Nasze projekty
Reklama
Fot. Luciana Frassati/Wikipedia

Bł. Pier Giorgio Frassati. Życie dla innych

Kochał prostych ludzi i biedaków, pośród nich czyniąc dobro. Szukał ich w najdalszych dzielnicach miasta, chodził wąskimi i ciemnymi schodami, docierał do smutnych i nieszczęsnych mansard. Przynosił chleb, który wzmacnia ciało, i słowo, które daje pociechę duszy. Dla nich było wszystko, co nosił w kieszeniach i w sercu. Urodził się, żeby dawać - nie żył dla siebie.

W służbie ubogim

Byłoby trudno wyliczyć wszystkie wyrzeczenia, jakie Frassati podjął dla biednych. Na pewno najpiękniejsze zna tylko Bóg. W środku lata nalegał na pozostanie w Turynie, chociaż mógł pracować w chłodnym Pollone. Dlaczego? Może dlatego żeby spokojnie się uczyć, miał też ukryty powód…

Zdradził się przed kolegą, że tamtego lata chodziło o zajęcia w Turynie.
– No cóż, tego lata nie pojedziesz na wieś? Zdaje się, że się z tego cieszysz?
– Tak, to przez biedaków. W lecie wszyscy wyjeżdżają i nikt nie kwapi się ich odwiedzać.
I oto decyzja, bardzo chrześcijańska i tak w jego stylu: „Przeglądając kalendarz, zrobiłem okropne odkrycie. Jestem zapóźniony w studiach i nadeszła godzina, żeby się więcej pouczyć. Postanowiłem więc, że w Turynie będę umarły dla wszystkich, z wyjątkiem Stowarzyszenia Świętego Wincentego à Paulo.”

„To młody Frassati idzie do swoich biednych”

Piękny, młody, bogaty, sympatyczny Pier Giorgio mógłby zdobyć łatwo powodzenie w światowych kręgach. Wolał być tym, którego ludzie sobie pokazywali, kiedy przechodził przez przedmieście Monterosa: „To młody Frassati idzie do swoich biednych”. Chwała młodemu człowiekowi, że jest tak znany, kochany i podziwiany nie przez wąskie grono snobów, ale przez maluczkich, biednych, nieznanych, tych, których wyróżniał Chrystus.

Reklama

Mówi kolega: „Miałem zawsze wrażenie, że Pier Giorgio żył na marginesie swojej rodziny, swoich możnych przyjaciół i że swoją rodzinę stworzył wśród biednych i nieszczęśliwych. W tej rezygnacji z dobrobytu było coś heroicznego. Syn wybitnego człowieka, mający przed sobą piękną przyszłość, odsuwa się i staje się opiekunem tych, co nie mają nic. W tym leży jego wielkość. Przypomina trochę wielkość świętego Franciszka, który opuścił dom ojca!”.

„Wokół chorych i nieszczęśliwych widzę szczególne światło”

Jak Biedaczynę z Asyżu, Pier Giorgia ożywiało nadprzyrodzone światło, autentyczne chrześcijaństwo. Komuś, kto dziwił się, a nawet przerażał, że szukał biednych w najbardziej zaniedbanych dzielnicach Turynu, odpowiadał ze swoją zdumiewającą prostotą: „Jezus w Komunii odwiedza mnie co rano, ja odpłacam Mu na swój ubogi sposób – odwiedzam biedaków”.

Komuś innemu, kto go zapytał: „Jak ci się udaje pohamować obrzydzenie w tych slumsach śmierdzących zgnilizną?”, odpowiedział: „Dom może być brudny, idziemy jednak ku Chrystusowi. Czyż On nie powiedział: »Co czynicie dla biednych, mnie to czynicie«? Wokół chorych, wokół nieszczęśliwych widzę szczególne światło, którego nie mają ani bogaci, ani zdrowi”.

Reklama

Fragment książki „Pier Giorgio Frassati” Roberta Claude SJ

Reklama
Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę