Fot. © Mazur/ Flickr episkopat.pl
Gdzie się podziały owoce ŚDM?
Pięć lat od Światowych Dni Młodzieży w Krakowie to idealna okazja do wspomnień. Jest ich mnóstwo, szczególnie w mediach społecznościowych, które przypominają wydarzenia sprzed 5 lat. Wśród nich (dzięki Bogu!) przeważają te pełne wdzięczności i wzruszeń. Ale są też takie, w których pada gorzkie pytanie: „no i gdzie są te owoce ŚDM?”
Pytania o owoce wywołują we mnie smutek, bo to sygnał, że… nie widzimy ich w sobie.
Owoce tego wydarzenia są w każdym z nas, którzy przyszliśmy na Campus Misericordiae z sercami pełnymi nadziei. Wiem, że ten czas był mi dany osobiście, aby przełamać swoje bariery, strach, uwierzyć w swoje umiejętności i w to, że z Bogiem naprawdę nie ma nic niemożliwego. To nie tylko emocje czy rodzaj życiowego coachingu – to doświadczenie miłości Osoby, bliskości Boga, które nie minęło wraz z ostatnim dniem Światowych Dni Młodzieży. Ale to też relacja, o którą wciąż muszę dbać, pielęgnować ją, która wciąż się rozwija, ale którą też często zaniedbuję, popełniam błędy i wciąż uczę się je naprawiać.
To też relacje i przyjaźnie z osobami, które poznałam dzięki ŚDM, a które są namacalnymi znakami, które każdego dnia uświadamiają mi, że mogłam uczestniczyć w czymś wielkim. Doskonale znam owoce ŚDM, bo one są we mnie – do mnie także należy o nie dbać. I wiem, że takich osób jak ja jest dużo więcej.
„A myśmy się spodziewali…”
No właśnie – czego spodziewaliśmy się pięć lat po Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie? Jaki Kościół, jakich młodych chcielibyśmy teraz widzieć, spotykać i słyszeć? Przed ŚDM wiele razy zastanawiałam się, w jakim kierunku prowadzić wolontariuszy, którzy zaangażowali się w przygotowania w mojej rodzinnej parafii. Czy nie zniechęcą się trudnościami? Co jeśli coś pójdzie nie tak? A gdy pojawi się coś niespodziewanego? Jeśli nie spodoba się im na spotkaniu z papieżem? A jeśli w ogóle nie będą mogli tam pojechać ze względu na pomoc w organizacji noclegów? I co, jeśli – widząc słabości osób w Kościele – odejdą od niego? Wtedy uświadomiłam sobie, że jedyna słuszna droga to przyprowadzić ich jak najbliżej Pana Boga. Wtedy On zrobi już swoje i po swojemu.
Podczas czuwania na Campus Misericordiae wraz z wolontariuszami dostaliśmy nieoczekiwaną propozycję, by dostać się do sektora bliżej ołtarza. Wtedy podeszła do mnie jedna z wolontariuszek, z radością w oczach wykrzykując mi prosto w twarz: „To niesamowite, nie mogliśmy być bliżej, niż jesteśmy teraz!”. I choć chodziło o bliskość w rozumieniu odległości od ołtarza, to te słowa mocno zarezonowały z moimi wątpliwościami sprzed rozpoczęcia przygotowań. Zrozumiałam, że wszystko, co mogłam – zrobiłam. Pewnie poszło mi gorzej niż lepiej, ale więcej nie potrafiłam. I teraz muszę zostawić przestrzeń Bogu, bo tylko On może zrobić więcej.
Przeczytaj również

Na te zbiory nigdy nie jest za późno
Może więc zamiast gorzko pytać innych o owoce ŚDM, warto zapytać samego siebie – jakie owoce przyniosło to w moim życiu? Może warto pomyśleć czy sama jestem taka jak młodzież, którą chciałabym widzieć, spotykać i słyszeć po 5 latach od ŚDM? Czy daję Bogu przestrzeń, by robił swoje? Czy wierzę w to, że owoce ŚDM są gdzieś w moim sercu? Może jest na nich pokrywa bólu, rozczarowania, złego potraktowania, trudności, którym nie podołałeś. Może szczelnie owijają je złe wspomnienia, zawód, złość… Może wciąż tak trudno wybaczyć tym, którzy nas w tym czasie bardzo skrzywdzili, potraktowali niesprawiedliwie. Może tłumimy te owoce, bo boimy się znów poczuć te same poruszenia serca, ścisk w gardle ze wzruszenia i łzy, które, nie wiedząc dlaczego, same płyną po policzkach podczas adoracji? Może boimy się, bo wiemy, że wiąże się to z kolejną radykalną zmianą życia, z trudnościami i mnóstwem ludzkich rozczarowań i zawodów?
A może dziś patrzymy na osoby, które w ŚDM angażowały się całym sercem, a teraz są daleko od Kościoła i zadajemy sobie pytanie: „i po co to było…?” Przywołam tutaj tekst Anny Hazuki, który bardzo mocno mnie poruszył i właściwie jest idealną odpowiedzią na pytanie o zaangażowanie i wiarę innych osób. “Wciąż myślałam, że na pierwszej linii mają być inni, że Kościół zależy od kondycji naszego Episkopatu, księży z mojej parafii i wzorowo prowadzonych wspólnot zakonnych. A co jeśli Kościół zależy ode mnie?”
A co jeśli owoce ŚDM zależą ode mnie? Od tego co z nimi zrobię i jak je wykorzystam? Nigdy nie jest za późno, by odważyć się zebrać to, co Bóg zasiał w tamtym czasie.










