Niezwykłe przypadki Matki Speranzy

Matka Speranza - błogosławiona włoska mistyczka, żyjąca w XX w., cieszyła się podobną sławą świętości jak jej duchowy przyjaciel - św. Ojciec Pio. Żyła nieustannie w Bożej obecności, nosiła stygmaty, często w ekstazach rozmawiała z Jezusem, Jego Matką czy świętymi.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Fragmenty książki: “MATKA SPERANZA. Nieznane cuda bliźniaczej duszy Ojca Pio” autorstwa José Maríi Zavala, Wydawnictwo Rafael.


Zapach świętości

Wśród wielu pielgrzymów odwiedzających Sanktuarium Miłości Miłosiernej znalazła się pewna kobieta z Asyżu – rodzinnego miasta jedynego w swoim rodzaju świętego, Franciszka – oddalonego od Collevalenzy o około sześćdziesiąt kilometrów. Kiedy wreszcie spotkała się z zakonnicą w owym pokoju dla gości, z wdzięczności wybuchnęła płaczem.

Jej córka, mężatka z jednym dzieckiem, kilka miesięcy wcześniej w tajemnicy zwierzyła się jej z tego, jak jest nieszczęśliwa w swoim małżeństwie, naznaczonym rozwiązłym życiem męża, który ją zdradzał. Kobieta dodała, że zdesperowana córka w poszukiwaniu rady była już u Matki Speranzy. Zakonnica zaleciła jej wtedy, aby cierpliwie czekała i nie przestawała się modlić za męża. Jednak upłynęło już zbyt wiele czasu i, bez perspektyw na poprawę, małżeństwo przeżywało swój największy kryzys. Związek stał się nie do wytrzymania do tego stopnia, że młoda matka postanowiła skończyć ze sobą i wyskoczyć z czwartego piętra przez okno. Pewnej nocy pocałowała swoje dziecko, ubrała się odpowiednio, aby później nie znaleziono jej na asfalcie odzianej niestosownie, odmówiła różaniec i Nowennę do Miłości Miłosiernej, po czym wspięła się na balustradę balkonu, gotowa skoczyć w nicość. Aż tu nagle owionął ją intensywny zapach perfum, który dał jej do myślenia. Wówczas krzyknęła: „Nie, nie, Matko, nie skoczę!”. I nie skoczyła. Matka potwierdziła, że dzięki bilokacji znalazła się przy tej kobiecie, a raczej – mówiąc precyzyjniej – powiedziała mi, że podczas modlitwy weszła w ekstazę. Przez kilka kolejnych minut nie wiedziała, gdzie jest”. Tak relacjonował to zdarzenie ks. Gialletti, powiernik Matki Speranzy. (…) Nawet pewien prosty robotnik, który pewnego dnia w Collevalenzie dokonywał drobnych napraw, wykrzyknął z niedowierzaniem na widok przechodzącej obok niego Matki: „Te siostrzyczki! Jak one się perfumują!”

 

Finansowa pomoc z nieba

Matka Speranza nie posiadała ani grosza, niemniej ufność w Boga sprawiła, że na wyraźną prośbę Jezusa otworzyła pierwszą szkołę. Pomoc przyszła, po raz kolejny, w tajemniczy sposób. W jednym z listów do swojego kierownika duchowego napisała w 1931: „18 października – napisała Matka Speranza – kiedy poprosiłam siostrę ekonomkę o pieniądze na znaczek pocztowy, powiedziała mi, że nie ma nawet pięciu centów. Musiałam więc pójść do portiera i pożyczyć od niego pesetę. Noc spędziłam, płacząc i odchodząc od zmysłów. Myślałam o tym, że następnego dnia powinnam poinformować współsiostry, że nie mamy środków na dalsze życie. Co za gorycz, mój Ojcze! Ja, która nigdy nie chciałam, aby te stworzenia miały udział w troskach, musiałam przekazać im tę wiadomość dokładnie wtedy, kiedy czyniły to Dzieło z największym entuzjazmem.

Rozgoryczona zwróciłam się do Jezusa, chyba ze złością, i powiedziałam: «Rok temu miałeś odwagę poprosić mnie o podobne dzieło, by teraz zostawić mnie z niczym?
Wiesz, że jeśli mi nie pomożesz, nie będzie go, bo do ludzi nie mogę się z tym zwrócić. Czy to możliwe, żebyś oszukał mnie w ten sposób po tym, jak wielokrotnie mówiłeś mi, żebym się nie martwiła? Nie mogę w to wierzyć, bo to przeczyłoby Twojemu Sercu i przestałbyś być Jezusem. A ja, która dobrze Cię znam, jeśli jutro nie będę miała tego, czego te stworzenia potrzebują, zamiast przekazywać im nieprzyjemne wieści, wyślę je do kaplicy i tam zostawię, dopóki nie dasz mi tego, czego potrzebuję».
W każdym razie, mój Ojcze, spędziłam noc na wyrzucaniu z siebie żalów, jak widzisz w tym liście, i wiedz, że nie wyjawiam Ci wszystkiego, co powiedziałam Jezusowi, bo nie byłam sobą. Ale On, zamiast się zasmucić i odesłać mnie z kwitkiem, tak jakbym ja to zrobiła, jako czuły Ojciec sprawił, że po obudzeniu się znalazłam dwa tysiące peset. Zrobił to tak, że nie wiem, kto mi je dał, bo nie widziałam nikogo”.
W innym liście, z 25 kwietnia 1932 roku, Matka napisała do ojca Postiusa, jakby chodziło o coś najbardziej naturalnego na świecie: „Jezus zazwyczaj odwiedza mnie, choć na krótko, i nie przestaje dbać o to, by w tym domu nie brakowało niczego, co niezbędne. Wczoraj dostałam trzy tysiące peset. We wszystkim widzę Jego rękę.
Bez tego… nie przeżyłybyśmy, mój Ojcze!”.

 

Niezwykłe Komunie święte
Matka miała szczególną łaskę bycia żywym tabernakulum. Zwykła mawiać, że kiedy ktoś spożywa Świętą Hostię, Jezus pozostaje w nim aż do następnej Komunii, jakby ta osoba była tabernakulum, o ile umożliwi Mu się to trwanie w głębi duszy.
Jezus kochał tę zakonnicę tak bardzo, że ukazywał jej swoją rzeczywistą obecność w Eucharystii, a nawet udzielał Komunii w nadzwyczajny sposób, jak zaświadczyła to siostra Anna od Jezusa: „Pamiętam, jak pewnego dnia Matka była chora i leżała w łóżku, i nie mogła nam towarzyszyć w czasie Mszy w kościele parafialnym w Collevalenzie. Po powrocie zauważyłyśmy, że drzwi jej celi były otwarte. Weszłyśmy tam i zastałyśmy ją w pełnej ekstazie. W niewielkiej odległości od jej ust było wyraźnie widać zawieszoną w powietrzu Hostię, która po chwili trafiła do ust Matki. Byłam przy tym ja i siostra
Trinidad. Po odzyskaniu świadomości Matka zażądała, żebyśmy nikomu nie mówiły o tym ani słowa”.

 

 

Matka Speranza o Janie Pawle II
16 października 1978 roku, gdy w telewizji podano wiadomość o pojawieniu się białego dymu, będącego znakiem zakończenia konklawe, którego zadaniem było wybranie następcy Jana Pawła I, ojciec Gino Capponi natychmiast poszedł do kuchni, aby powiadomić Matkę Speranzę, podczas gdy Pietro Iacopini pozostawał z innymi braćmi w salonie. „Nie marnuj mojego czasu, mam dużo pracy” – zakonnica ostrzegła spowiednika, gdy tylko go zobaczyła. Ale kiedy ojciec Gino wyjaśnił, dlaczego ją wołał, zdecydowanym krokiem poszła z nim do pokoju, gdzie znajdował się telewizor. Kilka minut później, gdy Jan Paweł II zakończył swoje pierwsze wystąpienie, Matka Speranza ogłosiła w obecności wszystkich tam zebranych: „Moi synowie, mamy świętego papieża!”.

 

Spotkanie z Janem Pawłem II

W związku z pierwszą wizytą ówczesnego arcybiskupa Krakowa ojciec Mario Gialletti wspomina: „W 1964 roku Matka powiedziała Wojtyle, że trzeba zabezpieczyć oryginalne pisma Siostry Faustyny, albowiem wersja zredagowana przez pewnego księdza częściowo wypaczyła ich treść. Jak tylko ta decydująca sprawa została rozstrzygnięta, wznowiono proces kanonizacyjny tej wielkiej polskiej mistyczki. Było to dwadzieścia siedem lat po jej śmierci”.
Polski tłumacz dodaje w przypisie, że Kard. Wojtyła udał się tam na prośbę Prymasa Wyszyńskiego, który w 1963 r. podarował Matce Speranzie wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej wiszący na ścianie jej pokoju do tej pory, o czym napisała Ewa Czaczkowska w swojej książce “Papież, który uwierzył”.
Pięć lat wcześniej, w 1959 roku, w tej samej sprawie odwiedził Collevalenzę także prałat Deskur, wysłany przez Wojtyłę, aby porozmawiać z Matką Speranzą. To dzięki temu spotkaniu zredagowano ostatecznie oryginalne pisma Siostry Faustyny, a 21 października 1965 roku w archidiecezji krakowskiej mógł się rozpocząć proces informacyjny poprzedzający jej beatyfikację.
Dwa lata później, 20 września 1967 roku, uroczysta sesja pod przewodnictwem kardynała Wojtyły zakończyła diecezjalny proces informacyjny, z którego protokół przekazano do Rzymu. 31 stycznia 1968 roku Kongregacja do Spraw Kanonizacyjnych rozpoczęła proces beatyfikacyjny tej służebnicy Bożej.

 

Wybór i opracowanie fragmentów: Anna Druś/Stacja7

 


Bł. Matka Speranza.
Nieznane cuda bliźniaczej duszy ojca Pio
Jose Maria Zavala

Błogosławiona Matka Speranza, mistyczka – jak twierdzi jej biograf – miała swój udział w ocaleniu życia polskiego papieża. Jej czciciele podkreślają, że była bliźniaczą duszą Ojca Pio. Podobnie jak święty kapucyn, posiadała nadzwyczajne zdolności, choćby bilokacji, podobnie wyróżniona została przez Boga krwawymi stygmatami, wreszcie podobnie przepełniona była miłością i ufnością w niezmierzoną Bożą potęgę, poprzez którą dokonywała niemożliwego. 

Autor książki José María Zavala, dzięki dostępowi do bezsprzecznie wiarygodnych świadectw wielu osób zebranych w trakcie procesu beatyfikacyjnego Matki Speranzy i po wysłuchaniu osobistych relacji tych, którzy przez całe lata żyli u jej boku, zabiera nas w niesamowitą podróż na granicy tego, co widzialne i niewidzialne, i gdzie miłość Boga przecina drogę naszego ludzkiego doświadczenia. 

Ta publikacja odkrywa przed polskim czytelnikiem jedną z najbardziej niezwykłych postaci współczesnego Kościoła. Wierzymy przy tym, że bł. Matka Speranza stanie się wkrótce jedną z najpopularniejszych świętych Kościoła.

KSIĄŻKA DOSTĘPNA TUTAJ>>>

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Święty od biedaków. Krótka opowieść o Bracie Albercie Chmielowskim

Kariera artystyczna stała przed nim otworem. Bardziej jednak niż salony, interesował go człowiek, z całą jego biedą i uniżeniem. Malarz, który zaczął sprzedawać swoje obrazy, by pomóc nędzarzom żyjącym na ulicy. Dziś w liturgii wspominamy św. Brata Alberta Chmielowskiego.

Konrad Pakuła
Konrad
Pakuła
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty od biedaków. Krótka opowieść o Bracie Albercie Chmielowskim.

Brat Albert (Adam) Chmielowski to święty, który polecenie Jezusa „idź sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim” (Mk 10,22) potraktował bardzo dosłownie. Jednak zanim zaczął żyć z biedakami z ulicy, długo szukał swojej drogi.

Adam Chmielowski jako młody chłopak wstępuje do szkoły kadetów w Petersburgu, ochoczo bierze udział w powstaniu styczniowym i w jednej z bitew traci nogę. Odtąd nosi protezę i kończy przygodę z wojaczką.

Odkrywa w sobie talent malarski i zaczyna studia na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Bez reszty oddaje się malarstwu, jest wręcz zakochany w pędzlu i płótnie. Malując, zadaje sobie pytanie: czy służąc sztuce, służę także Bogu?

Święty od biedaków. Krótka opowieść o Bracie Albercie Chmielowskim.

Adam Chmielowski, “Ecce Homo”, r. 1879

Zmaga się wewnętrznie ze sobą, a środowisko artystyczne nie daje mu radości. Po głowie krążą  mu pytania o sens życia i zbawienie. Wstępuje nawet do nowicjatu jezuitów, ale tam też nie znajduje swojego miejsca.

W Krakowie spotyka skrajną biedę materialną i moralną. Wreszcie odnajduje swoje powołanie – służyć najbiedniejszym i opuszczonym. „Cóż im dam, jeśli nie siebie?” – pisze w swoim notatniku.

W krakowskim kościele oo. Kapucynów przywdziewa szary zgrzebny habit III Zakonu św. Franciszka i przyjmuje nowe imię – Brat Albert. W swoim notatniku pisze: „Umarł Adam Chmielowski a narodził się Brat Albert.”

W roku 1888 składa śluby zakonne i daje początek Zgromadzeniu Braci Albertynów, a 3 lata później Zgromadzeniu Sióstr Albertynek. Dla biedaków z ulicy zaczyna organizować domy opieki i przytułki. Po przytułkach w Krakowie szybko powstały następne, m.in. we Lwowie, Tarnowie i Zakopanem. Staje się bratem, a nawet ojcem i opiekunem najbiedniejszych. Staje się jednym z nich.

Kiedyś przyjaciel zapytał Brata Alberta, czy w końcu odnalazł szczęście, odpowiedział ze szczerym uśmiechem:

„Mam schroniska i stowarzyszenia mych braci w Krakowie, Tarnowie, we Lwowie, w Zakopanem. Rozdałem w tym roku 20 tysięcy bochenków chleba, 12 tysięcy porcji kaszy, daję nocami dach nad głową setkom tych, którzy go nie mają. Niech ci, bracie, to służy za odpowiedź! “

W ostatnich latach życia zachorował na raka żołądka. 23 grudnia 1916 roku przyjął sakrament namaszczenia chorych z rąk prepozyta kanoników regularnych laterańskich, ks. Józefa Górnego a w południe 25 grudnia 1916 roku zmarł w opinii świętości. Miał wówczas 71 lat. Pochowano go na Cmentarzu Rakowickim, gdzie do dziś w narożu kwatery XIa znajduje się jego pusty grób. Trumna z ekshumowanymi w 1932 r. szczątkami świętego najpierw znajdowała się w kościele ojców karmelitów bosych w Krakowie, następnie – po kanonizacji Brata w Rzymie – umieszczono ją pod ołtarzem w Sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta na Prądniku Czerwonym w Krakowie.

Święty od biedaków. Krótka opowieść o Bracie Albercie Chmielowskim.

“Brat Albert” Leon Wyczółkowski, r. 1901

Modlitwa za wstawiennictwem św. Brata Alberta Chmielowskiego

Boże, nieskończenie dobry i miłosierny,

wejrzyj na zasługi Świętego Brata Alberta,

który za przykładem Twego Syna stał się bratem wszystkich ludzi

i przez pokorną posługę najbardziej opuszczonym i skrzywdzonym,

ocalał w nich godność ludzką i wzbudzał wiarę w Twoją Opatrzność.

Przez Jego wstawiennictwo racz łaskawie użyczyć mi łaski……..,

o którą z ufnością Cię proszę.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

Święty Bracie Albercie módl się za nami.


Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.


Konrad Pakuła

Konrad Pakuła

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Konrad Pakuła
Konrad
Pakuła
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap