Święty Mikołaj Cudotwórca

Choć brak dokładnych informacji historycznych o życiu św. Mikołaja z Miry, to od wieków jest on jednym z najpopularniejszych świętych. Na topkę trafił jednak nie dlatego, że rozdawał prezenty.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty Mikołaj Cudotwórca
Choć brak dokładnych informacji historycznych o życiu św. Mikołaja z Miry, to od wieków jest on jednym z najpopularniejszych świętych. Na topkę trafił jednak nie dlatego, że rozdawał prezenty.

Według legend chrześcijańskich Mikołaj urodził się około 270 roku w Patarze, jako jedyne i długo oczekiwane dziecko bogobojnych i zamożnych mieszczan. W młodości rozdał swój majątek ubogim i z tym wydarzeniem jest dzisiaj najczęściej utożsamiany. Jednak rozgłos postaci św. Mikołaja nadały takie legendarne wątki jak: historia marynarzy wybawionych z katastrofy morskiej czy trzech oficerów uwolnionych za jego wstawiennictwem. Święty Mikołaj patronuje między innymi marynarzom i pannom na wydaniu.

Popularna jest też opowieść o trzech ubogich pannach wydanych za mąż dzięki posagom, które Mikołaj dyskretnie podobno dostarczał im nocą. Tymi darami były złote kule.

Według ustaleń historyków Mikołaj żył w czasach prześladowań chrześcijan przez cesarza Dioklecjana i był więziony. Za panowania cesarza Konstantyna Wielkiego został uwolniony i mianowany biskupem Miry – podobno uchronił to miasto od zarazy, ale szczegóły tej historii nie są bliżej znane. Biskup Mikołaj zmarł prawdopodobnie między 345 a 352 rokiem.

Święty Mikołaj Cudotwórca

Kult św. Mikołaja zaczął rozszerzać się krótko po jego śmierci, najpierw lokalnie za sprawą  rybaków i żeglarzy. Z czasem przejeżdżający przez okolice Miry kupcy, obserwując gorliwe modlitwy miejscowej ludności i słysząc o licznych cudach, zaczęli rozpowszechniać go na kolejne miasta. Skutecznie wypraszano liczne łaski o uzdrowienie czy ratunek w tarapatach. Czcią tego świętego darzyli z czasem nie tylko ludzie prości, ale również cesarze i królowie. Justynian I Wielki wybudował w Konstantynopolu jedną z największych bazylik ku czci św. Mikołaja. Na wschodzie jest to dzisiaj jeden z najpopularniejszych świętych, często przedstawiany w ikonografii, nie tylko jako biskup, ale również mistyk, który otrzymał dar stygmatów na rękach.

Do Europy zachodniej kult świętego Mikołaja dotarł za sprawą mnichów greckich, którzy uciekali z powodu prześladowań. Świątynie ku jego czci budowano na Sycylii, w Kalabrii, Rzymie, Rawennie i Wenecji. W rzymskiej bazylice św. Jana Laterańskiego poświęcono mu kaplicę, a miejscem największej czci św. Mikołaja stało się Barii. Tutaj przywiezione zostały w 1087 roku wykradzione przez kupców relikwie z Miry. W Barii znajduje się również słynący cudami obraz świętego Mikołaja. Jego popularność rozszerzyła się dzisiaj na cały świat. Patronuje między innymi marynarzom i pannom na wydaniu, a także dzieciom, więźniom, kupcom czy piekarzom.

Pomysł rozdawania prezentów pojawił się w XIII wieku, najpierw w szkołach i szybko rozpowszechnił się znajdując licznych naśladowców.



Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.


 


 

 

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Edyta Stein: o wierze niełatwej

Grób to miejsce, o które powinno się dbać, od czasu do czasu przynieść kwiaty, postawić znicz. Dokąd mam pójść, aby w taki sposób uczcić pamięć Edyty Stein...?

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Edyta Stein: o wierze niełatwej
Grób to miejsce, o które powinno się dbać, od czasu do czasu przynieść kwiaty, postawić znicz. Dokąd mam pójść, aby w taki sposób uczcić pamięć Edyty Stein...?

Iść w przeciwną stronę

Kiedy przechodzę przez bramę obozu koncentracyjnego w Brzezince widzę kolejową rampę. Droga między torami a budynkami komór gazowych była miejscem, gdzie dla wielu kończyła się wiara. Wiara w ocalenie, w ludzką dobroć, w Kogoś, kto sprawiedliwie rządzi tym światem. Tak. Grób, którego szukam znajduje się właśnie tutaj. Transport z Edytą Stein dotarł tu 9 sierpnia 1942 roku…

Nie jest łatwo być ateistką

Ona straciła wiarę na długo przed tym dniem. Hamburg 1906. 15-letnia Edyta, Żydówka z krwi i kości, jedzie do swojej najstarszej siostry Elzy. Jej zadaniem jest pomoc w pracach domowych i opieka nad siostrzeńcami. Jednak w domu lekarzy, ludzi o gruntownym wykształceniu, znajdowało się jeszcze coś, co przyciągało uwagę przyszłej doktor filozofii. Półki z książkami od zawsze były jej najlepszymi przyjaciółmi i także w Hamburgu umilały wolne wieczory. Siostra i szwagier odcięli się od swoich żydowskich korzeni i odrzucili jakąkolwiek wiarę, dlatego też Edyta mogła znaleźć w ich biblioteczce wiele tytułów, które ten światopogląd ilustrowały. Podczas jednego z takich wieczorów podjęła decyzję: przestaje się modlić, porzuca praktyki religijne, staje się ateistką. Młodzieńczy bunt? Jak się później okazało, bardzo świadomy wybór młodej intelektualistki.

Zdjęcie wykonane w 1921r.

Getynga 1913. Bóg nadal nie istnieje dla adeptki filozofii i uczennicy słynnego fenomenologa Edmunda Husserla. W tej dziedzinie nauki nie można pozwalać sobie na dywagacje o świecie będącym najprawdopodobniej wytworem fantazji lub zastępczą rzeczywistością dla ludzi, którzy sobie nie radzą. Ona nadal w ten świat nie wierzy, ale też nie wojuje z nim z pasją właściwą gorliwym racjonalistom. Mistrz nauczył ją podchodzić bez uprzedzeń do każdego zjawiska. A jeden z wykładowców, Max Scheler pokazał, że religia także jest fenomenem, który warto co najmniej przemyśleć.

Autorka rozprawy doktorskiej „O problemie wczucia” rozpoczyna swoje poszukiwania i nie ma zamiaru ich zakończyć zanim nie znajdzie Prawdy. O chrześcijaństwie czytała niejedno i w swej wiedzy nie ustępuje zapewne teologom tamtych czasów. Filozoficzny rozsądek i ogrom argumentów z historii i tradycji, które przemawiają za wiarygodnością chrześcijaństwa, rodzą bolesne napięcie. Nie jest prosto uwierzyć i nie jest prosto wierzyć w nic, i na tym poprzestać…

Wyrok biografów Edyty Stein jest prawie zawsze taki sam: ateistka. Ale te mądre oczy spoglądające z czarno-białej fotografii zdają się mówić coś jeszcze: nie ma niewiary łatwej.

Uzasadnij mi tę nadzieję

Fryburg Bryzgowijski 1917. Wydarzenia I wojny światowej przynoszą ze sobą jeszcze jedną tragedię. Na froncie ginie Adolf Reinach, jeden z ukochanych profesorów Edyty Stein. Pewnego dnia Edyta udaje się z wizytą, aby pocieszyć jego żonę. Spodziewa się zastać kobietę pogrążoną w depresji, ale postawa Anny nie wskazuje ani na rozpacz ani na rezygnację. Jej twarz jest spokojna, a z jej słów można wywnioskować, że daleka jest od utraty nadziei. I jeszcze to cierpienie przemienione nie wiadomo przez kogo i jakoś zupełnie nieadekwatnie do doświadczeń wojny, które były przede wszystkim dowodem na istnienie zła. Znakiem zapytania, który nie mógł pozostać bez odpowiedzi, był krucyfiks na ścianie domu Reinachów.

Bad Bergzabern 1922. To była letnia, ciepła noc. Edyta spędzała wakacje u swoich przyjaciół. Na wypoczynek zabrała ze sobą książkę, którą wzięła z biblioteczki Adolfa i Anny. Po trudach naukowej pracy wreszcie przyszedł czas, aby ją przeczytać. „Księga mojego życia” – tak brzmiał tytuł autobiografii Teresy z Ávila, hiszpańskiej karmelitanki z XVI wieku. Uczennica Husserla otworzyła ją i zakończyła lekturę dopiero nad ranem ze słowami: „To jest Prawda”. Ta noc nie przyniosła snu, ale odkryła przed nią długo poszukiwaną Prawdę i zakończyła długą, bolesną drogę dochodzenia do wiary.

“Przyjąć możliwość istnienia Boga to jedno, pozwolić, aby Bóg zaistniał w kontekście mojego życia, to zupełnie coś innego.”

Edyta Stein nie zdradziła nigdy co najbardziej poruszyło ją w piśmie Teresy. Można się jedynie domyślać, że chodziło tu o świadectwo na tyle wiarygodne, że pozwoliło jej się utożsamić z opisanym doświadczeniem i przekonało ją. „Kto szuka Prawdy, szuka Boga, choćby nawet o tym nie wiedział” –  napisała wiele lat później w jednym z listów. I potem sama jako nauczycielka dziewcząt w szkole sióstr dominikanek w Spirze, jako docent pedagogiki w Münster i karmelitanka bosa z Kolonii-Lindenthal dawała świadectwo, że znalazła Boga. Od pierwszego spotkania z chrześcijaństwem na wykładach Maxa Schelera, do przeczytania lektury „Księgi mojego życia”, upłynęło 7 lat. Ten czas mówi wiele: przyjąć możliwość istnienia Boga to jedno, pozwolić, aby Bóg zaistniał w kontekście mojego życia

Zdjęcie wykonane w 1938 roku, po wstąpieniu do zakonu karmelitanek bosych.

Brzezinka 2012. Wraz z przyjaciółmi dotarłam na grób, którego szukałam. W miejscu, gdzie stoimy 70 lat temu wysiadła z pociągu Edyta Stein i wraz z innymi, niezdolnymi do pracy ludźmi, została zaprowadzona do komory gazowej. Jej ciało spalono później w krematorium, a prochy przyjęła niegościnna oświęcimska ziemia… Tam gdzie kończą się tory kolejowe, kończyła się również wiara. Jednak, gdy inni z wyrzutem spoglądali w niebo i mówili: „Jak On mógł, jak On mógł…?”, ona nie przestała wierzyć. Ale na pewno rozumiała, że w takich momentach, jakim było to dramatyczne apogeum Holokaustu, trudno uwierzyć w dobroć Boga. Kilkadziesiąt lat później została ogłoszona świętą w Kościele Katolickim, a Jan Paweł II mianował ją patronką Europy. Takie tytuły zobowiązują i nie pozwalają pozostać w ramach świętych obrazów. Męczennica Auschwitz – jakkolwiek wzniośle by to nie zabrzmiało – niesie ze sobą przesłanie do bólu konkretne. Ta kobieta do głębi doświadczyła zarówno niewiary jak i wiary w Boga. Ta Święta niewiary nie potępia, a wiary nie banalizuje. Nie mniej jednak wyraźnie opowiada się za jedną z tych opcji, kiedy jako siostra Teresa Benedykta od Krzyża, odarta z karmelitańskiego habitu, idzie na śmierć. Zupełnie jakby chciała powiedzieć, że można liczyć na coś więcej poza życiem.

Idziemy drogą, która od strony obozowych baraków prowadzi do wspomnianych już torów kolejowych. Próbujemy niezdarnie ubrać w słowa myśl o tym, że „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Dochodzimy już do rampy, kiedy mój przyjaciel zatrzymuje się i czyta napis na tablicy. To jest miejsce, z którego prowadzono deportowanych do komór gazowych. Edyta Stein mogła iść właśnie tą drogą.

Ja idę dziś w przeciwnym kierunku.

Jest jeszcze czas, aby dać świadectwo.


 

 

Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >