Nasze projekty

Bł. Pier Giorgio Frassati. Życie dla innych

Kochał prostych ludzi i biedaków, pośród nich czyniąc dobro. Szukał ich w najdalszych dzielnicach miasta, chodził wąskimi i ciemnymi schodami, docierał do smutnych i nieszczęsnych mansard. Przynosił chleb, który wzmacnia ciało, i słowo, które daje pociechę duszy. Dla nich było wszystko, co nosił w kieszeniach i w sercu. Urodził się, żeby dawać - nie żył dla siebie.

Reklama

Fragment książki „Pier Giorgio Frassati” Roberta Claude SJ


Byłoby trudno wyliczyć wszystkie wyrzeczenia, jakie Frassati podjął dla biednych. Na pewno najpiękniejsze zna tylko Bóg. W środku lata nalegał na pozostanie w Turynie, chociaż mógł pracować w chłodnym Pollone. Dlaczego? Może dlatego żeby spokojnie się uczyć, miał też ukryty powód…

Zdradził się przed kolegą, że tamtego lata chodziło o zajęcia w Turynie. – No cóż, tego lata nie pojedziesz na wieś? Zdaje się, że się z tego cieszysz? – Tak, to przez biedaków. W lecie wszyscy wyjeżdżają i nikt nie kwapi się ich odwiedzać. I oto decyzja, bardzo chrześcijańska i tak w jego stylu: „Przeglądając kalendarz, zrobiłem okropne odkrycie. Jestem zapóźniony w studiach i nadeszła godzina, żeby się więcej pouczyć. Postanowiłem więc, że w Turynie będę umarły dla wszystkich, z wyjątkiem Stowarzyszenia Świętego Wincentego à Paulo.

Reklama
Reklama

Śladami Biedaczyny

Piękny, młody, bogaty, sympatyczny Pier Giorgio mógłby zdobyć łatwo powodzenie w światowych kręgach. Wolał być tym, którego ludzie sobie pokazywali, kiedy przechodził przez przedmieście Monterosa: „To młody Frassati idzie do swoich biednych”. Chwała młodemu człowiekowi, że jest tak znany, kochany i podziwiany nie przez wąskie grono snobów, ale przez maluczkich, biednych, nieznanych, tych, których wyróżniał Chrystus.

Mówi kolega: „Miałem zawsze wrażenie, że Pier Giorgio żył na marginesie swojej rodziny, swoich możnych przyjaciół i że swoją rodzinę stworzył wśród biednych i nieszczęśliwych. W tej rezygnacji z dobrobytu było coś heroicznego. Syn wybitnego człowieka, mający przed sobą piękną przyszłość, odsuwa się i staje się opiekunem tych, co nie mają nic. W tym leży jego wielkość. Przypomina trochę wielkość świętego Franciszka, który opuścił dom ojca!”.

Jak Biedaczynę z Asyżu Pier Giorgia ożywiało nadprzyrodzone światło, autentyczne chrześcijaństwo. Komuś, kto dziwił się, a nawet przerażał, że szukał biednych w najbardziej zaniedbanych dzielnicach Turynu, odpowiadał ze swoją zdumiewającą prostotą: „Jezus w Komunii odwiedza mnie co rano, ja odpłacam Mu na swój ubogi sposób – odwiedzam biedaków”.

Reklama
Reklama

Komuś innemu, kto go zapytał: „Jak ci się udaje pohamować obrzydzenie w tych slumsach śmierdzących zgnilizną?”, odpowiedział: „Dom może być brudny, idziemy jednak ku Chrystusowi. Czyż On nie powiedział: »Co czynicie dla biednych, mnie to czynicie«? Wokół chorych, wokół nieszczęśliwych widzę szczególne światło, którego nie mają ani bogaci, ani zdrowi”.

CZYTAJ TAKŻE: Wkurzył mnie Frassati. Fragment wstępu do biografii Pier Giorgio Frassatiego napisanego przez Jakuba Szymczuka

Reklama
Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite