Fot. Matthew Osborn/Unsplash

Chrześcijanin kontra lęk. Jak radzić sobie ze strachem?

Ostatni miesiąc upłynął nam pod znakiem silnych emocji. Wojna na Ukrainie obudziła w ludziach pokłady współczucia, ale także gniew, smutek, lęk. Być może szczególnie ten ostatni stał się dla wielu z nas częstym towarzyszem. Chciałbym napisać o nim kilka zdań jako teolog i jako człowiek, któremu doświadczenie lęku nie jest obce.

Reklama

Czy lęk da się oswoić?

Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy, jest taka: lęk jest jak zwierzę, którego nie da się do końca oswoić. Trzeba nauczyć się z nim żyć, a to oznacza też: nie pozwolić mu narzucić sobie jego reguł. Trzeba z nim się zmagać, ale też się z nim jakoś układać. Święty Tomasz z Akwinu pisał, że nad naszymi uczuciami nie mamy władzy dyktatorskiej, tylko polityczną — czyli taką, w którą wpisana jest konieczność kompromisu i świadomość tego, że w danym momencie nie wszystko zależy od naszej osobistej woli. Nieraz można lęk uśmierzyć albo go przezwyciężyć, ale czasem trzeba go zwyczajnie znosić. Na takie sytuacje szczególne światło rzucają słowa św. Pawła, w których odnosi się on do jakiegoś tajemniczego, bardzo dla niego uciążliwego i uporczywie powracającego doświadczenia: „Dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali»” (2 Kor 12, 7-19).

Lęk jest ościeniem. Sam nie ma w sobie nic pozytywnego: raczej odwodzi od działania niż do niego pobudza; raczej zaciemnia umysł niż go rozjaśnia; raczej zamyka na innych ludzi niż na nich otwiera. Dlatego ciągle trzeba prosić Pana, żeby nam go zabrał. Prosząc, trzeba być jednak otwartym na to, że oścień, sam w sobie zły, może być drogą do jakiegoś dobra. „Moc bowiem w słabości się doskonali”. Jest to pójście dalej niż podpowiada logika zwyczajnego, spełnionego i zadowolonego z siebie ludzkiego życia. Jednocześnie nie ma w takim podejściu nic z duchowej albo intelektualnej alchemii, która próbowałaby samo doświadczenie lęku zmienić w coś dobrego.

Sposób na lęk

Czy istnieje jakiś niezawodny sposób na lęk? Przy silnych, niemożliwych do kontrolowania stanach lękowych potrzebna jest oczywiście pomoc terapeutyczna albo farmakologiczna. W szukaniu takiej pomocy nie ma nic z tchórzostwa ani z braku zaufania Bogu. Czasami jednak wystarczy dbanie o stan własnego wnętrza. Dużo się ostatnio mówiło o tym, że jednym z czynników wzmagających lęk związany z wojną za naszą wschodnią granicą jest nieustanne sprawdzanie wiadomości. Ich ograniczenie, choć może się na pierwszy rzut oka kojarzyć z nieczułością i zamykaniem się we własnym, wygodnym świecie, jest jednak takim dbaniem o unikanie nadmiernego poziomu lęku. Podobnie trzymanie się swoich zwyczajnych zajęć, bez ulegania złudzeniu, że skoro niedaleko nas giną niewinni ludzie, to nasze codzienne małe troski i przyjemności tracą zupełnie znaczenie.

Reklama
Reklama

Mówi się czasem, że lęk, w przeciwieństwie do strachu, odnosi się do zagrożenia nie bezpośredniego, ale wyobrażonego. Powiązanie z wyobraźnią nie odbiera wcale realności cierpieniu z nim związanemu. Henri de Lubac SJ, francuski teolog i weteran I Wojny Światowej, w swoim małym traktacie o cierpieniu pisał, że cierpienie nie jest nigdy czymś wyłącznie wyobrażonym, nawet jeśli to wyobraźnia sprawia, że cierpimy. Dodawał, że jesteśmy jednak odpowiedzialni za stan naszej wyobraźni. Uświadomienie sobie, że to w niej tkwią źródła naszego lęku, może być pierwszym krokiem to tego, by ustąpił on miejsca nadziei.

Uderz w niewidzialną barierę, która więzi

W poszukiwaniu ukojenia dla naszych lęków nie można zapomnieć o jeszcze jednej prostej prawdzie: przeciwieństwem lęku jest nie tylko wewnętrzny spokój, ale też (a może przede wszystkim) odwaga. Zmagając się z lękiem, mamy nie tylko szukać ukojenia, ale także ćwiczyć się w cnocie męstwa. Stawiać nieśmiałe kroki poza siebie, skupiać siły i uderzać w niewidzialną barierę, która nas więzi. W obliczu wielkiego zła (jak to, które rzuca cień na nasze obecne życie) czynić małe dobro, na naszą miarę. Nawet kiedy czujemy się wewnętrznie obolali i najchętniej schowalibyśmy się w jakimś ciemnym kącie, iść do ludzi. Jednym z najgroźniejszych owoców lęku jest bowiem osamotnienie. Oddziałuje on w ten sposób, że „przerywa wszelką komunikację człowieka z człowiekiem i bez trudu krępuje jednym łańcuchem wszystkich w taki właśnie sposób osamotnionych ludzi” (H.U.von Balthasar, Chrześcijanin i lęk, s.18). Zwycięstwo w tej sytuacji polega na pójściu pod prąd tego lękowego dynamizmu: na szukaniu bliskości innych, dzieleniu się tym, co przeżywamy, rozbijaniu naszego „więzienia bez krat” (por. Mdr 17,15), niesieniu pomocy tym, którzy jej potrzebują. 

Niejednokrotnie możemy odbić się od ściany, nieraz okaże się, że nasza moc ma się doskonalić w słabości, a nie w jej przezwyciężeniu. Ale nieraz też doświadczymy, że granice się przesuną, a mur, jeśli nie runie, pozwoli zobaczyć, że jest coś poza nim. My zaś nie zapomnimy, że naszym powołaniem jest wolność, także od lęku. „Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!” (2 Tm 1,7-8).

Reklama
Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę