Nasze projekty
Marta Arbatowska

Zjechać z autostrady

Życie młodych ludzi często przypomina autostradę. Nauka, praca, pościg za sukcesem i karierą – to wszystko dostarcza ogromnej dawki adrenaliny. A czego młodzi oczekują dziś od niedzieli? Ekstremalnych wrażeń czy może czegoś zupełnie innego?

Reklama

…pracować musi ktoś!

 

Prawda bywa brutalna – niedziela młodych często jest dniem pracującym. I częściej jest to życiowo-ekonomiczna konieczność niż kwestia braku szacunku dla dnia świętego. Daleko nam do Austrii, gdzie markety i galerie żegnają swoich gości już w sobotnie popołudnia. My, aby utrzymać się na powierzchni, żegnamy się ze świętowaniem. Stara mądrość głosi, że aby ktoś mógł odpoczywać, pracować musi ktoś. Branża gastronomiczna, którą najczęściej wybierają studenci, doskonale to ilustruje. Sylwia, studentka zarządzania pracowała w restauracji na warszawskim Starym Mieście. Czasem patrzyła na znajdujący się naprzeciwko kościół i nie raz westchnęła, że jakoś marnie to wygląda. W końcu dała się zaprząc w kierat zamiast pójść na Mszę. Jednak gdyby nie przyszła do pracy, koledzy musieliby ją zastąpić. Sytuacja bez wyjścia? Piotrek jest dziennikarzem radiowym i często miewa niedzielne dyżury w swojej redakcji. Podczas gdy inni odpoczywają, on od rana czuwa i sprawdza czym żyje świat. Owszem, słuchanie radia o poranku to świetny sposób na relaks. Ale świeże i ciekawe newsy z powietrza się nie biorą… Siódmego dnia tygodnia nie dają o sobie zapomnieć również uczelniane sprawy. Maja, studentka filologii fińskiej, część wolnej niedzieli poświęca na naukę. Z chęci i przyjemności? Nie tylko. Materiału jest tak dużo, że tydzień liczy zbyt mało dni, aby go opanować. Mimo wszystko stara się zachować równowagę między przyjemnym a pożytecznym i okrasić obowiązkowe zajęcia odpowiednią dawką lenistwa. O codziennym trybie życia mówi, że jest on narzucony i zabójczy. I może dlatego od niedzielnego świętowania młodzi oczekują tylko i aż odpoczynku?

Reklama

Zjechać z autostrady

Dzień bez budzika

 

Reklama

Na przykład w postaci takiego dnia bez budzika. Sylwia, na co dzień pracująca w dużej korporacji, nie nastawia go, bo w niedzielę śpi kilka godzin dłużej. Kiedy schodzi na dół rodzina siedzi już przy kawie, a w tle porannych rozmów na przeróżne tematy unoszą się śniadaniowe zapachy. To jakiś niepisany zwyczaj, że tego dnia wszyscy jedzą razem. Obiad kojarzy się z oglądaniem wyścigów Formuły 1, skoków narciarskich lub Cejrowskiego wędrującego boso przez świat. Niby zwyczajne, a jednak świąteczne. Czas na relaks? Obowiązkowo. Sylwia puszcza muzykę i myśli nad swoim ostatnio-tygodniowym życiem. „Taki trochę rachunek sumienia lub ponowne przeżycie pięknych momentów” – przyznaje. Jednocześnie psychicznie przygotowuje się na kolejne 5 dni pracy. Potem wizyta u dziadków i Msza o 18 „u Rysia”. W Ursusie jest sporo kościołów, a ten wszyscy ochrzcili imieniem proboszcza. Dalsza część wieczoru zależy od nastroju i inwencji. Czasem jest to spacer po okolicy z muzyką w tle, innym razem grill ze znajomymi albo warszawska starówka. Potem już tylko nastawianie budzika, aby poniedziałek zaczął się o właściwej porze. I krótka modlitwa zawierzenia na cały tydzień, aby Pan Bóg towarzyszył we wszystkich zmaganiach. Taki pozornie zwyczajny dzień to doskonała odskocznia od szybkiej i szalonej codzienności. Chwila oddechu od pościgu za karierą, która częściej bywa narzuconym trendem niż rzeczywistą potrzebą. Czasem jednak udaje się znaleźć czas na regenerującą zwyczajność.

Zjechać z autostrady

W pogoni za… zwyczajnością?!

Reklama

 

Regenerującą zwyczajność można praktykować w dowolnie wybrany dzień. Dlaczego więc tak upieramy się właśnie przy niedzieli? „Niedziela to w końcu dzień wolny, więc warto go w jakiś sposób święcić, niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy też nie.” – przyznaje Majka i dodaje, że po prostu dobrze jest chociaż raz w tygodniu na trochę się zatrzymać, wyluzować i docenić wartość wolnego czasu spędzonego z ważnymi dla nas osobami, z którymi nie widzimy się przez cały tydzień. Zdaniem Sylwii warto tego dnia zrobić coś wspólnie, choć niekoniecznie musi to być oglądanie westernu z rodzicami. Można razem z przyjaciółmi iść do kościoła, wyskoczyć do kawiarni czy obejrzeć film. Dobrym pomysłem może być także „nic-nie-robienie”, które z bezczynnością nie ma nic wspólnego. Może być twórczym odpoczynkiem po kreatywnie przeżytym tygodniu. Lenistwo? Zdaniem Piotrka „dzień lenia” ma w sobie coś świątecznego, bo pozwala rozładować napięcie i oderwać się od rutyny. Świętowanie niedzieli dobrze wpływa na naszą psychikę. A ta po intensywnym tygodniu nauki, pracy i krzątaniny wokół spraw swoich i nie swoich zdecydowanie domaga się relaksu. Nikt jednak nie powiedział, że ów prosty odpoczynek jest pozbawiony głębi. Zdaniem Mai, niedziela to czas na przemyślenia i wyciszenie się. Za tym idzie możliwość spojrzenia na codzienne życie z nieco innej perspektywy i być może dokonania w nim jakichś zmian. Pędząc 200 km/h po autostradzie sukcesu i kasy nie byłoby mowy o refleksji nad banalną codziennością. Piotrek dodaje, że niedziela to dzień, w którym dziękuje innym i Stwórcy za to co za nim. Przecież udało się. Kolejny trudny tydzień już za nim. I nadzieja. Na co? „Na to, że za tydzień będzie kolejna niedziela, a my nie jesteśmy robotami, które cały czas muszą pracować i pracować.” – podpowiada Sylwia. Jej zdaniem w niedzielę rozwija się również wyobraźnia o świecie, bo możemy otworzyć się na coś nowego. Czy to będzie film czy książka, czy fajna audycja w radiu. Proste? Trąci banałem? A może właśnie tego nam dzisiaj brakuje?

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite