Walka z depresją

23 lutego – na ten właśnie dzień Ministerstwo Zdrowia wyznaczyło Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Nie „Dzień Depresji” – ale właśnie „Walki z Depresją”. Bo toczy się wojna.

Sylwia Diłanian
Sylwia
Diłanian
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Walka z depresją
23 lutego – na ten właśnie dzień Ministerstwo Zdrowia wyznaczyło Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Nie „Dzień Depresji” – ale właśnie „Walki z Depresją”. Bo toczy się wojna.

Batalie o zdrowie psychiczne w codziennym życiu musi stoczyć coraz więcej dorosłych. Z niepokojem obserwuje się również rosnące wciąż statystyki dotyczące zachorowalności dzieci i młodzieży. W 2016 r. próbę samobójczą podjęło aż 481 młodych ludzi, najczęściej nastolatków i młodych dorosłych. W 2017 r. takich prób było już 730 – półtora raza więcej! 116 z nich nie udało się uratować.

Statystyki podają również, że aż u 20 proc. młodych osób przed ukończeniem 18 lat zdiagnozowano zaburzenia depresyjne, zaś objawy tej choroby może mieć już nawet co trzeci nastolatek.

Doskonale widzę to w mojej pracy. Gdy kilkanaście lat temu zaczynałam jako pedagog szkolny nastolatkowie z podejrzeniem depresji zdarzali się bardzo rzadko. Dziś właściwie nie ma klasy, w której ktoś nie zetknąłby się z tą chorobą: albo bezpośrednio, jako jej ofiara, albo pośrednio, poprzez znajomość z kimś, kto na depresję choruje.

Sprzyja temu oczywiście bardzo wiele różnych czynników i uwarunkowań, a jedną z nich jest z pewnością natłok bodźców, z jakimi coraz trudniej radzą sobie nasze organizmy oraz problem rzeczywistości kreowanej przez media. Zwłaszcza media społecznościowe. Z jednej strony oczywiście ułatwiają one kontakt, z drugiej sprzyjają “odrealnianiu” świata, jaki nam się wydaje, że nas otacza. Spójrzmy na to, do czego są one używane. Nie chwalimy się przecież na Facebooku czy Instagramie brzydkimi ubraniami, nieładnym pokojem, smutkiem jaki przeżywamy. Chwalimy się tym, co najpiękniejsze, najbardziej udane, stwarzając pozory, że tak wygląda rzeczywiście nasze życie. W efekcie mimo wielu “znajomych”, nastolatki skarżą się na brak prawdziwych przyjaciół.

Kilka dni temu zrobiliśmy w naszej szkole debatę poświęconą właśnie depresji. Zaprosiliśmy terapeutę, dziewczynę, która skutecznie pokonała tę chorobę oraz rodziców nastolatka chorującego. Spotkanie odbiło się szerokim echem wśród naszych uczniów i ich rodziców. Wielu podchodziło potem do prowadzących pytając czy to we własnej sprawie, czy to w sprawie kogoś bliskiego. Szukali porad, co robić, czego nie robić, na co zwracać uwagę.

Oto garść wskazówek, które usłyszeli, a które mogą też przydać się innym:

 

Myślisz, że możesz być chory?

 

Poobserwuj siebie uważnie przez kilka tygodni. Zwróć uwagę, czy zmieniły się Twoje nawyki: czy nie zamykasz się przed innymi, przestajesz im ufać? Zapytaj siebie, czy myślisz o sobie, że musisz dać radę sam, nie wierzysz, że inni Cię zrozumieją, że inni Cię zaakceptują, że możesz być dla nich atrakcyjny? Zwróć uwagę na to, co czujesz. Czy trudne i niewygodne są te odczucia dla Ciebie, czy już nic o nich nie umiesz powiedzieć? A może nie masz na nic siły, energii do działania, nie możesz wstać z łóżka, rozpraszają Cię różne nawet drobne bodźce (choćby to był spadający komuś długopis), nic nie sprawia Ci przyjemności? A może ponad miarę się złościsz, szybko tracisz kontrolę i odczuwasz niechęć lub nawet agresję, bo sądzisz, że inaczej nie da się komunikować światu tego, co przeżywasz?

Słuchaj innych. Czasem zmęczenie, brak snu, obniżony nastrój, nie pozwalają Ci spojrzeć na siebie z dystansem. Weź pod uwagę to, co inni Ci mówią, sugerują.

Mimo wszystko, zwierz się komuś zaufanemu. Pozwól sobie na bliskość. Pozwól innym na pomoc. Uciekanie cały czas w poczucie samotności i przejmowanie się swoimi objawami pogłębia ten stan. A jeśli nawet o trudnych uczuciach mówimy, to one z nas wypływają przynosząc w to miejsce choć chwilową ulgę. A gdy będziemy zupełnie sami to tylko się pogrążamy w poczuciu samotności.

Jeśli nie masz jeszcze 18 lat spróbuj powiedzieć rodzicom, co przeżywasz. Nie jesteś w stanie? Niech zrobi to za Ciebie Twój zaufany “Ktoś”: przyjaciółka, przyjaciel, ktoś z rodziny, rodzeństwo, pedagog czy psycholog ze szkoły. Rodzice i tak będą Ci musieli towarzyszyć w przejściu przez diagnozę i w terapii.

Możesz iść do psychologa czy psychoterapeuty. Może ci pomóc zrozumieć co się z Tobą aktualnie dzieje, można ta świadomość przyniesie ci otwartość na leczenie, na proces który jest przed tobą, może terapeuta pokaże ci pewien horyzont który nazywa się zdrowie.

 Możesz też od razu iść do psychiatry. Tak, to trudne. Szczególnie, jeśli wciąż w ocenie społecznej ten akurat lekarz kojarzy się źle. Jednak popatrz na tę wizytę, jak na konieczną konieczność, jak wizytę na Izbie Przyjęć czy u tak intymnego lekarza, jakim jest ginekolog czy urolog. Ten trud może dać Ci wiedzę, zrozumienie siebie, zdrowie!

 Nie trafiłeś na dobrego, odpowiadającego Ci specjalistę – zmień go! Szukaj dalej. Pytaj u szkolnych specjalistów. Pytaj wśród znajomych, którzy już to przeszli. Pytaj na forach internetowych i grupach, które są stworzone specjalnie dla Ciebie. Szukaj aż znajdziesz. Forów które będą dla ciebie grupą wsparcia w wyjściu ze stanu chorobowego a nie będą cię utwierdzać w beznadziejności.

 Bądź wytrwały w terapii i zażywaniu leków, jeśli masz je przepisane. Jeśli masz stanąć na nogi w szpitalu, niech i tak będzie. Przecież niektóre schorzenia trzeba przeżyć na oddziale szpitalnym.

 Mów światu, co przeżywasz, co myślisz, co czujesz! Daj sobie poczucie wsparcia od innych, daj sobie szansę na życie, by ktoś o Ciebie zawalczył!

 Dawaj świadectwo, jak już wyjdziesz z choroby. Nieś nadzieję innym!

 

Masz wokół siebie kogoś chorego?

 Bądź świadomym pomagaczem. Niepokoi Cię zachowanie dziecka, kolegi, przyjaciółki – sięgnij po poradę specjalisty, który może pomóc zrozumieć, co przechodzi osoba Ci bliska.

 Daj sobie przestrzeń na odpoczynek i zdrowy egoizm. Komunikuj uczciwie osobie chorej, że potrzebujesz zrobić to, co planujesz…a potem znowu będziesz dla niej.

 Pozwól pomóc sobie. Wspieranie osoby chorej może wyczerpywać, obciążać, pogrążać w smutku i niemocy. Miej osobę, której możesz się zwierzyć ze swoich trudności. Jeśli potrzebujesz specjalistycznej pomocy – w szkole lub placówce specjalnie do tego powołanej – szukaj jej i znajdź ją. Najpierw maseczka tlenowa dla Ciebie! Tak będziesz móc dalej pomagać, bo sam będziesz mieć siłę.

 Stawiaj mądre granice. Może potrzebna będzie terapia rodzinna, jeśli jesteś rodzicem osoby chorej.

 Miej kontakt do osób z rodziny osoby chorej. Może będziesz musiał walczyć o jej życie. Ono jest ważniejsze od złości i rozczarowania, które mogą Cię dotknąć. Ratujesz kogoś – to jedyna perspektywa.

 Po prostu bądź przy osobie chorej. Spytaj, czy chce herbaty. Przynieś lody, które zjecie przed telewizorem. Spytaj, czy chce coś powiedzieć. Opowiedz o swoim kawałku świata. Bądź. Leczy też kontakt, relacja, bliskość.

 

Sylwia Diłanian – pedagog szkolny w Publicznym Liceum Ogólnokształcącym im. ks. R. Archutowskiego w Warszawie


Notowała: Anna Druś

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Sylwia Diłanian

Sylwia Diłanian

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sylwia Diłanian
Sylwia
Diłanian
zobacz artykuly tego autora >

Dziecko i depresja. Jak ją rozpoznać?

Dziecko czy nastolatek nie powie: „Mamo! Jest mi smutno, cierpię, pomóż!”. Ono będzie drażliwe, ciężko będzie mu się skupić, będzie miało problemy ze snem.

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziecko i depresja. Jak ją rozpoznać?
Dziecko czy nastolatek nie powie: „Mamo! Jest mi smutno, cierpię, pomóż!”. Ono będzie drażliwe, ciężko będzie mu się skupić, będzie miało problemy ze snem.

Każdy może mieć w życiu tak zwany „gorszy czas”. Jednak u dzieci i młodzieży trzeba mocno zwracać uwagę na takie momenty i trzymać rękę na pulsie. Dlaczego? By w odpowiednim momencie zacząć działać i reagować. Ważne, by taki stan nie utrzymywał się zbyt długo, bo może zacząć się rozwijać.

Psycholog Kamila Bubrowiecka podkreśla, że bardzo ważne jest uważne obserwowanie swoich dzieci i – co dla wielu może być oczywiste – rozmowa z nimi. – Nie chodzi o rozmowę o pogodzie, a konkretne pytania o to co się działo, co się wydarzyło. Jeśli tylko pojawi się kłopot, będzie nam go o wiele łatwiej wychwycić – mówi Bubrowiecka. I podkreśla, że „jeżeli smutkowi towarzyszą zmiany w zachowaniu: rozdrażnienie, trudności w skupieniu się na nauce albo zmiany w apetycie to powinna zapalić się nam czerwona lampka. Podobnie jak dziecko jest bardzo senne albo nie może zasnąć. Traci apetyt albo nagle szybko przybiera na wadze. To wskazówki, że może się coś dziać. Warto wtedy pójść do psychologa.

– Rok temu jeden z moich synów zamknął się w sobie. Przestałam mieć z nim kontakt – opowiada Ula Śliwińska, mama dwójki chłopców. – Nie wiedziałam co robić. Postanowiłam po prostu częściej odwiedzać go w jego pokoju. Patrzeć co robi, po jakie zabawki sięga, jak się zachowuje. Bardzo dużo mi to dało – podkreśla. Chłopiec miał 9 lat i szukał tego co lubi, co go może zainteresować.  – Zaczęłam przychodzić i spędzać z nim więcej czasu. Być nie tylko, kiedy mnie potrzebował, ale… cały czas. Nasze relacje zaczęły się polepszać – dodaje Śliwińska. I z uśmiechem dodaje „to działa! Podejść, pocałować, przytulić. Po prostu… bardziej się zainteresować”.

Są momenty, kiedy powinniśmy szczególnie zwrócić uwagę na zachowanie dziecka. – Pierwszy i dość łatwo zauważalny przez rodziców – to wycofanie się dziecka z wszelkich aktywności: czy to rodzinnych czy społecznych – opowiada Kamila Bubrowiecka. Psycholog zaznacza, że „często u dzieci pierwszym objawem nie jest smutek a rozdrażnienie”.

Potwierdza to psychiatra dziecięcy i młodzieżowy dr Anna Sumiła. – Rodzice powinni się zaniepokoić, kiedy taki pogorszony nastrój trwa zbyt długo, czyli ponad dwa tygodnie i stale się powiększa. A także w sytuacji w której młody człowiek rozregulowuje się w spaniu, jedzeniu i koncentracji. Kiedy zgłasza swoją bezsilność i mówi, że nie wie co robić i jak sobie poradzić w sytuacji w której się znalazł –dodaje Sumiła. Co mają robić rodzice? Pierwsze to omówić sytuację z dzieckiem, która go przytłacza. Wesprzeć go w jej rozwiązaniu – jeśli to oczywiście możliwe. – Jeśli stan się pogłębia dobrze byłoby zrobić wszystkie badania laboratoryjne u lekarza pierwszego kontaktu. A potem poprosić o pomoc lekarza specjalistę w wyjaśnieniu tego stanu – dodaje.

Tak było u Pani Marii, mamy trójki nastolatków. – W domu było spokojnie, spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. I chyba dzięki temu szybko wychwyciliśmy moment, kiedy naszego syna zaczęło drażnić… wszystko. Nerwowo reagował nie tylko na nasze próby rozmowy, ale i zachowania rodzeństwa. Błahe sytuacje, nawet jak np. jak wylała mu się woda z kubka potrafiły go wyprowadzić z równowagi – opowiada pani Maria. Pojawiły się dwie możliwości rozwiązania problemu. Pani Maria chwyciła za różaniec, mąż naciskał by udać się do psychologa. – Działaliśmy dwutorowo. Rozmowa z psychologiem najpierw nasza, potem syna. A przy okazji wieczorami różaniec za dzieci. To było na tyle mocne połączenie, że zaczęliśmy widzieć zmiany. Mówię w liczbie mnogiej, bo sytuacja z synem dotknęła całej naszej rodziny – opowiada pani Maria. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze – na kilku spotkaniach, znalezieniu źródła problemu i… wyjściu na prostą. Punktem zapalnym w tej sytuacji była nieśmiałość chłopca w relacjach z innymi uczniami w szkole. Kiedy nie umiał poradzić sobie z różnymi formami agresji wśród kolegów, zaczął wyżywać się na najbliższych w domu…

– Rodzice powinni być uczuleni na zmiany w zachowaniu dziecka, kiedy dochodzi do trudnych sytuacji życiowych. One nie muszą powodować depresji, ale mogą być jedną z przyczyn – mówi Bubrowiecka. To trudne relacje między rodzicami, zmiany szkolnego środowiska czy nerwowe sytuacje z rówieśnikami. Warto być wtedy uważnym i rozmawiać z dziećmi. Wiedzieć co się z nimi dzieje. – Dzięki temu będzie nam łatwiej zareagować i chwycić za rękę jeśli zacznie się dziać coś złego – podkreśla psycholog.

Niestety depresja dzieci i młodzieży to coraz częściej spotykane zjawisko. – W swojej pracy dostaję od kilku do kilkunastu telefonów dziennie. Najwięcej osób zgłasza się na przełomie września i października oraz w okolicy stycznia – opowiada dr Sumiła. Jak podkreśla „najczęstsze przyczyny jakie młodzież zgłasza to przeciążenie szkołą i trudna sytuacja rodzinna”.

– Najważniejsze jest dbanie o kontakt z dzieckiem od samego początku. Można powiedzieć, że… od urodzenia! – radzi psychiatra. Dzięki temu łatwiej można wyczuć samopoczucie dziecka i o wiele wcześniej działać. Rozmowa i dobra relacja jest najlepszą prewencją.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Przez ponad 10 lat w Radiu Plus w Gdańsku. Obecnie w Radiu Gdańsk. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >