Porywczy i arogancki. Droga dojrzewania Mojżesza

Żaden ludzki bohater biblijny nie rodzi się doskonałym. Izaak wycofany, Jakub oszust, Józef narcyz, Dawid grzesznik, nie mówiąc już o postaciach z Księgi Sędziów, których przypadki wręcz rażą niemoralnością (autor Listu do Hebrajczyków był dla nich zbyt pobłażliwy).

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Porywczy i arogancki. Droga dojrzewania Mojżesza
Żaden ludzki bohater biblijny nie rodzi się doskonałym. Izaak wycofany, Jakub oszust, Józef narcyz, Dawid grzesznik, nie mówiąc już o postaciach z Księgi Sędziów, których przypadki wręcz rażą niemoralnością (autor Listu do Hebrajczyków był dla nich zbyt pobłażliwy).

Podobnie nieidealny jest także Mojżesz, który zanim stanie się wielkim przewodnikiem Izraela, będzie musiał przejść długi proces dojrzewania. Jest to w pewnym sensie historia dojrzewania każdego mężczyzny.

 

Syn bez ojca

Mojżesz, bohater historii Exodusu, po raz pierwszy pojawia się w drugim rozdziale Księgi Wyjścia. Los Izraela w Egipcie pogarsza się, odkąd nastał faraon nie pamiętający zasług Józefa. Władca Egiptu, bojąc się zbytniego rozrostu Izraelitów i powtórzenia historii Hyksosów, Semitów, którzy zawładnęli krajem na kilkaset lat, zaprzęga potomków patriarchów do ciężkiej pracy. Postanawia też drastycznie ograniczyć liczbę przychodzących na świat chłopców, polecając położnym, aby zabijały ich w czasie porodu. Kiedy i to nie pomaga, ponieważ położne boją się bardziej Boga niż faraona, władca nakazuje swojemu ludowi, aby wrzucał nowo narodzonych chłopców do rzeki (Wj 1,8-22).

Mojżesz przychodzi zatem na świat w mrocznych czasach. Z drugiego rozdziału Księgi Wyjścia wiemy, że jego ojciec pochodził z pokolenia Lewiego, podobnie zresztą jak jego matka (Wj 2,1). Nie poznajemy imienia ojca, ani jego genealogii. Pojawi się ona dopiero w rozdziale szóstym. To milczenie jest w tym momencie bardzo wymowne i ma swoje symboliczne znaczenie. Mojżesz rodzi się w czasach, które cierpią na deficyt mężczyzn. Ci zostają zredukowani do roli niewolników faraona. Tracą swój honor, poczucie godności i tożsamość. Z synów Abrahama, potomków patriarchów, którzy rządzili Egiptem i wędrowali wolni pod rozgwieżdżonym niebem pustyni, zamieniają się odczłowieczone maszyny do prac przy wielkich przedsięwzięciach budowlanych faraonów. Mężczyzn nie ma w historii Mojżesza i może właśnie dlatego nie słyszymy tu imienia jego ojca. Przecież ojciec powinien się zatroszczyć o swojego syna, otoczyć go opieką i chronić od niebezpieczeństwa. Jeśli tego nie potrafi, nie jest prawdziwym ojcem.

Mojżesz rodzi się bez ojca i ojca poszukuje. To los wielu młodych ludzi, chłopców i mężczyzn w naszych czasach. Jego imię znaczy po hebrajsku wydobyty z wody (maszah – wydobyć, uratować). Nadaje mu je jednak córka faraona, więc warto sięgnąć do źródłosłowu egipskiego. W języku egipskim imię to znaczy dosłownie „zrodzony”, „syn”.

Czyim jednak synem jest Mojżesz? Jego imię nie daje odpowiedzi na to pytanie. Mojżesz przez całe życie będzie poszukiwał ojca. Czy będzie nim faraon, który przyjmie go do swojego domu? A może o małego chłopca upomną się bogowie Egiptu? Nil miał swoje bóstwo opiekuńcze, Hopi. Czy to ono ocaliło Mojżesza od pewnej śmierci? Na pierwszy ślad ojca Mojżesza naprowadzają nas kobiety.

 

 

Kobiety

Deficytowi mężczyzn w historii Mojżesza odpowiada wielość kobiet. W czasach, kiedy z pola widzenia znikają odważni i zdecydowani mężczyźni, pojawiają się dzielne kobiety. To one wydają się przejmować inicjatywę i wypełniać pustkę po nieobecnych ojcach i mężach.

Najpierw położne sprzeciwiają się woli wielkiego faraona (Wj 1,17). Potem zaczyna działać matka, której odwadze, miłości i zaradności Mojżesz zawdzięcza swoje życie. Ukrywa go ona najpierw, a gdy nie może tego dłużej robić, umieszcza dziecko w wiklinowym koszu na brzegu Nilu (Wj 2,2-3). Czuwa nad nim siostra, która widzi, jak małego Mojżesza znajduje ostatecznie córka faraona (Wj 2,5-6). Ta poznając, że ma do czynienia z dzieckiem Hebrajczyków, lituje się nad nim i ostatecznie czyni je swoim przybranym synem (Wj 2,10).

Także w naszej kulturze coraz bardziej daje się we znaki brak mężczyzn. Zajęci niewolniczą pracą, zredukowani do roli maszyn w korporacjach, są wielkimi nieobecnymi w naszych rodzinach.

Między czasami Mojżesza, a naszymi czasami, rysuje się ciekawa paralela. Także w naszej kulturze coraz bardziej daje się we znaki brak mężczyzn. Zajęci niewolniczą pracą, zredukowani do roli maszyn w korporacjach, są wielkimi nieobecnymi w naszych rodzinach. Tracą swoją tożsamość i nie są pewni roli, jaką powinni pełnić w społeczeństwie. Wpływ na to ma także ideologia, czyniąca z męskości zarzut. Mężczyźni napiętnowani, wychowywani przez kobiety i na wzór kobiet tracą swoją tożsamość. Oczywiście historia Mojżesza rozgrywa się w czasach, kiedy pozycja mężczyzn nie była kwestionowana.

Kobiety w Księdze Wyjścia nie chcą po prostu zająć miejsca mężczyzn. Ich rola jest znacznie ciekawsza i znacznie bardziej subtelna. Podobnie jak u Plutarcha, prowokują i zawstydzają mężczyzn, pomagając im odnaleźć swoje miejsce. Pokazują na swoim przykładzie, że nawet w trudnych czasach odwaga i poświęcenie są możliwe i motywują mężczyzn, aby wyszli z cienia.

Kobiety subtelnie wskazują także na obecność Boga w historii Mojżesza. Przynoszą małe dziecko nad rzekę. Dla Izraelity woda to symbol śmierci i niebezpieczeństwa. Wody to jednak także uniwersalny symbol matczynego życiodajnego, łona. Wody Nilu mogą przywieść na myśl wody, z których wyłonił się świat (Rdz 1). Przy narodzinach Mojżesza asystuje sam Pan. Kobiety są nie tylko narzędziami w jego ręku, one objawiają Jego obecność. Pełna poświęcenia miłość matki, odbija w sobie Bożą miłość (Iz 49,15). Litość córki faraona to znak Bożej litości, litości, którą Pan okaże Izraelowi w Wj 2,25. Wiklinowy koszyk, to to samo słowo, którego w Księdze Rodzaju użyje się do opisania arki Noego (cf. tebah w Rdz 7,1). W tej małej arce Bóg ocala tego, który odpowiedzialny będzie za ocalenie Izraela. Najpierw jednak musi odkryć, kto jest jego prawdziwym ojcem, musi poznać swoją tożsamość. Kobiety wymownie w tym pomagają.

 

Młody, porywczy, arogancki

A zatem Mojżesz trafia na dwór faraona i praktycznie staje się jego przybranym synem. Świat stoi przed nim otworem, należy do domu jednego z najpotężniejszych władców ówczesnego świata. Kto, będąc w takiej pozycji, nie zachłysnąłby się władzą? Mojżesz, książę Egiptu także się nią zachłystuje. Widząc Egipcjanina bijącego swego rodaka nie tylko staje w jego obronie, ale zabija oprawcę i ukrywa go w piasku (Wj 2,11-12). Myślał, że sprawa się nie wyda? Na dworze faraona trudno coś ukryć, szczególnie jeśli jest się pretendentem do tytułu, przybranym synem o niepewnym pochodzeniu. Porywczy Mojżesz zaczyna się bać. Dramatyczne wydarzenia ujawnia także, jak kruchą była idylla dworu faraona. Jego przybrany ojciec chce go stracić (Wj 2,15). Faraon zrzuca maskę i okazuje się być fałszywym ojcem dla Mojżesza.

Równocześnie dowiadujemy się czegoś ciekawego o samym Mojżeszu. Wydaje się być silnym mężczyzną. Pozycja na dworze faraona dała mu mnóstwo pewności siebie. Ma skłonność do przewodzenia innym i rozsądzania ich spraw. Jest też porywczy i nie stroni od przemocy. Kiedy jego zbrodnia wychodzi na jaw, na próżno szukać w nim objawów skruchy i żalu. Dba o siebie i ratuje swoje życie, uciekając na pustynię. W samej ucieczce nie ma jeszcze nic złego. To broń prześladowanych, korzysta z niej także prorok Eliasz, uciekający przed Jezebel (1 Krl 19,3-4). Prorok jednak woła do Pana, modli się w trakcie drogi. Na ustach Mojżesza brak modlitwy, brak wzmianki o bogach Egiptu i o Bogu Izraela. Mojżesz zachowuje się jak silny, arogancki mężczyzna, który rozwiązuje swoje problemy sam. To wciąż bardzo surowy materiał na przewodnika Izraela.

 

 

Lekcja pokory

Nasz bohater trafia do ziemi Madianitów. To lud żyjący na Półwyspie Synajskim, spokrewniony z Izraelitami przez drugą żonę Abarahama, Keturę (Rdz 25,1.4). Są bliscy narodowi wybranemu pod względem kulturowym i religijnym. To właśnie w ziemi Midian archeolodzy odkryli świątynię zdumiewająco podobną do Namiotu Spotkania. Dla Egipcjanina, jakim kulturowo mieni się Mojżesz, to jednak kraj barbarzyński. Nie ma tu wygód dworu faraona i miast egipskich. Jest surowa pustynia, która uczy Mojżesza nowego życia i odpowiedzialności.

Tu okazuje się także, że porywczość i impulsywność połączona ze szlachetnym sercem Mojżesza mogą znaleźć swoje dobre zastosowanie. Przybysz staje w obronie córek kapłana Jetro (Reuela), kiedy te przychodzą napoić swoje stada, przepędzając nastających na nie pasterzy (Wj 2,17). Dobrze skanalizowana siła i porywczość Mojżesza zaczyna służyć dobru, ochronie słabszych, już bez zabijania agresorów. Spotkanie przy źródle to zapowiedź nowego etapu w życiu naszego bohatera. Mojżesz przyłącza się do kapłana madianickiego i jego córek. Ten, który był pasterzem Egiptu, królewskim synem i jednym z najważniejszych ludzi w imperium teraz wypasa owce Madianitów. Żeni się z Seforą, która rodzi mu syna (Wj 2,21-22).

Ziemia Midian to dla Mojżesza bardzo ważna lekcja. Przede wszystkim lekcja surowości i pokory. Ten, któremu wydawało się, że może decydować o życiu innych i zabijać sam staje na progu śmierci i musi uciekać. Mojżesz odkrywa, że jest tylko człowiekiem, nie bogiem, jak słyszał wielekroć o faraonie. Uczy się wykorzystywać swoją siłę i porywy szlachetnego serca dla obrony słabszych, nie dla wyładowania własnego gniewu. Wreszcie uczy się być odpowiedzialnym mężem i ojcem. Służąc i pracując dla swojej własnej rodziny, zdobywa doświadczenie kluczowe dla kolejnego etapu swego życia, kiedy stanie się przewodnikiem Izraela. Etap ten zbliża się wielkimi krokami, ponieważ Bóg patrzy na cierpienie Izraelitów w Egipcie i patrzy na Mojżesza, który dojrzał już do swojej misji (Wj 2,25).

 

Powrót Ojca

Moment odpowiedni do przywołania Mojżesza z ziemi Madian nadchodzi, kiedy ten zapuszcza się ze swymi owcami daleko na pustynię, w okolice góry Horeb (Wj 3,1). Jej poszarpany masyw wznosi się majestatycznie nad okolicą. Horeb znaczy po hebrajsku „susza”, „opuszczenie”, „zniszczenie”. Czy jest to aluzja do życia naszego bohatera? Czy to obraz opuszczenia, suszy, braku życia Izraela, więdnącego w Egipcie? Obie interpretacje można wziąć pod uwagę w historii Mojżesza. Horeb to także góra świadectwa, której inna nazwa w tradycji to Synaj.

W historii opuszczonego i więdnącego Mojżesza ma się za chwilę ukazać Bóg. Czy to przypadek, że Mojżesz znalazł się pod Jego górą? Czy przyprowadził go tu sam Pan? Szyk zdania, którym zaczyna się rozdział trzeci Księgi Wyjścia sugeruje dwie rzeczy. Po pierwsze, pobyt Mojżesza w ziemi Midian był niezwykle cenną lekcją, ale to zaledwie wstęp do historii, która właśnie się rozpoczyna. Po drugie – Mojżesz pasący owce teścia już niedługo podejmie się swojej właściwej misji, stanie się pasterzem Izraela. Wreszcie najważniejsze: wraca Ojciec, który postanowił się o niego upomnieć.

 

 

Bóg wybiera tyleż proste, co niezwykłe zjawisko, objawiając się Mojżeszowi. Ukazuje mu się w krzewie, który płonie, ale nie spala się (Wj 3,2). Do zjawisk samoistnych zapaleń krzewów dochodzi czasem w gorących warunkach pustynnych. Bóg objawia się poprzez fenomen natury i w ten sam sposób będzie wybawiał Izraela, spuszczając na Egipt plagi. Ważne, że znak pojawia się w miejscu i czasie, które dokładnie zaplanował Bóg. Ogień, który widzi Mojżesz „nie pożera krzewu” zapraszając do zbliżenia się do niego. To obraz siły, która nie musi niszczyć. Natura Boga, którego objawienie się nie niszczy tego, co słabe, ludzkie, materialne. To także biblijny znak sądu, który Bóg szykuje nad Egiptem i jego Bogami (Iz 53,6).

Nawet do przyjaznego ognia Bożej obecności nie można się jednak zbliżać bez szacunku, ponieważ grozi to śmiercią. Przekonali się o tym nawet kapłani, synowie Aarona (Kpł 10,2). Mojżesz słyszy zatem ostrzeżenie, aby zdjął sandały, ponieważ ziemia, na której stoi jest święta (Wj 3,5). Gest, do którego zaprasza go Bóg jest bardzo wymowny. Sandał mógł oznaczać czyjeś prawo własności, siłę (Ps 60,10; 108,10), prawo do zaślubin (Pwt 25,9; Rt 4,7), godność – niewolnicy chodzili boso. Mojżesz ma stanąć przed Bogiem w pozycji sługi. Ten, który jest mocnym i gwałtownym mężczyzną, ma oddać swoją siłę na Bożą służbę. Równocześnie ze sceny tej dowiadujemy się, że Pan nie tylko widzi Mojżesza. On także zna go i woła po imieniu. Skąd zna imię Mojżesza? Czy jest jego ojcem? Co robił do tej pory? Przygotowywał swój powrót? Jeśli sam powrót jest zaskakujący, to równie niezwykła jest misja, jaką otrzymuje od Boga Mojżesz.

 

Misja mężczyzny

Zanim Bóg wyjawi Mojżeszowi misję, najpierw daje mu do zrozumienia, że przez cały czas był obecny w życiu swojego narodu. Nie ukrył się wygodnie w swojej doskonałości, lecz trwał blisko, patrzył i napatrzył się na ich cierpienia. Bóg ma już dość (Wj 3,7). Poznał uciemiężenie swojego ludu i nie chodzi tu o wiadomości, które ma na ten temat. Bóg uczestniczył w życiu swojego ludu przeżywając razem z nim jego upokorzenie. Teraz już dość. Schodzi (waered) (Wj 3,8), a właściwie, spada z góry (Iz 55,10), rzuca się jak wojsko do bitwy (1Sa 30,24), aby walczyć o swój lud. Chce go wyrwać z ręki Egipcjan, porwać ze sobą i zanieść w bezpieczne miejsce (Sdz 11,26; 2 Sa 23,12). Do czego jednak potrzebny jest Mojżesz?

Lekah eszlaheka – idź, posyłam cię, mówi do niego Pan – wyprowadź mój lud (Wj 3,10). Jeśli do tej pory było niezwykle, to teraz robi się wprost fantastycznie. Co znaczy wyprowadzić Izraela z Egiptu? Znaczy rzucić wyzwanie najpotężniejszemu władcy ówczesnego świata, Ramzesowi II zwanemu Wielkim. Znaczy zamienić niewolników w karną armię. Wreszcie znaczy pokonać armią niewolników armię egipską. Zadanie przekracza nie tylko siły ale i wyobraźnię Mojżesza, przekracza ludzkie siły. Mojżesz słusznie zatem wyraża swoje wątpliwości: „Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?” (Wj 3,11). We fragmencie Wj 3–6 Mojżesz aż ośmiokrotnie wyrazi swoje powątpiewanie w sens Bożej misji. Na każdą z tych wątpliwości Pan będzie cierpliwie odpowiadał (Wj 3,11.13; 4,1.10.13; 5,22-23; 6,12.30).

Mojżesz wątpi w swoje kwalifikacje. Ma za sobą długą historię złamanego życia. Bóg chce jednak, aby to wszystko za sobą zostawił. Mojżesz może wyzbył się już części swojej pychy i arogancji, ale wciąż myśli po ludzku. Wciąż wydaje mu się, że wyprowadzi lud swoimi siłami, talentem i pozycją. Bóg koryguje tę postawę wskazując na swoją obecność i działanie w historii Mojżesza. Ja będę z Tobą. Nie siłą Mojżesza dokona się wyzwolenie z Egiptu. Ehjeh eleka – będę z Tobą – i objawia mu swoje imię (Wj 3,12-14). „Jestem, który jestem” to objawienie i zapewnienie. Zawsze byłem, jestem i będę z Izraelem; zawsze byłem, jestem i będę z tobą. Nie może nam się nie udać.

 

Dojrzały mężczyzna

Mojżesz dojrzał wreszcie do podjęcia swojej życiowej misji. Za chwilę zrobi to, do czego wzywa go Bóg i stanie na czele Izraela. Wraz z nim i w nim dojrzewa mężczyzna. Syn bez ojca, odkrywa swego Ojca w Bogu. Dopiero powrót tego Ojca pozwolił mu poznać swoją prawdziwą tożsamość i dał mu siłę do wypełnienia życiowej misji. Do tego momentu prowadził Mojżesza jego niedoskonały ziemski ojciec i odważne kobiety, które Bóg postawił na jego drodze. One są dla mężczyzny motywacją; ich miłość objawia miłość Boga.

W procesie dojrzewania Mojżesz musiał nauczyć się używać swojej siły i porywczości dla dobra i ochrony drugiego, nie dla zadawania bólu i cierpienia. Uczył się troski i odpowiedzialności za innych poprzez troskę i miłość wobec swojej rodziny. Odkrył wreszcie, że przy jego boku stoi Ktoś, kto sprawia, że nie ma misji niemożliwych. Oddał swoją siłę na służbę Bogu. I był to zaledwie początek fascynującej drogi Mojżesza, drogi dojrzewania mężczyzny.

 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

prezbiter diecezji kieleckiej, doktor nauk biblijnych, doktorat obronił na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie, wykładowca Pisma Świętego w Wyższym Seminarium Duchownym w Kielcach oraz w Lublinie, adiunkt przy katedrze Teologii Biblijnej i Proforystyki w Instytucie Nauk Biblijnych KUL, redaktor naczelny kwartalnika biblijnego The Biblical Annals, sekretarz Stowarzyszenia Biblistów Polskich III kadencji. Jego pasją naukową i duszpasterską jest Biblia, w szczególności listy św. Pawła. Moderator Dzieła Biblijnego, autor scenariuszy i prowadzący programy telewizyjne i radiowe, współpracownik Stacji 7 i współtwórca cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

“Wielki foch”, czyli o (nie)dojrzałości kobiet

Dojrzałość i niedojrzałość dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn, ale są pewne rzeczywistości, które nas różnią. U mężczyzn dojrzałość najbardziej wyraża się w sferze działania, u kobiet - w świecie emocji i uczuć.

Anna Maria Pudełko
Anna Maria
Pudełko
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

"Wielki foch", czyli o (nie)dojrzałości kobiet
Dojrzałość i niedojrzałość dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn, ale są pewne rzeczywistości, które nas różnią. U mężczyzn dojrzałość najbardziej wyraża się w sferze działania, u kobiet - w świecie emocji i uczuć.

Niedojrzałość kobieca może się wyrażać na 4 sposoby. Pierwszym z nich jest obrażanie się, czyli tak zwany „wielki foch”. Jest to postawa bardzo niedojrzała wynikająca z nieumiejętności przedstawienia drugiej osobie własnego wewnętrznego świata: przeżyć, postaw, pragnień, uczuć, wartości. Doskonale obrazuje to scena z amerykańskiego serialu komediowego “Przyjaciele”: nie zauważam ciebie, nie rozmawiam z tobą, nie odzywam się do ciebie, a kiedy przechodzisz – dumnie odwracam głowę na drugą stronę, żeby pokazać ci, że dla mnie nie istniejesz. To postawa, która najbardziej rani drugą osobę, ponieważ w zimnym dystansie i chłodzie emocjonalnym komunikuję: „dla mnie się nie liczysz”. W drugiej osobie budzi to ogromne poczucie odrzucenia i poczucie winy.

Druga postawa to wbijanie szpilek, czyli kobiece złośliwości. Nie potrafimy powiedzieć wprost o co nam chodzi, co przeżywamy, czego pragniemy, w jaki sposób dążymy do jakiś celów. I właśnie wtedy stajemy się uszczypliwe, mówimy półsłówkami. To nie jest dobra komunikacja. Taka postawa nie prowadzi do głębszych relacji, a wręcz przeciwnie – może doprowadzić do jeszcze większych napięć.

Trzeci sposób, czyli „domyśl się”. My kobiety jesteśmy bardzo intuicyjne. Potrafimy odczytywać stany emocjonalne i przeżycia drugiej osoby z tonu głosu, mimiki twarzy, z postawy ciała. Poprzez taką uważność i zdolność obserwacji, możemy wyczuć co dzieje się w drugim człowieku. Ale ponieważ same tak odbieramy rzeczywistość, chcemy, żeby ktoś w ten sam sposób czytał nas w środku. Nie zadajemy sobie trudu komunikacyjnego, by powiedzieć drugiej osobie o tym, co nosimy w sercu i myślach. Taka postawa jest postawą manipulacyjną, ponieważ cały ciężar odpowiedzialności za relacje składamy na barki drugiego człowieka.

I ostatnia, czwarta postawa, to postawa kłótni. Może najmniej niedojrzała, bo prowadzi nas do komunikacji, jednak kłótnia jest pewną przemocową formą wyrażania siebie. W kłótni atakujemy i obwiniamy drugą osobę, chcemy ją zastraszyć i zmusić do tego, aby przyjęła nasz punkt widzenia. W jakiś sposób wyrażamy siebie, ale do dojrzałości w takim sposobie komunikacji jeszcze bardzo długa droga.

Jeżeli zauważamy, że w naszym sposobie budowania relacji i postępowania znajduje się jeden z tych czterech, bądź nawet wszystkie cztery sposoby, to na pewno pokazuje nam to, że w pracy nad naszą dojrzałością, mamy jeszcze dużo do przejścia.

 

Jak wchodzić na drogę dojrzałości?

Osoba świadoma siebie po pierwsze zauważa napięcie, po drugie potrafi nazwać to, co się w niej dzieje, nadać temu imię. To bardzo ważne, aby nauczyć się nazywać swoje emocje. Kiedy nazwiemy to, co dzieje się w naszym wnętrzu, trzecim ważnym i bardzo istotnym krokiem jest zgodzenie się i pozwolenie, by to we mnie zaistniało. Co to oznacza? Mogę przeżywać jakąś trudną emocję, np. paraliżujący mnie lęk, wielką wściekłość i nie zgadzać się na to, szukając wielu usprawiedliwień: “nie wypada, aby osoba z moim statusem społecznym przeżywała takie uczucie.” Brak zgody powoduje, że odcinam od swojej świadomości jakąś dużą część siebie. Taka postawa jest bardzo szkodliwa, ponieważ prowadzi najpierw do odrzucenia siebie samej, a następnie do poczucia, że to inni mnie odrzucają.

Dopiero wtedy, kiedy przyjmę to, co się we mnie dzieje, mogę podjąć decyzję: co chcę z tym zrobić? Trudne przeżycie, sytuację, relację, decyzję, emocje, mogę zakomunikować drugiej osobie. Dobrze, aby swoje emocje komunikować w pierwszej osobie – ja czuję, ja przeżywam, ja się nie zgadzam, ja proponuję, ja oczekuję. To pokazuje mojemu rozmówcy, który wchodzi ze mną w relację, że mam świadomość moich przeżyć i jestem za nie odpowiedzialna. Nie zrzucam na drugiego odpowiedzialności za mój wewnętrzny świat. Komunikowanie w formie „ty” – ty mnie zdenerwowałeś, to przez ciebie się boję, itd. wprowadza oskarżający ton, który sprawia, że druga strona zaczyna się bronić, a to prowadzi do kłótni. Kiedy decyduję się na komunikowanie mojego wewnętrznego świata w dojrzały sposób, muszę brać za to odpowiedzialność.

Kiedy widzę, że druga osoba nie jest otwarta na dialog, nie jest gotowa do konfrontacji i otwarcia się na moją prawdę, mogę także podjąć decyzję, że nie będę komunikować swoich przeżyć i uczuć, pozostawiając je we własnym sercu. W wolny sposób podejmuję odpowiedzialną decyzję dla dobra mojego, sytuacji i tej osoby. Mogę wybrać jeszcze inną opcję. Kiedy druga osoba nie jest jeszcze gotowa, by ze mną o tym rozmawiać, mogę porozmawiać o tym z trzecią zaufaną mi osobą, ale pod warunkiem, że nie opowiadam o tamtej sytuacji czy tamtej osobie przy okazji obgadując i dając upust napięciu, jakie mi towarzyszy. Nie mogę zmienić sytuacji, która jest poza mną, nie mogę zmienić innej osoby, jedyny wpływ jaki mam, to zmienić siebie – moje spojrzenie, podejście, a także moje odczuwanie.

 

Piękno odpowiedzialności

Dojrzałość i niedojrzałość przeplatają się w nas. Nie ma osób kompletnie niedojrzałych i super dojrzałych. Super dojrzali są tylko święci. Niedojrzałe są małe dzieci. Oscylujemy pomiędzy niedojrzałością a dojrzałością. Obyśmy coraz bardziej świadomie mogły wybierać postawy dojrzałe i odpowiedzialne, coraz bardziej świadomie zaopiekować się tymi przestrzeniami niedojrzałości które są w nas, nie zrzucając winy czy odpowiedzialności na inne osoby. W momencie, kiedy nie mówię „to twoja wina”, ale „to mój problem”, zaczynam wchodzić na drogę dojrzałości. Kiedy mówię „problem jest we mnie” a nie na zewnątrz mnie, wchodzę na drogę odpowiedzialności. Bądźmy kobietami wolnymi, elastycznymi, odpowiedzialnymi, spójnymi. Wtedy możemy cieszyć się pięknem odpowiedzialności i “wielki foch” nie będzie nam już zagrażał.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Maria Pudełko

Anna Maria Pudełko

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Maria Pudełko
Anna Maria
Pudełko
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >