Przepis na świętość we dwoje

Jacy są święci małżonkowie? Na pewno nie nudni. Zakochani w Bogu i we współmałżonku, szarmanccy, romantyczni, a jednocześnie bardzo normalni, przeżywający podobne problemy, jak my. Może dlatego tak bliscy współczesnemu człowiekowi? Jak przeżywali swoją drogę do świętości? Czego możemy się od nich nauczyć?

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przepis na świętość we dwoje
Jacy są święci małżonkowie? Na pewno nie nudni. Zakochani w Bogu i we współmałżonku, szarmanccy, romantyczni, a jednocześnie bardzo normalni, przeżywający podobne problemy, jak my. Może dlatego tak bliscy współczesnemu człowiekowi? Jak przeżywali swoją drogę do świętości? Czego możemy się od nich nauczyć?

Przyjąć swoje powołanie

Ich córka Teresa mówiła, że są bardziej godnymi nieba niż ziemi, a Celina wspominała czułość rodziców i wspólne zabawy (w końcu, jak pisała jej mama, „Zajmowanie się dziećmi to praca bardzo przyjemna. Gdybym tylko to miała do roboty, uważałabym się za szczęśliwą”). „Korespondencja rodzinna” świętych Zelii i Ludwika Martinów pokazuje świętość zwyczajną, pełną humoru, mocno stąpającą po ziemi.

Zanim jednak zostali małżeństwem, oboje szukali swojego powołania w zakonach – i oboje doświadczyli odmowy. Czekali cierpliwie na rozpoznanie woli Bożej. Któregoś dnia, kiedy Zelia mijała Ludwika na moście w Alencon, słyszała w sercu: „To jest mężczyzna, którego przygotowałem dla ciebie”. Jeśli słynne sformułowanie ewangelizacyjne: „Bóg ma dla ciebie wspaniały plan” wydaje nam się denerwujące, pomyślmy o Zelii, która po latach napisze: „Jestem zawsze z nim szczęśliwa; on jest tego przyczyną, że życie moje jest bardzo miłe. Mąż mój – to święty człowiek. Życzyłabym wszystkim kobietom takich mężów”.

Kiedy Zelia i Ludwik wzięli ślub, byli, jak na XIX wiek, niezbyt młodzi, w dodatku z początku żyli jak brat i siostra. Ich spowiednik kategorycznie im tego zabraniał – to nie to powołanie. I rzeczywiście, ich zadaniem było przyjęcie i wychowanie po Bożemu dziewiątki dzieci (z których czwórka szybko odeszła do Pana). Spełnili to wyzwanie wyśmienicie.

„Chciałabym być świętą, tylko nie wiem, z którego końca się do tego zabrać. Jest tyle do zrobienia, a ja ograniczam się tylko do pragnień” – zwierzała się Zelia swojemu bratu. W rzeczywistości nie ograniczali się do pragnień, a przyjaźń małżonków z Bogiem promieniowała na dzieci.

 

Budować jedność

Maria i Alojzy (Luigi) Quatrocchi to pierwsza razem beatyfikowana para małżeńska. Alojzy był wziętym prawnikiem, profesjonalistą w swoim fachu, niezmiernie uczciwym. Maria zajmowała się ich czwórką dzieci, a po jakimś czasie zaczęła pisać książki o wychowaniu. Na jednym z zachowanych zdjęć widać dwójkę starszych ludzi na górskiej wyprawie, która zamiast podziwiać okoliczności przyrody, patrzy serdecznie na siebie. Tymczasem Maria nie wyniosła ze swojego domu wzorców dobrej rodziny. Bardzo cierpiała z powodu kłótni przetaczających się nieustannie przez jej rodzinny dom (było to coś trudniejszego do zniesienia niż tradycyjny włoski temperament). Kiedyś nawet wzburzona powiedziała ojcu, że gdyby była mamą, to nigdy by się z nim nie ożeniła (zresztą mama też miała trudny charakter). Z Alojzym łączyły ją więzy przyjaźni, a kiedy zachorował, wspierała go dobrym słowem i modlitwą.

Po ślubie młodzi zamieszkali… w domu Marii! Alojzy musiał nieraz okazywać świętą cierpliwość wobec porywczych teściów. A jednak nic nie zdołało rozerwać ich jedności. Jak pisała po śmierci męża: „Byliśmy jedną wielką bryłą skalną, jednolitą, bo utworzoną z jednego materiału”. Oboje zakochani w Bogu (biografowie twierdzą, że to Maria była bardziej zaangażowana religijnie, a tymczasem ona twierdzi, że Alojzy przerósł ją w wierze – w końcu, wyszedłszy z rodziny ateistycznej, miał z Nim tak głęboką relację, że jego koledzy dzięki temu się nawracali). Wspólnie wędrujący na poranną Mszę św. („Po wyjściu z kościoła całował mnie na dzień dobry”). Stojący jednym frontem w wychowaniu dzieci, w radości i w cierpieniu (zwłaszcza kiedy przy czwartej ciąży zagrożone było życie zarówno Marii, jak i małej Enrichetty). I w parze ogłoszeni błogosławionymi.

 

Triduum przed małżeństwem

Jak budować jedność? O tym mówią „Listy narzeczeńskie” Joanny Beretty i Piotra Molli, a zwłaszcza słynne zdanie: „Najdroższy Piotrze, Ty wiesz, że pragnę widzieć Cię szczęśliwym; powiedz mi, jaką powinnam być i co powinnam zrobić, aby Cię takim uczynić”. Joanna jest bardzo bliską osobą współczesnym narzeczonym i żonom – pełna radości życia, lubiąca modnie się ubrać, jeździć na nartach, wypełniająca z pasją swoje powołanie zawodowe i małżeńskie. Piotr poznał ją w dramatycznych okolicznościach – w szpitalu, kiedy umierała jego najmłodsza siostra, Teresa. W 34-letniej lekarce było coś takiego, że nawet kiedy podawała kroplówkę, miał wrażenie, że nie aplikuje witamin, ale życie. Joanna pytaniem o szczęście drugiej osoby stawia na głowie wyobrażenia niejednej osoby marzącej o dobrym współmałżonku. Nie twierdzi, że jest silna, ale wie, skąd czerpać siłę – to nie tylko wychowanie w kochającej się, wielodzietnej rodzinie, w której największą karą dla dziecka było odejście od wielkiego stołu, pełnego śmiechów i żartów. „Pokładam wielką ufność w Panu i jestem pewna, że On pomoże mi być godną Ciebie małżonką”. A jednocześnie ma oczy i uszy otwarte: „Ileż dobra i ileż zalet znajduje się w Tobie. Wszystko ukryte pod zasłoną Twojej skromności. Ale Twoja Joanna wszystko to zauważa i potrafi docenić”. Jaka mogła być odpowiedź Piotra? „Nie sprawiło mi trudności odpowiedzenie na tę jej miłość. Jeśli ona pragnęła uczynić mnie szczęśliwym, jakiż mógłby być mój cel, jeśli nie taki, aby ją uczynić szczęśliwą? W ten sposób pomogła mi także porzucić maskę w relacjach z bliźnimi”.

Joanna ma też pomysł, który za przykładem małżonków Molla podjęło wiele par narzeczeńskich: „Co byś powiedział, gdybyśmy odprawili triduum, aby duchowo przygotować się do przyjęcia tego Sakramentu? 21, 22 i 23 września Msza Święta i Komunia Święta. Ty w Ponte Nuovo, ja w Sanktuarium Wniebowziętej. Matka Boża zjednoczy nasze modlitwy i pragnienia, a ponieważ w jedności jest siła, Jezus nas wysłucha i pomoże nam. Jestem pewna, że powiesz „tak” i dziękuję Ci za to”.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Renata Czerwińska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Św. Josemaria Escriva – specjalista od świętości w codzienności

Wszyscy kojarzą go przede wszystkim jako założyciela tajemniczej Prałatury Personalnej czyli Opus Dei. On był jednak w Kościele przede wszystkim pionierem przypominania, że świętość jest możliwa również w codzienności i zwyczajności świeckiego życia. 26 czerwca Kościół wspomina w liturgii św. Josemarię Escrivę de Balaguera.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Św. Josemaria Escriva - specjalista od świętości w codzienności
Wszyscy kojarzą go przede wszystkim jako założyciela tajemniczej Prałatury Personalnej czyli Opus Dei. On był jednak w Kościele przede wszystkim pionierem przypominania, że świętość jest możliwa również w codzienności i zwyczajności świeckiego życia. 26 czerwca Kościół wspomina w liturgii św. Josemarię Escrivę de Balaguera.

Nieustannie zachęcał swoje duchowe dzieci, by przyzywały Ducha Świętego, ażeby ich życie wewnętrzne, to znaczy ich relacja z Bogiem, oraz życie rodzinne, zawodowe i społeczne, na które składa się wiele drobnych, przyziemnych sytuacji, nie były od siebie oderwane, lecz stanowiły jedną «świętą i pełną Boga» egzystencję. «Odnajdujmy niewidzialnego Boga — pisał — w rzeczach najbardziej widzialnych i materialnych»

Tak mówił o nim św. Jan Paweł II w homilii podczas uroczystości kanonizacji błogosławionego Josemarii, która odbyła się 6 października 2002 r. To także Jan Paweł II był papieżem, który wyniósł tego hiszpańskiego księdza na ołtarze poprzez beatyfikację.

Długo jednak zarówno on, jak i jego Dzieło nie były w Kościele przez wielu rozumiane. 

Josemaria przyszedł na świat 9 stycznia 1902 jako drugie dziecko José Escrivy Corzána i Dolores Albás Blanc. Jego ojciec był właścicielem wytwórni czekolady. 

Młody Josemaria decyzję o byciu księdzem podjął mając zaledwie 15 lat, a natchnęły go do niej… zwykłe ślady na śniegu. W Boże Narodzenie 1917 r. zobaczył niedaleko swojego domu ślady bosych stóp. Zaintrygowany tym faktem dowiedział się, że prawdopodobnie przechodził tamtędy karmelita bosy. Poświęcenie tego zakonnika potraktował jak osobiste wyzwanie: też chciał coś od siebie poświęcić Bogu. Wybrał kapłaństwo, zatem po skończeniu szkoły rozpoczął studia w seminarium w Logroño, w 1920 roku przeniósł się do seminarium do Saragossy. Święcenia przyjął w 1925 r. Równolegle studiował też prawo na Uniwersytecie w Saragossie. Po święceniach, za zgodą biskupa, przeniósł się do Madrytu, gdzie oprócz pracy wikarego zajął się duszpasterstwem dzieci chorych i najuboższych na przedmieściach miasta. 

Kluczowy moment w jego pracy kapłana nastąpił 2 października 1928 r., kiedy ks. Josemaria przeżył wizję: w jednej chwili Pan Bóg dał mu poznać, czego od niego oczekuje. 

“Otrzymałem wizję Dzieła jako całości… Poruszony upadłem na kolana – byłem sam w pokoju, między jedną nauką a drugą – składałem dzięki Bogu, i ze wzruszeniem przypominam sobie, jak słyszałem dźwięk dzwonów parafii Najświętszej Marii Panny od Aniołów” – pisał potem w zapiskach duchowych. Już od pewnego czasu miał podobne przebłyski, przeczuwał, że przeżywanie wiary nie może odbywać się w oderwaniu od całego zwykłego życia chrześcijanina.

W swojej bardzo intymnej wizji zobaczył ogromne rzesze ludzi, “którzy zostali powołani przez Boga do tego, aby stać się świętymi. Poprzez swoją zwyczajną pracę, w miejscu, w jakim żyli, poprzez codzienne obcowanie w swoim najbliższym otoczeniu z innymi (apostolstwo) mieli prowadzić ich do Chrystusa. Ludzie ci wchodzili w skład uniwersalnej organizacji kościelnej o wyraźnej, precyzyjnie uporządkowanej strukturze. Organizacji, nie <ruchu> (cytat z książki Gerdarda J.M. van der Aardwega “Święci się nie skarżą”)

Od tej pory całe życie poświęcił realizacji Bożego wezwania. Właśnie tak powstało Opus Dei (Dzieło Boże) czyli prałatura personalna wewnątrz Kościoła, zapewniająca formację duchową przede wszystkim osobom świeckim, pragnącym uświęcić się przez swoją zwyczajną pracę i talenty. Ale nie tylko. W 1943 roku Josemaría Escrivá powołał do życia Stowarzyszenie Kapłańskie Świętego Krzyża które miało być wspólnotą formacyjną dla kapłanów. Swoje zalecenia, porady duchowe zawarł w kilku książkach, z których najpopularniejszą jest bez wątpienia “Droga”.

Zwykła egzystencja wierzącego chrześcijanina — mawiał Josemaría Escrivá — gdy pracuje i gdy odpoczywa, gdy modli się i gdy śpi, w każdej chwili, jest życiem, w którym Bóg zawsze jest obecny» (Rozmyślania, 3 marca 1954 r.).

«Zwykła egzystencja wierzącego chrześcijanina — mawiał Josemaría Escrivá — gdy pracuje i gdy odpoczywa, gdy modli się i gdy śpi, w każdej chwili, jest życiem, w którym Bóg zawsze jest obecny» (Rozmyślania, 3 marca 1954 r.). Ta nadprzyrodzona wizja życia otwiera przed nami niezwykle bogate perspektywy zbawienia, gdyż także w kontekście ziemskiej codzienności, tylko pozornie monotonnej, Bóg staje się nam bliski i możemy współuczestniczyć w realizacji Jego zbawczych zamysłów. Dlatego też łatwiej nam zrozumieć stwierdzenie Soboru Watykańskiego II, że «przesłanie chrześcijańskie nie odwodzi ludzi od budowania świata (…), lecz raczej zobowiązuje do tego rodzaju zadań» (Gaudium et spes, 34).

mówił w czasie jego kanonizacji św. Jan Paweł II. 

Ks. Josemaria Escriva de Balaguer zmarł 26 czerwca 1974 r w Rzymie w opinii świętości. Został beatyfikowany przez Jana Pawła II w 1992 r., zaś kanonizowany w 2002. 

 


Anna Druś/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap