Ks. Michał Sopoćko: fan Miłosierdzia Bożego

Gdyby nie on, być może nie znalibyśmy dziś obrazu "Jezu Ufam Tobie", o którego namalowanie prosił Pan Jezus św. Faustynę. Kościół w Polsce wspomina w liturgii bł. ks. Michała Sopoćko, spowiednika s. Faustyny, rozkochanego w orędziu o Miłosierdziu Bożym, 15 lutego.

Polub nas na Facebooku!

Ks. Michał Sopoćko: fan Miłosierdzia Bożego
Gdyby nie on, być może nie znalibyśmy dziś obrazu "Jezu Ufam Tobie", o którego namalowanie prosił Pan Jezus św. Faustynę. Kościół w Polsce wspomina w liturgii bł. ks. Michała Sopoćko, spowiednika s. Faustyny, rozkochanego w orędziu o Miłosierdziu Bożym, 15 lutego.

Michał Sopoćko urodził się 1 listopada 1888 r. w Nowosadach na Wileńszczyźnie w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Na rozwój duchowy Michała wpłynęła postawa moralna jego rodziców, ich głęboka pobożność i pielęgnowanie tradycji patriotycznych. Mimo problemów materialnych rodzice zadbali także o wykształcenie Michała. W 1910 r. Michał Sopoćko rozpoczął czteroletnie studia w seminarium duchownym w Wilnie. Naukę kontynuował dzięki zapomodze rektora.

Święcenia kapłańskie otrzymał 15 czerwca 1914 r. i został skierowany do parafii w Taboryszkach, gdzie objął funkcję wikariusza. Poświęcił się tam pracy duszpasterskiej z dziećmi, które przygotowywał do pierwszej Komunii świętej, tworzył sieć szkół, kompletował bibliotekę. Działalność oświatową kontynuował także po wybuchu wojny i przejścia przez Wileńszczyznę frontu niemiecko-rosyjskiego.

W 1918 r. ks. Sopoćko otrzymał od władz kościelnych w Wilnie pozwolenie na studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Trwająca wojna zmusiła go jednak do podjęcia obowiązków kapelana wojskowego przy szpitalu polowym w Warszawie. Po miesiącu poprosił o skierowanie na front w ramach służby w Pułku Wileńskim. Jako kapelan udzielał posługi sakramentalnej, asystował w szpitalach polowych.

W 1919 r. rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Po wybuchu wojny polsko-bolszewickiej jako kapelan wojskowy organizował pomoc społeczną dla wdów po żołnierzach i sierot wojennych. Podjął także studia w Wyższym Instytucie Pedagogicznym. Poświęcił je badaniom wpływu alkoholizmu na rozwój intelektualny i emocjonalny młodzieży. Stał się tym samym jednym z pierwszych polskich duchownych zaangażowanych w działalność trzeźwościową.

W 1926 r. ks. Sopoćko doktoryzował się na Wydziale Teologicznym UW. Pozwoliło mu to na podjęcie pracy akademickiej na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Jednocześnie został ojcem duchownym wileńskiego seminarium duchownego. Na obydwu uczelniach wykładał historię filozofii, pedagogikę, homiletykę i katechetykę. W owym czasie brakowało dobrze opracowanych podręczników akademickich dla studentów teologii, dlatego ks. Sopoćko zaczął je opracowywać sam w formie skryptów.

We „Wspomnieniach” pisał, że „ojciec duchowny winien być dobrym kapłanem, mężem wypróbowanej cnoty i uczciwości, (…) człowiekiem, który by był zdolny przez swój przykład zachęcić alumnów do pobożności i cnoty oraz słowem i przykładem przewodniczyć im pod każdym względem”.

Na początku lat 30. ks. Sopoćko poprosił o zwolnienie go z obowiązków ojca duchownego seminarium. Chciał się bardziej poświęcić pracy akademickiej. W 1934 r. habilitował się na Uniwersytecie Warszawskim w zakresie teologii pastoralnej, uzyskując stopień docenta.

Od 1932 r. ks. Sopoćko w ramach obowiązków seminaryjnych w Wilnie pełnił funkcję spowiednika sióstr zakonnych. W 1933 r. jedną z jego penitentek została siostra Faustyna Kowalska ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Początek tej znajomości ks. Sopoćko opisał w swoim dzienniku. „Poznałem siostrę Faustynę w r. 1933, która od razu powiedziała, że zna mnie od dawna i że mam być jej kierownikiem oraz głosić światu o miłosierdziu Bożym”.

Faustyna zaczęła przedstawiać duchownemu swoje przeżycia związane z objawieniami Chrystusa, których doświadczała przed przyjazdem do Wilna i w Wilnie. Informowała kapłana o objawionych jej poleceniach Jezusa. Były to: podjęcie starań o ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, żądanie namalowania obrazu z wizerunkiem Najmiłosierniejszego Zbawiciela oraz powołanie nowego zgromadzenia zakonnego. Realizacji tych zadań miał się podjąć ks. Michał Sopoćko.

Kapłan odnosił się początkowo sceptycznie do relacji Faustyny. Stwierdził, że aby wykluczyć chorobę psychiczną u zakonnicy, konieczna jest konsultacja psychiatry. Następnie nakazał Faustynie opisywać swoje przemyślenia i wizje. Tak powstał duchowy „Dzienniczek” św. siostry Faustyny.

Lata 1935-1938 wypełnione były badaniami i propagowaniem kultu Miłosierdzia Bożego. Przekazywane ks. Sopoćce przez Faustynę przeżycia mistyczne i objawienia stawały się coraz liczniejsze. W Wilnie została przekazana zakonnicy m.in. najważniejsza modlitwa: „Koronka do Miłosierdzia Bożego”. Sformułowano tu także podstawowe reguły nowego zgromadzenia zakonnego. Kapłan na bieżąco informował o swych poczynaniach arcybiskupa wileńskiego Romualda Jałbrzykowskiego.

W lipcu 1934 r. ks. Sopoćko został rektorem kościoła św. Michała w Wilnie. Tam 4 kwietnia 1937 r. został poświęcony i umieszczony pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Prace nad obrazem, który miał powstać ściśle według widzeń Faustyny, ks. Sopoćko zlecił Eugeniuszowi Kazimirowskiemu, zaprzyjaźnionemu malarzowi. Sam pokrył koszty powstania obrazu, a nawet pozował artyście do postaci Jezusa.

Kościół był wstrzemięźliwy w udzielaniu zgody na umieszczenie w miejscu publicznym obrazu zawierającego nowe treści religijne. Jego fotograficzna reprodukcja i napis „Jezu, ufam Tobie” ukazały się natomiast wcześniej na okładce książeczki „Miłosierdzie Boże. Studium teologiczno-praktyczne”, którą ks. Sopoćko w czerwcu 1936 r. postanowił przesłać biskupom zgromadzonym na konferencji Episkopatu w Częstochowie. Od żadnego z nich nie otrzymał jednak odpowiedzi. Rok później wydał broszurę „Miłosierdzie Boże w liturgii”. W obydwu publikacjach nie pada imię Faustyny, gdyż ks. Sopoćko wolał wciąż trzymać w tajemnicy sprawę objawień zakonnicy. Powtarza się natomiast postulat wprowadzenia odrębnego święta, powoływania ludzi, którzy zajęliby się krzewieniem kultu Miłosierdzia Bożego i tłumaczenia, że ma on wszelkie podstawy teologiczne.

W 1948 r. pisał: „Kult Miłosierdzia Bożego (prywatny w formie nowenny, koronki i litanii) nie tylko w niczym nie sprzeciwia się dogmatom, ani liturgii, ale zmierza do wyjaśnienia prawd wiary świętej i poglądowego przedstawienia tego, co dotychczas w liturgii było tylko w związku, do uwypuklenia i przedstawienia całemu światu tego, o czym obszernie pisali Ojcowie Kościoła, (…) a czego dziś domaga się wielka nędza ludzka”. Dodawał, że „intuicję prostej zakonnicy, zaledwie umiejącej katechizm w rzeczach tak subtelnych, tak trafnych i odpowiadających psychologii dzisiejszego społeczeństwa, inaczej nie da się wytłumaczyć jak tylko nadprzyrodzonym działaniem i oświeceniem”.

Śmierć Faustyny w 1938 r. stała się dla ks. Sopoćki dalszym bodźcem do propagowania kultu Miłosierdzia Bożego. Pisał na ten temat artykuły w prasie katolickiej, wydawał kolejne broszury z tekstem Koronki i reprodukcją obrazu. Do kościoła św. Michała coraz liczniej zaś przybywali wierni. Kult wzmocnił się jeszcze bardziej po wybuchu wojny, gdy abp Jałbrzykowski zezwolił na informowanie wiernych o widzeniach Faustyny i genezie powstania obrazu. Ks. Sopoćko napisał wtedy traktat teologiczny po łacinie o Miłosierdziu Bożym i potrzebie ustanowienia jego święta oraz rozpoczął intensywne nauczanie o kulcie podczas spotkań konspiracyjnych, m.in. wśród członków Koła Inteligencji Katolickiej i Sodalicji Mariańskiej. Wygłaszał też liczne kazania i konferencje, na które zapraszali go wileńscy proboszczowie.

W opublikowaniu i konspiracyjnym kolportażu traktatu w kraju i zagranicą pomagali ks. Sopoćce marianin ks. Józef Jarzębowski oraz Jadwiga Osińska, absolwentka filologii klasycznej wileńskiej uczelni. Za pośrednictwem Osińskiej traktat zaczął docierać do biskupów w całej Europie, a dzięki ks. Jarzębowskiemu dzieło trafiło do Polonii amerykańskiej.

W 1940 r. Jadwiga Osińska wyznała ks. Sopoćce, że chciałaby się poświęcić służbie Najmiłosierniejszemu Zbawicielowi i rozpocząć zakładanie nowego żeńskiego zgromadzenia zakonnego. Ks. Sopoćko zgodził się zostać kierownikiem duchowym nowej wspólnoty. Przez całą okupację prowadził w tajemnicy spotkania formacyjne dla kandydatek do zgromadzenia. W 1941 r. Jadwiga Osińska za pozwoleniem ks. Sopoćki złożyła prywatne śluby czystości, przyrzeczenia ubóstwa i posłuszeństwa. W 1944 r. uczyniły tak pozostałe kandydatki.

W czasie okupacji niemieckiej ks. Sopoćko zaczął być poszukiwany przez gestapo za zaangażowanie w pomoc wileńskim Żydom. Uniknął aresztowania, wydostając się z Wilna w przebraniu i pod fałszywym nazwiskiem. Przez ponad rok ukrywał się w Czarnym Borze. Tam, w odosobnieniu, rozpoczął pracę nad swoim największym dziełem – traktatem „Miłosierdzie Boże w dziełach Jego”, które opublikowano w latach 1959-1967 w emigracyjnych wydawnictwach w Rzymie, Paryżu i Londynie. W Czarnym Borze powstawały także liczne teksty formacyjne dla kandydatek do nowego zgromadzenia zakonnego.

Po wznowieniu działalności seminarium duchownego w Wilnie w 1944 r. ks. Sopoćko wykładał w nim aż do zamknięcia w 1945 r. W sierpniu 1946 r. przekazał wyjeżdżającym z Wilna siostrom łaciński tekst konstytucji – podstawę prawną nowego zgromadzenia. W 1947 r. sam został zmuszony do wyjazdu z ostatnim transportem repatriacyjnym Polaków. Przybył do Białegostoku, gdzie rezydował już abp Jałbrzykowski.

Krótko potem pojechał do Myśliborza, gdzie Jadwiga Osińska i Izabela Naborowska organizowały początki życia nowej wspólnoty. Kanoniczne erygowanie wspólnoty na prawie diecezjalnym nastąpiło dopiero 6 sierpnia 1955 r. przez ks. Zygmunta Szelążka i w obecności ks. Sopoćki. Wspólnota przyjęła nazwę: Zgromadzenie Sióstr Jezusa Chrystusa Miłosiernego Odkupiciela oraz prawo do noszenia habitów. Podczas kapituły w 1973 r. przyjęto krótszą nazwę: Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego, którą przewidziała siostra Faustyna.

W latach 50. ks. Sopoćko doświadczał problemów związanych z nieporozumieniami wokół kultu Miłosierdzia Bożego. Coraz częstsze stawały się lokalne zakazy rozpowszechniania kultu według form wywodzących się z objawień siostry Faustyny. W licznych petycjach i memoriałach do Prymasa Polski i Episkopatu Polski, ks. Sopoćko argumentował potrzebę uznania kultu Miłosierdzia Bożego. Jednak w 1959 r. Stolica Apostolska wydała zakaz krzewienia kultu Miłosierdzia Bożego. W specjalnej nocie stwierdzono, że przeżycia Faustyny nie mają źródła nadprzyrodzonego. Dekret nie był niespodzianką dla ks. Sopoćki, gdyż – jak zanotował w swych wspomnieniach – w propagowaniu kultu Miłosierdzia Bożego zbyt duży nacisk położono na nadzwyczajne objawienie siostry Faustyny i wyniesienie jej na ołtarze, a nie na dogmatyczne i liturgiczne uzasadnienie samego kultu.

W Białymstoku ks. Sopoćko kontynuował także pracę akademicką. W seminarium wykładał pedagogikę, katechetykę, homiletykę, teologię pastoralną. Uczył też języka łacińskiego i rosyjskiego. Prowadził ponadto intensywną akcję trzeźwościową w ramach Społecznego Komitetu Przeciwalkoholowego. Przez całe lata 50. organizował kursy katechetyczne dla zakonnic i osób świeckich oraz otwarte wykłady o tematyce religijnej w białostockich parafiach.

W 1962 r., ks. Sopoćko przeszedł na emeryturę. Doczekał jubileuszu 50-lecia i 60-lecia posługi kapłańskiej. Zmęczony wiekiem, trudami życia i doświadczeniami, podczas uroczystości dziękował Bogu za dar kapłaństwa. Wyznawał też z wielką pokorą, że nie zawsze w swym długim życiu był wierny zleconym sobie zadaniom. Współpracownicy traktowali te uroczystości jako spóźnioną moralną nagrodę dla zasłużonego kapłana. U schyłku życia, w 1972 r. ks. Sopoćko został wyróżniony funkcją kanonika gremialnego Kapituły Bazyliki Metropolitalnej w Białymstoku.

Dopiero w 1978 r., po zapoznaniu się z oryginalną dokumentacją oraz po interwencji ówczesnego arcybiskupa krakowskiego kard. Karola Wojtyły – wielkiego orędownika kultu – Stolica Apostolska zniosła zakaz propagowania objawień o Miłosierdziu Bożym. Ks. Sopoćko nie doczekał jednak tej decyzji. Zmarł 15 lutego 1975 r. w domu zakonnym Sióstr Misjonarek w Białymstoku.

Dostrzegając niezwykle gorliwą służbę Bogu i Kościołowi w kapłaństwie oraz świętość życia ks. Sopoćki, wszczęto w 1987 r. w Białymstoku jego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym, który trwał do 1993 r. Dekret o heroiczności cnót został ogłoszony w 2004 r., zaś w 2007 zatwierdzono cud za jego wstawiennictwem. Błogosławionym ks. Michał został ogłoszony 28 września 2008 r. w Bialymstoku.

Właśnie w tym mieście posiada on niezwykły kult m.in. z uwagi na zdarzenie, jakie miało tam miejsce 9 marca 1989 r. – jeszcze zanim rozpoczął się proces beatyfikacyjny kapłana. Tego dnia wykoleił się radziecki pociąg-cysterna, przewożący ciekły chlor. Wielce prawdopodobnym było, że substancja wycieknie i zatruje tysiące mieszkańców. Tak się jednak nie stało a ten cudowny “przypadek” mieszkańcy zaczęli przypisywać wstawiennictwu ks. Michała, który często zwykł za życia przechadzać się właśnie owym nasypem kolejowym. 

ad, KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Święty Walenty. Biskup zakochanych

Święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany produkt kultury anglosaskiej. Poznajcie historię św. Walentego i Walentynek

Polub nas na Facebooku!

Święty Walenty. Biskup zakochanych
Święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany produkt kultury anglosaskiej. Poznajcie historię św. Walentego i Walentynek

Pogańskie prapoczątki

Początków dzisiejszych walentynek szukać trzeba nie w chrześcijaństwie, lecz w pogańskim Rzymie. O ich dacie zadecydowała sama przyroda. W połowie lutego bowiem ptaki gnieżdżące się w Wiecznym Mieście zaczynały miłosne zaloty i łączyły się w pary. Uważano to za symboliczne przebudzenie się natury, zwiastujące rychłe nadejście wiosny. Z tej racji Rzymianie na 15 lutego wyznaczyli datę świętowania luperkaliów – festynu ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. W przeddzień obchodów odbywała się miłosna loteria: imiona dziewcząt zapisywano na skrawkach papieru, po czym losowali je chłopcy. W ten sposób dziewczyny stawały się ich partnerkami podczas luperkaliów. Bywało, że odtąd chodzili ze sobą przez cały rok, a nawet zostawali parą na całe życie…

Gdy w IV w. chrześcijaństwo stało się religią panującą w cesarstwie rzymskim, pogańskie obchody stopniowo zastępowano przez święta chrześcijańskie. Luperkalia były na tyle popularne, że utrzymały się aż do końca V w. Zniósł je dopiero w 496 r. papież Gelazy I, zastępując je najbliższym w kalendarzu liturgicznym świętem męczennika Walentego. Okazuje się jednak, że miał on wiele wspólnego z zakochanymi.

 

Jeden czy dwóch Walentych?

Za panowania cesarza Klaudiusza Gockiego Rzym był uwikłany w krwawe i niepopularne wojny do tego stopnia, że mężczyźni nie chcieli wstępować do wojska. Cesarz uznał, że powodem takiego postępowania była ich niechęć do opuszczania swoich narzeczonych i żon. Dlatego odwołał wszystkie planowane zaręczyny i śluby. Kapłan Walenty pomagał parom, które pobierały się potajemnie. Został jednak przyłapany i skazany na śmierć. Bito go, aż skonał, po czym odcięto mu głowę. Było to 14 lutego 269 lub 270 r. – w dniu, w którym urządzano miłosne loterie.

Zanim to nastąpiło, w więzieniu Walenty zaprzyjaźnił się z córką strażnika, która go odwiedzała i podnosiła na duchu. Aby się odwdzięczyć, zostawił jej na pożegnanie liść w formie serca, na którym napisał: “Od twojego Walentego”. Nad grobem męczennika przy Via Flaminia zbudowano bazylikę, jednak papież Paschalis I (817-24) przeniósł szczątki męczennika do kościoła św. Praksedy. Z czasem postać kapłana Walentego zmieszała się z innym świętym męczennikiem noszącym to samo imię. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że tak naprawdę chodzi o tę samą osobę. W 197 r. został on biskupem miasta Terni w Umbrii. Znany był z tego, że jako pierwszy pobłogosławił związek małżeński między poganinem i chrześcijanką. Wysyłał też do swych wiernych listy o miłości do Chrystusa. Zginął w Rzymie w 273 r., gdyż nie chciał zaprzestać nawracania pogan. Dziś to właśnie on jest bardziej znany i to do jego grobu w katedrze w Terni ściągają pielgrzymi. Na srebrnym relikwiarzu kryjącym jego szczątki znajduje się napis: “Święty Walenty, patron miłości”.

Nieraz też mówi się o św. Walentym jako patronie epileptyków. Faktycznie jednak chodzi tu o trzeciego świętego noszącego to imię. Żył on w V w. w Recji (na dzisiejszym pograniczu niemiecko-austriacko-szwajcarskim) i przypisywano mu moc uzdrawiania z tej choroby.

 

Będziesz moją walentynką…

Dzień św. Walentego stał się prawdziwym świętem zakochanych dopiero w średniowieczu, kiedy to pasjonowano się żywotami świętych i tłumnie pielgrzymowano do ich grobów, aby uczcić ich relikwie. Przypomniano więc sobie także dzieje św. Walentego. Święto najbardziej rozpowszechniło się w Anglii i Francji. Nadal, jak w antycznym Rzymie, losowano imiona, choć teraz także dziewczęta wyciągały imiona chłopców. Młodzież nosiła potem przez tydzień wylosowane kartki przypięte do rękawa.

Dziewczęta 14 lutego starały się odgadnąć, za kogo wyjdą za mąż. Aby się tego dowiedzieć, wypatrywały ptaków. Jeśli dziewczyna jako pierwszego zobaczyła rudzika, oznaczało to, że wyjdzie za marynarza; jeśli wróbla – za ubogiego, lecz mogła być pewna, że jej małżeństwo będzie szczęśliwe; jeśli łuszczaka – że poprosi ją o rękę człowiek bogaty. W Walii tego dnia ofiarowywano sobie drewniane łyżki z wyrzeźbionymi na nich sercami, kluczami i dziurkami od klucza. Podarunek zastępował wyrażoną słowami prośbę: “Otwórz moje serce”.

Od XVI w. w dniu św. Walentego ofiarowywano kobietom kwiaty. Wszystko zaczęło się od święta zorganizowanego przez jedną z córek króla Francji Henryka IV. Każda z obecnych dziewczyn otrzymała wówczas bukiet kwiatów od swego kawalera. Przede wszystkim jednak narzeczony był obowiązany 14 lutego wysłać swej ukochanej czuły liścik, nazwany walentynką. Zwyczaj ten zadomowił się nawet na dworze królewskim w Paryżu. Walentynki dekorowano sercami i kupidonami, wypisywano na nich wiersze. W XIX w. uważano je za najbardziej romantyczny sposób wyznania miłości. Treścią listów nieraz były słowa: “Będziesz moją walentynką”. W Stanach Zjednoczonych walentynkowe listy były anonimowe, dlatego kończyły się pytaniem: “Zgadnij, kto?”. W Europie anonimowy nadawca podpisywał się po prostu: “Twój walentyn”.

W 1800 r. Amerykanka Esther Howland zapoczątkowała tradycję wysyłania gotowych kart walentynkowych. Dziś są one wymieniane na całym świecie nie tylko przez zakochanych, ale także przez dzieci w szkołach. Najbardziej znanym ich twórcą był francuski rysownik Raymond Peynet. Zaczął je publikować w 1965 r., gdy 14 lutego został oficjalnie ogłoszony we Francji Świętem Zakochanych.

 

Święto Zaręczyn

W Austrii w dniu Sankt Valentin odbywają się uliczne pochody, w Anglii zakochani ofiarują sobie kartonowe serca ozdobione postaciami Romea i Julii, a w dzisiejszej Ameryce – po prostu wysyłają e-maile. Jednak najbardziej uroczyście obchodzi się ten dzień w ojczyźnie św. Walentego. Co roku w niedzielę najbliższą 14 lutego w katedrze w Terni odbywa się Święto Zaręczyn. Zgromadzone przy grobie św. Walentego setki par narzeczeńskich, przybyłych nieraz z różnych stron świata, przyrzekają sobie miłość i wierność na czas do dnia ślubu. W 1997 r. krótki list do zgromadzonych w Terni narzeczonych napisał papież Jan Paweł II. Jego treść została wyryta na płycie wmurowanej w pobliżu grobu św. Walentego.

Świętu towarzyszą koncerty, spektakle, projekcje filmów, konferencje, wystawy i imprezy sportowe, które trwają niemal przez cały luty. w tym roku ogłoszono także konkurs na najlepszy SMS o tematyce miłosnej. 14 lutego w Terni jest wręczana nagroda “Rok miłości”. Są tam też organizowane walentynki dla wdów i wdowców oraz ludzi starszych i chorych.

 

Polskie miasto zakochanych

Wiele miast w Europie przyznaje się do posiadania relikwii św. Walentego, w tym Lublin, Kraków i Chełmno. Wszędzie tam 14 lutego organizowane są obchody ku czci patrona zakochanych. W bazylice św. Floriana w Krakowie gościem wieczoru, na który zaproszeni są nie tylko zakochani, ale także wszyscy szukający prawdziwej miłości, jest sam św. Walenty, jako że jego relikwie znajdują się w świątyni. W Chełmnie, obok modlitw przy relikwiach świętego ma miejsce barwny przemarsz ulicami miasta z orkiestrą dętą i ułożenie walentynkowego serca ze świec na rynku. Czy uda się uczynić z Chełmna miasto zakochanych, na wzór Terni – czas pokaże…

 

Modlitwa do św. Walentego

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają, Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś ewangeliczne przesłanie pokoju, Ty, który – dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości -zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci, wysłuchaj naszą modlitwę: W obliczu rozdarć i podziałów w świecie daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu, abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga. Niech ożywiają nas miłość i zaufanie, które pozwolą nam przezwyciężać życiowe przeszkody. Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga, który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna, i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

(modlitwa pochodzi ze strony internetowej francuskiej miejscowości Saint-Valentin).


Paweł Bieliński-KAI

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap