Fot. amorsanto/Cathopic

Jak modlić się w czasie wojny?

Czy Pan Bóg wysłucha naszych modlitw? Co zrobić, gdy nie widzimy skutków modlitwy? Ile znaczy nasza modlitwa w trudnym czasie wojny? I w końcu - jak połączyć nasze dzisiejsze doświadczenie z wiarą w dobrego Ojca?

Reklama

Wiemy z różnych świadectw z przeszłości, że wojna bywała okazją do odkrycia na nowo wiary w Boga. „Jak trwoga to do Boga” — mówi popularne powiedzenie. Zwykle ma ono za cel obnażenie interesowności ludzkiej modlitwy, ale przecież wyraża też głęboką prawdę: wobec rozpadania się w pył dotychczasowych fundamentów życia zdarza się, że człowiek przypomina sobie o Skale zbawienia.

Próba wiary

Jednocześnie wojna jest próbą wiary, nie tylko dla ludzi żyjących pod ostrzałem, ale też dla nas, którzy próbujemy dopasować jakoś to, jak wierzymy, do tego, co oglądamy na co dzień w wiadomościach. Wielu z nas nosi w sobie trudne pytania: o obecność Boga w życiu ludzi, którzy teraz giną, czy o sens modlitwy o pokój. Są to pytania, na które nie jest łatwo odpowiedzieć, a też nie każda teoretyczna odpowiedź (jak choćby ta odwołująca się do Bożego szacunku dla ludzkiej wolności) jest egzystencjalnie satysfakcjonująca.

Wydaje się, że istnieje jedna niezawodna droga, by połączyć nasze dzisiejsze doświadczenie z wiarą w dobrego Ojca. Trzeba wrócić do esencji chrześcijaństwa, czyli do Chrystusa. To w Nim otchłań Bożej tajemnicy łączy się z otchłanią naszych lęków i cierpień. To w Nim trzeba mieć utkwione oczy, żeby nie zagubić się w mgle wojny. W Tym, który „z głośnym wołaniem i płaczem zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci i został wysłuchany” (Hbr 5,7) — choć wielu, patrząc na jego zbezczeszczone ciało wiszące na Krzyżu, odpowiadało pośpiesznie, że właśnie nie został wysłuchany.

Gdy nie ma rezultatów modlitwy

Bł. Prymas Stefan Wyszyński pisał w „Zapiskach więziennych”: „Muszę ich wspierać, by nie zwątpili. Rzecz szczególna, jak blisko ‹niezachwianej wiary› krąży lęk. Człowiek, który mocno wierzy, tak bardzo wszystkiego się spodziewa rychło od Boga, że każda zwłoka wywołuje niepokój. Nie jest to niewiara, ale ‹zaskoczenie› na punkcie konfliktu ‹potęga — dobroć Boża›. Lękam się o ludzi, którzy bardzo wierzą w skuteczność modlitwy, by nie chcieli zbyt szybkich rezultatów swej modlitwy, by w razie zwłoki z odpowiedzią Bożą nie ustali” (wpis z 1.10.1953).

Reklama
Reklama

Modlitwa w czasach trudnych musi być modlitwą wytrwałą. Trochę jak pomoc, której wielu z nas udziela teraz ofiarom wojny: ważna jest szybka i spontaniczna mobilizacja, ale prawdziwa chęć pomocy musi być długodystansowa. Podobnie długodystansowego podejścia do modlitwy — o pokój, o wolność, o sprawiedliwość — uczy nas Prymas Tysiąclecia. Trzeba nam pukać do bram nieba, choćby nic nie wydawało się zapowiadać bliskiego zwycięstwa. Choćby nasze słowa przybierały czasem tak dramatyczny ton, jak słowa Psalmisty: „Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Przebudź się! Nie odrzucaj na zawsze! Dlaczego ukrywasz Twoje oblicze? Zapominasz o nędzy i ucisku naszym? Albowiem dusza nasza pogrążyła się w prochu, a ciało do ziemi. Powstań, przyjdź nam na pomoc i wyzwól nas przez swą łaskawość!” (Ps 44, 24-27).

Modlitwa w czasach trudnych musi być modlitwą wytrwałą. Trochę jak pomoc, której wielu z nas udziela teraz ofiarom wojny: ważna jest szybka i spontaniczna mobilizacja, ale prawdziwa chęć pomocy musi być długodystansowa

Modlitwa, która jest… walką

Modlitwa jest źródłem ukojenia, ale modlitwa jest też walką. Przypomina o tym  Katechizm Kościoła Katolickiego (w nr.2629), odwołując się do dwóch fragmentów z Nowego Testamentu. Pisząc do Rzymian, św. Paweł prosi ich, by walczyli za Niego poprzez zanoszenie modlitw do Boga (Rz 15,30). Z kolei pod koniec Listu do Kolosan przekazuje pozdrowienia od Epafrasa, „zawsze walczącego za nich w modlitwach o to, by stali mocno, doskonali w pełnieniu każdej woli Bożej” (por. Kol 4,12). Warto może dodać, że walka modlitwy jest także walką wewnętrzną: z własnym lękiem albo pokusą obojętności; z wątpliwościami albo kiełkującą w sercu nienawiścią do sprawców zbrodni. Jest walką o to, żeby w doświadczeniu nie utracić właściwego nastawienia wobec Boga:

Reklama
Reklama

„Przez modlitwę prośby wyrażamy świadomość naszego związku z Bogiem: jako stworzenia nie decydujemy o naszym początku, nie jesteśmy panami naszego losu; nie stanowimy sami dla siebie celu; ponadto jako chrześcijanie wiemy, że – będąc ludźmi grzesznymi – odwracamy się od naszego Ojca. Prośba jest już powrotem do Niego” (KKK 2629).

Próbując zrozumieć w świetle wiary obecne wydarzenia, nie można też zapomnieć o jeszcze jednym wątku, niezwykle mocno obecnym w księgach prorockich Starego Testamentu. Izraelici zawsze wiązali klęski i nieszczęścia, które ich spotykały, z Bożą karą za grzechy i wezwaniem do nawrócenia. To prawda, że przy naszym, o wiele bardziej indywidualnym patrzeniu na człowieka, trudno już tak myśleć: trudno znaleźć proporcję między indywidualnym grzechem człowieka a niewyobrażalnym nieraz cierpieniem, którego doświadcza. Niemniej, ekspiacyjny charakter cierpienia to kierunek, który nie został nigdy przez Kościół porzucony. W każdej sytuacji warto więc łączyć własne cierpienia ze zbawczym cierpieniem Ukrzyżowanego i wołać do Boga: „Dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata”.


Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę