań w cztery oczy. Przekazuje mu, jak synod jest odbierany w ich środowiskach i jak patrzą na niego normalne rodziny.

 

Z różnych stron świata do Watykanu napływa też „sprzeciw sumienia” biskupów, księży, matek i ojców, członków ruchów i zwykłych świeckich, którzy – jak piszą – nie mogą zgodzić się na pewne tezy zawarte w „Relacji po dyskusji”.

 

„Największym wyzwaniem jest prowadzenie życia rodzinnego w kontekście społeczeństwa, które nie podziela naszej wizji rodziny i nie ma doświadczenia chrześcijańskiego życia rodzinnego” – mówi kard. Donald Wuerl. Jest to świat zsekularyzowany, w którym nie ma miejsca dla Boga. „Nie liczą się w nim żadne normy życiowe, a jedynie własne zachcianki. W takim świecie wyrastają indywidualiści, ludzie skoncentrowani wyłącznie na sobie. Nie ma w nim tego, co jest niezbędne dla zdrowego małżeństwa i rodziny. Tym się powinniśmy zająć w pierwszym rzędzie. Zobaczyć, w jakim kontekście żyją dziś katolickie rodziny. Jest to kontekst społeczeństwa, które odrzuca wszystko, co jeszcze przed 50 laty było oczywiste niemal dla wszystkich” – podkreśla arcybiskup Waszyngtonu.

Biskupi z krajów afrykańskich mówili o presji państw i instytucji zachodnich, które usiłują im narzucić aborcję i związki homoseksualne jako nowe prawa człowieka, uzależniając od tego dalszą pomoc ekonomiczną. Z perspektywy Ameryki Łacińskiej pilne kwestie uderzające w rodzinę to m.in. pogłębiające się nierówności i wykluczenie społeczne, brak dostępu do edukacji, masowa migracja rozbijająca rodziny, rosnąca liczba samotnych matek z dziećmi i przemoc domowa, a nawet handel ludźmi.

 

Jednym z uczestników obecnego Sydonu jest arcybiskup Dublina, który był świadkiem poprzedniego Synodu o rodzinie z 1980 r. Zaznacza on jak bardzo kultura rodziny zmieniła się na przestrzeni tych lat.  „Uderza mnie to, że teraz z wszystkich stron świata słyszymy o problemach, o których wcześniej mówili jedynie biskupi europejscy czy ogólniej zachodni. Chodzi o tę samą inwazję odmiennej kultury, którą odnotowuje się również w Ameryce Łacińskiej czy Afryce. Trzeba wypracować nowy rodzaj dialogu z rodzinami i nowy język” – zauważa abp Diarmud Martin.

 

Czy jednak odpowiedzią na ten postulat może być zupełne zniknięcie grzechu z synodalnego dokumentu? Zamiast form wykluczających, jak np. „brak łaski” czy „życie w stanie grzechu ciężkiego”, zaproponowano pozytywne spojrzenie na trudne sytuacje i mówienie o „obiektywnych przeszkodach” w przystępowaniu do sakramentów. Z perspektywy par niesakramentalnych i homoseksualistów mówi się o „przyjęciu” i „miłosierdziu”, tak jakby było to odkrycie nieznanych dotąd lądów w życiu Kościoła…

 

Podobno nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre. Myślę, że tak właśnie się stanie z niereprezentatywnym tekstem „Relacji po dyskusji”. Wielu pozwoliła ona otworzyć oczy i zobaczyć jak wielkim naciskom poddawany jest Kościół, byle tylko zechciał zapomnieć o prawdzie i odejść od nauki Chrystusa. W dziesięciu grupach językowych trwają bardzo intensywne prace, klaruje się język, precyzuje pojęcia, a przede wszystkim zaczyna prześwitywać wreszcie zdrowa i normalna rodzina, która przecież jest protagonistą tego synodu.

 

„Postanowiliśmy od nowa napisać dokument podsumowujący pierwszy tydzień obrad. A to dlatego, że większość kardynałów i biskupów nie zgadza się z tym tekstem. Mówią, że są to myśli kilku redaktorów, ale nie jest to opinia ani biskupów, ani synodu, a już w ogóle nie jest to stanowisko Kościoła. A zatem całkowicie przerabiamy ten tekst, schodzą nam na tym całe noce, piszemy całe paragrafy” – podkreśla ks. prof. Tony Anatrella z Paryża, psychoanalityk, ekspert na synodzie.

 

Synod pod muzyczkę świata?

Warto pamiętać tu o kilku ważnych rzeczach. „Relacja po dyskusji” jest jedynie dokumentem roboczym, poddawanym dalszej debacie. Synod jest tylko ciałem doradczym i nie ma mocy podejmowania wiążących decyzji. Swe sugestie przekazuje jedynie papieżowi i to on podejmuje ostateczne wiążące decyzje. Synod odbywa się bowiem zawsze cum Petro et sub Petro – z Piotrem i pod Piotrem. Obecność Papieża jest rękojmią dla wszystkich i ochroną wiary.

 

Ponadto obecny nadzwyczajny synod jest tylko kolejnym etapem dyskusji o rodzinie (wcześniej była m.in. ogólnoświatowa ankieta i konsystorz o rodzinie), która zakończy się dopiero w przyszłym roku synodem zwyczajnym. On też będzie bardziej reprezentatywny. Teraz lokalne Kościoły reprezentują wyłącznie przewodniczący poszczególnych episkopatów, a w przyszłym roku do składu dołączą także ordynariusze i przedstawiciele środowisk rodzinnych. Jestem też przekonana, że najbliższy rok powinien należeć do świeckich, a szczególnie rodzin. Ich głos musi być wyraźnie słyszalny w tym międzysynodalnym czasie.

 

Szczera dyskusja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Warto pamiętać, że gdy pomysłodawca synodów, Paweł VI, rozpoczął dyskusję na temat środków antykoncepcyjnych, rozpętała się prawdziwa burza. Głosy biskupów były wtedy podzielone, można było się spodziewać daleko idących zmian…  W końcu papież napisał „Humanae Vitae”. Warto być ostrożnym w ferowaniu ostatecznych osądów.

 

Trzeba za to naprawdę modlić się do Ducha Świętego, by wspierał ojców synodalnych. Spotkanie to nie jest bowiem poświęcone debacie nad pięknymi i oryginalni ideami czy dowodzeniu własnej inteligencji, ale szczerej trosce o rodzinę. Stąd trzeba nieustannego wpatrywania się nie w oczekiwania świata, a w Jezusa. Bez tego „można zniweczyć plany Boga wobec rodziny, która od samych początków należy integralnie do Jego planu miłości względem rodzaju ludzkiego”.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę