Pokochaj swoje obowiązki. Przewodnik świętych Kosmy i Damiana

Słyszymy ich imiona w czasie Eucharystii i Litanii do Wszystkich Świętych. Czczą ich również nasi prawosławni bracia. Z czym ich kojarzymy? Rodzeństwo, lekarze, męczennicy. Tak można opisać ich w trzech słowach. Dla nas brzmią jak etykietki – w ich wykonaniu zatętniły życiem. Jeszcze dziś zaproś ich na kawę i pozwól im zaszczepić w sobie iskrę. Tę samą, z którą oni wypełniali swoje obowiązki.

Agata Burghardt
Agata
Burghardt
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jest tu z nami służba zdrowia?

Jeśli zaliczasz się do tej grupy, to jest duża szansa, że już ich znasz, a przynajmniej słyszałeś, że to właśnie Tobie patronują. Patronują Wam wszystkim: lekarzom, aptekarzom, farmaceutom, chirurgom i dentystom. W końcu sami byli głęboko oddani swojej profesji. Z tej przyczyny zazwyczaj przedstawia się ich z przyrządami aptekarskimi i chirurgicznymi. Ich matka, św. Teodozja, wychowując ich, przekazała im głęboką wiarę i miłość do Boga. Bracia nie uczynili ze swojego fachu źródła bogactwa! Mimo wielkiej biegłości w zawodzie i talentowi, leczenie ludzi było dla nich tylko drogą do głoszenia Ewangelii. Od ubogich nie pobierali żadnych opłat. Ich dobroduszność przysporzyła im ogromnej popularności wśród mieszkańców Egei.

 

Zginęli, tak jak żyli z dumą i szczerością na ustach

Za panowania Dyoklecyana (303 r. n. e.) w siłę rosły prześladowania Chrześcijan. Młodzieńcy dorobili się w tym czasie ogromnej zazdrości i mściwości ze strony pogańskich kapłanów. Zostali przez nich oskarżeni o praktyki magiczne i szydzenie z bożków rzymskich. Bracia trafili przed sąd, gdzie śmiało przyznali się do swojego pochodzenia, profesji i Chrystusa. Poddano ich torturom. Wiązaniu, topieniu, krzyżowaniu, obrzucaniu kamieniami i ostrzeliwaniu z łuku. Żadna z tych morderczych praktyk nie przyniosła oprawcom oczekiwanego efektu. Kosma i Damian wciąż nie chcieli pokłonić się rzymskim bogom. Skończyło się to dla nich ścięciem.

 

Co z nami, nie-lekarzami?

Anargyroi (z greckiego), tak bracia byli nazywani przez swoich licznych pacjentów. W dosłownym tłumaczeniu oznacza to „bezsrebrni”, inaczej można powiedzieć „bezinteresowni”. Tej postawy wszyscy możemy uczyć się od rodzeństwa. Wyobrażam sobie, że gdyby usiedli dziś ze mną przy kawie, to z błyskiem w oczach i czułością w głosie zaczęliby opowiadać o swoich pacjentach i wspólnym poszukiwaniu sposobu niesienia im pomocy. Tłumy do nich lgnęły, dlatego musieli wykazywać się głębokim współczuciem i delikatnością wobec każdego człowieka i jego cierpienia. Bezsprzeczny wzór dla wszystkich medyków. Dla nas, reszty wykonującej wszelkie inne zawody mogą być niegasnącą inspiracją do dostrzegania i pochylania się nad ludźmi, którym ma służyć nasza praca. Święci wskazują drogę, z jaką dobrze jest postrzegać swoje obowiązki. „Ukochanie” ich może brzmieć dla nas czasem wręcz niedorzecznie. Jak ukochać siedzenie przed komputerem i wypełnianie Excela? Jak ukochać mycie podłogi? Jak ukochać godzinne dojazdy do pracy? (… itd. dodaj tu własny obowiązek, który wydaje Ci się najmniej znośny). Być może nasza próba wypełniania życiowych powinności z większą miłością stanie się dla kogoś żywą Ewangelią. Jeśli chcemy się tego podjąć, św. Kosma i Damian, pewnie nie odmówią nam swojego wspierającego patronatu.

 

Uporządkowany i domator

Tak z języka greckiego, można przetłumaczyć imiona braci. Jeśli iść tym tropem, wskazują one na ludzi pełnych pokoju, wywarzonych, miłujących harmonię i prostotę. Co ciekawe rodzeństwo patronuje nie tylko osobom pracującym w służbie zdrowia, ale także cyrulikom i cukiernikom. Pierwszy to zawód już dziś nieistniejący, trochę podobny do znanego nam dzisiaj fachu pielęgniarskiego (plus golenie i rwanie zębów). Możemy zaliczyć go jako pokrewny do innych zawodów medycznych. Zagadką pozostają cukiernicy.

 

Świętość zatacza kręgi

Grób rodzeństwa możemy odwiedzić pielgrzymując do Cyru. Znajduje się nad nim bazylika. Ci święci wsławili się licznymi uzdrowieniami za swoim wstawiennictwem. Nawet jeśli nie dane nam będzie ich tam odwiedzić, śmiało prośmy ich o pomoc w dobrym postrzeganiu i realizowaniu naszych obowiązków.

 

Agata Burghardt

Agata Burghardt

Dziennikarka, w trakcie zdobywania wykształcenia. Pociągnięta do pisania, ponieważ uwielbia kontakt z drugim człowiekiem i płynące z niego różnorodne doświadczenia, a także bogactwo i piękno języka polskiego. Wrażliwa na świat, piękno i wiarę. Chce się tym wszystkim dzielić przy pomocy swoich talentów.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Agata Burghardt
Agata
Burghardt
zobacz artykuly tego autora >

Nie potrafisz kochać swoich wrogów? Proś o wstawiennictwo bł. Natalii Tułasiewicz

Chciała być świeckim apostołem miłości, nieść Chrystusa wszystkim ludziom na ulicach, w tramwajach, restauracjach, kinach. Natalia kochała ludzi, wiedziała jednak, że miłość najwyższej próby to miłość do wroga.

Monika
Polakowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Natalia była z pozoru zwykłą kobietą, której przyszło żyć w okresie wojny i okupacji. Pełna marzeń, uwielbiała podróże, teatr, kino, chodziła na imprezy, koncerty, wystawy, lubiła dobrze się ubrać. Dusza towarzystwa, pełna radości i poczucia humoru, nie zamierzała wyrzec się wielu z przyjemności jakie dostarczał współczesny świat. Przy tym była jednocześnie wrażliwa na piękno i dobro. Cechowała ją prostota i pokora. Już jako nastolatka wybrała Boga jako największą wartość swojego życia.

 

Bł. Natalia Tułasiewicz / fot. Wikipedia

W cieniu samotności

Natalia nie miała szczęścia w miłości. Janek, który był obiektem jej westchnień był ateistą o komunistycznych poglądach, a jej walka o tę miłość trwała kilka lat i zakończyła się fiaskiem. Była samotna, ale jak mawiała – nie sama. Skoro ani małżeństwo, ani macierzyństwo, ani zakon nie  było jej powołaniem, postanowiła go poszukać gdzie indziej. Studiowała polonistykę i zaraz po studiach rozpoczęła pracę jako nauczycielka. Praca nauczyciela, praca nad sobą, nieustanna modlitwa, lektura biografii wielu świętych (w tym Franciszka z Asyżu, Teresy z Avila, brata Alberta, Anieli Merici) ukierunkowały Natalię w stronę przekonania, że chce być świętą i to nowoczesną świętą, która “żyje w życiu”, a nie na jego marginesie. Chciała być świeckim apostołem miłości, nieść Chrystusa wszystkim ludziom na ulicach, w tramwajach, restauracjach, kinach. Natalia kochała ludzi, wiedziała jednak, że miłość najwyższej próby to miłość do wroga. O czym miała się wkrótce przekonać.

 

Horyzont się chmurzy

Po wybuchu II wojny światowej rodzina Natalii w pośpiechu opuściła dom w Poznaniu i została wysiedlona do obozu przejściowego, a następnie przewieziona w bydlęcych wagonach do Ostrowca Świętokrzyskiego. W Ostrowcu przesiedleńcy zostali pozostawieni sami sobie, a trudne warunki życia zmotywowały Natalię do opuszczenia tego miejsca i podróży do Krakowa, gdzie uczyła potajemnie dzieci. Okres wojny traktowała jako czas cennych, choć trudnych rekolekcji. W dniu wysiedlenia  zostawiła na swoim biurku soczyste jabłko z myślą o tym, że będzie miłą niespodzianką dla tego, kto będzie korzystał z ich domu. Jak pisała “wróg to też człowiek”. I to właśnie wrogów Natalia otaczała szczególną modlitwą. Nie czuła do nich nienawiści wiedząc, że są tylko pionkami w rękach zła. Zdawała sobie sprawę, że zwykły człowiek nie ma wpływu na tego typu wydarzenia. Są więksi, którzy za niego decydują i rozstrzygają. Jednak mimo “małości” człowieka przy takich globalnych problemach jest on ogniwem w łańcuchu, a od  jakości życia każdego takiego ogniwa zależy los całego świata.

 

„Nazywają mnie tu księżulkiem”

Przyszedł czas gdy Natalia miała odnaleźć się w bardzo trudnych realiach. Została wybrana do tajnej misji organizacji podziemnej, gdzie jako wolontariuszka wysłana do obozu dla robotników przymusowych w Hanowerze, miała pełnić rolę pełnomocnika Rządu Londyńskiego i świeckiego duszpasterza. Na miejscu pracowała fizycznie w fabryce, mieszkając w przyfabrycznych barakach z innymi kobietami. Polki pracujące w fabryce były prostymi, niewykształconymi kobietami, o moralności mającej wiele do życzenia i często trudnych charakterach. Natalia wiedziała, że nie będzie łatwo, ale odważnie stanęła na wysokości zadania starając się sprowadzić je na dobre tory. Częste nocne naloty i przebywanie w bunkrze, aby przeczekać bombardowanie, sprzyjało uświadamianiu młodym kobietom, że wiara i modlitwa daje nadzieję na nowe, lepsze jutro. Bardzo szybko zyskała sympatię otoczenia. Jej poczucie humoru, przyjazne usposobienie oraz odwaga w mówieniu prawdy budziła w ludziach szacunek i respekt. Mimo słabego stanu zdrowia, ciężkiej pracy fizycznej organizowała życie swoich towarzyszek, poprzez wypełnienie go wspólnymi rozmowami, modlitwami, czytaniem polskiej literatury. Przeprowadzała również katechezy, rekolekcje, jasełka. To wszystko oraz długi przefarbowany na czarno fartuch, który nosiła sprawiło, że nazywano ją „księżulkiem”. Jej zaangażowanie i oddanie siebie w to co robiła, zmieniło sposób myślenia i zachowania wielu z nich.

 

Nie dzielić się nienawiścią

W kwietniu 1944 roku gestapo aresztowało Natalię, zdekonspirowaną w związku z nieostrożnością kuriera. Przewożona z więzienia do więzienia, torturowana, jesienią trafiła do obozu w Ravensbruck. W obozie nadal nauczała, ewangelizowała, pomagała i pocieszała. W Wielki Piątek 1945 roku, w przeddzień wyzwolenia obozu, po selekcji najsłabszych więźniarek została odesłana do komory gazowej. Błogosławiona Natalia Tułasiewicz została beatyfikowana jako jedna z dwóch kobiet świeckich spośród 108 polskich męczenników II wojny światowej. Mimo trudu życia, chorób, wielu strat, do śmierci w komorze gazowej była wierna Bogu.

Natalia swoim życiem wskazuje nam zwykłym ludziom czym powinniśmy się kierować, aby świat i życie w nim stało się lepsze. Ważne jest to, by zachować człowieczeństwo mimo różnic światopoglądowych, by nie kierować się nienawiścią, nie karmić emocjami, ale budować w sobie wartości, dzięki którym będziemy ponad podziałami z szacunkiem i życzliwością podawać sobie ręce. Bardzo współcześnie brzmią jej słowa: “Warto zabiegać o to, byśmy się my, katoliccy Polacy, nie dzielili nienawiścią między sobą. Zawiść człowieka dusi dziś tak za gardło, że zapominamy, iż wrogowie nasi nie tylko należą często do tego samego, co my, Kościoła, ale nawet nie chcemy pamiętać, że są ludźmi”.

 

Monika Polakowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Monika
Polakowska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap